<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608</id><updated>2012-02-11T15:50:42.944+01:00</updated><category term='Zelazny Roger'/><category term='Clarke Arthur C.'/><category term='Martel Yann'/><category term='Herbert Frank'/><category term='RPG'/><category term='Literatura'/><category term='Lem Stanisław'/><category term='Pratchett Terry'/><category term='Dumas Alexandre'/><category term='Rushdie Salman'/><category term='Sagan Carl'/><category term='Simmons Dan'/><category term='Tokarczuk Olga'/><category term='Eco Umberto'/><category term='Scorpions'/><category term='Jeskow Kirył'/><category term='Kapuściński Ryszard'/><category term='Egan Greg'/><category term='Gibson William'/><category term='Ray Wilson'/><category term='Donaldson Stephen R.'/><category term='Chiang Ted'/><category term='Moers Walter'/><category term='Listy'/><category term='Drake Frank'/><category term='Larp'/><category term='Huberath Marek S.'/><category term='Kołakowski Leszek'/><category term='Gaiman Neil'/><category term='Calvino Italo'/><category term='Carroll Jonathan'/><category term='Myslovitz'/><category term='Miłosz Czesław'/><category term='Potocki Jan'/><category term='Zajdel Janusz A.'/><category term='Asimov Isaac'/><category term='Lem Tomasz'/><category term='Konwent'/><category term='Dawkins Richard'/><category term='TM-Semic'/><category term='Fiałkowski Tomasz'/><category term='Mielville China'/><category term='Sobel Dava'/><category term='Muzyka'/><category term='Kaczkowski Piotr'/><category term='Barańczak Stanisław'/><category term='Wydarzenia'/><category term='U2'/><category term='Sacks Oliver'/><category term='Wiśniewski-Snerg Adam'/><category term='Dukaj Jacek'/><category term='Matuszek Paweł'/><category term='Le Guin Ursula K.'/><category term='Parowski Maciej'/><category term='Borges Jorge Luis'/><category term='Strugaccy A.B.'/><category term='Stephenson Neal'/><category term='Zbiorczo'/><title type='text'>JMM</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>127</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-7598495889793961270</id><published>2012-01-05T21:20:00.001+01:00</published><updated>2012-01-05T21:22:45.716+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><title type='text'>no. 128 - Jacek Dukaj i inni - antologia Science fiction</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;‘&lt;br /&gt;Dotychczas zupełnie nie byłem targetem wydawnictwa Powergrapha. Wprawdzie mają na tyle mocny PR, że orientuje się w tym co wydają, ale żadna z ich pozycji nie skusiła mnie do skorzystania z oferty. Aż do momentu w którym wydali antologię opowiadań z udziałem Jacka Dukaja. Króciutki, jak to zawsze u tego pana tekst na dwieście stron. Poza tym jedenaście innych. Zadanie – czy wśród młodych – zarówno takich, którzy jeszcze nie mieli swojego debiutu książkowego, ale też wśród takich, którzy mają już nawet po kilka powieści – pisarzy, chcących się „babrać” z etykietką science-fiction znajdzie się coś ciekawego?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomijając Dukaj, o tekście tytułowym za chwilę:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chyba jednak było lepiej niż się spodziewałem. Z wszystkich zamieszczonych tam opowiadań tylko kilku nie dałem rady doczytać do końca. Jeden mi się naprawdę podobał, na tego autora warto będzie poczekać, aż wyda coś więcej. Dwa teksty miały mocne przebłyski, i niosły ze sobą wiele. A reszta… no cóż…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najlepszy był zdecydowanie Andrzej Miszczak z „Impneurium”. Niby zwykła spekulacja, która wyrosła z niepełnych danych, a ile sprawia radości. W tle napływ do europy ludności muzułmańskiej, praca lekarzy i kognitywistów przy ciekawych przypadkach, i wzięcie całej sytuacji w nawias. Na tego pana zdecydowanie trzeba będzie zwrócić uwagę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niezły był Michał Protasiuk z „Trzecim Adamem”. Sam początek – problemy z programem sterującym światłami drogowymi w Warszawie, i doszukiwaniem się powstania osobliwości robi wrażenie. Szkoda tylko, że później idzie w stronę popularnej kliszy – dobrze, że chociaż wszystkie wnioski wynikają tutaj z przesłanek, i nie wypada na nikogo żadna deus ex machina.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Również podobał mi się Paweł Majka z tekstem „Pseudaki”. Za piękne przedstawienie świata postludzkiego. Proste, obrazowe, ale też pomysłowe i barwne. Ten pan również może nas w przyszłości mile zaskoczyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przy reszcie tekstów – te lepsze niby można przeczytać, ale kompletnie nic z tego nie będzie. Czytanie post-science fiction o wyprawach w kosmos, osadnictwie, i odkrywaniu nowych ziem robi się coraz bardziej męczące. Podobnie jak pochodne Teda Chianga czy Neala Stephensona, którzy jeszcze są czytalni, i to z pewną przyjemnością – ale ich naśladowcy – niekoniecznie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niestety, książki science-fiction wydaje się dla fanów książek science-fiction. Ciężko mi się do tego dostosować, ale trudno…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wreszcie tekst Jacka Dukaja. Przy takim sąsiedztwie nie może nie błyszczeć. Powiem tak. Oczywiście nikt nie ma pojęcia jakie będą jego kolejne książki, ale czytając właśnie „Science fiction” miałem wrażenie, że to jest kierunek w którym taka proza może zmierzać. Średnio widzę rozwijanie konceptów z „Wrońca”, „Linii oporu” czy „Oka potwora”. Natomiast Dukaj z „Science fiction” fascynuje i pokazuje, że ma jeszcze wiele przed sobą. Wcale bym się nie obraził, gdyby powstawało więcej literatury science fiction w stylu „Solar” Iana McEwana. Czytać hard-sf w takim stylu? Poproszę jeszcze. Albo jeszcze lepiej – poproszę rozwinięcia takiego kierunku.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-7598495889793961270?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/7598495889793961270/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2012/01/no-128-jacek-dukaj-i-inni-antologia.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/7598495889793961270'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/7598495889793961270'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2012/01/no-128-jacek-dukaj-i-inni-antologia.html' title='no. 128 - Jacek Dukaj i inni - antologia Science fiction'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-1196297010957771457</id><published>2011-12-30T20:11:00.002+01:00</published><updated>2011-12-31T13:57:28.115+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Listy'/><title type='text'>Podsumowanie roku według biblionetki</title><content type='html'>‘&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niektórzy chwalą się podsumowaniami liczbowymi zrobionymi na podstawie last.fm. Jako, że niestety nie mam żadnego scorbblera podłączonego do wieży, więc pobawmy się nieco inaczej – policzmy co wyszło zliczając wszystkie pozycje tegoroczne, które miałem w Biblionetce (ze względu na specyfikę serwisu nie wliczają się w to żadne podręczniki akademickie, monografie, ani te wszystkie zabawne rzeczy do pracy magisterskiej). Zresztą zrobiłem już coś takiego rok temu =&amp;gt; http://www.biblionetka.pl/art.aspx?id=485610&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;A zatem:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2011&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nowych pojedynczych pozycji – 143&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najczęściej pojawiający się autorzy:&lt;br /&gt;Ursula K. Le Guin – 10&lt;br /&gt;Jorge Luis Borges – 9&lt;br /&gt;Italo Calvino – 7&lt;br /&gt;Umberto Eco - 6&lt;br /&gt;Stanisław Lem - 6&lt;br /&gt;Salman Rushdie - 6&lt;br /&gt;Wit Szostak – 6&lt;br /&gt;Roger Zelazny –6&lt;br /&gt;Stephen R. Donaldson – 5&lt;br /&gt;Czesław Miłosz – 4&lt;br /&gt;Vladimir Nabokov – 4&lt;br /&gt;Terry Pratchett – 4&lt;br /&gt;Frank Herbert – 3&lt;br /&gt;Jacek Dukaj – 2&lt;br /&gt;Zbigniew Herbert – 2&lt;br /&gt;Marek S. Huberath – 2&lt;br /&gt;Milorad Pavić – 2&lt;br /&gt;Karl R. Popper – 2&lt;br /&gt;Dan Simmons – 2&lt;br /&gt;Szczepan Twardoch – 2&lt;br /&gt;Mario Vargas Llosa - 2&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nawet wielkich zmian tutaj nie było. Zobaczymy cóż będzie za rok…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;PS:&lt;br /&gt;144.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-1196297010957771457?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/1196297010957771457/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/12/podsumowanie-roku-wedug-biblionetki.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/1196297010957771457'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/1196297010957771457'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/12/podsumowanie-roku-wedug-biblionetki.html' title='Podsumowanie roku według biblionetki'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-8628750453984928280</id><published>2011-12-04T23:24:00.001+01:00</published><updated>2011-12-04T23:29:13.963+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wydarzenia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Myslovitz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Muzyka'/><title type='text'>Myslovitz w Dekompresji - 04.12.11</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;'&lt;br /&gt;Niestety, nie udało mi się ostatecznie dojechać do Konina na koncert Raya w sobotę, ale miałem okazji do zakończenia koncertowego roku 2011 w inny sposób. Pewnie nie długo będzie zabawa w podsumowania, ale to za chwilę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Support. Przyznam, że nie odrobiłem pracy domowej i nie sprawdziłem kto wystąpi przed Myslovitz. Inną sprawą jest, że nie pamiętam dobrego supportu występującego przed nimi. A zdarzały się też i zespoły których słuchanie prawie że bolało, jak Pustki czy Cool Kids of Death. Trochę zdziwiłem się kiedy na scenie zaanansowano zespół Generał Stillwill. Osoby znające historię Myslovitz pamiętają zapewne postać Marka Jałowieckiego, pioniera mysłowickiej sceny gitarowej, który był m.in. autorem muzyki do wykonywanego również przez Myslovitz utworu „Peggy Brown”. Na scenie Dekompresji pojawił się jako lider reaktywowanego niedawno zespołu (aczkolwiek patrząc na pozostałych muzyków nie powiedziałbym, że byli to weterani pamiętający granie w latach 80tych). Mieli grać same nowe utwory, powstałe na przestrzeni kilku lat. Samo brzmienie nie było złe – przyjemne gitarowe granie, chwilami mocno Cure’owe. Ale – dosyć monotonnie zaaranżowane. No i wokal. Ten człowiek powinien trzymać się z dala od mikrofonu, bo śpiewał tragicznie. Niezależnie od tego jak dobry był podkład gitarowy psuło to każdą piosenkę. A szkoda, bo poza tym nie było źle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myslovitz. Idąc na koncert głównie oczekiwałem utworów z nowej płyty. Zastanawiałem się czy zaczną od razu „Skazą”. Ale nie. Pierwszy utwór – „Wieża melancholii”. Klimatyczny i wolny utwór z Korovy, ale tutaj zagrany w bardzo potężnej i pełnej mocy wersji. Na pewno lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. A później się zaczęło. Wojtek Powaga występował w koszulce Pink Floyd, ale granie jakie prezentował mocno odbiegało od takiego stylu. W Dekompresji panowie zabrzmieli bardzo ostro i dynamicznie. Te wszystkie utwory z Korovy miały o wiele bardziej rockowy smak niż na poprzednich trasach. Po dłuższym przyłojeniu klimat uspokoił się przy „Nocy”. I wreszcie zabrzmiała „Skaza”. Na żywo brzmi to jeszcze mocniej i bogato niż na płycie. A w finale, przy sekcji „bez mroku nie ma snów” nie dość, że trzęsie to jeszcze po całym ciele przechodzą ciarki. Piękny moment.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejne utwory z „Nieważne jak wysoko jesteśmy” zagrane były bez większych zmian co do płytowych wersji, chociaż wszystkie bardziej energicznie, z większą ilością gitarowo-klawiszowych ozdobników. Aczkolwiek jeśli komuś nowa płyta nie przypadła do gustu, zapewne usłyszenie jej na żywo nic nie zmieni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Spodziewałem się trochę, że będzie podobnie jak na trasie promującej „Happiness is Easy” – że panowie zaprezentują cały nowy materiał na raz, w jednym secie. A tutaj, po „Ukryte” zagrali dwa utwory z „Miłości” oraz „Życie to surfing”, i wrócili do nowej płyty grając „Srebrną nitkę ciszy” (zadedykowaną przez Wojtka Kuderskiego… wszystkim Barbarom i górnikom!) oraz rozimprowizowane w końcowej sekcji „Blog filatelistów polskich”. I tyle. Jeszcze przebojowy bis, i na tym był koniec koncertu. Oznaczało to, że:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;a. Nie zagrali „21 gram”. Szkoda, bo na chwilę obecną to mój ulubiony nowy utwór. Coś ostatnio nie mogę się dogadać z trasami promującymi płytę. Tak samo Ray Wilson nie grał „She Flies” i „Ought to be Resting” (a grać zaczął kiedy już mi się nie udało pojawić na koncercie…) Ech. Oby następnym razem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;b. Na koncercie nie pojawiło się NIC z pierwszych trzech płyt. Ciekawa praktyka. Z jednej strony bardzo dobrze, że nie było „Peggry Brown”, ale jakoś tak dziwnie się czuje bez tych wszystkich „Good Day My Angel” czy „Myszy i Ludzi”…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sam koncert oceniam jako udany, chociaż nie był to jeden z najlepszych występów Myslovitz, z wszystkich czternastu na których byłem. Troszkę jednak za bardzo na „ostro”, i za mało zróżnicowanie. Ale i tak panowie formę zaprezentowali rewelacyjną. I jak zwykle kolejne ich koncerty będą miały status „nie do odpuszczenia”.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Setlista:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wieża melancholii&lt;br /&gt;Bar mleczny Korova&lt;br /&gt;Nocnym pociągiem aż do końca świata&lt;br /&gt;Kilka błędów popełnianych przez dobrych rodziców&lt;br /&gt;Peggy Sue nie wyszła za mąż&lt;br /&gt;Za zamkniętymi oczami&lt;br /&gt;Fikcja jest modna&lt;br /&gt;Mieć czy być&lt;br /&gt;Noc&lt;br /&gt;Skaza&lt;br /&gt;Art Brut&lt;br /&gt;Przypadek Hermana Rotha&lt;br /&gt;Ukryte&lt;br /&gt;Gdzieś&lt;br /&gt;Aleksander&lt;br /&gt;Życie to surfing&lt;br /&gt;Srebrna nitka ciszy&lt;br /&gt;Blog filatelistów polskich&lt;br /&gt;- - -&lt;br /&gt;Sprzedawcy marzeń&lt;br /&gt;Chłopcy&lt;br /&gt;Długość dźwięku samotności&lt;br /&gt;Dla ciebie&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-8628750453984928280?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/8628750453984928280/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/12/myslovitz-w-dekompresji-041211.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/8628750453984928280'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/8628750453984928280'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/12/myslovitz-w-dekompresji-041211.html' title='Myslovitz w Dekompresji - 04.12.11'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-5815378573292711339</id><published>2011-11-11T17:42:00.002+01:00</published><updated>2011-11-11T18:01:36.779+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Simmons Dan'/><title type='text'>no. 127 - Dan Simmons - Terror</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;'&lt;br /&gt;Pierwszą książką Dana Simmonsa jaką przeczytałem był „Hyperion”. I cały czas pozostaje pod dużym wrażeniem tej powieści – świetnie napisane, pięknie skonstruowany świat przedstawiony. Mimo, że na pierwszy rzut oka widać wszystkie cytaty i odniesienia, to jednak rzecz jest tak dobra, że nie dość, że to wszystko nie przeszkadza, to jeszcze sprawa, że bardziej się podoba. Podobnie z kontynuacją – „Zagładą Hyperiona”. Chociaż bardziej chaotyczna i być może mniej przemyślana, to jednak również podoba się bardzo. Również za konstrukcję postaci – autor, który tworzy takich bohaterów jak Sol Wintraub czy Paul Dure zdecydowanie musi znać się na rzeczy. Gdybym znał tylko te dwie książki Simmonsa, gotów byłbym ogłosić go naprawdę jednym z lepszych przedstawicieli tego typu literatury.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale chwilę później zacząłem czytać „Endymion”. Powieść mająca kilkaset stron, na których niemalże nic się nie dzieje. Strasznie schematyczna akcja, która nie ma się nijak do wcześniejszych części, ponadto po ciekawych postaciach również nic nie pozostaje – protagoniści powieści, Raul i Enea są po prostu papierowi i nie mający nic do zaprezentowania. Owszem, zdaje sobie sprawę, że takie typy charakteru oddane zostały bardzo realistycznie. Ale czytanie o tego typu postaciach jakoś tak nie ma dla mnie większych wartości. Zakończenie drugiej dylogii – „Triumf Endymiona” prezentuje się już lepiej. Nagle okazuje się, że jest tam jakaś fabuła, i w poprzedniej części jednak o coś chodziło. Niemniej jednak widać tam pewne ważne założenie konstrukcyjne, do którego sam autor przyznał się w jednym z wywiadów, które czytałem. Otóż pisarz jest zwolennikiem spontanicznego wymyślania ciągu dalszego podczas samego procesu pisania. Oczywiście kwestie planowania i samego pisanie niespecjalnie mnie interesują, natomiast kiedy podczas czytania mam wrażenie, że startujemy z naprawdę wysokiego pułapu, a później jest coraz gorzej – jak gdyby zabrakło pomysłu na ciekawe i pomysłowe przeprowadzenie i zakończenie fabuły – to nie będę się wyrażał najcieplej o takiej książce.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Później była dylogia „Ilion” / „Olimp”. Znowu startujemy bardzo wysoko. Postludzie odtwarzający wydarzenia z Wojny Trojańskiej za pomocą technologii na przemienionym Marsie. Morawce dyskutujące o Shakespearze i Proustcie. Cała poapokaliptyczna ziemia. Przepiękna wizyta na stacji orbitalnej z Kalibanem przemawiającym poematem Browninga. Robi wrażenie. Tylko, że to wszystko tyczy się samego świata. To jest naprawdę mocna cecha prozy Simmonsa. Gorzej jeśli chodzi o prowadzenie fabuły. Pomysłów zdaje się brakować już w okolicy początków drugiego tomu, a później jest już tylko gorzej, aż do zakończenia, które jest po prostu nijakie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I po takich doświadczeniach zdarzyło mi się przeczytać „Terror”. Sześciuset stronicowa opowieść o XIX-wiecznej ekspedycji polarnej. Nie wiem, być może wina tego, że przeczytałem to dosyć obojętnie tkwi w oczekiwaniach. Być może oczekiwałem klimatów nieco przypominających syberyjskie sceny z dukajowego „Lodu”. Być może spodziewałem się jakiegoś obcowania z nieznanym, czegoś niezrozumiałego (zwłaszcza, że książka reklamowana była właśnie w taki sposób). A dostałem raczej prosty opis nieudanej ekspedycji. Jak gdyby powieść przygodową, tylko, że pozbawioną przygód. Czasami nawet pojawiały się ciekawe wątki – jak opisy wcześniejszego życia komandora Croziera, czy zagadka eskimoski, ale były dość szybko porzucanie, i autor praktycznie do nich nie wracał. Mam wrażenie, że dopiero w końcówce zaczęła się prawdziwa książka. Tylko, że średnio satysfakcjonuje mnie powieść składająca się z wprowadzenia na pięćset czterdzieści stron, i pięćdziesięciu stron części właściwej. Nawet wydawało by się najważniejsze – pojawianie się Potwora nie robi żadnego wrażenia. Może też dlatego, że w książce brakuje postaci, którzy mieliby do zaproponowania różne punkty widzenia, i mieli różne pomysły wyjaśniające rzeczywistość. Ale zarówno narracja wyróżniająca komandora Croziera jak i doktora Goodsira koncentruje się na suchym przytaczaniu faktów. Owszem, rozumiem, że ci ludzie rozpaczliwie walczyli o swoje życie. Jako czytelnik oczekuje więcej nie od bohaterów, ale od autora, który ich animuje. Bez mocnych postaci ciężko przekazać bardziej zróżnicowane i ważne treści, niż tylko opis walki o życie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak rozczarowałem się. Z pewnością Dan Simmons jest autorem na tyle sprawnym, że jego książki się dobrze czyta. Tylko, że niestety tym razem bez większej przyjemności. A szkoda, bo „Hyperionem” i „Ilionem” pokazał, że stać go na wiele więcej. Mam nadzieję, że nie było tak, że siłą tych książek była tylko i wyłącznie sprawna gra schematami i kontekstami, która udała się dwa razy, ale później już nie wystarcza. Nie wiem. Poważnie zastanowię się teraz zanim sięgnę po jego kolejną książkę. Ostatnią rzeczą wydaną w Polsce była nowelka „Muza ognia”, a ponoć wkrótce ma być wydana powieść o Dickensie. Po „Terrorze” moja ciekawość tego co ma pan Simmons do zaoferowania znacznie się obniżyła.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-5815378573292711339?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/5815378573292711339/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/11/no-127-dan-simmons-terror.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/5815378573292711339'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/5815378573292711339'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/11/no-127-dan-simmons-terror.html' title='no. 127 - Dan Simmons - Terror'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-3563640046955718769</id><published>2011-11-02T21:04:00.009+01:00</published><updated>2011-11-02T21:16:49.358+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Listy'/><title type='text'>Wishlist - suplement</title><content type='html'>'&lt;br /&gt;Czyli wszystkie rzeczy z mojej wishlisty, których nie mogę dodać w &lt;a href="http://www.biblionetka.pl/bookShare.aspx?id=71792&amp;amp;sort=author&amp;amp;p=all"&gt;Biblionetce &lt;/a&gt;ponieważ nie zostały wydane w naszym pięknym kraju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stephen R. Donaldson - The Gap Into Madness: Chaos and Order&lt;br /&gt;Stephen R. Donaldson - The Gap Into Ruin: This Day all Gods Die&lt;br /&gt;Stephen R. Donaldson - Mordant's Need: The Mirror of her Dreams&lt;br /&gt;Stephen R. Donaldson - Mordant's Need: A Man Rides Through&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Frank Herbert - Destination: Void&lt;br /&gt;Frank Herbert - The Dosadi Experiment&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Frank Ferbert, Bill Ransom - Ascension Factor&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ursula K. Le Guin - The Telling&lt;br /&gt;Ursula K. Le Guin - Voices&lt;br /&gt;Ursula K. Le Guin - Powers&lt;br /&gt;Ursula K. Le Guin - The Compass Rose&lt;br /&gt;Ursula K. Le Guin - A Fisherman of the Inland Sea&lt;br /&gt;Ursula K. Le Guin - Changing Planes&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Roger Zelazny - A Night in the Lonesome October&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-3563640046955718769?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/3563640046955718769/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/11/wishlist-suplement.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/3563640046955718769'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/3563640046955718769'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/11/wishlist-suplement.html' title='Wishlist - suplement'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-1408123461169509835</id><published>2011-10-29T16:34:00.000+02:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.249+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Matuszek Paweł'/><title type='text'>no. 126 - Paweł Matuszek - Kamienna ćma</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;'&lt;br /&gt;Raczej niekoniecznie jestem chętny do sięgania po nowości wydawnicze, o których niewiele wiem. Żeby sięgnąć po jakiegoś zupełnie nowego autora, którego zupełnie nie znam, i kompletnie nie wiem czego się spodziewać, potrzebuje jednak różnych dodatkowych danych. W przypadku powieści Pawła Matuszka zdecydował pewien wykład na Polconie, na którym byłem. Był to wykład Konrada Walewskiego na temat powieści konceptualnych. Z tego powodu, że nasłuchałem się o „Kamiennej ćmie” sprawiło, że ta książka mi się podobała, ale z zupełnie innych powodów, niż się spodziewałem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zupełnie nie mam pojęcia jakie są formalne wyznaczniki literatury konceptualnej. Dla mnie pozostaje to taka powieść (chociaż im głębiej sięga ingerencja wszystkich środków metatekstualnych w strukturę utwory, tym ciężej jest używać terminu „powieść”) w której wszelkie środki pozatekstowe – grafiki, układ typograficzny, etc. są nieodłączną częścią utworu, których nie da się usunąć z utworu. Tak jak usunięcie układu kart Tarota z „Zamku krzyżujących się losów” Italo Calvino pozbawiłoby ten utwór jakiegokolwiek sensu, tak w większości utworów pozbycie się grafik, ozdób czy też zabaw czcionkami nie zmieni absolutnie nic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I dlatego dla mnie „Kamienna ćma” nie jest konceptualna. Wszystkie zabiegi metatekstualnie użyte tam wyglądają naprawdę dobrze, uważam, że książka straciłaby bez nich. Ale nie są one niezbędne. Nie sądzę, żeby przekaz utworu zmieniłby się, gdyby motyw „książki w książce” rozwiązany był tak, jak chociażby w „Gnieździe światów” Huberatha, albo nawet przez proste przytoczenie treści wraz z opisem wizualnym.  Tak samo wszystkie te czcionki – to jest ciekawy zabieg, ale tylko urozmaicający, nic więcej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdyby więc oceniać książkę tylko na tym poziomie, to ocena byłaby dość niska. Ale jestem zadowolony z lektury. Ze względu na o wiele ważniejszą rzecz – ze względu na opowiedzianą przez autora historię. Bowiem żadne zabawy typograficzne, formalne czy inne szaleństwa nie wystarczą ani nie zapełnią treści. Wprawdzie „Kamienna ćma” to nie jest jakaś naprawdę wielka literatura, także nie jest to nic zaskakującego w tej naszej rodzimej prozie okołofantastycznej, ale przeczytania zdecydowanie warta. Właśnie tego typu powieści szukam. Ciekawych, niebanalnych, podchodzących do eksplorowanych tematów w różne sposoby. Oraz pokazujące, że autor miał pomysł, ale też i wyobraźnie, żeby to wszystko przekazać. Bardzo dziękuję panu Matuszkowi, jeśli napisze kolejną książkę, z chęcią ją przeczytam.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-1408123461169509835?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/1408123461169509835/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/10/no-126-pawe-matuszek-kamienna-cma.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/1408123461169509835'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/1408123461169509835'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/10/no-126-pawe-matuszek-kamienna-cma.html' title='no. 126 - Paweł Matuszek - Kamienna ćma'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-3239619301797187236</id><published>2011-10-26T10:14:00.008+02:00</published><updated>2011-12-06T11:45:16.647+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Listy'/><title type='text'>Spis</title><content type='html'>Isaac Asimov – Fundacja&lt;br /&gt;Isaac Asimov – Preludium Fundacji&lt;br /&gt;Isaac Asimov – Korzenie Fundacji&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Anthony Aveni – Imperia czasu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Augustyn – Wyznania&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stanisław Barańczak – Książki najgorsze&lt;br /&gt;Stanisław Barańczak – Pegaz zdębiał&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jean-Dominique Bauby – Motyl i skafander&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Adolfo Bioy Casares – Plan ucieczki&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jorge Luis Borges – Fikcje&lt;br /&gt;Jorge Luis Borges – Alef&lt;br /&gt;Jorge Luis Borges – Powszechna historia nikczemności&lt;br /&gt;Jorge Luis Borges – Historia wieczności&lt;br /&gt;Jorge Luis Borges – Księga piasku&lt;br /&gt;Jorge Luis Borges – Księga snów&lt;br /&gt;Jorge Luis Borges – Raport Brodiego&lt;br /&gt;Jorge Luis Borges – Twórca&lt;br /&gt;Jorge Luis Borges – Autobiografia&lt;br /&gt;Jorge Luis Borges – Spiskowcy&lt;br /&gt;Jorge Luis Borges – Pamięć Szekspira&lt;br /&gt;Jorge Luis Borges – Poszukiwania&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jorge Luis Borges, Adolfo Bioy Casares – Kroniki Bustosa Domecqa&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jorge Luis Borges, Osvaldo Ferrari – W dialogu I&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Anna Borkowska – Gar’ingawi wyspa szczęśliwa&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dave Bowler, Brian Dray – U2, konspiracja na rzecz nadziei&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Michaił Bułhakow – Mistrz i Małgorzata&lt;br /&gt;Michaił Bułhakow – Fatalne jaja&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kir Bułyczow – Wielki Guslar i okolice&lt;br /&gt;Kir Bułyczow – Nowe opowiadania guslarskie&lt;br /&gt;Kir Bułyczow – Pieriestrojka w Wielkim Guslarze&lt;br /&gt;Kir Bułyczow – Agent FK. Miasto na górzę&lt;br /&gt;Kir Bułyczow – Jak zostać pisarzem fantastą&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Italo Calvino – Jeśli zimową nocą podróżny&lt;br /&gt;Italo Calvino – Wicehrabia przepołowiony&lt;br /&gt;Italo Calvino – Baron drzewołaz&lt;br /&gt;Italo Calvino – Rycerz nieistniejący&lt;br /&gt;Italo Calvino – W słońcu jaguara&lt;br /&gt;Italo Calvino – Invisible Cities&lt;br /&gt;Italo Calvino – Długi dzień Ameriga&lt;br /&gt;Italo Calvino – Zamek krzyżujących się losów&lt;br /&gt;Italo Calvino – Wszystkie opowieści kosmikomiczne&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Albert Camus – Dżuma. Upadek&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Karel Ćapek - Księga apokryfów&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;John L. Casti – Kwintet z Cambridge&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Arthur C. Clarke – Fontanny raju&lt;br /&gt;Arthur C. Clarke – Spotkanie z Ramą&lt;br /&gt;Arthur C. Clarke – Gwiazda&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jon Collins – Marillion&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dariusz Doliński, Bogusława Błoch – Ukryte sensy zachowania&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stephen R. Donaldson – Jad lorda Foula&lt;br /&gt;Stephen R. Donaldson – Wojna złoziemnego kamienia&lt;br /&gt;Stephen R. Donaldson – Moc, która osłania&lt;br /&gt;Stephen R. Donaldson – Zraniona kraina&lt;br /&gt;Stephen R. Donaldson – Jedyne drzewo&lt;br /&gt;Stephen R. Donaldson – Władca białego złota&lt;br /&gt;Stephen R. Donaldson – Runes of the Earth&lt;br /&gt;Stephen R. Donaldson – Fatal Revenant&lt;br /&gt;Stephen R. Donaldson – Against All Things Ending&lt;br /&gt;Stephen R. Donaldson – Skok w konflikt: prawdziwa historia&lt;br /&gt;Stephen R. Donaldson – Skok w wizję: zakazana wiedza&lt;br /&gt;Stephen R. Donaldson – Skok w potęgę: mroczny, zachłanny bóg powstaje&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Frank Drake, Dava Sobel – Czy jest tam kto?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jacek Dukaj – Czarne oceany&lt;br /&gt;Jacek Dukaj – Inne pieśni&lt;br /&gt;Jacek Dukaj – Perfekcyjna niedoskonałość&lt;br /&gt;Jacek Dukaj – Lód&lt;br /&gt;Jacek Dukaj – Wroniec&lt;br /&gt;Jacek Dukaj – Xavras Wyżryn i inne fikcje narodowe&lt;br /&gt;Jacek Dukaj – W kraju niewiernych&lt;br /&gt;Jacek Dukaj – Extensa&lt;br /&gt;Jacek Dukaj – Córka łupieżcy&lt;br /&gt;Jacek Dukaj – Król bólu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jacek Dukaj i inni - Science Fiction&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Alexandre Dumas – Hrabia Monte Christo&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Umberto Eco – Imię róży&lt;br /&gt;Umberto Eco – Wahadło Foucaulta&lt;br /&gt;Umberto Eco – Wyspa dnia poprzedniego&lt;br /&gt;Umberto Eco – Baudolino&lt;br /&gt;Umberto Eco – Tajemnicy płomień królowej Loany&lt;br /&gt;Umberto Eco - Cmentarz w Pradze&lt;br /&gt;Umberto Eco – Zapiski na pudełku od zapałek&lt;br /&gt;Umberto Eco – Drugie zapiski na pudełku od zapałek&lt;br /&gt;Umberto Eco – Trzecie zapiski na pudełku od zapałek&lt;br /&gt;Umberto Eco – Diariusz najmniejszy&lt;br /&gt;Umberto Eco – Rakiem, czyli gorąca wojna i populizm mediów&lt;br /&gt;Umberto Eco – Dzieło otwarte&lt;br /&gt;Umberto Eco – Sześć przechadzek po lesie fikcji&lt;br /&gt;Umberto Eco – Pięć pism moralnych&lt;br /&gt;Umberto Eco – O literaturze&lt;br /&gt;Umberto Eco – Filozofia frywolna&lt;br /&gt;Umberto Eco – Podziemni bogowie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Umberto Eco, Jean-Claude Carriere – Nie myśl, że książki znikną&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Umberto Eco, Carlo Maria Martini – W co wierzy ten, kto nie wierzy?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Greg Egan – Kwarantanna&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Richard P. Feynman – Pan raczy żartować, panie Feynman&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Susan Forward, Craig Buck – Toksyczni rodzice&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Neil Gaiman – Nigdziebądź&lt;br /&gt;Neil Gaiman – Amerykańscy bogowie&lt;br /&gt;Neil Gaiman – Gwiezdny pył&lt;br /&gt;Neil Gaiman – Koralina&lt;br /&gt;Neil Gaiman – Księga cmentarna&lt;br /&gt;Neil Gaiman – Dym i lustra&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gabriel Garcia Marquez – Sto lat samotności&lt;br /&gt;Gabriel Garcia Marquez – Miłość w czasach zarazy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jostein Gaarder – Świat Zofii&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Konstanty Ildefons Gałczyński – Zielona gęś&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stephen Hawking – Krótka historia czasu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Frank Herbert – Diuna. Mesjasz Diuny&lt;br /&gt;Frank Herbert – Dzieci Diuny&lt;br /&gt;Frank Herbert – Bóg imperator Diuny&lt;br /&gt;Frank Herbert – Heretycy Diuny&lt;br /&gt;Frank Herbert – Diuna: Kapitularz&lt;br /&gt;Frank Herbert – Twórcy Bogów&lt;br /&gt;Frank Herbert – Gwiazda chłosty&lt;br /&gt;Frank Herbert – Oczy Heisenberga&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Frank Herbert, Bill Ransom – Epizod z Jezusem&lt;br /&gt;Frank Herbert, Bill Ranson - Efekt Łazarza&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zbigniew Herbert – Barbarzyńca w ogrodzie&lt;br /&gt;Zbigniew Herbert – Król mrówek&lt;br /&gt;Zbigniew Herbert – Pan cogito&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Marek S. Huberath – Gniazdo światów&lt;br /&gt;Marek S. Huberath – Miasta pod skałą&lt;br /&gt;Marek S. Huberath – Vatran Auraio&lt;br /&gt;Marek S. Huberath – Balsam długiego pożegnania&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kirył Jeskow – Ostatni władca pierścienia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Piotr Kaczkowski – Przy mikrofonie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Michio Kaku - Hiperprzestrzeń&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ryszard Kapuściński – Lapidaria I-III&lt;br /&gt;Ryszard Kapuściński – Podróże z Herodotem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Antoni Kępiński - Schizofrenia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jerzy Kierul – Ład świata&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Leszek Kołakowski – Moje słuszne poglądy na wszystko&lt;br /&gt;Leszek Kołakowski – Mini wykłady o maxi sprawach&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tadeusz Konwicki – Mała apokalipsa&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Józef Kozielecki – Smutek spełnionych baśni&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stanisław Jerzy Lec – Myśli nieuczesane wszystkie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ursula K. Le Guin – Czarnoksiężnik z Archipelagu&lt;br /&gt;Ursula K. Le Guin – Grobowce Atuanu&lt;br /&gt;Ursula K. Le Guin – Najdalszy brzeg&lt;br /&gt;Ursula K. Le Guin – Tehanu&lt;br /&gt;Ursula K. Le Guin – Opowieści z Ziemiomorza&lt;br /&gt;Ursula K. Le Guin – Inny wiatr&lt;br /&gt;Ursula K. Le Guin – Świat Rocannona&lt;br /&gt;Ursula K. Le Guin – Planeta wygnania&lt;br /&gt;Ursula K. Le Guin – Miasto złudzeń&lt;br /&gt;Ursula K. Le Guin – Lewa ręka ciemności&lt;br /&gt;Ursula K. Le Guin – Wydziedziczeni&lt;br /&gt;Ursula K. Le Guin – Cztery drogi ku przebaczeniu&lt;br /&gt;Ursula K. Le Guin – Oko czapli&lt;br /&gt;Ursula K. Le Guin – Wszystkie strony świata&lt;br /&gt;Ursula K. Le Guin – Urodziny świata&lt;br /&gt;Ursula K. Le Guin – Jesteśmy snem&lt;br /&gt;Ursula K. Le Guin – Malafrena&lt;br /&gt;Ursula K. Le Guin – Miejsce początku&lt;br /&gt;Ursula K. Le Guin – Dary&lt;br /&gt;Ursula K. Le Guin – Lawinia&lt;br /&gt;Ursula K. Le Guin – Nowa Atalntyda&lt;br /&gt;Ursula K. Le Guin - Dziewczyny Buffalo&lt;br /&gt;Ursula K. Le Guin – Otwarte przestworza&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stanisław Lem – Szpital przemienienia&lt;br /&gt;Stanisław Lem – Pamiętnik znaleziony w wannie&lt;br /&gt;Stanisław Lem – Śledztwo. Katar&lt;br /&gt;Stanisław Lem – Eden&lt;br /&gt;Stanisław Lem – Solaris&lt;br /&gt;Stanisław Lem – Niezwyciężony&lt;br /&gt;Stanisław Lem – Powrót z gwiazd&lt;br /&gt;Stanisław Lem – Fiasko&lt;br /&gt;Stanisław Lem – Doskonała próżnia&lt;br /&gt;Stanisław Lem – Biblioteka XXI wieku. Golem XIV&lt;br /&gt;Stanisław Lem – Dzienniki gwiazdowe&lt;br /&gt;Stanisław Lem – Kongres futurologiczny&lt;br /&gt;Stanisław Lem – Wizja lokalna&lt;br /&gt;Stanisław Lem – Pokój na ziemi&lt;br /&gt;Stanisław Lem – Bajki robotów&lt;br /&gt;Stanisław Lem – Cyberiada&lt;br /&gt;Stanisław Lem – Opowieści o pilocie Pirxie&lt;br /&gt;Stanisław Lem – Maska&lt;br /&gt;Stanisław Lem – Wysoki zamek&lt;br /&gt;Stanisław Lem – Sknocony kryminał&lt;br /&gt;Stanisław Lem – Wejście na orbitę&lt;br /&gt;Stanisław Lem – Summa Technologiae&lt;br /&gt;Stanisław Lem – Fantastyka i futurologia&lt;br /&gt;Stanisław Lem – Filozofia przypadku&lt;br /&gt;Stanisław Lem – Mój pogląd na literaturę&lt;br /&gt;Stanisław Lem – Sex Wars&lt;br /&gt;Stanisław Lem – Moloch&lt;br /&gt;Stanisław Lem – Listy, albo opór materii&lt;br /&gt;Stanisław Lem – Lube czasy&lt;br /&gt;Stanisław Lem – DyLEMaty&lt;br /&gt;Stanisław Lem – Okamgnienie&lt;br /&gt;Stanisław Lem – Rasa drapieżców&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stanisław Lem, Witold Bereś – Tako rzecze Lem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stanisław Lem, Tomasz Fiałkowski – Świat na krawędzi&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stanisław Lem, Sławomir Mrożek – Listy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tomasz Lem – Awantury na tle powszechnego ciążenia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jean Piere Lentin – Myślę, więc się mylę&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;C.S. Lewis – Dopóki mamy twarze&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Scott Lilienfeld (red.) - 50 wielkich mitów psychologii popularnej&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Don Lincoln – Kwantowa granica&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;H.P. Lovecraft – W górach szaleństwa&lt;br /&gt;H.P. Lovecraft – Przypadek Charlesa Dextera Warda&lt;br /&gt;H.P. Lovecraft – Opowieści o makabrze i koszmarze&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Paweł Matuszek – Kamienna ćma&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ian McEwan – Solar&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;China Mieville – Dworzec Perdido&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Walter M. Miller – Kantyczka dla Leibowitza&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czesław Miłosz – Dolina Issy&lt;br /&gt;Czesław Miłosz – Zdobycie władzy&lt;br /&gt;Czesław Miłosz – Wiersze wszystkie&lt;br /&gt;Czesław Miłosz – Rodzinna Europa&lt;br /&gt;Czesław Miłosz – Zniewolony umysł&lt;br /&gt;Czesław Miłosz – Widzenia nad zatoką San Francisco&lt;br /&gt;Czesław Miłosz – Piesek przydrożny&lt;br /&gt;Czesław Miłosz – Spiżarnia literacka&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sławomir Mrożek - Opowiadania 1953-1959&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Vladimir Nabokov – Zaproszenie na egzekucję&lt;br /&gt;Vladimir Nabokov – Prawdziwe życie Sebastiana Knighta&lt;br /&gt;Vladimir Nabokov – Pnin&lt;br /&gt;Vladimir Nabokov – Blady ogień (w tłumaczeniu Roberta Stillera)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Edward Nęcka, Janek Sowa – Człowiek – umysł – maszyna&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Śledź Otrembus Podgorzelski – Wstęp do imagineskopii&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Orhan Pamuk – Dom ciszy&lt;br /&gt;Orhan Pamuk - Biały Zamek&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Maciej Parowski – Burza&lt;br /&gt;Maciej Parowski – Czas fantastyki&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Milorad Pavić – Słownik chazarski&lt;br /&gt;Milorad Pavić – Kolorowy chleb, niewidzialne lustro&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Arturo Perez-Reverte – Klub Dumas&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Daniel Pipes – Potęga spisku&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Karl R. Popper – Społeczeństwo otwarte&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jan Potocki – Rękopis znaleziony w Saragossie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Terry Pratchett – Kolor magii&lt;br /&gt;Terry Pratchett – Blask fantastyczny&lt;br /&gt;Terry Pratchett – Równumagicznienie&lt;br /&gt;Terry Pratchett – Czarodziecielstwo&lt;br /&gt;Terry Pratchett - Eryk&lt;br /&gt;Terry Pratchett – Mort&lt;br /&gt;Terry Pratchett – Trzy wiedźmy&lt;br /&gt;Terry Pratchett – Piramidy&lt;br /&gt;Terry Pratchett – Straż! Straż!&lt;br /&gt;Terry Pratchett – Ruchome obrazki&lt;br /&gt;Terry Pratchett – Kosiarz&lt;br /&gt;Terry Pratchett – Wyprawa czarownic&lt;br /&gt;Terry Pratchett – Pomniejsze bóstwa&lt;br /&gt;Terry Pratchett – Panowie i damy&lt;br /&gt;Terry Pratchett – Zbrojni&lt;br /&gt;Terry Pratchett – Muzyka duszy&lt;br /&gt;Terry Pratchett – Ciekawe czasy&lt;br /&gt;Terry Pratchett – Maskarada&lt;br /&gt;Terry Pratchett – Na glinianych nogach&lt;br /&gt;Terry Pratchett – Wiedźmikołaj&lt;br /&gt;Terry Pratchett – Bogowie, honor, Ankh-Morpork&lt;br /&gt;Terry Pratchett – Ostatni kontynent&lt;br /&gt;Terry Pratchett – Carpe Jugulum&lt;br /&gt;Terry Pratchett – Złodziej czasu&lt;br /&gt;Terry Pratchett – Prawda&lt;br /&gt;Terry Pratchett – Straż nocna&lt;br /&gt;Terry Pratchett – Potworny regiment&lt;br /&gt;Terry Pratchett – Piekło pocztowe&lt;br /&gt;Terry Pratchett – Łups!&lt;br /&gt;Terry Pratchett – Świat finansjery&lt;br /&gt;Terry Pratchett – Niewidoczni akademicy&lt;br /&gt;Terry Pratchett – W północ się odzieję&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Terry Pratchett, Stephen Briggs – Świat Dysku, mappa&lt;br /&gt;Terry Pratchett, Stephen Briggs – Terminarz gildii złodziei świata dysku 2004&lt;br /&gt;Terry Pratchett, Stephen Briggs – Humor i mądrość świata dysku&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Terry Pratchett, Neil Gaiman – Dobry Omen&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Terry Pratchett, Ian Stewart, Jack Cohen – Nauka świata dysku I&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ed Regis – Nanotechnologia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Robert S. Robins, Jerrold M. Post – Paranoja polityczna&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Salman Rushdie – Grimus&lt;br /&gt;Salman Rushdie – Dzieci północy&lt;br /&gt;Salman Rushdie – Wstyd&lt;br /&gt;Salman Rushdie – Szatańskie wersety&lt;br /&gt;Salman Rushdie – Ostatnie westchnienie Maura&lt;br /&gt;Salman Rushdie – Ziemia pod jej stopami&lt;br /&gt;Salman Rushdie – Furia&lt;br /&gt;Salman Rushdie – Śalimar klaun&lt;br /&gt;Salman Rushdie – Czarodziejka z Florencji&lt;br /&gt;Salman Rushdie – Harun i morze opowieści&lt;br /&gt;Salman Rushdie – Luka i ogień życia&lt;br /&gt;Salman Rushdie – Wschód, zachód&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oliver Sacks – Mężczyzna który pomylił swoją żonę z kapeluszem&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Carl Sagan - Kontakt&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bruno Schulz – Sklepy cynamonowe. Sanatorium pod klepsydrą&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;William Shakespear – Burza (w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Daniel L. Schacter – Siedem grzechów pamięci&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dan Simmons – Hyperion&lt;br /&gt;Dan Simmons – Zagłada Hyperiona&lt;br /&gt;Dan Simmons – Ilion&lt;br /&gt;Dan Simmons – Olympos&lt;br /&gt;Dan Simmons – Terror&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Antoni Słonimski – Mętne łby&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Neal Stephenson – Diamentowy wiek&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sting – Niespokojna muzyka&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jan Subart – Handlarz wspomnień&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wit Szostak – Wichry smoczogór&lt;br /&gt;Wit Szostak – Poszarpane granie&lt;br /&gt;Wit Szostak – Ględźby Ropucha&lt;br /&gt;Wit Szostak – Oberki do końca świata&lt;br /&gt;Wit Szostak – Chochoły&lt;br /&gt;Wit Szostak - Dumanowski&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wojciech Szyda – Miasto dusz&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Janusz Tazbir – Protokoły mędrców Syjonu: autentyk czy falsyfikat?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Olga Tokarczuk – Prawiek i inne czasy&lt;br /&gt;Olga Tokarczuk – Dom dzienny, dom nocny&lt;br /&gt;Olga Tokarczuk – Anna Inn w grobowcach świata&lt;br /&gt;Olga Tokarczuk – Bieguni&lt;br /&gt;Olga Tokarczuk – Prowadź swój pług przez kości umarłych&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;J.R.R. Tolkien – Hobbit&lt;br /&gt;J.R.R. Tolkien – Władca pierścieni&lt;br /&gt;J.R.R. Tolkien – Silmarillion&lt;br /&gt;J.R.R. Tolkien – Niedokończone opowieści&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;U2 o U2&lt;br /&gt;U2 Propaganda – 20 lat oficjalnego fanzinu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mario Vargas Llosa – Wojna końca świata&lt;br /&gt;Mario Vargas Llosa – Historia Alejandra Mayty&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mick Wall – Run To The Hills, oficjalna biografia Iron Maiden&lt;br /&gt;Mick Wall – Run To The Hills, oficjalna biografia Iron Maiden II&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Patricia Wallace – Psychologia internetu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Peter Watts – Ślepowidzenie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tad Williams - Pieśń Łowcy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Adam Wiśniewski-Snerg – Robot&lt;br /&gt;Adam Wiśniewski-Snerg – Według łotra&lt;br /&gt;Adam Wiśniewski-Snerg – Nagi cel&lt;br /&gt;Adam Wiśniewski-Snerg – Arka&lt;br /&gt;Adam Wiśniewski-Snerg – Oro&lt;br /&gt;Adam Wiśniewski-Snerg – Trzecia cywilizacja&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tomasz Witkowski – Psychomanipulacje&lt;br /&gt;Tomasz Witkowski – Zakazana psychologia, tom I&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gene Wolfe – Cień kata&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Robert Wright - Nonzero&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Janusz A. Zajdel – Cylinder von Troffa&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Roger Zelazny – Kroniki Amberu, tom I&lt;br /&gt;Roger Zelazny – Atuty zguby&lt;br /&gt;Roger Zelazny – Krew Amberu&lt;br /&gt;Roger Zelazny – Znak chaosu&lt;br /&gt;Roger Zelazny – Rycerz cieni&lt;br /&gt;Roger Zelazny – Książę chaosu&lt;br /&gt;Roger Zelazny – Pan światła&lt;br /&gt;Roger Zelazny – Stwory światła i ciemności&lt;br /&gt;Roger Zelazny – Droga&lt;br /&gt;Roger Zelazny – Róża dla Eklezjastesa&lt;br /&gt;Roger Zelazny – Ostatni obrońca Camelotu&lt;br /&gt;Roger Zelazny – Wariant jednorożca&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Roger Zelazny, Jane Lindskold – Donnerjack&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Philip Zimbardo, John Boyd – Paradoks czasu&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Marion Zimmer Bradley – Mgły Avalonu&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-3239619301797187236?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/3239619301797187236/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/10/spis_26.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/3239619301797187236'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/3239619301797187236'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/10/spis_26.html' title='Spis'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-2328665454724068827</id><published>2011-10-20T21:09:00.009+02:00</published><updated>2011-11-02T20:56:37.176+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wydarzenia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Muzyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ray Wilson'/><title type='text'>Ray Wilson Live - Warszawa i Poznań</title><content type='html'>'&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Najpierw chciałbym gorąco podziękować wszystkim, których miałem przyjemność zobaczyć na obu koncertach. W Warszawie: Agnieszce, Magdzie, Magdzie i Magdzie, Pawłowi i Norbertowi. W Poznaniu: Ewie, Sławkowi, Monice, Pawłowi i Ewie. Bardzo się cieszę, że mogłem się znowu z wami zobaczyć, i mam nadzieję, że nie będzie trzeba czekać zbyt długo na powtórkę. No i jeszcze specjalne podziękowania dla Bartka, bez którego ta podróż zrobiłaby się o wiele bardziej skomplikowana.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;18.10 – Warszawa, Hard Rock Cafe&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-hG9cKy1J2NU/TqBzFFNGzKI/AAAAAAAACRA/zTNINBDI630/s1600/Ray.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-hG9cKy1J2NU/TqBzFFNGzKI/AAAAAAAACRA/zTNINBDI630/s320/Ray.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5665654862365772962" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Byłem już raz na koncercie w HRC – w maju, na występie Believe, i wtedy byłem pod wrażeniem zarówno akustyki jak i oświetlenia w sali. Więc mogłem się spodziewać, że pod względem warunków będzie nieźle, ale się niestety rozczarowałem. Może to też kwestia miejsca w jakim się stoi, ale na Believe też byłem pod sceną, i było wszystko pięknie słychać – tutaj już niekoniecznie. Było bardzo wybiórczo, zupełnie ginęły skrzypce, mało było klawiszy, a i wokal był za bardzo cofnięty. Poza tym słychać było, że koncert odbywa się w warszawce. Po co przychodzić na koncert, i słuchać co jakiś tam Wilson śpiewa, skoro można bez przerwy gadać i hałasować. Przy koncercie rockowym można to zignorować, ale podczas krótkiego setu akustycznego to był po prostu dramat. Nigdy nie zrozumiem ludzi którzy przychodzą na koncerty zupełnie nie zainteresowani muzyką…&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pierwszą częścią występu był popis Aliego Fergusona. Już kilka lat temu – w czasach kiedy zespół Raya grał w czteroosobowym składzie – rozmawialiśmy, że Ali, Lawrie i Ashley mogliby przyjechać na koncert bez Raya, i znalazłyby się osoby, które chętnie na coś takiego by przyszły. No i doczekaliśmy się. Okazją była wydana wreszcie solowa płyta Aliego „Windmills and th Stars” (piosenki z płyty były już znane od jakiegoś czasu, ale dopiero podczas tych koncertów można się było zaopatrzyć w fizyczną płytę). Panowie zagrali z tego pięć utworów. Dzięki obecności Ashleya całość nabrała o wiele bardziej rockowego i dynamicznego charakteru, ale nie zakłóciło to nastroju tej muzyki. Raczej subtelnej, nieco przypominającej w klimacie ostatni album Camel. No i oczywiście pięknie zaśpiewane i brawurowe odegrane na gitarze. Cały set był świetny, i naprawdę bardzo się uciszę, jeśli będzie on towarzyszył rayowym koncertom na stałe. A nie wiem nawet czy nie był lepszy od tego „właściwego” setu.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po krótkiej przerwie na scenę wrócił już cały zespół – w dziewięcioosobowym składzie. W tej chwili aż ciężko to sobie wyobrazić, że jeszcze w 2008 grali tylko w czwórkę i dobrze sobie radzili. Oczywiście większy skład ma ogromne zalety – zupełnie już sobie nie wyobrażam ich bez Filipa, a i koncerty bez dziewczyn na skrzypcach byłyby uboższe (tak jak w zeszłym roku w Proximie). Szkoda tylko, że nie ostała się wiolonczela. Jednak ten instrument naprawdę wiele zmienia, i daje o wiele większą głębie niż same skrzypce.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Trzeba przyznać, że wybór utworów był dość zachowawczy, i żadnych niespodzianek nie było, chociaż cały występ trwał niecałe dwie i pół godziny. Osiem utworów z nowej płyty – przy czym oczywiście moich dwóch ulubieńców nie było – ponadto wszystkie grywane rzeczy z „Calling all Stations”, a reszta to piosenki grywane prawie zawsze – od „Mind’s Eye” do „Propagandy”. Jednak o wiele bardziej podobały mi się setlisty z trasy promującej „Propagandę” – były tam o wiele bardziej zróżnicowane rzeczy, koncerty różniły się między sobą, było sporo niespodzianek. A tutaj żadnych niespodzianek nie było. Wszystko to co znaliśmy bardzo dobrze wcześniej. Oprócz oczywiście nowych rzeczy.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z utworów z „Unfulfillment” najbardziej zyskały na żywo „Voice of Disbelief” i „The 7th Day”. Ten pierwszy nabrał jeszcze większej dynamiki i mocy, dzięki czemu te zmiany rytmów w poszczególnych częściach robią jeszcze większe wrażenie. Początkowo, słuchając płyty, ta piosenka raczej podobała mi się średnio, ale z czasem zyskała. A zwłaszcza teraz, kiedy usłyszałem jak dobrze wypada na żywo. Zaś siódmy dzień miał piękną aranżacje. Uwe Metzler na gitarze akustycznej, Filip i dziewczyny na skrzypcach przygrywali, a pozostali – łącznie z Alim i Ashleyem robili chórki i wygrywali rytm na tamburynach i innych przeszkadzajkach. Naprawdę świetnie to zabrzmiało – to jest utwór jeszcze lepszy niż „Rest in Peace”, który dawno temu zamykał koncerty zespołu.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tak jak miałem mieszane uczucia co do „Guns of God”, tak po usłyszeniu tego na żywo cały czas zupełnie nie wiem co myśleć o tym utworze. Zupełnie nie wiem jak mam to ugryźć, i nie wiem czy się to zmieni. Już po koncercie w Poznaniu Lawrie opowiadał, że wersja na płycie była mocno „wyprodukowana”, i żeby osiągnąć takie brzmienie basu jak na płycie – co jest ważne w piosence, w której bas jest przecież instrumentem prowadzącym – musiał mocno bawić się różnymi dziwniejszymi efektami.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ogólnie rzecz biorąc, koncert warszawski był dobry, ale bez jakichś rewelacji. Porządne granie, chociaż oglądałem już o wiele lepsze koncerty zespołu. Na pewno dołożyła się na to sprawa nagłośnienia, kiepskiej publiczności. Na szczęście następnego dnia było już lepiej…&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;19.10 – Poznań, Eskulap&lt;br /&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-aCBRKFtlVRk/TqBz5TV47fI/AAAAAAAACRY/65oDD7Cr1sg/s1600/Uwe.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-aCBRKFtlVRk/TqBz5TV47fI/AAAAAAAACRY/65oDD7Cr1sg/s320/Uwe.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5665655759513906674" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Dawno już nie zdarzyło mi się robić dwóch koncertów pod rząd. Naprawdę przyjemne przeżycie – polecam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Poznański koncert okazał się o wiele lepszy. Wprawdzie sala gdzie się odbywał – klub Eskulap nie robił jakiegoś fantastycznego wrażenie, ale brzmienie było bardzo dobre. Zresztą mam nadzieje, że już wkrótce przekonamy się o tym słuchając bootlegu. Tym razem wszystko było świetnie słychać, a i muzycy robili wrażenie, że są w o wiele lepszej formie niż w Warszawie.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeśli chodzi o piosenki, to była cała jedna zmiana – podczas głównego setu nie zagrali „She”. Poza tym wszystkie utwory – zarówno podczas setu Aliego, jak i w głównym – były dokładnie takie jak w Wawie.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z ciekawostek jeszcze bardzo podobały mi się zapowiedzi „Calling all Stations”. Ray opowiadał, że jest to ulubiony moment koncertu dla Aliego, ponieważ w tym utworze może zagrać strasznie błyszącą, pomarańczową, kiczowatą gitarą – która jako jedyna jest odpowiednio nastrojona:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-e5NMI2ULHZs/TqByl7oX2tI/AAAAAAAACQ0/70H3oAYykrM/s1600/Ali.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-e5NMI2ULHZs/TqByl7oX2tI/AAAAAAAACQ0/70H3oAYykrM/s320/Ali.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5665654327219837650" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Tylko, że sam Ali uważa, że jest okropna, zaś właścicielem sprzętu jest Steve – i gromkie brawa dla rzeczonego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cieszę się, że udało mi się odbyć taką mini-trasę, chociaż wcale nie było to takie proste. W takim razie teraz widzimy się w tym Koninie, jeśli koncert rzeczywiście dojdzie do skutku?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Setlista:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bless Me&lt;br /&gt;Another Day&lt;br /&gt;Propaganda Man&lt;br /&gt;Goodbye Baby Blue&lt;br /&gt;First Day of Change&lt;br /&gt;Lemon Yellow Sun&lt;br /&gt;Congo&lt;br /&gt;Calling All Stations&lt;br /&gt;More than just a Memory&lt;br /&gt;Shipwrecked&lt;br /&gt;Razorlite&lt;br /&gt;Fly High&lt;br /&gt;Accidents will Happen&lt;br /&gt;Voice of Disbelief&lt;br /&gt;Change&lt;br /&gt;Sarah akustycznie&lt;br /&gt;Tale From the Small Town&lt;br /&gt;Not About Us&lt;br /&gt;Airport Song&lt;br /&gt;Constantly Reminded&lt;br /&gt;Guns of God&lt;br /&gt;She (tylko w Warszawie)&lt;br /&gt;Footsteps&lt;br /&gt;Inside&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;American Beauty&lt;br /&gt;The 7th Day&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-2328665454724068827?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/2328665454724068827/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/10/ray-wilson-live-warszawa-i-poznan.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/2328665454724068827'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/2328665454724068827'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/10/ray-wilson-live-warszawa-i-poznan.html' title='Ray Wilson Live - Warszawa i Poznań'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-hG9cKy1J2NU/TqBzFFNGzKI/AAAAAAAACRA/zTNINBDI630/s72-c/Ray.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-6882705892235797778</id><published>2011-10-09T20:28:00.001+02:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.252+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zbiorczo'/><title type='text'>Wrzesień / Październik</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span&gt;'&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;&lt;br /&gt;Szczepan Twardoch – Wieczny Grunwald &lt;/span&gt;– Druga książka Twardocha którą czytałem, i wciąż mam bardzo mieszane uczucia co do twórczości tego pana – a i chyba spotkanie z nim na Polconie tylko to pogłębiło. Na najniższym poziomie mamy tutaj strumień świadomości toczony przez młodego chłopaka, będącego bękartem samego Kazimierza Wielkiego, począwszy od historii jego matki aż po chwilę śmierci podczas bitwy pod Grunwaldem. Na wyższych alternatywne historie tego samego człowieka, w rozmaitych starciach polsko-niemieckich w różnych epokach od najbardziej zamierzchłych ku najbardziej futurystycznym… Cała powieść, chociaż bardzo krótki robi spore wrażenie, chociaż nie jestem w stanie powiedzieć czy na plus. To jednak jest powieść z takich, które mają poruszyć i potrząsnąć pewnymi schematami poznawczymi, a nie podobać się. Chociaż sam nie czuje się mocno wstrząśnięty ani poruszony.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Maciej Parowski – Czas fantastyki&lt;/span&gt; – W tej chwili ciekawostka. Wydany w roku 1990 zbiór zawiera artykuły oraz wywiady dotyczące literatury i filmu pisane przez cały okres lat osiemdziesiątych. Daje to myślę, że wierny, a przez co niespecjalnie pozytywny obraz polskiej literatury fantastycznej w owym czasie. Sytuacji w której te najlepsze książki – Zajdla czy Oramusa koncentrowały się w dużej części na przekazie propagandowym, a ignorowały wiele innych rzeczy świadczących o wartościach literatury. Rzecz warta zobaczenia jako pewna ciekawostka historyczna – także można było wypisać sobie kilka tytułów, dziś już mocno zapomnianych. No i nie obraziłbym się gdyby pan Parowski wydał jeszcze jakiś tomik publicystyczny (pod warunkiem, że dotyczyłby kultury i literatury, a nie spraw innych…)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ursula K. Le Guin – Urodziny świata &lt;/span&gt;– Powoli kompletuje wszystkie wydane w Polsce książki pani Le Guin. W tej chwili brakuje mi już tylko całych czterech. I cóż mogę poradzić na to, że poza takim sobie „Miastem złudzeń” każda jej książka jest świetna i robi wrażenie. „Urodziny świata” to tomik opowiadań z cyklu Ekumeny. Mamy tutaj bardzo różne teksty. Słyszałem już nieraz opinie zarzucające autorce, że jest straszną wojującą feministką. Naprawdę chciałbym żyć w świecie w którym oblicze feminizmu jest takie, jakie stoi za opowiadaniem „Kwestia Seggri”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Anna Borkowska – Gar’Ingawi Wyspa Szczęśliwa&lt;/span&gt; – Piękna książka. Chociażby czytając zbiór Parowskiego naprawdę ciężko uwierzyć, że taka powieść została napisana u nas, i do tego jeszcze w połowie lat osiemdziesiątych. Muszę powiedzieć, że mimo pewnych wad w konstrukcji powieści – na początku bardzo ciężko zorientować się w przebiegu akcji, to i tak jest to jedna z najpiękniejszych powieści fantastycznych jakie czytałem. Historia małej wyspy, której lud spędza swoje życie na Oczekiwaniu na przyjście Orra – w spokoju i zadumie. Jak łatwo się domyślić spokój długo nie potrwa, a wyspa stanie się areną ważnych wydarzeń na cały – naprawdę bogaty i ciekawie skonstruowany – świat przedstawiony, i wszystko się zmieni. Niby proste, niby chwilami mocno przypominające „Czarnoksiężnika z archipelagu” (ale czyż taka inspiracja nie nobilituje?), ale efekt wyśmienity. Jedna z ciężko dostępnych pereł, kupiona za parę złotych na allegro, a proszę jaka piękna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Vladimir Nabokov – Zaproszenie na egzekucję &lt;/span&gt;– Akurat ta powieść Nabokova podobała mi się znacznie mniej niż jego późniejsze książki. Chociaż są tutaj naprawdę mocne fragmenty jak chociażby regulamin więzienny: „Punkt 8. Dyrekcja w żadnym wypadku nie odpowiada za rzeczy zaginione, jak i za zaginięcie samego więźnia,” ale wszystko to co najbardziej mi się u autora podobało – kreacja świata, rozmycie pomiędzy właściwą a sugerowaną narracją, różne wizje literatury, czy wreszcie sama konstrukcja prawdziwych i urojonych postaci – jest tutaj wprawdzie zaakcentowane, ale nie odgrywa takiej roli jak w „bladym ogniu” czy „Prawdziwym życiu Sebastiana Knighta”. W każdym razie warto też dodać, że nie jest to prosta rzecz poświęcona totalitaryzmowi czy też samotności ludzkiej – jest tam więcej niźli proste odbicie tych tematów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Umberto Eco – Podziemni bogowie&lt;/span&gt; – Przy okazji tego tomiku zbierającego starsze teksty autora poświęcone różnym aspektom kultury i cywilizacji zastanawia mnie jedna rzecz. Wydawnictwo reklamuje książkę jako badającą przejawy kultury masowej, poświęcającą czas wytworom tej ponoć „niższej” warstwie kulturalnej. Tylko, że patrząc na tłumaczenie mam wrażenie, że osoby tłumaczące kompletnie nie rozumiały o czym Eco pisał swoje artykuły – ignorancja jeśli chodzi o nazewnictwo wszystkich postaci i zjawisk występujących we współczesnej kulturze jest spora. Czyżby trudno znaleźć osoby, które są w stanie tłumaczyć artykuły z semiotyki i historii filozofii, a jednocześnie znały najważniejsze przejawy tej kultury popularnej? Ech, w tym przypadku wysiłek autora w pozbyciu się tego często zupełnie niepotrzebnego rozróżnienia poszedł zupełnie na marne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Dan Simmons – Hyperion&lt;/span&gt; – Po raz drugi czytam te postmodernistyczne Canterbury Tales i poematy Johna Keatsa przeniesione w klimat space opery, i jestem równie zadowolony jak za pierwszym razem. Niby proste wymieszanie znanych klimatów, schematów i wydarzeń, a Simmons napisał to w taki sposób, że robi ogromne wrażenie. Jednak przez tego typu przeniesienie inspiracji w zupełnie inną otoczkę, i polanie wszystkiego tym kosmicznym sosem uzyskał nowy, naprawdę świeży i zadowalające efekt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Orhan Pamuk – Dom ciszy&lt;/span&gt; – Już wiem, że z panem Pamukiem zaprzyjaźnię się na dłużej. Pozornie prosta historia. Trójka rodzeństwa przyjeżdża jak co roku, w okresie wakacyjnym, odwiedzić swoją babcie na wsi. Niby zwyczajna opowieść o rodzinie. Ale całość poruszanych tam treści jest naprawdę duża i mocna. W zasadzie w tle mamy całą opowieść o ich rodzinie, pełną cichych tragedii, ludzkiej małości i pogardy. Dodatkowo w czasie teraźniejszym potrafią dziać się równie straszne rzeczy, przez głupotę i tłumione afekty. Dołożyć do tego rozłożenie narracji na pierwszosobowe relacje poszczególnych bohaterów zdarzeń, i wychodzi naprawdę ciekawy i poruszający obraz Turcji z początku lat osiemdziesiątych. Może nie ma tutaj tak doniosłych wydarzeń, tak wielkiej skali jak w powieściach Rushdiego, ale ton i waga wydarzeń jest niemalże taka sama. Podobało mi się bardzo, i muszę przyszykować się na kolejne książki tego pana…&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-6882705892235797778?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/6882705892235797778/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/10/wrzesien-pazdziernik.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/6882705892235797778'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/6882705892235797778'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/10/wrzesien-pazdziernik.html' title='Wrzesień / Październik'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-6380347219888743891</id><published>2011-10-06T19:28:00.007+02:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.255+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Gaiman Neil'/><title type='text'>Wszystkie teksty napisane dla polskiej strony Neila Gaimana</title><content type='html'>'&lt;br /&gt;&lt;a style="font-weight: bold;" href="http://neilgaiman-pl.blogspot.com/2010/03/blogowa-niespodzianka.html"&gt;1. Intro - Ja i Neil Gaiman. &lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a style="font-weight: bold;" href="http://neilgaiman-pl.blogspot.com/2010/04/ksiega-cmentarna-recenzja.html"&gt;2. "Księga cmentarna" &lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a style="font-weight: bold;" href="http://neilgaiman-pl.blogspot.com/2010/04/odd-i-lodowi-olbrzymi-recenzja.html"&gt;3. "Odd i lodowi olbrzymi" &lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a style="font-weight: bold;" href="http://neilgaiman-pl.blogspot.com/2010/04/chopaki-anansiego-recenzja_22.html"&gt;4. "Chłopaki Anansiego" &lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a style="font-weight: bold;" href="http://neilgaiman-pl.blogspot.com/2010/05/amerykanscy-bogowie.html"&gt;5. "Amerykańscy bogowie" &lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a style="font-weight: bold;" href="http://neilgaiman-pl.blogspot.com/2010/07/death-high-cost-of-living-recenzja.html"&gt;6. "Death: The High Cost of Living"&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a style="font-weight: bold;" href="http://neilgaiman-pl.blogspot.com/2011/10/ulubione-odcinki-sandmana-ramadan.html"&gt;7. "Sandman: Ramadan" &lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam nadzieję, że jeszcze uda się dopisać kilka rzeczy do tej listy.&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-6380347219888743891?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/6380347219888743891/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/10/wszystkie-teksty-napisane-dla-polskiej.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/6380347219888743891'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/6380347219888743891'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/10/wszystkie-teksty-napisane-dla-polskiej.html' title='Wszystkie teksty napisane dla polskiej strony Neila Gaimana'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-4321368825421103380</id><published>2011-09-14T23:27:00.003+02:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.258+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zbiorczo'/><title type='text'>Nadrabianie zaległości, epizod III</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Salman Rushdie – Wstyd&lt;/span&gt; – Ta powieść Rushdiego jest w zasadzie zupełnie inna od pozostałych. Wprawdzie tematyka, sposób prowadzenia fabuły, przewijające się wątki może nie odbiegają specjalnie od innych książek, ale jest tutaj jedna rzecz, która duża zmienia. Nigdzie indziej sam autor nie wypowiadał się bezpośrednio. A tutaj nie dość, że nierzadko odzywa się ze swojej pozycji, to jeszcze mówi wprost jakie były inspiracje do przedstawionych w książce historii, czym jest tak naprawdę opisany w książce kraj, i na ile różni się, a na ile jest taki sam od prawdziwego Pakistanu. Metoda kontrowersyjna, ale przyznam, że robi wrażenie. Siłą prozy Rushdiego są nie tylko piękne konstrukcje fabularne, ale też bezpośrednie traktowanie wielu najważniejszych spraw.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Italo Calvino – Niewidzialne miasta&lt;/span&gt; – Z cyklu: „dlaczego ta książka nie jest regularnie wznawiania i nie można jej nigdzie kupić, a na allegro osiąga dziwaczne ceny”.  Książka napisana jako seria rozmów Marco Polo z Kubłaj Chanem, podczas której włoski podróżnik opisuje swojemu gospodarzowi wszelkie zwykłe i niezwykłe miasta, które podczas swoich długich wędrówek widział. A oglądał prawdziwe i wymyślone cuda. Piękne.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Jose Saramago – Historia oblężenia Lizbony&lt;/span&gt; – Poddałem się gdzieś mniej więcej w połowie. Naprawdę ciężko jest mi czytać w pozycjach, które mają tak niewiele fabuły, i takie przytłaczające, ekspresyjne opisy. Może i historia redaktora, który po raz pierwszy decyduje się na ingerowanie w treść powierzonej mu książki, co odmienia jego życia byłaby ciekawa, gdyby tylko było jej więcej.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Czesław Miłosz – Spiżarnia literacka&lt;/span&gt; – Zbiór artykułów pisanych dla Tygodnika powszechnego pod koniec życia poety. Większość z nich to przypomnienie zapomnianych już dzisiaj autorów, mniej znanych wierszy czy fragmentów prozatorskich, a także szkice dotyczące samych pisarzy, z którymi Miłosz się niegdyś zetknął. Ma to swój urok, chociaż chyba nawet ciekawsze są te teksty o tematyce bardziej ogólnej. Chociażby:&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;„Wdałem się tutaj w rozważania o naszej cywilizacji i słyszę głos odsyłający mnie do mego dzieciństwa, kiedy cywilizacja była zupełnie inna, a książeczki dla dzieci uczyły karności z ogromnymi sankcjami (…) No i macie tę cywilizacje dzieci tak wychowanych, w karności i posłuszeństwie. Ona dała nam pierwszą wojnę światową, wzajemne mordowanie się w wojnie okopów, ona dała nam ślepe posłuszeństwo ludzi opętanych wiarą w wodza-szczurołapa w drugiej wojnie światowej”&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Olga Tokarczuk – Bieguni &lt;/span&gt;– Po ciekawej inaczej powieści Saramago czytało się to wspaniale. Bo rzeczywiście książka napisana jest pięknie. Tylko, że… Główna bohaterka i narratorka jest osobą w ciągłej podróży, na ile tylko pozwalają to jej środki i okoliczności. Książka zaś składa się z jej rozmaitych zapisków, notatek, zasłyszanych historii, i opowieści o różnych ludziach z którymi podróżowała, albo o których słyszała jeszcze inne opowieści. I rzeczywiście są to często piękne historie, ale im dłużej to czytałem, tym bardziej przypominało mi się jak było z „Domem dziennym, domem nocnym” – piękne historie, ale nie układające się całość. Wprawdzie „Bieguni” to książka lepsza niż „Dom..”, ale również nie składa się na powieść. Dla mnie to jest wada. Chociaż i tak naprawdę warto to przeczytać, bo ta pani oj potrafi pisać…&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Philip K. Dick – Ubik &lt;/span&gt;– Bardzo długo wzbraniałem się przed sięgnięciem po tego autora. Cała ta narkotyczno-schizofreniczna otoczka naprawdę nie zachęcała, żeby przeczytać co też pan Dick chciał przekazać ludziom… Ale w końcu jednak się zabrałem. „Ubik” z jednej strony nie zrobił na mnie specjalnego wrażenia, ale z drugiej okazał się książką o wiele lepszą niż się obawiałem – nawet całkiem nieźle się to czytało. Chociaż ciężko jest mi się przebić przez tą całą sferę mistyczno-irracjonalną, to jednak doceniam pewne rzeczy. Zaś to co chyba miało być tutaj największym atutem – zagmatwanie i pomieszanie różnych poziomów rzeczywistości jakoś tak nie robi wrażenia. Rozczarowujące było rozwiązanie całej zagadki, nawet jeśli zapowiedziane było, że to wcale nie koniec. Nie wiem, naprawdę mam mieszane uczucia. Z jednej strony nie było to złe, a z drugiej nie specjalnie mnie zachwyciło. Czy warto sięgać po jego kolejne książki?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Kir Bułyczow – Jak zostać pisarzem fantastą&lt;/span&gt; – Mam wrażenie, że książka została napisana na fali różnych resentymentów za wspaniałą komunistyczną przeszłością, i Bułyczow chciał przypomnieć niektórym, jak to rzeczywiście wyglądało życie w tym wspaniałym kraju. Na pewno wszystkie opisy absurdów, problemów, ale też i wielkich tragedii pokazują czym było życie w raju wcielonym. Zawiedziony jestem tylko jednym. Opisów życia w Związku Radzieckim było naprawdę wiele. Ale nikt jeszcze nie napisał historii o książkach i pisarstwie Kira Bułyczowa. I niestety sam Bułyczow też tego nie zrobił. Literatury tam naprawdę niewiele. A jakoś tak czytając o pisarzu najbardziej interesuje mnie właśnie to pisanie, a nie co innego…&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ursula K. Le Guin – Otwarte przestworza&lt;/span&gt; – Kolejny zbiór opowiadań (i zresztą nieostatni). Może nie ma tutaj rzeczy tak mocnych jak „Dzień przed rewolucją” – chociaż tytułowe „Otwarte przestworza” to jak najbardziej ten sam wysoki poziom, to jednak wszystkie teksty zawarte w zbiorze są bardzo równe i solidne. Proste historie, a mające przecież wielką wagę.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Aleksander Kościów – Lecą wieloryby&lt;/span&gt; – Książka rozpoczynająca się opisem szalonych studenckich imprez nie nastraja pozytywnie. A dalej nie jest lepiej, wszystko opisano bardzo chaotycznie, z przeniesieniem do dziwnej, tajemniczej krainy, bez prób uwiarygodnienia zachowań bohatera… No cóż, słyszałem dużo pozytywnych opinii o tym autorze, ale po próbie przeczytania tej raczej kiepskiej powieści fantasy chyba niespecjalnie mam ochotę na sprawdzenie co też on jeszcze popełnił.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Roger Zelazny i Jane Lindskold – Donnerjack&lt;/span&gt; – Historia powstawania tej książki może nie zachęcać. „Donnerjack” był ostatnią powieścią nad jaką pracował Roger Zelazny, i niestety nie zdążył jej ukończyć przed swoją śmiercią w roku 1995. Książka zaś została dokończona (zgodnie z wolą samego autora) i wydania, przez jego współpracowniczkę, Jane Lindskold. Tego typu praktyki mogą naprawdę nie wróżyć dobrze jeśli chodzi o jakość w taki sposób powstałego dzieła. A tutaj proszę bardzo – czytam, i chyba nawet podoba mi się bardziej niż Amber czy Pan światła. Aż chce mi się powiedzieć, że jest to najlepsza książka Zelazny’ego jaką czytałem. Wprawdzie można powiedzieć, że jego wszystkie książki są oparte o podobne schematy – w końcu tutaj też mamy historię rodzinną, odzyskiwanie własnej tożsamości, różne siły wpływające na zwykłych ludzi, etc. Ale też wiele rzeczy, których wcześniej u autora nie było – i może to wpływ pani Lindskold (chociaż przekonać się na razie nie mogę, w Polsce nie wydano żadnej jej „solowej” książki), ale ten duet naprawdę przysłużył się książce. Chociaż w pewnych momentach widać, że rzecz jest niedokończona (szczególnie na początku). No i sama fabuła – niby zwyczajna historia o wirtualnej rzeczywistości, i dziwnych rzeczach dziejących się tam, a okazuje się, że nic nie jest takie proste. Dzięki takim właśnie książką chętnie patrzę co ciekawego dzieje się w głównonurtowej fantastyce, ale przez takie książki ciężko mi większość produkcje w takowej czytać.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Mario Vargas Llosa – Historia Alejandra Mayty&lt;/span&gt; – Ten pan wprawia mnie w mocny zamęt. To jest naprawdę trudna proza, napisana bardzo gęsto. Czuć w tym ogromne zaangażowanie w opisywaną sytuacje, aż chyba nawet robi się tutaj zbyt zaangażowanie. Bohaterem jest tutaj pewien pisarz, który rusza śladami pewnego wydarzenia sprzed dwudziestu pięciu lat – niewielkiego incydentu, będącego nieudaną próbą wywołania rozruchów rewolucyjnych przez działacza socjalistycznego. Pisarz spotyka się z poszczególnymi osobami, które miały kontakt z tamtym człowiekiem, i jednocześnie tworzy fabularyzowany rys tamtych wydarzeń, próbując zrozumieć co wydarzyło się wtedy, i co wydarza się teraz. Czyta się to bardzo ciężko, w zasadzie aż do finału, kiedy kończy się podwójna narracja, a zaczyna się najważniejsza konfrontacja… Ciekawe ujęcie tematu, chociaż wymagające wielu sił od czytelnika.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-4321368825421103380?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/4321368825421103380/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/09/nadrabianie-zalegosci-epizod-iii.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/4321368825421103380'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/4321368825421103380'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/09/nadrabianie-zalegosci-epizod-iii.html' title='Nadrabianie zaległości, epizod III'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-6780731831596248900</id><published>2011-09-09T15:58:00.003+02:00</published><updated>2011-11-02T20:56:03.969+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Muzyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ray Wilson'/><title type='text'>Ray Wilson - Unfulfillment</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/-kBePh5AlfUs/Tmob3Sxz19I/AAAAAAAACQY/Hs4e_vJGoqw/s1600/RW_Stiltskin_Unfulfillment.jpg"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 262px; height: 262px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-kBePh5AlfUs/Tmob3Sxz19I/AAAAAAAACQY/Hs4e_vJGoqw/s320/RW_Stiltskin_Unfulfillment.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5650359319237220306" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;To już piąta studyjna płyta Raya Wilsona. Dotychczas każdy z wychodzących albumów w znacznym stopniu różnił się od wydanych wcześniej. Tym razem, „Unfullfilment” zapowiadany był jako połączenie brzmienia z „She” i „Propaganda Man”. Takie połączenia oznaczałoby połączenie ciężkich gitar i mocnych aranżacji – za co odpowiadać miał współautor wszystkich kompozycji, zarówno tutaj, jak i na „She”, Uwe Metzler – z melodiami, i bardziej organicznym graniem, łączącym elektryczne i akustyczne brzmienie. Jak jest w rzeczywistości?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ponadto płyta miała być pierwszą od początku do końca nagraną przez Ray Wilson Band. Wprawdzie już „Propaganda Man” została w większości nagrana przez czterech ówczesnych członków wesołej kompanii, to jednak przygotowana była wcześniej, i z innymi osobami. Zaś wszystkie poprzednie dzieła były typowo studyjne – szczególnie „The Next Best Thing”, na której aranżacje dość mocno różniły się od tego co zespół prezentował na żywo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na szczęście utwory zaprezentowane tutaj są dosyć zróżnicowane. Doskonale rozumiem, że w pewnym momencie słuchanie „She” mogło męczyć. Większość utworów tam, mimo, że naprawdę dobrych była zaaranżowana w podobny, a przez to dosyć monotonny sposób. Ciężkie gitary, utwory dosyć zwarte, choć często dochodzące do sześciu minut, bez rozbudowanych partii instrumentalnych. Tym razem spółka autorska Wilson/Metzler zaproponowała nieco inne wyważenie akcentów. Wprawdzie dalej są ciężkie gitary, i chwilami całkowicie dominują nad całością – o tym, że w cięższych kawałkach również grają klawisze i sekcja smyczkowa można się przekonać tylko mocno i uważnie wsłuchując – to jednak nie jest tak we wszystkich piosenkach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsza połowa płyty to głównie dość dynamiczne, przebojowe rockowe piosenki (co dla niektórych będzie oznaczać „popową, bezwartościową komercyjną papkę, niegodną wysłuchania”) z świetną linią melodyczną – refreny „Accidents Will Happen” czy „American Beauty” po przesłuchaniu mocno trzymają się głowy, i niechętnie z niej wychodzą. Dalej robi się już spokojniej, i inaczej. Do głosu dochodzą zarówno smyczki, jak i fortepian, i zarówno w „First Day of Change” jak i „Tale From a Small Town” (bałem się, że ta piosenka zostanie zabita przez władowanie do niej mnóstwa przesterowanych gitar, które zupełnie zabiją jej urok znany z wersji akustycznej, ale na szczęście wykonanie tego w pełnym składzie zespołu tylko dodało jej siły i wyrazu) mamy piękne, zespołowe granie – te dwa utwory to mogą być koncertowe killery, zwłaszcza jeśli zostaną rozwinięte w podobny sposób jak koncertowe wersje „Alone” czy „Propaganda Man”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dość mieszane mam uczucia co do utworu „Guns of God”, trochę mi przeszkadza ciężka aranżacja tego utworu, również chciałbym posłuchać jak brzmi na żywo, może po innym wykonaniu bardziej przypadnie mi do gustu. To nie byłby pierwszy, a zapewne i nie ostatni taki przypadek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najbardziej zaś przypadły mi do gustu dwa utwory – „She Flies” i „Ought To Be Resting”. Nawet jeśli ktoś znudzi się początkiem płyty, to niech się nie zniechęca, bo dalej czekają naprawdę mocne rzeczy. Jak dla mnie te dwa utwory to jest poziom „Ever The Reason” czy „Frequency” – spokojne, majestatyczne brzmienie, rewelacyjne linie melodyczne, z pięknymi instrumentami w tle – mam nadzieję, że te utwory będą grane na żywo częściej niż właśnie „Frequency” czy „Ever The Reason”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wprawdzie współautorem płyty jest Uwe Metzler, to jednak dla mnie jednym z największych atutów zespołu Raya Wilsona jest inny gitarzysta – Ali Ferguson. Jego gitara pięknie łka przez całą płytę, a kiedy dochodzi do głosu w końcówce utworu, jak chociażby w „14th March 1962” to robi się przepięknie. Można tylko żałować, że nie ma tutaj wielu dłuższych chwil, w których można by posłuchać kunszt gitarzysty. Mam nadzieję, że na koncertach będą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To tyle co mogę powiedzieć po tych kilku przesłuchaniach płyty w całości (a jakichś kilkunastu utworów numer dziewięć i dwanaście). Jest dobrze. Nie jest to wprawdzie żadna genialna płyta, przełamująca granice, czy wytyczająca nowe ścieżki, ani też kłaniająca się ludziom, dla których dobra muzyka skończyła się w połowie lat siedemdziesiątych. Mamy za to solidne rockowe granie, z świetnie zaaranżowanymi partiami, kilkoma naprawdę mocnymi utworami, dobrze wykorzystującymi rozszerzone instrumentarium.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak jak nie jestem w stanie powiedzieć która płyta Raya jest najlepsza, ponieważ na tyle różnią się od siebie, że ciężko je porównywać, tak nie bardzo umiem ustawić „Unfulfillment” na tle poprzednich płyt, ale mogę powiedzieć, że słucha się co najmniej tak dobrze jak „Propagandę”, a może nawet lepiej niż „She”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Krótko mówiąc – kolejna świetna płyta. Teraz tylko czekać na październik i na koncerty.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-6780731831596248900?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/6780731831596248900/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/09/ray-wilson-unfulfillment.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/6780731831596248900'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/6780731831596248900'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/09/ray-wilson-unfulfillment.html' title='Ray Wilson - Unfulfillment'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-kBePh5AlfUs/Tmob3Sxz19I/AAAAAAAACQY/Hs4e_vJGoqw/s72-c/RW_Stiltskin_Unfulfillment.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-8748679181750738030</id><published>2011-08-29T11:40:00.002+02:00</published><updated>2011-11-02T20:56:37.180+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Konwent'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wydarzenia'/><title type='text'>Polcon 2011</title><content type='html'>Cytaty:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;- Spotkanie z Tomaszem Niewiadomskim. W pewnym momencie rysownik przeprasza licznie zgromadzoną publiczność, i odbiera telefon. Rozmowa wygląda mniej więcej tak: „Musisz minąć taką restaurację w drugiej strony, wtedy skręcasz w prawo… Wjazd nie jest daleko, musisz tam kawałek przejechać… Tak, ja już dotarłem. Mam teraz spotkanie. Wjeżdżasz tam, i możesz zobaczyć już gdzie to jest…” Rozmowa trwa jeszcze chwilę, po czym Niewiadomski odkłada słuchawkę i mówi: „Przepraszam bardzo. Parowski dzwonił”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Piątek rano, na stoisko z książkami wydawnictwa Prószyński wchodzi Maciej Parowski. Patrzy, wyciąga rękę w stronę nowych wydań Funky’ego Kovala, po czym groźnym głosem zaczyna wypytywać sprzedawce: „Ile już się sprzedało?! A nowego tomu?!”. Kontrola musi być.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Spotkanie z Witem Szostakiem. Pod koniec na salę zaczyna wchodzić coraz więcej osób, co autor komentuje: „Po rosnącej frekwencji widzę, że już spotkanie ze mną ma się kończyć.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Jeden z paneli dyskusyjnych. Nasi literaci ostro dyskutują, w pewnym momencie Łukasz Orbitowski zwraca się do Jacka Dukaja: „Jacku, zawsze chciałem cię o to spytać. Czy nigdy nie myślałeś o napisaniu czegoś naprawdę prostego. Wiesz, coś w stylu, przychodzi facet do kobiety, i tak dalej…” Na co Dukaj odpowiada: „Prawie zawsze.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wrażenia:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- To była druga tego typu impreza na której byłem. I poprzednia – marcowy Pyrkon była o wiele mniejsza. Teraz było o wiele mniej ludzi, nie zdarzyła mi się taka sytuacja, żeby na jakimś wykładzie albo spotkaniu była pełna sala, i trzeba było gdzieś z tyłu stać. Mniej ludzi, też jak gdyby mniej wszystkiego – jakichś rzeczy dodatkowych – w marcu było tego sporo – jakieś pokazy tańca, warsztaty, prezentacja przebierańców, itd. Polcon okazał się imprezą o wiele skromniejszą, spodziewałem się jednak, że będzie wręcz przeciwnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Dziwnie też był zorganizowany program. Na Pyrkonie wszystkie spotkania i dyskusje zaczynały się jakoś po południu, ponadto po każdym spotkaniu z autorem było zorganizowany czas, żeby porozmawiać indywidualnie, na autografy itd. Tutaj, wszystko było w zasadzie od rana do wieczora, a sesje autografów odbywały się czasami dzień przed spotkaniem, czasami dzień później. Naprawdę dziwne. I przez takie rozbicie tego programu niestety nie udały mi się żadne większe wycieczki po Poznaniu. Na Pyrkonie byłem tam tylko dwie doby, a zdążyłem naprawdę się naprawdę dużo przejść, a teraz miałem tylko wycieczkę do zoo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Nagroda imienia Janusza Zajdla. Chwilami naprawdę chce mi się śmiać z tego, jak to wygląda. Uprawnionych do głosowania na najlepszą powieść i opowiadanie – prawie dwa tysiące osób. Zagłosowało – około 290. Z czego kilkanaście głosów było nieważnych, a także „stwierdzono próby manipulowania wynikami, i te głosy również zostały wykluczone”. Absolutnie nie wiem o co chodziło, ale to wszystko nie robi dobrego wrażenia. Nie bardzo przekonuje mnie też nagroda przyznawana przez taką małą grupkę – nie chcę się wypowiadać co to mogą być za ludzie, ale mimo wszystko. Odbierający nagrodę na powieść Jacek Dukaj (co zostało dość ciekawie skomentowane w następujący sposób:)&lt;br /&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-sv6mTmx2Lxs/Tlte4lVhFEI/AAAAAAAACQI/i4DQT06u2S4/s1600/IMG_5642.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 240px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/-sv6mTmx2Lxs/Tlte4lVhFEI/AAAAAAAACQI/i4DQT06u2S4/s320/IMG_5642.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5646210884027094082" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;powiedział, że patrząc na poziom innych nominowanych książek, aż mu głupio, że sam jest laureatem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Wit Szostak zapytany o różnice pomiędzy festiwalami literatury fantastycznej oraz ogólnoliterackimi (w kontekście tego, że jego książki niespecjalnie zaliczają się do tego, co większość ma na myśli mówiąc o fantastyce), odpowiedział, że w przypadku festiwali fantastycznych jest zawsze organizowana przestrzeń, gdzie zarówno sami twórcy, jak i czytelnicy mają gdzie się spotkać, porozmawiać, czy spędzić gdzieś czas, natomiast festiwale ogólne tego nie zapewniają. Sam na żadnej większej imprezie ogólnoliterackiej nigdy nie byłem, raczej wolę spotkania z konkretnymi twórcami, ale rzeczywiście dobrze jest, jeśli nawet przy budynkach festiwalowych jest mały ogródek piwny, gdzie każdy może usiąść, i spędzać czas pomiędzy poszczególnymi spotkaniami i wykładami. No i też naprawdę inaczej się odbiera pewne wydarzenia, będąc na jakiejś dyskusji siedząc obok Marka Huberatha albo Jadwigi Zajdel (oboje to przemili ludzie, z którymi rozmowa sprawia sporą przyjemność).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Natomiast co do samej integracji uczestników festiwalu. Dużo słyszałem wcześniej o swego rodzaju atmosferze konwentowej, że dużo się dzieje. Tylko mam wrażenie, że większość z tego mają i odbierają ludzie, którzy przyjeżdżają na konwent na gry, albo na jakiś ściśle określony blok programowy – a przecież jest tego sporo: fani mangi, konkretnych filmów czy seriali. Ponadto sprawiają wrażenie mocno zintegrowanego towarzystwa, do którego wejście nie jest wcale proste. Zapewne ludzie którzy przychodzą na spotkania z jakimś Jakubem Ćwiekiem, albo pisarzami tego rodzaju mają inne odczucia, ale sam widzę to zupełnie inaczej. Chociażby porównując kto uczestnicy w wykładach o interpretacjach literatury prowadzonych przez Konrada Walewskiego i Annę Brzezińską.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Jacek Dukaj. Nigdy nie byłem jeszcze na spotkaniu z tym autorem, i początkowo przeżyłem pewien szok. Oczywiście widziałem jego zdjęcia, słuchałem jakichś tam wywiadów radiowych, ale połączenie tego wszystkiego – wysoki człowiek, bardzo krótko ostrzyżony, w jaskrawej, żółtej koszulce, ponadto mówiący takim nieco niewyraźnym głosem – można było się zdziwić. Wprawdzie jak zaczyna mówić, i okazuje się, że to jest rzeczywiście Jacek Dukaj, którego książki i artykuły czytałem, ale pierwsze wrażenie jest mocne. No i najdziwniejsza rzecz na spotkaniu z nim. Pewien człowiek siedzący z tyłu sali, stwierdził, że dużo ludzi porównuje twórczość Dukaja do Lovecrafta, po czym zaczął opowiadać o jakiejś teorii z biografii Lovecrafta, tezach o materializmie, etyce katolickiej, itd. Jacek Dukaj zrobił wielkie oczy, stwierdził, że nie bardzo wie o co chodzi, nigdy nie słyszał, żeby ktoś go porównywał do Lovecrafta, oraz, że ciężko mu dyskutować z poglądami zawartymi w jakiejś książce której nigdy nie czytał, a i samego Lovecrafta nie zna na tyle dobrze, żeby się kompetentnie wypowiadać. No cóż, na spotkania przychodzą różni ciekawi ludzie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Rafał Ziemkiewicz. Szczerze mówiąc wolałbym, żeby ten człowiek nie był zapraszany na dyskusje o literaturze. Widzę, że to jest bardzo inteligentny człowiek, ma sporo do powiedzenia. Natomiast często to co mówi jest zupełnie nie na temat, rzuca jakieś tezy z powietrza, które nijak nie mają się do tematu rozmowy, i mogą być szybko obalone. (Stwierdził np. że w polskiej starszej literaturze nie ma innej książki mówiącej o ekonomii, niż „Ziemia obiecana”. Na co siedzący obok Jacek Dukaj mówi, że nieprawda, i zaczyna wymieniać inne tytuły, na co nie przekonany Ziemkiewicz kręci głową. Albo nagle teza z niczego, że już dzisiaj nikt nie czyta Lema, a wszyscy czytają Zajdla. Naprawdę nie wiem skąd takie coś.) Ponadto dodawanie do różnych wywodów ideologii, wspominanie przy dziwnych okazjach tego co myśli o Krytyce politycznej – jest dziwne i zupełnie niepotrzebne. Ech.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Tym razem nie byłem na większej ilości wykładów. Warto było posłuchać Wita Szostaka mówiącego o Odysei oraz wykładów Konrada Walewskiego – literaturoznawcy i redaktora czasopisma Fantasy &amp;amp; Science Fiction. Jeden był poświęcony semiotycznej i poststrukturalistycznej interpretacji dzieła, a drugi powieściom konceptualnym.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-8748679181750738030?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/8748679181750738030/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/08/polcon-2011_29.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/8748679181750738030'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/8748679181750738030'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/08/polcon-2011_29.html' title='Polcon 2011'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-sv6mTmx2Lxs/Tlte4lVhFEI/AAAAAAAACQI/i4DQT06u2S4/s72-c/IMG_5642.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-8764164419304294382</id><published>2011-08-21T22:31:00.006+02:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.261+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zbiorczo'/><title type='text'>Wakacyjne nadrabianie zaległości odcinek 2.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Roger Zelazny - „Ostatni obrońca Camelotu”.&lt;/span&gt; Naprawdę lubię czytać teksty Zelazny’ego. Chociaż nie był z niego żaden wielki pisarz, a sporo wydanych rzeczy, to lekkie historyjki przygodowe w rodzaju „Alei Potępienia”. Ale może to i dobrze- jeśli sam nie uważał się za Wielkiego Twórcę, to mógł po prostu pisać to co mu się podoba. Tylko tyle i aż tyle. Poza tym im więcej jego książek czytam, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że był to człowiek obdarzony ogromną wyobraźnią i świetnymi pomysłami. W jego zbiorach opowiadań może najlepsze są obszerne omówienia i komentarze do prozatorskich tekstów. Niektóre z nich są o wiele lepsze niż same opowiadania – co oczywiście nie znaczy, że te są złe. Wręcz przeciwnie. Chciałbym przeczytać jakiś zbiór publicystyki jego autorstwa, ale chyba nigdy takowego nie popełnił. No i nasze drogie wydawnictwa mogłyby sobie przypomnieć, że Roger Zelazny to nie tylko Kroniki Amberu.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ursula K. Le Guin - „Nowa Atlantyda”.&lt;/span&gt; Dwie krótkie nowele. Pierwsza z nich, to opis próby zwyczajnego życia młodego małżeństwa w społeczeństwie totalitarnym. Może nie jest to najlepsza rzecz jaką pani Le Guin napisała, ale nie jest źle. Ciekawsza jest druga nowela, młodzieżowe „Zewsząd bardzo daleko” – rzecz o dojrzewaniu i odnajdywaniu własnych celów i pragnień. Bardzo ładne. Szkoda, że autorka nigdy nie zdecydowała się na napisanie tego typu dużej powieści. Tak samo jak szkoda, że „Miejsce początku” to był tylko jednorazowy „wybryk”. Owszem, Ziemiomorze i Ekumena to piękne światy, ale to nie wszystko.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;John Crowley - „Małe, duże”. &lt;/span&gt;Czytając poległem. Około setnej strony powieści wyglądało na to, że już wkrótce zacznie się coś dziać, okaże się, że ta cała narracja, i opisywane realia mają jakiś większy sens i do czegoś wkrótce zaczną prowadzić. Ale kiedy po następnych stu stronach dalej tylko zapowiadało się, że coś wkrótce się wydarzy- poddałem się. Naprawdę, lubię czytać sagi rodzinne. Opisywanie dziejów spokrewnionych ze sobą w różnych chwilach historycznych daje naprawdę wielkie możliwości. Pod warunkiem, że tam rzeczywiście są jakieś dzieje, i coś się wydarza. Coś się zmienia. Bohaterowie skupiają się wokół jakichś idei. Jeśli to ma być amerykańska odpowiedź na „Sto lat samotności”, to chyba tylko o dynamice dzieła Prousta…&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Stanisław Jerzy Lec -  „Myśli nieuczesane wszystkie”.&lt;/span&gt; Ponad cztery tysiące aforyzmów zebranych na prawie siedmiuset stronach to mocna i ciekawa lektura. Ale sprawiając sobie w końcu pełne wydanie „myśli” Leca nie mogłem się powstrzymać przed przerobieniem całości. Chociaż być może rzeczywiście, tego typu rzeczy należy sobie bardzo powoli i starannie dawkować, czytując tylko po kilkanaście linijek dziennie. Ale jak tu nie pochłonąć takich pięknych rzeczy jak:&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;-„Świeżo upieczony heretyk – niebezpieczna figura stylistyczna”,&lt;br /&gt;-„Śmiałem się z Wami, śmiałem się do Was. Gdy nie byliście ludźmi śmiałem się przeciwko Wam. Nigdy nie śmiałem się z Was.”&lt;br /&gt;-„Pan podgryza ustrój!” „Zauważył to pan po mnie, czy po ustroju”&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;nie mówiąc już o poważniejszych tekstach, jak o nowej perspektywie ludzi, którzy schodzili do podziemia, aby schronić się przed piekłem…&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Stanisław Barańczak – „Pegaz zdębiał. Poezja nonsensu a życie codzienne: wprowadzenie w prywatną teorię gatunków.”&lt;/span&gt; Stanisław Barańczak wielkim poetą jest. Począwszy od próby napisania inwokacji do „Pana Tadeusza” na francuskim edytorze tekstów nie zawierającym polskich znaków, przez piękne tłumaczenie w rodzaju:&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Koło zamachowe – Assassins’ discussion circle&lt;br /&gt;Konia z rzędem - [A political slogan:] Every horse supports the governmnt&lt;br /&gt;Będą z niego ludzie – He is bound to develop a multiple personality disorder&lt;br /&gt;Roboty nie zastąpią ludzi – I realiza you have plenty of things to do, but even a workaholic has to have some social live&lt;br /&gt;Gdzie wilk? – Werewolf?&lt;br /&gt;Być raz na wozie, raz pod wozem – To work as a car mechanic&lt;br /&gt;A tego typu rzeczy jest o wiele więcej. No i mój ulubiony mankamęt:&lt;br /&gt;Chrzęst szczęk pstrych krów wprządł w słuch&lt;br /&gt;Szept: "Trwasz wśród warstw łgarstw? Tchórz!&lt;br /&gt;Stwórz wpierw z przerw werw, z chwil skruch&lt;br /&gt;Strzęp chwalb - nerw ścierw czymś strwóż!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Leszek Kołakowski - "Moje słuszne poglądy na wszystko". &lt;/span&gt;O książce wypada wspomnieć chociażby ze względu na sam tytuł. Oraz na rzecz z urody przecudną: Wielką Encyklopedię Filozofii I Nauk Politycznych. Chociażby:&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;- Liberalizm - żeby każdy swoimi sprawami się zajmował, a nie cudzymi, to dobrze będzie&lt;br /&gt;- Konserwatyzm - że tak dobrze, jak za cysorza Franca, to już nigdy potem nie było&lt;br /&gt;- Karl Popper - że można rzeczy tak tłumaczyć albo inaczej, ale jak jest naprawdę, właściwie nie wiadomo&lt;br /&gt;- Berkeley - że co widzisz, to jest, a czego nie widzisz, tego nie ma&lt;br /&gt;- Teologia - nauka o teologii, a zwłaszcza o tym, że teologia jest strasznie mądra&lt;br /&gt;A artykuły na poważnie też są dobre.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Stuart Kelly- „Księga ksiąg utraconych” &lt;/span&gt;Pomysł całkiem ciekawy, żeby zebrać historię wszystkich książek, których nie dane było nam przeczytać. Gorzej już z realizacją. Najciekawsze fragmenty dotyczą twórców antycznych – w tym przypadku rzeczywiście możemy mówić o utworach zaginionych i utraconych. Potem jest już różnie. Sądzę, że błędem było pisanie obok historii w rodzaju spalenia pamiętników Byrona, o książkach które nigdy nie zostały napisane, bądź były tylko planowane. Wprawdzie alternatywna historia literatury to temat, który aż prosi się o rozwinięcie – ale nie w taki sposób. Zwłaszcza, że większość tekstów to króciutkie, kilkustronicowe wzmianki o poszczególnych ludziach z różnych epok. Ciekawostka, chętnie bym przeczytał coś takiego, tylko, że bardziej rozwinięte. Albo ograniczone do pojedynczych epok albo krajów.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt; &lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Wojciech Szyda – „Miasto dusz”. &lt;/span&gt;Początkowo zapowiadało się, że będzie to cyberpunkowy Borges (wprawdzie połączenie już brzmi straszliwe, ale bardzo chętnie sięgam po takie łamańce) – średniowieczny apokryf, naukowe metody odłączania duszy od ciała, policja eschatologiczna… Tylko, że bardzo szybko robi się z tego cyberpunkowa Mała apokalipsa. I bohater, zgodnie z rytmem powieści fantastycznej musi dowiedzieć się co tu właściwie się dzieje, na wszystkich poziomach rzeczywistości. Trochę szkoda, że ważniejszy tu jest matrix i kolejna fantomatyczna odsłona. No i ciekawie wyglądają inspirację. Jeśli na zbliżającym się Polconie uda mi się trafić na spotkanie z autorem to chętnie spytam o wpływy muzyczne – ciekawie się czyta powieść z cytatami z U2, Marillion, Stinga czy kilkakrotnie powtarzanymi wtrętami z Genesisowego „Baranka”. Bo i mamy tam trochę z historii Raela… Bardzo też podobało mi się sformułowanie eschatologicznej wersji triady dialektycznej Hegla. Oczekujemy przybycia Syntechrysta?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zrobił się z tego zbiór cytatów, ale wśród takich pozycji nie mogłem się powstrzymać.&lt;br /&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:donotoptimizeforbrowser/&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-8764164419304294382?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/8764164419304294382/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/08/wakacyjne-nadrabianie-zalegosci-odcinek.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/8764164419304294382'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/8764164419304294382'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/08/wakacyjne-nadrabianie-zalegosci-odcinek.html' title='Wakacyjne nadrabianie zaległości odcinek 2.'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-3628929018869844453</id><published>2011-08-04T10:38:00.005+02:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.264+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zbiorczo'/><title type='text'>Wakacyjne nadrabianie zaległości...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Iain M. Banks- „Wspomnij Phlebasa”. &lt;/span&gt;Kiepskie, zupełnie mi się nie podobało. Opowieść o konflikcie międzycywilizacyjnym, opisana za pomocą prościutkich, przygodowych epizodów w najgorszym stylu space-opery. Nie mam pojęcia czemu to miało służyć. Być może w innych swoich powieściach autor zaczyna się już koncentrować na konflikcie, pokazywać motywacje i osoby biorące w nim udział, ale po takim wprowadzeniu zupełnie nie mam ochoty się o tym przekonać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ian McEwan- „Solar”.&lt;/span&gt; Pierwsza książka McEwana z jaką miałem styczność. Ciekawa historia, opowieść o laureacie nagrody Nobla, na długo po chwilach świetności, kiedy jest już gnuśnym człowiekiem, wykorzystującym chwile minionej sławy, zajmując się tylko kolejnymi romansami i małżeństwami, aż tu w końcu wbrew swej woli znowu staje w pierwszym szeregu- tym razem w walce z globalnym ociepleniem. Rewelacyjne były wszystkie fragmenty, w których bohater musi brać udział w różnych pseudonaukowych dyskursach. Chociażby dla nich warto to przeczytać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Roger Zelazny- „Stwory świata i ciemności”. &lt;/span&gt;Rzecz w klimatach „Pana Światła”, chociaż już bez tego rozmachu ani wagi. Z taką różnicą, że tym razem zamiast Indii odwiedzamy Egipcjan. Bez większych zachwytów, ale muszę powiedzieć, że lubię czytać książki Zelazny’ego, nawet jeśli literacko są takie sobie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Jacek Inglot- „Quietus”.&lt;/span&gt; Lubimy historie alternatywne, pod warunkiem, że naprawdę coś nam pokazują, a nie są tylko zabawą w żołnierzyki na innych polach bitew. W historii zupełnie odmienionych dziejów Rzymu i chrześcijaństwa najbardziej zawiodło mnie, że książka kończy się w momencie, w którym właściwie powinna się zacząć. Ale to już wymagałoby naprawdę większej pracy. Ale tutaj mamy wcale nie głupi dyskurs o religii i kulturze jako czynnikach jednoczących i potrzebie wielkich narracji przy próbach zmieniana świata… Ano niestety…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Milorad Pavić- „Słownik Chazarski”. &lt;/span&gt;Coś pięknego. Trzy powiązane ze sobą historie. Średniowieczna dysputa religijna, XVII-wieczny pościg po Europie za starymi dokumentami, oraz dziejącą się współcześnie opowieść o trójce historyków, którzy w realiach wojen Izrealsko-Palestyńskich próbują odcyfrować co się działo w przeszłości. Każda z nich opowiedziana z kilku punktów widzenia, z różnym stopniem zanurzenia w religii i mistyce. Do tego książka pięknie wydana i ilustrowana, a wszystkie historie opisane w postaci haseł leksykonowych. Szkoda tylko, że książki Pavicia wydaje u nas dosyć niszowe wydawnictwo „tCHU”, i książki te nie są zbyt łatwe do zdobycia…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Vladimir Nabokov- „Pnin”.&lt;/span&gt; Tak odnośnie moich wrażeń po lekturze różnych Chiangów i Stephensonów. Jeśli czytając „Pnina” zupełnie pominiemy wątek związany z osobą narratora, jego relacji z bohaterem, nie będziemy zupełnie wchodzić w to wszystko, co tak obszernie opisuje w obszernym posłowiu Leszek Engelking, to i tak zostaje nam sama opowieść o dolach i niedolach rosyjskiego emigranta na małym amerykańskim uniwersytecie, które może dostarczyć wiele satysfakcji. Nie zawsze wystarcza sam Wielki Pomysł, czy też różne zabawy formą. Wypadałoby też, biorąc się za powieść, jeszcze coś opowiedzieć. Ale w takich wypadkach zawsze można poczytać sobie Nabokova…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Anna Brzezińska- „Opowieści z Wilżyńskiej Doliny”.&lt;/span&gt; Proste, łatwe i przyjemne. Prawie jak Olga Tokarczuk. Chociaż napisane całkiem ładnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Śledź Otrębus Podgrobelski- „Wstęp do Imagineskopii”. &lt;/span&gt;Piękne. Historia, teoria i praktyka uznanej, posiadającej wiele sukcesów nauki o powiększaniu wyobraźni. Zwłaszcza bardzo ożywcze po lekturach tzw. humanistycznych tekstów naukowych&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Jorge Luis Borges- „Poszukiwania”. &lt;/span&gt;W “Nowej refutacji czasu”: “W ciągu życia poświęconego literaturze i (czasami) metafizycznym niepokojom dostrzegłem, czy też przeczułem, refutację czasu, w którą ja sam nie wierzę, ale która ma zwyczaj nawiedzać mnie nocami i o znużonym zmierzchu z pozorną siłą aksjomatu”. Ach, zacząć tak kiedyś od takiego wprowadzenia jakąś pracę naukową…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Wit Szostak- „Oberki do końca świata”.&lt;/span&gt; Ostatnia, zaległa książka Szostaka, która mi została. Magiczne. Bohaterem jest tutaj wiejski skrzypek, a jego historia sięga od mitycznych początków, aż do czasów kiedy dawna wieś umiera, razem ze wszystkim co się z tym wiązało. Pięknie napisane, i wykonane. Mam wielką nadzieję, że po takich książkach jak właśnie „Oberki”, oraz wydanych w zeszłym roku „Chochołach” autor naprawdę daleko zajdzie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Szczepan Twardoch- „Sternberg”.&lt;/span&gt; Tutaj niestety alternatywna historia staje się pretekstem do zabawy w żołnierzyki. Scena w której bohaterowie przez kilkanaście stron bawią się nowym modelem karabinów, a następnie przechodzimy do wygrywania przez nich wojny jest naprawdę dobitna. Bardzo mi się też podobało, kiedy bohaterowie, organizując spisek, którego celem jest przywrócenie monarchii w rewolucyjnym Wiedniu, stwierdzają, że to jest zupełnie bezsensowne, nie ma żadnych argumentów za ponownym wprowadzeniem na tron cesarza, ale się tym nie przejmują, i kontynuują swoją działalność… Chociaż boję się, że ta książka była jednak pisana na poważnie. Mógłbym przeczytać kolejne książki tego autora, jeśli nie ma tam już zabaw żołnierzykami…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Salman Rushdie- „Luka i ogień życia”. &lt;/span&gt;Druga książka Rushdiego skierowana dla młodszego czytelnika jest dużo lepsza niż poprzednia- „Harun i morze opowieści”. Nie ma takiego fatalnego zakończenia, a i sama opowieść jest o wiele ciekawsza, a i świat przedstawiony robi wrażenie. No i do tego wszystkiego pisał to Salman Rushdie, co jest wystarczającą rekomendacją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Łukasz Orbitowski- „Tracę ciepło”.&lt;/span&gt; Sięgnąłem po to z ciekawości, czytając sporo pozytywnych recenzji książek tego autora. I po lekturze jest w kropce, jak zawsze, kiedy biorę się za coś z zupełnie innej półki, za książkę bardzo odległą od tego, co zazwyczaj czytam, i od tego czego w literaturze szukam. Trudno mi jest się jednoznacznie wypowiedzieć. Całość składa się z trzech opowiadań, połączonych osobami głównych bohaterów, którzy „widzą więcej”. Mamy tu i ucieczkę z sekty, mamy nawiedzoną szkołę, przemiany w pokomunistycznym Krakowie, oraz Zamknięte Miasteczko. Na pewno ciekawa lektura, chociaż nie bez wad. Myślę, że mógłbym sięgnąć po kolejne książki Orbitowskiego, jeśli będą lepsze, i z nieco innym rozłożeniem akcentów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Italo Calvino- „Długi dzień Ameriga”. &lt;/span&gt;Rozumiem, że można odbić się od książki, której bohaterem jest włoski komunista, ale taki punkt widzenia jest tutaj naprawdę uprawniony. Zwłaszcza, że książka opowiada o wyborach zorganizowanych w szpitalu, gdzie można pooglądać jak wyglądają niektóre mniej lub bardziej przerażające praktyki namawiania do głosowania. Polecam powieść też tym, którzy potrzebują czegoś bardziej ludzkiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;„Tako rzecze Lem: Ze Stanisławem Lemem rozmawia Stanisław Bereś”. &lt;/span&gt;Mocne. Bardzo. Zwłaszcza, że w przeciwieństwie książkowego wywiadu przeprowadzonego przez Konrada Fiałkowskiego mamy tutaj naprawdę rozmowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Zbigniew Herbert- „Król mrówek”. &lt;/span&gt;Niech mi ktoś wytłumaczy, czemu ta książka nie jest wznawiana, i miała wszystkiego całe jedno wydanie. (sic!) A przecież prywatna mitologia Herberta to bardzo dobre teksty, a niektóre z nich były publikowane przecież w innych zbiorach- chociażby ten o Prometeuszu, który był opublikowany w „Panie Cogito”. Największe wrażenie zrobiło na mnie jednak tytułowe opowiadanie, i skojarzenia z mocniejszymi tekstami z „Cyberiady” wcale nie wydają mi się nieuprawnione.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Ursula K. Le Guin- „Miejsce początku“.&lt;/span&gt; Lubię takie teksty. Baśń, opowiadająca o współczesnych ludziach ze współczesnymi problemami. Z jednej strony bardzo alegoryczne, w historii przekraczania granic innego świata, a z drugiej bardzo dosłowne, i realistyczne, a nawet brutalne. Piękna historia, pod warunkiem zaakceptowania ograniczeń konwencji.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Mario Vargas Llosa- „Wojna końca świata”.&lt;/span&gt; I co tu zrobić z takimi książkami, które robią wrażenie, opowiadaną historią, postaciami, kunsztem i epickością, ale się nie podobają? Nie wiem na ile to wynika z tego, że jest to opowieść o ludzi z zupełnie innej epoki, o zupełnie innej mentalności, przeżyciach etc. Przyzwyczajony do zupełnie innego typu narracji, oraz opisu bohaterów- chciałoby się powiedzieć „europejskiego” chwilami mogę tylko obserwować co się tam dzieje, ale bez możliwości wglądu w postaci, ich zrozumienia… A może po prostu zrozumienie tego co się tam działo wymyka się każdemu, kto czegoś takiego nie doświadczył? Nie wiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Jeff VanderMeer- „Miasto szaleńców i świętych”.&lt;/span&gt; Autor, który umieszcza takie kwiatki jak „księgarnia Borges” czy też „powieść „Zaproszenie na egzekucję” autorstwa Sirina” od razu umieszcza sobie wysoko poprzeczkę… Ale czy udało się ją przeskoczyć? Na pewno sama forma powiązanych ze sobą opowiadań i apokryfów jest ciekawa, ale nie wszystkie teksty są ciekawe, ani warte rozwleczenia na stu stronach. Zastanawiam się na ile wszystkie one są parodią, a na ile nie… Tylko, że ciężko z jednej strony kreować klimat grozy, który miał być przewijającym się od początku do końca motywem przewodnim, a z drugiej strony publikować parodie. No nic, trzeba zobaczyć jak wygląda twórczość VanderMeera w formie powieściowej.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-3628929018869844453?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/3628929018869844453/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/08/wakacyjne-nadrabianie-zalegosci.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/3628929018869844453'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/3628929018869844453'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/08/wakacyjne-nadrabianie-zalegosci.html' title='Wakacyjne nadrabianie zaległości...'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-1641267502465745976</id><published>2011-07-23T21:57:00.001+02:00</published><updated>2011-11-02T20:56:37.184+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wydarzenia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Muzyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ray Wilson'/><title type='text'>Ray Wilson w Pruszczu Gdańskim</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wprawdzie nie udało mi się trafić na dzisiejszy koncert w Jastarni, czy też gdzie się tam ostatecznie odbywał (ale o tym zapewne opowie już nasza pomorska reprezentacja, która dotarła na miejsce), więc mam nadzieję, że żadne radykalne zmiany setlistowe ani personalne mnie nie ominęły, i po prostu swoją przygodę z projektem Genesis Klassik (na razie) pozostaje mi zakończyć na koncercie w Pruszczu Gdańskim.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli chodzi o sprawy formalne, to najważniejsze było, że nie było w składzie wiolonczeli (chociaż ze względu na specyfikę dźwięku tam nie było to aż tak dotkliwe), tym razem mieliśmy cztery panie na skrzypcach, w tym dwie nasze rodaczki. Setlista niemalże identyczna z ostatnimi koncertami tego projektu, zaś w porównaniu z koncertem w Malborku, z setlisty wypadły dwa utwory- nie było „Mamy”, oraz nie było „The Lamb”. Ponadto ciekawe jest, że na setlistach cały czas drukowane jest „Change”, a coś ostatnio panowie i panie niespecjalnie chcą grać tę piosenkę. Niestety.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;A zatem wyglądało to tak:&lt;br /&gt;Turn it on Again&lt;br /&gt;That’s All&lt;br /&gt;Carpet Crawlers&lt;br /&gt;Congo&lt;br /&gt;Another Day in Paradise&lt;br /&gt;Constantly Reminded&lt;br /&gt;Another Cup of Coffee&lt;br /&gt;Calling All Stations&lt;br /&gt;Jesus He Knows Me&lt;br /&gt;In The Air Tonight&lt;br /&gt;Invisible Touch&lt;br /&gt;Ripples&lt;br /&gt;Follow You, Follow Me&lt;br /&gt;Not About Us&lt;br /&gt;No Son of Mine&lt;br /&gt;Land of Confusion&lt;br /&gt;I Can’t Dance&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;Solsbury Hill&lt;br /&gt;Inside&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeśli chodzi o dźwięk, to mogę powiedzieć jedno- było zdecydowanie za dużo basu. Chwilami ginęła i gitara, i fortepian i smyczki. Można się tutaj zastanowić, czy rzeczywiście warto było zrobić taką zmianę aranżacji, z koncertów w dużej mierze akustycznych, jak te z Wrocławia i Łodzi, na bardziej elektryczne i rockowe (pierwszy taki, który widziałem, był bodajże w Gnieźnie w zeszłym roku). Z jednej strony brzmi to o wiele bardziej dynamicznie, zespół też prezentuje się bardziej ekspresyjnie, to jednak ginie sporo smaczków, które wcześniej pokazywały czemu zaaranżowanie piosenek Genesis na zespół i kwartet smyczkowy ma rzeczywiście sens.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Strasznie dziwne było uczucie, kiedy staliśmy tuż przy wejściu, czekając aż zaczną wpuszczać, ruszyła wielka machina, i prawie wszyscy obecni zamiast pod barierki, rzucili się do samego końca ogrodzonego terenu koncertowego, żeby zająć miejsca siedzące. Czegoś takiego jeszcze na żadnym koncercie nie widziałem. No cóż, ciekawa to publika była…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na chwilę obecną, po obejrzeniu piątego występu pod szyldem Genesis Klassik (i przy okazji Raya Wilsona na żywo po raz czternasty) czuję się ustatysfakcjonowany pozycją symfonicznych aranżacji. Na nową płytę czekać musimy do Września, trasa koncertowa ma się odbyć w październiku, tam będzie grana zupełnie inna muzyka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ogromnie też dziękuję całej naszej wesołej wycieczce z Bydgoszczy- Stef, Marcie i Markowi (z pozdrowieniami dla Egona), oraz wszystkim, których mogłem zobaczyć na miejscu pod sceną- Ewie, Magdzie, Magdzie i Magdzie, oraz Pawłowi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do zobaczenia w październiku. Sierpniowy występ we Wrocławiu raczej odpuszczę, chyba, że nie będę jechał na Polcon, ale kto wie jak to się wszystko ułoży. W każdym razie rok się jeszcze nie skończył, i będzie co oglądać…&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-1641267502465745976?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/1641267502465745976/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/07/ray-wilson-w-pruszczu-gdanskim.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/1641267502465745976'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/1641267502465745976'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/07/ray-wilson-w-pruszczu-gdanskim.html' title='Ray Wilson w Pruszczu Gdańskim'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-8352435346228676756</id><published>2011-07-21T20:14:00.002+02:00</published><updated>2011-07-21T20:37:48.255+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='TM-Semic'/><title type='text'>TM-Semic</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zebrałem w tym miejscu linki do kilku artykułów oraz wywiadów na temat pewnego wydawnictwa działającego u nas w latach 1990-2003, które wydało naprawdę dużo ciekawych rzeczy. Pamięta ktoś jeszcze te czasy?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://www.kazet.bial.pl/2003_07/bez_zakonczenia.html"&gt;&lt;br /&gt;1. Arkadiusz Wróblewski o zakończeniu działalności wydawniczej- rok 2003.&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://komiks.nast.pl/artykul/3224/Wywiad-z-Marcinem-Rusteckim/"&gt;2. Wywiad z Marcinem Rusteckim w roku 2008. &lt;/a&gt;&lt;a href="http://kzet.pl/2011/03/arek-wroblewski-cz-1.html"&gt;&lt;br /&gt;3. Wywiad z Arkadiuszem Wróblewskim przeprowadzony w tym roku. &lt;/a&gt;&lt;br /&gt;4. Jeszcze jeden wywiad z Marcinem Rusteckim: &lt;a href="http://www.kzet.pl/2008_02/v_rustecki.htm"&gt;część pierwsza&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://www.kzet.pl/2008_03/v_rustecki.htm"&gt;druga&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.kazet.bial.pl/2003_07/tmsemic_zestawienie.htm"&gt;5. Zestawienie wszystkich tytułów wydanych przez wydawnictwo.&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ach, kawał historii, i prawie trzy półki w mojej szafce... Nie wiem czy nie zrobić przeglądu tych wszystkich albumów, jakiegoś spisu najważniejszych i najlepszych pozycji...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-8352435346228676756?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/8352435346228676756/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/07/tm-semic.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/8352435346228676756'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/8352435346228676756'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/07/tm-semic.html' title='TM-Semic'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-8309365542055831219</id><published>2011-07-14T20:34:00.000+02:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.267+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Chiang Ted'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><title type='text'>no. 125- Ted Chiang- Siedemdziesiąt dwie litery</title><content type='html'>&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:donotoptimizeforbrowser/&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zbiór opowiadań, znanego, obsypanego nagrodami amerykańskiego autora. Kolejna z pozycji, do której dotarłem z ciekawości, cóż tam ciekawego w tej fantastyczno-naukowej literaturze się dzieje. Jeśli chodzi o jakieś nowe pomysły, nowe sposoby przekazywania treści, rozwój gatunku- to u Chianga nie znalazłem z tego dosłownie nic. Najsłabsze teksty- „Zrozum” czy „Historia twojego życia” równie dobrze mogłyby powstać w latach 50tych czy 60tych, autorstwa Ballarda, albo kogoś innego z tamtych kręgów (wprawdzie dzisiaj Ballarda ciężko czytać, jego opowiadania bardzo się zestarzały, a jednak pisarzem był lepszym niż omawiany tutaj Chiang), a lepsze teksty- „Wieża Babilonu”, „Kupiec i wrota alchemika”, czy „Wydech” również nie należą do rzeczy niespotykanych w literaturze wcześniej. Może tylko opowiadanie na temat manipulacji genetycznych w ujęciu steampunkowo-kabalistycznym- tytułowe „Siedemdziesiąt dwie litery” ma w sobie coś świeżego. I może dlatego to chyba najlepszy tekst w całym zbiorze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; Opowiadania napisane są dosyć prostym językiem, bez żadnych kompikacji czy wyzwań formalnych, dlatego też czyta to się bardzo szybko, i znowu kompletnie nie czułem jakoby całość miała te czterysta stron. Autor stara się robić różne stylizacje, mamy tam i język reportażu, arabskiej opowieści fantastycznej, ale w większości jest to napisane dość nijako. Zresztą czy powinienem się dziwić? W końcu literatura fantastyczno-naukowa ma prezentować nowe pomysły, ciekawe rozwiązania, pokazywać konsekwencje rozwoju nauki, etc. Przy takim podejściu to po części przestaje być literatura, a i ze spełnianiem postawionych wyżej założeń ciężko. Czytając tego typu książki- Grega Egana, Neala Stephensona czy właśnie Teda Chianga dostaje tylko i wyłącznie przyjemne, odprężające czytadła. Bo nic więcej tam nie ma. Po tym jak pewne rzeczy jeszcze bardziej spowszednieją, i będą dla wszystkich oczywiste- w takich książkach nie będzie już nic wartościowego. Owszem, można dzisiaj czytać opowiadania Ballarda, nawet brać z tego jakąś przyjemność, ale po co, skoro idąca za nimi ideologia aż boli, a nawet w tamtych czasach powstawały o wiele lepsze teksty. Można dzisiaj czytać „Neuromancera” Gibsona, ale nie bardzo wiem po co. Zbiór opowiadań Chianga oceniam dziś pozytywnie, ale nie sądzę, żeby po latach jeszcze się bronił. &lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: 12pt; font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-8309365542055831219?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/8309365542055831219/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/07/no-125-ted-chiang-siedemdziesiat-dwie.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/8309365542055831219'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/8309365542055831219'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/07/no-125-ted-chiang-siedemdziesiat-dwie.html' title='no. 125- Ted Chiang- Siedemdziesiąt dwie litery'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-8370198193629389998</id><published>2011-07-03T10:59:00.006+02:00</published><updated>2011-11-02T20:56:37.188+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Wydarzenia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Muzyka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Scorpions'/><title type='text'>Scorpions w Tarnowie</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/-jelXE_3OTCA/ThA_JVoo4VI/AAAAAAAACOs/Jie-eq4-Hho/s1600/IMG_5449.JPG"&gt;&lt;img style="display: block; margin: 0px auto 10px; text-align: center; cursor: pointer; width: 341px; height: 255px;" src="http://4.bp.blogspot.com/-jelXE_3OTCA/ThA_JVoo4VI/AAAAAAAACOs/Jie-eq4-Hho/s320/IMG_5449.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5625065364244717906" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie ma to jak prawdziwie koncertowa pogoda- zimno strasznie, cały czas leje, na drogach do Tarnowa ciągnące się korki, do tego jeszcze kilka wypadków- w ten sposób na miejscu byliśmy zaledwie pół godziny przed rozpoczęciem występu. Ale przynajmniej dzięki temu udało się uniknąć supportu- stojąc w kolejce do wejścia było słychać tylko zawodzące „A ty się temu nie dziwisz…” i można się cieszyć, że jest się poza zasięgiem takiego show.&lt;br /&gt;Coś mi się wydaje, że niedługo to będzie powszechna praktyka, na wszystkich większych koncertach dzielenie płyty obiektu na kilka stref różniących się cenami biletów. I w takiej sytuacji nie za bardzo będzie można oszczędzać, jeśli będzie się chciało być w dobrym miejscu, żeby całość występu dobrze podziwiać. Ale z drugiej strony, dzięki takiej sytuacji można być na obiekcie dosłownie na ostatnią chwilę, i zająć całkiem świetne miejsce blisko sceny. Chociaż być może większy luz pod sceną był spowodowany pogodą…&lt;br /&gt;Scorpions na żywo ad 2011. Dokładnie wiedziałem czego się można spodziewać oglądając ich występ. Setlista nawet nie miała być żadną niespodzianką- utwory znane z koncertowego „World Wide Live”, kilka rzeczy z „Crazy World”, i trzy piosenki z ostatniej płyty. Gdyby nie to, że nigdy wcześniej nie byłem na ich koncercie marudziłbym o wiele mocniej na przewidywalność występu. Trochę razi taka przepaść między podkreślaniem takiej rock’n’rollowej formy- stroje muzyków, zachowanie sceniczne, czy chociażby takie rzeczy jak wypijanie kubków z piwem podczas grania sola na perkusji, a mocno zachowawczym graniem i brakiem żadnych niespodzianek na scenie. Druga rzecz, której bardzo żałuje, to właśnie dobór repertuaru- z jednej strony moce, rockowe „wymiatanie”, a z drugiej klimatyczne ballady. I właściwie nic pośrodku. Szkoda tym większa, że zespół w swoim repertuarze ma naprawdę świetne piosenki, które idealnie sprawdziłyby się właśnie jako taki środek. No, ale niestety… Jestem pewien, że gdyby panowie zaprezentowali set składający się w całości z materiału z trzech ostatnich płyt, to sporo ludzi byłoby bardzo zaskoczona.&lt;br /&gt;Ale oglądanie tego zespołu na żywo robi wrażenie. Kiedy widzę, jak sześćdziesięcio trzy letni Rudolf Schenker z uśmiechem na twarzy, z ogromną ekspresją biega po scenie, podrywa publiczność po śpiewania i klaskania, i wygląda na niezmordowanego nie sposób nie polubić takiego grania. Nawet jeśli zagrany zachowawczo, to koncert był zagrany z ogromną energią. Bardzo lubię kiedy podczas występu naprawdę widać na twarzach muzyków radość z grania, i spory przekaz. Klaus Meine jest wokalistą nie do zdarcia, i nawet jeśli nie jest już młodzieniaszkiem, to naprawdę nie widzę w jego kategorii wiekowej w tego typu muzyce ludzi, którzy są w stanie z nim konkurować. Naprawdę wielki wokalista.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Świetnie też im wyszło, puszczanie podczas sola perkusyjnego filmów ze scenami przedstawionymi na okładkach płyt. Ostatnią sceną było pokazanie elektrowstrząsów na jakimś biednym obandażowanym pacjencie, po czym pojawia się na telebimach okładka „Blackout”:&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-NkCWN79o-bQ/ThAv3afznII/AAAAAAAACOk/gcS3O2-Khvg/s1600/albumco.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer; width: 242px; height: 251px;" src="http://3.bp.blogspot.com/-NkCWN79o-bQ/ThAv3afznII/AAAAAAAACOk/gcS3O2-Khvg/s320/albumco.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5625048563637787778" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;na scenę powraca Rudolf Schenker z obandażowaną głową, i zaczyna grać wstęp do "Blackout". Piękny motyw.&lt;br /&gt;Można marudzić na Scorpions, wyśmiewać się z tego zespołu, z prezentowanego kiczu, ale w zasadzie nie bardzo mnie to interesuje. Klaus Meine i Rudolf Schenker na scenie od czterdziestu lat (Matthias Jabs w zespole "zaledwie" od trzydziestu paru), grają swoje, wydają płytę za płytą ze świetną muzyką, i są rewelacyjni w tym co robią. Zdecydowanie szkoda, że wieleu zespołom uważających się za mocno rockowe naprawdę brakuje do takiej klasy. I do takich piosenek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Setlista:&lt;br /&gt;Sting In The Tail&lt;br /&gt;Make It Real&lt;br /&gt;Bad Boys Running Wild&lt;br /&gt;The Zoo&lt;br /&gt;Coast To Coast&lt;br /&gt;Loving You Sunday Morning&lt;br /&gt;The Best Is Yet To Come&lt;br /&gt;Send Me An Angel&lt;br /&gt;Holiday&lt;br /&gt;Raised on Rock&lt;br /&gt;Tease Me Please Me&lt;br /&gt;Dynamite&lt;br /&gt;Blackout&lt;br /&gt;Six String Sting&lt;br /&gt;Big City Nights&lt;br /&gt;---&lt;br /&gt;Still Loving You&lt;br /&gt;Wind Of Change&lt;br /&gt;Rock You Like A Hurricane&lt;br /&gt;When The Smoke Is Going Down&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-8370198193629389998?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/8370198193629389998/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/07/scorpions-w-tarnowie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/8370198193629389998'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/8370198193629389998'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/07/scorpions-w-tarnowie.html' title='Scorpions w Tarnowie'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-jelXE_3OTCA/ThA_JVoo4VI/AAAAAAAACOs/Jie-eq4-Hho/s72-c/IMG_5449.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-7717710997870439754</id><published>2011-06-30T22:43:00.000+02:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.270+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pratchett Terry'/><title type='text'>no. 124- Terry Pratchett- W północ się odzieje</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zastanawia mnie dla kogo jest skierowana ta książka. Wydana jako kontynuacja opowieści dla młodszych czytelników (których to przyznam, że jeszcze nie miałem okazji przeczytać, ale to wszystko jest jak najbardziej do nadrobienia) zdecydowanie nie jest dla takowych przeznaczona. Z pewnością historia pana Petty’ego, który po pijanemu tak skatował swoją nastoletnią córkę, za to, że zaszła w ciążę, że aż poroniła jakoś tak nie szczególnie nadaje mi się do opowiadania dzieciom. Zwłaszcza, że to są sceny o wiele bardziej drastyczne niż większość tych, które są pokazane w tych tzw. „dorosłych” powieściach tego autora. Obecność tego typu wątków może mocno razić w połączeniu z resztą historii, która jednak jest opowiedziana w sposób dziecięco-młodzieżowy. Co więcej może się to podobać tym, dla których ostatnie powieści Pratchetta zupełnie przestały się podobać, ze względu na zupełne odejście od elementów fantastyczno-satyrycznych, które podobno stanowiły największą wartość jego wcześniejszych dzieł. Tymczasem tutaj mamy tego o wiele więcej niż to bywało wcześniej. Czym zatem jest „W północ się odzieje”? Próbą napisania współczesnej baśni, wrzuceniem do jednego worka zbyt wielu bardziej lub mniej ważnych problemów? Te wszystkie rzeczy, które zamknięte są na łamach zaledwie trzystustronicowej powieści, mogłyby spokojnie wystarczyć na dzieło o wiele grubsze, a nawet na kilka tzw. „standardowych pratchettów”, jeśli wolno mi się w ten sposób wyrazić. A tak to mamy tematy zbyt drastyczne dla młodych, zniechęcające i banalizujące dla starszych, oraz odsuwające zupełnie inne rozwiązania w cień. Z tego można by wywnioskować, że powieść niespecjalnie mi się podobała, ale jest wręcz przeciwnie. Chociażby dlatego, że budzi tego typu pytania. Można chcieć jeszcze dokładniejszego prześledzenia mechanizmów pewnych zjawisk, zrozumienia autentycznych motywacji. Albo też po prostu przyznać, że forma nie podąża za przekazywaną treścią.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-7717710997870439754?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/7717710997870439754/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/06/no-124-terry-pratchett-w-ponoc-sie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/7717710997870439754'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/7717710997870439754'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/06/no-124-terry-pratchett-w-ponoc-sie.html' title='no. 124- Terry Pratchett- W północ się odzieje'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-2063096542058903175</id><published>2011-06-26T19:42:00.000+02:00</published><updated>2011-06-26T19:43:10.318+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Larp'/><title type='text'>Propozycja drugiego larpa.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Rok 1856. Niewielka posiadłość znajdująca się w Królestwie Lombardii, na północno-wschodnim krańcu ziem italskich. Oddalona od większych miast, od ważniejszych szlaków handlowych. Dobre miejsce, żeby spędzić czas w odosobnieniu, uciekając od gwaru i przepychu stolic europejskich monarchii. Ale także idealne miejsce, żeby ukryć to, co nie powinno wydostać się na światło dzienne. Albo toczyć rozmowy, których skutek może daleko przekraczać zaciszne okolice Lombardii. Nocą, kiedy wszystko wydaje się spać, posiadłość przyjmuje swoich dziwnych gości. Co w takim miejscu, oddalonym od salonów świata robią przedstawiciele Rządu Jej Królewskiej Mości Wiktorii, Królowej Brytyjskiej, przyjechawszy wraz z przedstawicielami kampanii handlowych i przemysłowych? Dlaczego tak ważne jest, żeby mogli niczym niepokojeni porozmawiać z równie tajemniczymi wysłannikami Imperatora Wszechrosji Aleksandra II? Całkiem niedawno zakończyła się sławetna wojna, nazywana przez dziennikarzy i dyplomatów krymską, od terenu na jakim działo się większość manewrów wojskowych w którym połączone floty Wielkiej Brytanii i Francji zadały sromotną klęskę siłom rosyjskim. Czego zabrakło w traktacie pokojowym, co musi zostać dodane w tajemnicy? Przed wrogami i sojusznikami? Jakie są cele poszczególnych stron? A dalej- kim jest tajemniczy gospodarz obu delegacji, z pozoru nieznany nikomu Włoch, zdający się doskonale orientować we wszystkim co się dookoła dzieje? Komu zależy na tym, żeby rozmowy- czegokolwiek dotyczące- zostały zerwane? Dlaczego wydaje się, że cele uczestników rozmów różnią się od tego co deklarują? Kto tak naprawdę bierze udział w rozmowach?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Żeby poznać odpowiedzi na te wszystkie zadane tutaj pytania, zapraszam was wszystkich do udziału w larpie, w którym będziecie mogli wcielić się w uczestników opisanej powyżej sytuacji. Gra, przewidywana jest na 8-10 osób, jedyny warunek wstępny jaki wymagam, to przyjście w strojach wieczorowych (nawet najprostszych, nie muszą to być żadne krynoliny ani sprężynowe cylindry). Jeżeli podoba Ci się przedstawiony powyżej zarys scenariusza, to bardzo proszę:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;a.)    zaznacz, że chciałbyś/chciałabyś wziąć w takiej grze udział&lt;br /&gt;b.)    koniecznie powiedz jaki termin byłby dla Ciebie odpowiedni&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wiedząc na kogo mogę liczyć, oraz kiedy mielibyśmy to rozegrać, będę mógł to wszystko ogarnąć, przygotować szczegóły.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeżeli zaś uważasz pomysł za kompletnie beznadziejny, ale chciałbyś zagrać w grę dramową, tyle, że w zupełnie innych klimatach, i na zupełnie innych zasadach, też bardzo proszę mi to napisz. Chętnie usłyszę wszelkie uwagi, etc. I bardzo poproszę zgłoszenia na adres mejlowy, w komentarzu do niniejszej notki, bądź też w inny sposób- tylko taki, który do mnie dotrze. Dziękuję za uwagę.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-2063096542058903175?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/2063096542058903175/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/06/propozycja-drugiego-larpa.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/2063096542058903175'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/2063096542058903175'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/06/propozycja-drugiego-larpa.html' title='Propozycja drugiego larpa.'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-2692254486144797220</id><published>2011-06-18T21:29:00.000+02:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.273+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Stephenson Neal'/><title type='text'>no. 123- Neal Stephenson- Peanatema</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Druga książka tego autora, którą miałem okazje czytać, i w zasadzie mam tutaj podobne odczucia jak po „Diamentowym Wieku”: książkę czyta się błyskawicznie, w ogóle nie czuć jakby całość miała ponad dziewięćset stron, ale im dalej w głąb fabuły, tym więcej zastrzeżeń. Przede wszystkim, mam wrażenie, że obiecuje więcej niż oferuje. W rzeczywistości sama fabuła, pomijając całą kosmologię, i starcia na płaszczyźnie idei, to bardzo prosta opowieść przygodowa, kojarząca się bardzo z taką klasyczną fantastyką… Skojarzenia miałem dwa- jeśli chodzi o klimat to do „Cienia Kata” Gene’a Wolfe’a, zaś jeśli chodzi o gadżety i mnogość wszechświatów to „Kwarantanny” Grega Egana, a jakoś tak nie postrzegam obu za wielkie książki. Podobnie zresztą „Peanatema”. Chociaż napisana dużo lepiej niż „Diamentowy Wiek”, i nie ma tutaj wielu dziwacznych dziur, nagłego znikania wątków, chociaż zdarza się, że nagle wprowadzane są jakieś informacje nie wiadomo skąd, a i bohaterowie są papierowi jak tylko się da.&lt;br /&gt;Czytało się to dość przyjemnie, ale chyba jednak sam świat przedstawiony, koncepcja podzielonych światów wypada o wiele lepiej niż jej przedstawienie w powieści. Albo nie bardzo jestem targetem tego typu literatury, albo mam pana Stephensona zaś dość solidnego rzemieślnika w tworzeniu słów, ale za nikogo więcej. W porównaniu chociażby z Danem Simmonsem to jednak poziom niżej.&lt;br /&gt;Aczkolwiek taką lżejszą głównonurtową fantastykę można spokojnie czytać. Być może jeszcze wrócę do twórczości tego pana, chociaż bez wielkiego entuzjazmu.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-2692254486144797220?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/2692254486144797220/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/06/no-123-neal-stephenson-peanatema.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/2692254486144797220'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/2692254486144797220'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/06/no-123-neal-stephenson-peanatema.html' title='no. 123- Neal Stephenson- Peanatema'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-7741260706219998411</id><published>2011-05-30T20:13:00.002+02:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.276+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Larp'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='RPG'/><title type='text'>Kilka pytań po przeprowadzonym larpie...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W tym miejscu miało się znaleźć podsumowanie naszego sobotniego larpa. Może jeszcze się znajdzie, tylko nie wiem, czy tym co chciałem teraz napisać nie wyczerpię tematu. Otóż chciałem tutaj poruszyć kilka zagadnień, które mnie po tym wszystkim zastanowiły, a które też nie będą się różnić w duchu od tego co było treścią poprzedniej notki. Chociaż można dodać kolejny dylemat do listy: czy istnieje jakościowa różnica między larpem a „zwyczajną” sesją? Czy różnią się one li tylko i wyłącznie poziomem zanurzenia w świecie zanurzonym? Na pewno prowadzenie larpa jest o wiele bardziej wyczerpujące- też fizycznie, nie spodziewałem się, że aż tak. Ale poza tym? Na czym polega ta różnica jeśli istnieje?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;2. W jaki sposób kreować postaci? Tym razem było to mieszane. Część osób grała postaciami, które sobie sami stworzyli wcześniej, a część dostała stworzone od zera na potrzeby wytworzonej sytuacji (sytuacje w której gracze dostali postaci już stworzone przez innych graczy, w zastępstwie których się zjawili pomijam). Co jest lepsze? Czy jako MG powinienem dawać najlepiej przysposobionych bohaterów, czy też pozwolić graczom na samodzielność?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż samodzielność nie jest możliwa w sytuacji, kiedy świat przedstawiony nie jest znany w bardzo wysokim stopniu. Żeby stworzyć bohatera na potrzeby konkretnej sytuacji, na jednorazowe wydarzenia (w odróżnieniu od kampanii fabularnej, gdzie można stworzyć sobie tabula rasa na samym początku, i potem ją konsekwentnie zapisywać otrzymywanymi materiałami) trzeba bardzo dużo wiedzieć. A jak tutaj znać dobrze zamysł autora, który pozostaje ukryty? Tylko wtedy, kiedy świat przedstawiony jest tworzony razem z graczami. Kiedy każdy z nich staje się de facto współautorem scenariusza. Tylko, że wtedy trochę szkoda marnować taką scenerię na pojedynczą dramę, o wiele lepiej zrobić tak jak w sobotę- larp konsekwencją wcześniejszych sesji w tym samym świecie przedstawionym. Poza tym, co z takimi aspektami jak wczucie się w rolę, indywidualność postaci, dramatyzm sytuacji? Oczywiście, wszystko zależy od osoby odgrywającej. Jednak nie wolno mi wymagać od każdej biorącej udział w zabawie zdolności aktorskich. Zabawa ma być tak samo dobra niezależnie od doświadczenia, umiejętności, wiedzy o tego typu grach, etc. Dlatego też nie można wyjść poza pewne granice. I co w takim razie stanowi najlepsze rozwiązanie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;3. Jak organizować rozgrywkę? Podstawowe warianty są dwa. Pierwszy, ten z którego teraz skorzystaliśmy: Mamy zgromadzone konkretne osoby, z własnymi historiami i celami, mamy dany czas i miejsce, oraz ściśle określoną sytuacje wyjściową i reguły gry. Następnie rozpoczynamy grę, i patrzymy co się będzie działo, oczywiście kontrolując przebieg zarówno z zewnątrz (jak MG) oraz ze środka (jako dziennikarz i medium). W tym wariancie ważne są interakcje między postaciami, budowanie napięcia oraz wiemy, że może się wydarzyć w zasadzie wszystko. Nie jesteśmy niczym ograniczeni, jeno własną wyobraźnią. W drugim wariancie jest inaczej. Mamy o wiele ściślejsze ramy- albo cel, który musi zostać osiągnięty w określonej lub dowolnej liczbie kroków, i cała rozgrywka polega na odgrywaniu tych wszystkich kroków we wcześniej zaplanowanej kolejności. Wiem, że nie da się powiedzieć, który wariant jest lepszy. Jedyne co można, to dopasować go do konkretnego scenariusza. Obiecać mogę tylko, że jeśli zdarzy mi się jeszcze robić larpa, to tym razem wypróbuję drugi wariant. I zobaczymy co z tego wyjdzie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;4. Co z samym światem przedstawionym. Dlaczego bowiem zdecydowałem się rozegrać larpa w Paryżu czasów restytucji cesarstwa (Poza faktem, że po prostu bardzo lubię dziewiętnastowieczne realia)? Otóż po pierwsze, akcja nie mogła toczyć się zbyt daleko w czasie. Skompletowanie strojów chociażby XVII wiecznych nie byłoby proste, podobnie jak wejście w umysły i zachowanie ówcześnie żyjących. Wymagałoby to sporo pracy, przygotowań, które jednak mam wrażenie, że są zbędne- to jednak nie jest powieść, gdzie realia są rzeczą ważną, i każde odejście od nich powinno być dokładnie uzasadnione. W grze musi liczyć się identyfikacja zarówno z postacią jak i sytuacją, a rolą MG jest zrobienie wszystkiego, żeby to ułatwić. Pamiętajmy, że zabawa jest jednorazowa- w przypadku cyklicznych dram, w które jednak bawić się (na chwilę obecną w każdym razie, bo wiadomo co mi kiedyś przyjdzie do głowy? Pół roku temu nigdy bym nie pomyślał, że sam poprowadzę coś takiego) nie zamierzam, można robić obfite zadania domowe, i wymagać gruntownych przygotowań. Ja jednak obawiałbym się tego, zwłaszcza, że sytuacja w której gracz wie więcej niż jego postać jest bardzo groźna, i może bardziej rozgrywkę popsuć niż sytuacja odwrotna. No i też gra musi się jednak toczyć w czasie jakościowo różnym od „tu i teraz”- chociażby dlatego, żeby nie zrobić się z tego kolejny warsztat psychologiczny, żeby gracze mieli poczucie, że dzieje się zupełnie coś innego, niż to co mają na co dzień. A zatem jakie tworzyć światy przedstawione? Zawsze można posłużyć się fantastyką, ale…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;5. Jak mogłyby wyglądać elementy fantastyczne w dramie? Na poziome dekoracji i gadżetów, modyfikując mechanikę- to jest oczywiste, aczkolwiek jakoś tak to rozwiązanie zupełnie mnie nie pociąga. Jak pisałem wcześniej, jeśli już używać fantastyki, to raczej na wyższym poziomie- na poziomie opowieści, tworzenia, ergo: żeby to byłe elementy jakościowo inne, a nie tylko wprowadzały zmiany ilościowe typu magiczne przyrządy, czy też futurystyczna broń.&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;Myślę nad tym, i chyba zrobienia larpa w konwencji fantastycznej wymagałoby ode mnie o wiele więcej niż we wszystkich poprzednich projektach razem wziętych. Ale, żeby się tego dowiedzieć musiałbym spróbować.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;6. I wreszcie pytanie bezpośrednie do moich graczy: chcecie coś jeszcze? Wkrótce? Macie jakieś pomysły, w co chcielibyście zagrać? Chętnie usłyszę sugestie.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-7741260706219998411?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/7741260706219998411/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/05/kilka-pytan-po-przeprowadzonym-larpie.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/7741260706219998411'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/7741260706219998411'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/05/kilka-pytan-po-przeprowadzonym-larpie.html' title='Kilka pytań po przeprowadzonym larpie...'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-614741735767552468</id><published>2011-05-07T13:02:00.000+02:00</published><updated>2011-05-07T13:04:47.130+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='RPG'/><title type='text'>Co dalej z naszym RPG?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 9"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 9"&gt;&lt;link rel="File-List" href="file:///C:/DOCUME%7E1/Tomek/USTAWI%7E1/Temp/msoclip1/01/clip_filelist.xml"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:donotoptimizeforbrowser/&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Font Definitions */ @font-face 	{font-family:Wingdings; 	panose-1:5 0 0 0 0 0 0 0 0 0; 	mso-font-charset:2; 	mso-generic-font-family:auto; 	mso-font-pitch:variable; 	mso-font-signature:0 268435456 0 0 -2147483648 0;}  /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} p.MsoBodyTextIndent, li.MsoBodyTextIndent, div.MsoBodyTextIndent 	{margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	text-align:justify; 	text-indent:9.0pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} p.MsoBodyTextIndent2, li.MsoBodyTextIndent2, div.MsoBodyTextIndent2 	{margin-top:0cm; 	margin-right:0cm; 	margin-bottom:0cm; 	margin-left:9.0pt; 	margin-bottom:.0001pt; 	text-align:justify; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} @page Section1 	{size:612.0pt 792.0pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;}  /* List Definitions */ @list l0 	{mso-list-id:158665657; 	mso-list-type:hybrid; 	mso-list-template-ids:-857324176 181952022 68485123 68485125 68485121 68485123 68485125 68485121 68485123 68485125;} @list l0:level1 	{mso-level-start-at:0; 	mso-level-number-format:bullet; 	mso-level-text:-; 	mso-level-tab-stop:27.0pt; 	mso-level-number-position:left; 	margin-left:27.0pt; 	text-indent:-18.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} @list l1 	{mso-list-id:598105719; 	mso-list-type:hybrid; 	mso-list-template-ids:262048812 181952022 68485123 68485125 68485121 68485123 68485125 68485121 68485123 68485125;} @list l1:level1 	{mso-level-start-at:0; 	mso-level-number-format:bullet; 	mso-level-text:-; 	mso-level-tab-stop:27.0pt; 	mso-level-number-position:left; 	margin-left:27.0pt; 	text-indent:-18.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} ol 	{margin-bottom:0cm;} ul 	{margin-bottom:0cm;} --&gt;&lt;/style&gt;Piszę te słowa w zasadzie z dwóch powodów- po pierwsze może osoby z którymi współpracuje i gram już przecież bardzo długo odniosą się do tych słów i będziemy mogli pomyśleć nad tym w jakim kierunku z tym wszystkim idziemy, a po drugie, żeby wyklarować własne stanowisko, podsumować kilka rzeczy sam dla siebie, oraz żeby prześledzić pewną drogę- bardzo daleką drogę którą się przebyło od Warhammer Fantasy Roleplay ad 2003, do niby-Wenecji i niby-Berlina ad 2011.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przez dłuższy czas- to chyba było ponad dwa lata- w zasadzie robiłem tylko rzeczy w klimatach Dzikich Pól. System jest świetny, ma dosyć prostą mechanikę, nie ma tam żadnych dziwnych rzeczy, które są w stanie przeszkadzać w rozgrywce, a które są ulubionym punktem programu dla osób dla których sama opowieść jest tylko dodatkiem do „istoty gry”- dojścia do perfekcji w operowaniem przelicznikami, tabelkami, odległościami, i symulacjami pola konfrontacji. Ponadto w Dzikich Polach bardzo łatwo wczuć się w klimat sarmackiej Rzeczypospolitej- być może dlatego, że sienkiewiczowska twórcza dekonstrukcja XVII wieku jest tak dobrze znana, i podświadomie akceptowane, że można było popłynąć w opowieść w chwili kiedy tylko się zaczęła dekonstrukcja wizji Sienkiewicza. Ale w pewnym momencie poczułem, że stoję w miejscu, i czas na zrobienie poważnych zmian. Były wielkie intrygi pośród posłów przygotowujących się do obrad sejmu walnego w Warszawie, była nocna akcja na zamku królewskim, która miała spowodować poważne reperkusje dla przyszłości, i w tym momencie urwałem, i chciałem zaprezentować coś zupełnie innego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wtedy też zrobiliśmy dwie sesje w zupełnie innym klimacie, i zupełnie innym stylu. To miał być zupełnie zbudowany od zera świat przedstawiony (na ile oczywiście takie coś jest możliwe), i zrobienie bardzo prostej mechaniki, z użycie przeciwstawnych sobie cech, wymagających stworzenie zrównoważonego profilu, w sytuacji kiedy nigdy nie wiadomo, jakie przymioty się mogą przydać. Wprawdzie oniryczna fabuła i dość hermetyczny świat przedstawiony chodziły mi po głowie od dość dawna, to jednak bardzo szybko zobaczyłem, że wpadłem w pewne konwencje, o których z początku nawet nie pomyślałem. Skutkiem tego była bardzo swobodne ich przyjęcie, i zobaczenie dokąd nas poprowadzą- łącznie z bardzo ordynarnie wprowadzoną postacią pewnego ślepca o imieniem Jorge. Ale w końcu pewne długi należy spłacać, zamiast odrzucać tropy pozwalające na ubarwienie opowieści, i tworzenie jej w czasie rzeczywistym, które to zawsze było jedną z tych rzeczy za które lubiłem gry fabularne.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wobec tego co chciałem zrobić- wziąć pewne istniejące już konwencje- dzięki czemu gracze będą mieli punkt zaczepienia, i będą mogli wczuć się w opowieść (przy całkowicie nowym świecie albo trzeba tworzyć go na bieżąco z graczami, albo kazać im być całkowicie obcymi w obcym kraju- ale wtedy charakter rozgrywki jest bardzo zdeterminowany), a przy okazji zobaczyć ile zmian konwencje wytrzymają, ile można w nich zmieścić, i ile taka zabawa przyniesie. Projekty były dwa:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pierwszym z nich miał być „steampunk”. Czyli: wprowadzić graczy w europejski świat XIX wieczny, z nieco bardziej rozbudowaną techniką, i poprowadzić im ku klasycznym przygodom. Tylko, że sam steampunk nie wzbudza u mnie entuzjastycznych myśli. Niespecjalnie mam ochotę na tworzenie opowieści w stylu „Wild Wild West”, ani też korzystanie z tego „nowego” wynalazku jak w literaturze fantastycznej jest new weird, dzięki któremu można tworzyć mocno tolkienowskie historie w światach pozornie odległych od Śródziemia- tylko i wyłącznie gadżetami i charakterystyką postaci, ale niczym więcej - tak jak w „Dworcu Perdido” China’y Mieville’a, ale też dokładnie tak jak systemie Wolsung. Więc zrobiłem swoisty antysteampunk, biorąc na warsztat dwie proste konwencje, dekonstruowane tysiące razy, ale wciąż kryjące duży potencjał- Julesa Verne’a i Alexandre’a Dumasa. Tak też powstał, i się rozwija pomysł nieco statycznej podróży po Europie, a już za chwilę (mam nadzieję) zrobimy larpa, w którym uda się wycisnąć więcej z połowy dziewiętnastego wieku, pokazując, że jakoś tak można obyć się bez Indiany Jonesa i groźnych czarodziejów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Drugi projekt, w zasadzie już zawieszony, skoro skład w którym był realizowany praktycznie się już rozpadł (no szkoda, ale niewiele czasem w takich sytuacjach zrobić) powstał z prostego pomysłu. Wrócić do korzeni gier fabularnych, i zrobić bardzo prostą rzecz- zrobić fantasy. Fantasy które sam chciałbym odbierać- bez tych wszystkich rekwizytów i kalek dzięki którym bardzo wielkim łukiem staram się omijać taką literaturę. Problem tylko w tym, że to musiałoby być w takim przypadku fantasy głównonurtowe- które da się przełożyć na język gry fabularnej, i nie będzie po tym zbyt głośno jęczeć. Na chwilę obecną nie widzę sposobu, żeby bezboleśnie przełożyć fantasy „inne” na takie medium- ale kto wie jakie pomysły się trafią za jakiś czas (Bardzo długo nie widziałem możliwości przełożenia science fiction na język rpg, ale w zasadzie można byłoby spróbować zrobić coś w rodzaju „Czterech dróg ku przebaczeniu” Ursuli Le Guin, tylko, że to nie łatwa sprawa, i bardzo łatwo można tu zgubić cały sens). Tak więc pojawiła się pseudopóźnośredniowieczna pseudoitalia, a cała konwencja wyrastała z jednego bardzo ważnego tekstu- z „Burzy” Shakespeare’a (Chociaż nie będę udawał, że nie było tam Zelazny’ego- wprawdzie wcisnął się dość niepostrzeżenie, ale zaczął odgrywać dużą rolę) – i takie fantasy można bezboleśnie zrobić, i całkiem sporo z niego wynika. Wprawdzie chyba nie dowiemy się jak wiele, ale to co zdążyliśmy zrobić pokazuje, że sama fantastyczność ma jeszcze dużo do zaoferowania…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tylko, że trochę za dużo było tego skakania po światach przedstawionych, po konwencjach. Czuję, że taki model rozgrywki powoli się wyczerpuje- oczywiście, że ma w sobie duży potencjał, dobrze by było, gdybyśmy jeszcze zwłaszcza z tego antysteampunku wycisnęli to co tam zaplanowałem, ale jak to będzie to w zasadzie nie wiem. Pomysłów na dalsze funkcjonowanie jest kilka:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-    Wrócić do samych korzeni rozgrywki, czyli chociażby do klasycznego Warhammera, do klasycznego D&amp;amp;D, wykorzystanie tamtego szafażu do nowych-starych rozgrywek. Z jednej strony nie ma żadnych technicznych przeszkód, wszyscy doskonale wiemy o co tam chodzi, tylko mam wątpliwości, czy jestem jeszcze w stanie całkowicie wejść w taki świat, poświęcić się jego strukturze, i konstrukcji. Przecież już Dzikie Pola były ucieczką od tego. Owszem, to byłby ciekawy powrót, próba przekonania się, czy jeszcze potrafię zrobić coś takiego, ale obawiam się, że udałoby się to tylko na krótszą metę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-    Wejście w jakiś dobrze znany, i odbierany świat, takim jakim były Dzikie Pola, i wykorzystanie tego co dają nam nowe możliwości fabularne, nowe kanały etc. tak, żeby zrobić to co nam wychodziło najlepiej w zupełnie nowym kontekście i o zupełnie innym znaczeniu. To jest jakiś pomysł, tylko w takim razie jaki świat? Pobawić się wreszcie w space operę, i zrobić w końcu Fading Suns? Struktury są, można przecież pójść za Herbertem, Asimovem czy Simmonsem, i stworzyć od nowa kolejny wariant Rzymu. Czy też może zupełnie inny świat? Antyk?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-    Albo też zupełnie inny pomysł. Zachować ciągłość rozgrywki, ciągłość opowieści oraz wszystkich postaci, a zmiany robić na zupełnie innych płaszczyznach- na przykład pobawić się samą opowieścią, samymi strukturami świata przedstawionego- pobawić się czasem, pobawić się różnymi miejscami, dając jako przykład Planescape czy coś w tym stylu, albo też modyfikować rozgrywkę na nieco wyższym poziomie. To też jest wcale niegłupi pomysł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gry fabularne są potężnym medium, można dzięki temu zrobić naprawdę wiele- żeby tylko to była równie dobra zabawa zarówno dla prowadzącego, jak i biorących udział w rozgrywce. Stąd też niech ci biorący też się zastanowią co dalej, czy może tylko ja mam wrażenie, że stoję w miejscu.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:12;"  &gt;&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-614741735767552468?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/614741735767552468/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/05/co-dalej-z-naszym-rpg.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/614741735767552468'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/614741735767552468'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2011/05/co-dalej-z-naszym-rpg.html' title='Co dalej z naszym RPG?'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-7915830475499168202</id><published>2010-08-27T20:47:00.000+02:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.280+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Parowski Maciej'/><title type='text'>no. 122- Maciej Parowski- Burza: Ucieczka z Warszawy '40</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Trochę szkoda, że ta książka nie ma takiej promocji, na jaką zasługuje. Nie widać jej specjalnie na ekspozycjach w księgarniach, w większych sieciach- rozmaitych Matrasach czy Empikach ani widu ani słychu. Nie mam pojęcia jak wygląda to od strony dystrybucyjnej, ale mimo kilku pojedynczych recenzji nie widziałem, żeby książka wzbudziła większe echo… Chociaż, czy aby na pewno jest się czemu dziwić?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przyjemnie jest przeczytać nieco inną historię alternatywną. Taką w której posunięcia polityczne czy militarne nie są najważniejsze, a co najwyżej stoją na drugim planie, jeśli w ogóle muszą się pojawić. Ale ukazanie Warszawy ad 1940 bez polityków zarówno sanacji jak i opozycji, czy też wojskowych nie byłoby ani trochę przekonujące. Ale ważniejsza jest zupełnie inna warstwa opowieści. Do zwycięskiej Warszawy, po zakończonej wojnie trafia Alfred Hitchcock, szukający materiałów do swojego nowego filmu. Na miejscu spotyka się z rodzimym reżyserem, Józeferem Lejtesem, który właśnie nadzoruje zdjęcia nad najnowszym filmem- alternatywną historią, czyli „co by było gdyby Niemcy we wrześniu ‘39 wojnę wygrali”. A w międzyczasie okazuje się, że właśnie w stolicy trwa kongres kulturalny, na którym można spotkać czołówkę rodzimych twórców, w tym Tuwima, Słonimskiego, Gombrowicza, Witkacego, Schulza czy Nałkowską, ale też gości zagranicznych- chociażby Orwella, Camusa czy Erenburga. Wciśnięty w sam środek tego zamieszania, młody student anglistyki Adam, pełniący funkcję tłumacza, będzie musiał się nieźle nabiegać, żeby zająć się takimi podopiecznymi…&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po takim zestawie bohaterów można przewidzieć co przede wszystkim wypełnia ponad pięćset stron tej powieści- dyskusje, dyskusje i jeszcze raz dyskusje. Coś co raczej nie zainteresuje czytelników związanych z dotychczasowym dorobkiem twórczym i redaktorskim Macieja Parowskiego. Ale no cóż… Z całą pewnością nie chciałbym czytać jakiegoś zanudzania o alternatywnych przebiegach bitew, o odwróceniu sojuszy, czy innych militariach czasów II wojny. Skoro tutaj mamy rzecz o wiele ciekawszą. Zarówno wymienionych powyżej „starych” twórców, których dalsza droga musiałaby się potoczyć zupełnie inaczej, tak jak młodych, którzy dopiero mieli wejść na literackie salony- mamy tutaj Miłosza, Baczyńskiego, Lema, a nawet Andrzeja Wajdę. Z jednej strony skromne pozostałości la belle epoque, wciąż panujący duch katastrofizmu, i oczekiwanie, cóż to się wydarzy dalej…&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Książka ważne. Aż ciekawe czemu za taką tematykę ostatnio biorą się przeważnie fantaście, czyż nie?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-7915830475499168202?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/7915830475499168202/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/08/no-122-maciej-parowski-burza-ucieczka-z.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/7915830475499168202'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/7915830475499168202'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/08/no-122-maciej-parowski-burza-ucieczka-z.html' title='no. 122- Maciej Parowski- Burza: Ucieczka z Warszawy &apos;40'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-935727372211672538</id><published>2010-08-24T19:54:00.003+02:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.283+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Mielville China'/><title type='text'>no. 121- China Mielville- Dworzec Perdido</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W zasadzie jest to najlepsza powieść fantastyczna jaką czytałem od czasów „Ostantiego Władcy Pierścienia” Kiryła Jeskowa. Ale to jednak pokazuje słabość tej literatury w ostatnich czasach. Powieść Chiny Mieville’a czyta się niezwykle szybko- zupełnie nie czuć, że jest to sześćset pięćdziesiąt stron- przy czym u wydawnictwa Zysk jest wysokie stężenie tekstu w tekście, i nie ma specjalnego rozmydlania całości, żeby książka była jak największa. Napisana całkiem sprawnie, była to niezwykle przyjemna wakacyjna lektura. To co czyni ją tak dobrą książką w swojej klasie, jest fakt, że jest to po prostu zupełnie inna fantastyka. Naprawdę jestem zmęczony powtarzaniem po raz dziesięciotysięczny tych samych motywów w tej samej scenerii. I tutaj przychodzi brytyjski autor, który proponuje nam znane nam motywy, ale w zupełnie innej scenerii. W scenerii wprawdzie fantastycznej, ale ulokowanej w industrialnej metropolii. Trochę steampunku, trochę science-fiction, i efekt całkiem niezły.  Chwilami może nawet budzić skojarzenia z prathcettowym Ankh-Morpork. Zdecydowanie takich książek szukam. Tylko, że „Dworzec Perdido” nie jest jakąś wielką powieścią. Dostrzegam tu taką samą bolączkę, jak chociażby w „Diamentowym Wieku” Neala Stephensona- mocny punkt wyjściowy jeśli chodzi o świat przedstawiony i fabułę, i późniejsze zaniedbanie tego drugiego elementu. Samo łączenie elementów, i pokazywanie różnych postaci w różnych etapach ich drogi życiowej zdecydowanie nie wystarczy. Każda z postaci zaprezentowanych- naukowiec szukający własnej drogi, rozwijający teorie, leżące poza głównym nurtem nauki, artystka, która wydostawszy się z rodzinnego getta robi wszystko, żeby zapomnieć o przeszłości, przybysz z pustyni, który stara się uwolnić od hańby w rodzinnych stronach… To są naprawdę ciekawe wątki, ale w pewnym momencie giną, żeby dać miejsca mocno wtórnej akcji. Na szczęście zakończenie nie rozczarowuje, wręcz przeciwnie. W sumie nie wiem, czy sięgnąłbym po kolejne teksty tego autora. Z ciekawości może bym przeczytał, bo warsztat pisarski ma całkiem niezły, ale raczej kolejnej książki nie kupiłbym w ciemno. Mimo to poleciłbym do przeczytania „Dworzec Perdido”, jako odskocznia od głównonurtowej fantastyki, oraz nieco lżejsza, przyjemna, wciągająca lektura.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-935727372211672538?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/935727372211672538/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/08/no-121-china-mielville-dworzec-perdido.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/935727372211672538'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/935727372211672538'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/08/no-121-china-mielville-dworzec-perdido.html' title='no. 121- China Mielville- Dworzec Perdido'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-5853377314507966016</id><published>2010-08-08T17:48:00.000+02:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.286+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Herbert Frank'/><title type='text'>no. 120- Frank Herbert- Gwiazda Chłosty</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niech mi ktoś powie, czemu nikt nie wznawia pozostałych powieści Herberta? W przeciągu dekady mieliśmy na rynku co najmniej trzy wydania Diuny, w różnym tłumaczeniu, gabarytach, i okładkach, natomiast jeśli chodzi o inne pozycje- pozostaje tylko szperanie w drugim obiegu. Jak dobrze, że na początku lat dziewięćdziesiątych mieliśmy tyle ezoterycznych wydawnictw, które pozostawiły nam- wprawdzie raz lepiej, a raz gorzej- przetłumaczone dzieła takich autorów jak właśnie Frank Herbert. Aż się dziwię, że poza „Twórcami Bogów” nie sięgnąłem wcześniej poza żądną inna pozycję. Zdecydowanie trzeba nadrobić to przeoczenie. Bo zarówno „Twórcy Bogów”, jak i omawiana tutaj „Gwiazda Chłosty” to świetne książki, napisane tym od razu rozpoznawalnym stylem, co ponoć wielce cenione kroniki Diuny. Wprawdzie ze względu na objętość- niewiele ponad dwieście stron- nie można oczekiwać takiego rozmachu, jak w Diunie, ale mimo to zarówno kreacja świata przedstawionego, jak i sama fabuła są na wysokim poziomie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tym razem Herbert opowiada nam o czymś znanym skądinąd- o trudnościach, i sposobach na porozumienie się z naprawdę obcą istotą. Mimo ogromnej inteligencji, ogromnych wydatków energetycznych, same rozbieżności w aparatach sensorycznych powodują trudności w porozumieniu się prawie nie do przezwyciężenia. A co dopiero, jeśli chodzi o ważniejsze aspekty. O myślenie. O emocjonalność. Zdecydowanie rzecz którą warto znać. A ja będę się musiał rozejrzeć za resztą herbertowej bibliografii.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-5853377314507966016?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/5853377314507966016/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/08/no-120-frank-herbert-gwiazda-chosty.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/5853377314507966016'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/5853377314507966016'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/08/no-120-frank-herbert-gwiazda-chosty.html' title='no. 120- Frank Herbert- Gwiazda Chłosty'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-6890836972557268574</id><published>2010-08-07T18:24:00.003+02:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.289+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Gibson William'/><title type='text'>no. 119- William Gibson- Neuromancer</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Sięgnąłem z ciekawości. William Gibson, współautor „Maszyny Różnicowej”, książki po którą chciałem sięgnąć, kiedy ukaże się jej wznowienie. Ale po próbie lektury „Neuromancera” mam poważne wątpliwości, czy brać się za jego inne pozycje. Nie wiem nawet czy mnie steampunk skusi… Bowiem sam „Neuromancer” to jest jedna z najbardziej topornie i źle napisanych książek jakie czytałem przez ostatnie lata. Najgorsza rzecz od czasów „Gry w Klasy” Cortzara, przy której również poległem. Nawet książki, o których nie mogę wiele dobrego powiedzieć, jak „Szklany Klosz” Sylvii Plath, czy „Samotność w Sieci” Wiśniewskiego okazały się o wiele lepsze niż to „dzieło cyberpunkowe”. Język jest po prostu straszny. A nawet jeśli uda się przebić przez to, to czeka nas trzeciorzędna opowieść akcji, w której nawet jeśli jest coś ciekawszego, to doprawdy trudno to odkryć. Gdyby nie fakt, że tłumaczył Piotr Cholewa mógłbym podejrzewać złe tłumaczenie, ale nie sądzę, żeby ten człowiek zrobił taką fuszerkę. Gdyby nie to, że dałem za powieść całe sześć złotych ogromnie bym żałował wydanych sum. Zresztą i tak chętnie oddam książkę w dobre ręce, jeśli ktoś chciałby sam zweryfikować to, o czym tutaj piszę. Chyba się z cyberpunkiem nie polubimy, chyba, że ktoś jest mi w stanie wskazać pozycje o wiele lepszej od tej tu omawianej.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-6890836972557268574?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/6890836972557268574/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/08/no-119-william-gibson-neuromancer.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/6890836972557268574'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/6890836972557268574'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/08/no-119-william-gibson-neuromancer.html' title='no. 119- William Gibson- Neuromancer'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-3328771678634078615</id><published>2010-08-05T21:45:00.000+02:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.292+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rushdie Salman'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><title type='text'>no.118- Salman Rushdie- Szatańskie Wersety</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wprawdzie zdobycie tego jedynego polskiego wydania książki, pozbawionego jakichkolwiek informacji na temat wydawnictwa, tłumacza i innych tego typu ciekawostek, nie było zbyt trudne, to jednak szkoda, że ta książka nie ma szans na funkcjonowanie w szerszym obiegu. Wszystkie pozostałe dzieła Rushdiego wydawał w Polsce Rebis, a jakoś tak tą jedną pominął… Ale czego innego spodziewać się po książce, przez którą na autora tzw. „przywódcy religijni” wydali wyrok śmierci?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po lekturze można bardzo łatwo wysłowić rzeczy, które rozmaitym „liderom” mogą się w tego typu książkach nie podobać. Kwestionowanie ślepego podążania za dowolną ideą. Zadawanie pytań. Myślenie. Zarówno w opowieści o Mahoundzie jak i mistycznego pielgrzymce do Mekki uderza właśnie to. A przecież to nawet nie jest główny wątek tej książki. Najłatwiej powiedzieć o Salmanie Rushdim, że to pisarz angielski, urodzony i wychowany w Indiach. Pisarz, poruszający tematykę trzech kultur wśród których żył, i które mógł poznać ze wszystkich stron. Tak jak w „Dzieciach Północy” mieliśmy dzieje dwudziestowiecznych Indii, a w „Czarodziejce z Florencji” konfrontacje dawnych Indii ze światem zachodu, tym razem konfrontujemy usiłujące się modernizować Indię, z pokolonialną Wielką Brytanią. Państwem które przez swoją przeszłość sprowadza do siebie mnóstwo rozmaitych migrantów, wszelkiej nacji i religii, i kompletnie nie potrafi sobie z tym faktem poradzić. Można by sądzić, że może się uczyć tolerancji i poszanowania, od kraju, który przez całe wieki był prawdziwym tyglem wierzeń, ras, i mieszających się plemion. Ale jakoś tak o dziwo niewiele z tego wychodzi. Ciekawe, prawda? Zwłaszcza, że przez dwadzieścia lat od napisania powieści sytuacja problemów rasowych w europie nie poprawiła się ani na moment.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A Polacy pozbawieni tego typu problemów zmuszeni są tworzyć własne podziały, i kreować urojone grupy społeczne, żeby móc wyładować z siebie tą europejską ksenofobię. Ale spokojnie, już wkrótce będzie dużo okazji, żeby uczyć się obcowania z diametralnie innymi kulturami.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-3328771678634078615?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/3328771678634078615/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/08/no118-salman-rushdie-szatanskie-wersety.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/3328771678634078615'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/3328771678634078615'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/08/no118-salman-rushdie-szatanskie-wersety.html' title='no.118- Salman Rushdie- Szatańskie Wersety'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-3302944422553569576</id><published>2010-08-01T20:38:00.000+02:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.295+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Egan Greg'/><title type='text'>no. 117- Greg Egan- Kwarantanna</title><content type='html'>&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 9"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 9"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;link rel="File-List" href="file:///C:/DOCUME%7E1/Tomek/USTAWI%7E1/Temp/msoclip1/01/clip_filelist.xml"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:donotoptimizeforbrowser/&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} p.MsoBodyText, li.MsoBodyText, div.MsoBodyText 	{margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	text-align:justify; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} @page Section1 	{size:612.0pt 792.0pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt;&lt;/style&gt;Chyba jednak trochę rozczarowałem się tą książką. Sięgając po pisarza uznawanego za jednego z najciekawszych przedstawicieli „nowej” prozy naukowofantastycznej, oczekiwałem, że rzeczywiście będzie zawierała rzeczywiście nowe pomysły, a także samą strukturę opowieści- bądź też dowolną kombinacje powyższych. Może ze względu na moje braki w tym przedmiocie, ale od razu narzuca mi się porównanie z „Diamentowym Wiekiem” Stephensona. I mimo, że powieść Egana jest o wiele bardziej spójna, i przedstawia o wiele lepszą kompozycję, to jednak Stephenson przedstawia o wiele ciekawszy świat przedstawiony, posiadający o wiele więcej elementów, w którym cała ta cyberpunkowa otoczka rzeczywiście jest integralną składową społeczeństwa, a nie tylko czymś dołączonym… Chociaż w obu przypadkach nie są to autorzy używający jakiegoś specjalnego języka.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zaczyna się jak kryminał w otoczce cyberpunkowej, zupełnie tradycyjny, z narracją pierwszosobową, i kreacją bohatera zupełnie nie wyróżniającego się z tłumu wielu mu podobnych. Ale to tylko początek, bo potem mamy przejście w zupełnie inny rodzaj narracji. I jak dla mnie, taką powieść mógłby napisać Janusz Zajdel, albo gdyby pożył nieco dłużej, żeby doczekać końca systemu, który zapewniał mu inspiracji do tworzenia kolejnych fabuł, albo gdyby włączył nieco więcej z nauk ścisłych do swojej prozy. Zamknięty, chroniony pion z laboratorium, gdzie dokonuje się ważnych odkryć. Bohater, który samotnie odkrywa prawdę, wszystko to co ledwo podejrzewał, stanowi tak naprawdę ogniwo o wiele większej całości- wszystko to schematy znane zarówno z powieści Zajdla, jak i wielu innych. Pod tym względem Greg Egan niczego specjalnego nam nie opowiada.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeśli zaś chodzi co do samego kolapsu funkcji falowej- jakoś tak mam wrażenie, że można z tego było zrobić ciekawszy koncept. Można było przedstawić to jako zaledwie część fabuły, bo tak naprawdę sama „Kopuła”, jawi się chwilami jako zupełnie nieistotne tło. Można był wprowadzić o wiele więcej dialogów, przedstawić racje rozmaitych stron konfliktu. Można naprawdę wiele posługując się słowem pisanym. Książka nie jest zła, mam wrażenie, że niezgrabności z czytaniu wynikały raczej ze zbyt dosłownego tłumaczenia, niż z języka oryginału, aczkolwiek nie wyróżnia się niczym specjalnym z grona wielu. Zdecydowanie chętniej wrócę do czytanie Stephensona, natomiast co do innych książek Egana- może kiedyś, z pewnością nie będzie to żaden priorytet. Chyba, że ktoś mnie przekona, że inne jego pozycje są od „Kwarantanny” lepsze. Wtedy nie będę się specjalnie bronił…&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-3302944422553569576?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/3302944422553569576/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/08/no-117-greg-egan-kwarantanna.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/3302944422553569576'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/3302944422553569576'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/08/no-117-greg-egan-kwarantanna.html' title='no. 117- Greg Egan- Kwarantanna'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-3116969134354477458</id><published>2010-07-28T21:54:00.000+02:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.298+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Sobel Dava'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Drake Frank'/><title type='text'>no. 116- Frank Drake, Dava Sobel- Czy jest tam kto?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Właściwie nie treść w tym przypadku jest najważniejsza. Chociaż uważam, że książka Drake’a stanowi konieczne dopełnienie po lekturze lemowego „Głosu Pana” oraz „Kontaktu” Carla Sagana- zresztą bardzo wyraźnie można wyśledzić pierwowzory powieściowych postaci, a nawet konkretnych wydarzeń czy cytatów. Tak samo pominąć chcę tematykę, która nie każdego zainteresuje – nie każdy się przecież musi zaczytywać w różne naukowofantastyczne sprawy… Najbardziej uderza mnie ton w jakim Frank Drake (wraz z pisarką Davą Sobel, bez której zapewne całość nie byłaby tak klarowna, spójna i dobrze napisana). Z książki wprost bije optymizmem, i zaangażowaniem z jakim amerykański uczony podchodzi do swojej pracy. Opisy prac nad rozwojem technik radioastronomicznych, debat nad wskazaniem najlepszej częstotliwości na jakiej powinien być prowadzony nasłuch, czy też potyczki z rządem federalnym, od którego zależało finansowanie całego programu SETI- to wszystko podane w sposób tak żywy, tak pasjonujący, że wierzę, że lektura tej jednej książki, jest w stanie zapewnić idei prezentowanej tutaj kolejnych entuzjastów. A u twórców literatury, mniej lub bardziej popularno naukowej to nie zdarza się często. Zastanawiam się po jakich publikacjach z zakresu psychologii- czy to społecznej, czy też zajmującej się rodziną- można by oczekiwać podobnych efektów. Jeśli oczywiście w polskim piśmiennictwie są tak napisane publikacje...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-3116969134354477458?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/3116969134354477458/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/07/no-116-frank-drake-dava-sobel-czy-jest.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/3116969134354477458'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/3116969134354477458'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/07/no-116-frank-drake-dava-sobel-czy-jest.html' title='no. 116- Frank Drake, Dava Sobel- Czy jest tam kto?'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-72397670549653021</id><published>2010-07-16T23:20:00.002+02:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.301+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Le Guin Ursula K.'/><title type='text'>no. 115- Ursula K. Le Guin- Planeta Wygnania</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wiem, że trochę dziwnie- ani słowa o Borgsie, ani słowa o Italo Calvino, za to na temat kolejnej przeczytanej powieści Ursuli Le Guin pojawia się notka. Dlaczego? W pierwszym przypadku mógłbym napisać notkę o każdym z opowiadań w „Alefie” z osobna, a już na pewno o tych najbardziej niesamowitych- o Homerze, Awerroesie, czy też o średniowiecznych teologach, ale nie czuję, żebym mógł tutaj rzucić jakąś naprawdę istotną uwagę. Chyba rzeczywiście skończy się tak, że niezależnie od tego jak dalej będę pod wrażeniem twórczości Argentyńczyka, tak nic tutaj na ten temat nie napiszę. Co do Calvino- może wypowiem się w całości o Naszych Przodkach, na razie jestem dopiero po Wicehrabii… Ale to nie zmienia faktu, że ci dwaj panowie wraz z Salmanem Rushdiem to najważniejsze „nowe” postaci u mnie.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wreszcie „Planeta Wygnania”. Przede wszystkim jaki ta książka ma pozytywny wydźwięk! Ilu jest tam naprawdę myślących, rozsądnych bohaterów, będących przeciwwagą dla postaci będących wcieleniem uprzedzeń i irracjonalnych lęków. Oczywiście, tych postaci jest zaledwie kilka, a tych innych- wszyscy pozostali, ale kontrast jest wyraźny. Sam Wold- świetna postać, naprawdę szkoda, że po zniszczeniu jego miasta stał się niemalże tak wielkim kaleką jak ojciec Villenforta w Hrabim Monte Christo- dwie wspaniałe postaci, których los może napawać smutkiem. Ten pozytywny wydźwięk- trochę tak jak w „Lawinii”, można powiedzieć, że postaci są tutaj bardziej cywilizowane i mądrzejsze, niż w rzeczywistości mogłyby być, ale czyż nie jest dobrze pomyśleć, że czasami zdarzają się właściwe osoby na właściwym miejscu?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ogromne pochwały dla wydawnictwa Książnica. Te wydania są naprawdę przepiękne- oby tak dalej. Jedno mam tylko zastrzeżenie- do tłumacza. Czemu zostawił takie niezwykle polskie słowo „farborn”? Czemu nie można było po prostu zastosować „daleko urodzeni”? Nie pasowało? Za długie? Doprawdy nie mam pojęcia skąd się takie cuś tu wzięło…&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-72397670549653021?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/72397670549653021/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/07/no-115-ursula-k-le-guin-planeta.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/72397670549653021'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/72397670549653021'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/07/no-115-ursula-k-le-guin-planeta.html' title='no. 115- Ursula K. Le Guin- Planeta Wygnania'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-2823386637951210803</id><published>2010-07-08T18:49:00.000+02:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.304+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Donaldson Stephen R.'/><title type='text'>no. 114- Stephen R. Donaldson- The Runes of the Earth</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Zdecydowanie Stephen Donaldson nie zjadł mojego słownika. (&lt;a href="http://gdiproductions.net/srdamd"&gt;http://gdiproductions.net/srdamd&lt;/a&gt;). Jeśli zaś chodzi o czytanie Kronik Thomasa Covenanta w oryginale, to przede wszystkim muszę powinszować polskim tłumaczom, którzy zrobili naprawdę dobrą robotę- zresztą to było widoczne, kiedy czytało się przekład, ale teraz jest to całkowicie oczywiste. Wystarczy wspomnieć „słonecznicę”, „furie”, „grzywienie”, „czarwd”- słowotwórstwo naprawdę na wysokim poziomie, a nawet pozostawienie pojedynczych słów (jak chociażby „stonedownor” czy „waynhim”) wręcz zwiększało przyjemność obcowania z klimatem Krainy. Tak samo jak zachowano niezwykle podniosły ton prozy Donaldsona.  Wiem, że zanim doczekamy się wydania w Polsce ostatnich kronik, to upłynie jeszcze długo (many scores of years?), zresztą nie zdziwiłbym się, gdyby wydawca (chociaż prędzej będzie to MAG niż Zysk) zdecydował się na wznowienie początku historii, żeby dowiedzieć się jakie byłoby ewentualne zainteresowanie tymi powieściami. Natomiast gdyby ktoś miał wątpliwości z jakim rezultatem udało się powrócić do Krainy po dwudziestu latach przerwy, to od razu mówię- z niesamowitym. Ale też widać wyraźnie, że autor bardzo długo nad tym pracował, książka jest naprawdę dopieszczona, i jeśli w taki sposób są/będą (premiera trzeciej części ma mieć miejsce już wkrótce) wydane kolejne trzy- czyli jakieś dwa tysiące stron żywego tekstu- to po prostu będzie trzeba wkrótce zamówić sobie „Fatal Revenant”.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt; Tak sobie myślę nad dłuuugim sporem pomiędzy Ramenami a Haruchai, któremu poświęcono dość dużo miejsca. Sprowadzeniem do absurdu byłoby przedstawienie go w następujący sposób: „Bo wasi przodkowie dwa tysiące lat temu to zrobili to i to”. „Ale wasi pięć tysięcy lat temu to zrobili tamto!”. Naprawdę ciężko uwierzyć w takie zatargi. A jeszcze ciężej, kiedy pomyślę, że Donaldson wcale tego nie wymyślił, a miał naprawdę wiele źródeł do czerpania takiej wielowiekowej mniej lub bardziej irracjonalnej wrogości… &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-2823386637951210803?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/2823386637951210803/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/07/no-114-stephen-r-donaldson-runes-of.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/2823386637951210803'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/2823386637951210803'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/07/no-114-stephen-r-donaldson-runes-of.html' title='no. 114- Stephen R. Donaldson- The Runes of the Earth'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-4882080184190465245</id><published>2010-06-28T21:15:00.001+02:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.308+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zelazny Roger'/><title type='text'>no. 113- Roger Zelazny- Pan Światła</title><content type='html'>&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 9"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 9"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;link rel="File-List" href="file:///C:/DOCUME%7E1/Admin/USTAWI%7E1/Temp/msoclip1/01/clip_filelist.xml"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:donotoptimizeforbrowser/&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} @page Section1 	{size:612.0pt 792.0pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;&lt;span style="font-size: 12pt; font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;;"&gt;W sumie mam duże wątpliwości co do tej książki... Z tego co wiem, to bardzo krytykowano pierwsze polskie wydanie, które właśnie skończyłem czytać, za beznadziejne tłumaczenie. Jak to z tym faktycznie było, naprawdę nie wiem. Co najwyżej od strony edytorskiej jest tak sobie, ale bez porównania z oryginałem nie jestem nic w stanie powiedzieć. Chociaż mój największy zarzut jest taki, że jakoś tak Zelazny za krótko to opisał... Sam pomysł odtworzenia na nowo hinduizmu, i stworzenia do niego buddyjskiej opozycji bardzo mi się podoba, to jest rzecz naprawdę oryginalna, nawet po wielu latach, które upłynęły od napisania powieści. Ale o wiele lepiej rekonstrukcja bogów była przedstawiona w „Annie Inn” Olgi Tokarczuk, czy nawet „Ilionie” Dana Simmonsa, ale pamiętajmy, że są to rzeczy o wiele nowsze. W każdym razie jest to na pewno kolejny ważny głos jeśli chodzi o współczesne przepisywanie mitów, oraz o próby zastanowienia się nad rozwijaniem się, i zderzaniem kultur. Tak naprawdę żyjąc w takiej kulturze jakiej żyjemy, samo całkowite odwrócenie proporcji między religiami, jak to tutaj zaprezentowane jest czymś niezwykłym, i wartym zastanowienia, zwłaszcza, że autor nie narzuca swoim czytelnikom ani jednej odpowiedzi. Dobra książka, choć chętnie przeczytałbym coś obszerniejszego poruszającego takie tematy. A do Zelaznego wkrótce wrócę, żeby dokończyć Amber.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-4882080184190465245?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/4882080184190465245/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/06/no-113-roger-zelazny-pan-swiata.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/4882080184190465245'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/4882080184190465245'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/06/no-113-roger-zelazny-pan-swiata.html' title='no. 113- Roger Zelazny- Pan Światła'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-4479587384830416152</id><published>2010-06-24T20:49:00.001+02:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.311+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lem Stanisław'/><title type='text'>no.112- Stanisław Lem- Wizja Lokalna</title><content type='html'>&lt;meta equiv="Content-Type" content="text/html; charset=utf-8"&gt;&lt;meta name="ProgId" content="Word.Document"&gt;&lt;meta name="Generator" content="Microsoft Word 9"&gt;&lt;meta name="Originator" content="Microsoft Word 9"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;link rel="File-List" href="file:///C:/DOCUME%7E1/Admin/USTAWI%7E1/Temp/msoclip1/01/clip_filelist.xml"&gt;&lt;!--[if gte mso 9]&gt;&lt;xml&gt;  &lt;w:worddocument&gt;   &lt;w:view&gt;Normal&lt;/w:View&gt;   &lt;w:zoom&gt;0&lt;/w:Zoom&gt;   &lt;w:hyphenationzone&gt;21&lt;/w:HyphenationZone&gt;   &lt;w:donotoptimizeforbrowser/&gt;  &lt;/w:WordDocument&gt; &lt;/xml&gt;&lt;![endif]--&gt;&lt;style&gt; &lt;!--  /* Style Definitions */ p.MsoNormal, li.MsoNormal, div.MsoNormal 	{mso-style-parent:""; 	margin:0cm; 	margin-bottom:.0001pt; 	mso-pagination:widow-orphan; 	font-size:12.0pt; 	font-family:"Times New Roman"; 	mso-fareast-font-family:"Times New Roman";} @page Section1 	{size:612.0pt 792.0pt; 	margin:70.85pt 70.85pt 70.85pt 70.85pt; 	mso-header-margin:35.4pt; 	mso-footer-margin:35.4pt; 	mso-paper-source:0;} div.Section1 	{page:Section1;} --&gt; &lt;/style&gt;&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:100%;"  &gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;Naprawdę mocna rzecz. Z pozoru trzy książki w jednej, ale za to jakie. Może pierwsza część, z zgłębianiem przez Ijona Tichego zgromadzonych archiwów na temat Encji, tych wszystkich labiryntów semantycznych jest najmniej zajmująca (chociaż komaprystyka poszczególnych wersji w połączeniu z lemowymi neologizmami chwilami naprawdę zabija), ale już począwszy od rozmów Tichego z komputerowymi symulacjami Poppera, Russela i Feyerabenda zaczyna się prawdziwa jazda, i taki poziom jest utrzymany aż do samego końca, aż do przeprowadzenia dokładnej, chociaż łatwo się domyślić z jakim epilogiem, wizji lokalnej. Dużo już tutaj pisałem na temat prozy tego pana, ale nie zaszkodzi dodać po raz kolejny, że to jest prawdziwa literatura naukowo-fantastyczna, i zdecydowanie taką chciałbym czytać. I trzeba się zabrać za kilku innych autorów&lt;/span&gt;... &lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-4479587384830416152?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/4479587384830416152/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/06/no112-stanisaw-lem-wizja-lokalna.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/4479587384830416152'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/4479587384830416152'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/06/no112-stanisaw-lem-wizja-lokalna.html' title='no.112- Stanisław Lem- Wizja Lokalna'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-518493858369588447</id><published>2010-06-17T16:26:00.002+02:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.314+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dumas Alexandre'/><title type='text'>no. 111- Alexadre Dumas- Hrabia Monte Christo</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Powinienem to już był przeczytać dawno temu... No, ale jakoś tak się nie złożyło. Swego czasu zacząłem czytać, ale ze względu na rozlatujący się od przejść rozmaitych egzemplarz nie dokończyłem lektury, więc w końcu trzeba było przez to przejść. Zdecydowanie trzeba było. Wiadomo- to jest romans. Niezwykle melancholijne przypadki, mdlejące z rozpaczy kobiety, opisy uczuć kwitnących na twarzach kochanków, etc... Ale mimo to książka jest naprawdę świetna, i zdecydowanie warto ją przeczytać. Aż ciężko mi uwierzyć, że składająca się z trzech tomów miała razem niecałe tysiąc stron. W żadnym wypadku nie czułem, żebym właśnie skończył „kobyłę” w rozmiarach „Triumfu Endymiona” czy „Lodu”. Gdzież tam... A dzieje się tutaj naprawdę mnóstwo. Fabuła i akcja mkną przed siebie wyprzedzając najszybsze powozy podparyskich traktów. Poza tym każdy podrozdział jest perfekcyjnie skonstruowany. Powiedziałbym, że każdy z nich jest niezwykle filmowy, ale kiepskie to porównania- to o najlepszych filmach można mówić, że trzymają napięcie i są tak przemyślane jak sceny z powieści Dumasa. Każda z nich jest tak przejrzysta, z wyrazistymi wątkami, i suspensem- po prostu dzisiaj takie coś czyta się niesamowicie. Aż ciężko mi sobie wyobrazić, żeby dzisiaj miała powstać taka powieść. Chociaż z drugiej strony, wątpię, żebym chciał taką powieść współczesną przeczytać. Jednak ten dziewiętnastowieczny realizm nam coś w spadku pozostawił. Ale powieść z czasów wcześniejszych, pachnąca świeżością francuskiej monarchii lipcowej. Chociaż nie należy zapomnieć, że w porównaniu z takim „Rękopisem znalezionym w Saragossie” to dzieło Dumasa wcale aż tak nie zachwyca...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zastanawiam się jeszcze czy jestem w stanie wyróżnić pozytywnego bohatera wśród wszystkich postaci, i kogoś z kim mógłbym się utożsamić. Główny protagonista z wiadomych względów odpada. Ze względu na różnice kulturowe, oraz kompletną obcość nie potrafię być blisko z reprezentantami młodzieży- zarówno z Edwardem czy Maksymilianem. Jakoś tak ta porywczość, te nadmiernie okazywane emocje... Już o wiele bardziej przemawia do mnie Pan Redaktor. O tak, to jest sympatyczna postać, szkoda, że raczej drugoplanowa. No i zdecydowanie ksiądz Faria. Postać odznaczająca się wielkimi cnotami... Tak, poza tymi dwoma panami ciężko mi jest tam znaleźć jeszcze kogoś kogo mógłbym obdarzyć sympatią. Bo jeśli chodzi o samą konstrukcje postaci, to takich jest tutaj na szczęście o wiele więcej...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-518493858369588447?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/518493858369588447/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/06/no-111-alexadre-dumas-hrabia-monte_17.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/518493858369588447'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/518493858369588447'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/06/no-111-alexadre-dumas-hrabia-monte_17.html' title='no. 111- Alexadre Dumas- Hrabia Monte Christo'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-452067020491653287</id><published>2010-05-31T18:04:00.000+02:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.317+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rushdie Salman'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><title type='text'>no.110- Salman Rushdie- Dzieci Północy</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Skojarzenia przychodzą bardzo szybko… Po pierwsze- magiczna saga rodzinna, osadzona w zupełnie obcych mi realiach, i opowiadająca o zupełnie innych, ale jednocześnie takich samych ludziach. Oczywiście „Sto lat samotności”. Ciężko się pozbyć takiego nawiązania, wiem o tym. Natomiast druga rzecz, chociaż powstała później niż powieść Rushdiego to „Wyspa dnia poprzedniego”. Długa, chaotyczna opowieść, o ciągłej nieustannej walce bohatera powieści z jego być-może-istniejącym alter-ego, niszczącym jego największe oczekiwania… I cóż w takim kontekście podoba? Historia indyjska podoba mi się jednak bardziej niż ta kolumbijska. Nie tylko przez tą całą baśniowość, i przepiękną narrację, za którą wielce polubiłem prozę Rushdiego. Ale głównie za to, że dzieje Salima Sinaia, zarówno przed jego narodzeniem, jak i jego trzydzieści lat życia nie są poza światem. To jest historia świata dziejącego się dookoła. Dwudziestowiecznych Indii. Ich powstania, podziału, wojen, i wszystkich rzeczy które się tam dokonywały, rzucając mieszkających tam ludzi na nowe nieznane wody. To jest opowieść, która ma swoje dokładne miejsce w czasie i przestrzeni, i wbrew pozorom, wbrew wybranej konwencji narratorskiej- jest dokładnie zaplanowana. Nie ma Salima bez Indii, i nie ma Indii bez Salima. Państwa które bardzo długo nie istniało, aż w końcu powstały z niego trzy krwawo zwalczającego się państwa… Nie trzeba wcale znać dobrze historii tej części świata, bardzo wiele można wydobyć z samej lektury, bo przekaz jednak jest uniwersalny. Zresztą ile ktoś, kto specjalnie nie interesuje się tymi klimatami wie coś na ten temat? Może wiedzieć o podziale kraju na cześć hinduską, i muzułmańską, słyszeć nazwiska Gandhi i Nehru, ale niewiele więcej… Aż chciałoby się przeczytać taką dłuższą sagę napisaną o współczesnej Polsce. Sięgającej od początku aż do końca dwudziestego wieku. Wiem, że był „Prawiek” Olgi Tokarczuk, jak najbardziej świetna książka, również magiczna. Ale jeśli chodzi o baśniopisarzy rodzimych, to raczej skupiali się na innych tematach, chociaż wiadomo co się wkrótce urodzi z pomysłów co poniektórych… &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-452067020491653287?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/452067020491653287/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/05/no110-salman-rushdie-dzieci-ponocy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/452067020491653287'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/452067020491653287'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/05/no110-salman-rushdie-dzieci-ponocy.html' title='no.110- Salman Rushdie- Dzieci Północy'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-458099065525914425</id><published>2010-05-14T13:34:00.002+02:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.320+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zajdel Janusz A.'/><title type='text'>no.109- Janusz A. Zajdel- Limes Inferior</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Zdaję sobie doskonale sprawę, że kiedy ta książka wychodziła jej wykładnia była ogromnie atrakcyjna. Wszyscy doskonale wiedzieli o co chodzi, wymowa była całkowicie jednoznaczna. Natomiast problem jest taki, że „Limes Inferior” zdecydowałem się przeczytać w roku 2010, a nie w 1982 kiedy wychodziła. Wcześniej może nie miałem z twórczością Zajdla większego kontaktu. Najpierw przeczytałem „Cylinder von Troffa” i mi się całkiem podobał. Potem sięgnąłem po „Wyjście z Cienia”, i nawet tego nie dałem rady skończyć. Ale mimo wszystko chciałem poznać dwa najważniejsze (a przynajmniej uznawane za takie, według mojej wiedzy) utwory autora. Wprawdzie „Paradyzji” nie udało mi się pożyczyć, ale już króciutkie „Limes Inferior” spokojnie udało mi się przeczytać. Może nazywanie Zajdla „Polskim Orwellem” może być trochę na wyrost, to jednak mam coraz mocniejsze takie wrażenie. Że ta powieść opowiada tylko i wyłącznie o polskiej sytuacji w latach osiemdziesiątych, z punktu widzenie intelektualisty cierpiącego ze względu na totalitarne ciągoty systemu, który sprzeciwia się młodzieńczemu idealizmowi… I w zasadzie ta książka jest tylko i wyłącznie o tym. I może dlatego mam dość mieszane uczucia na ten temat. Chociażby dlatego, że książka opowiada o tej jednej konkretnej sytuacji, a nie zawiera szerszego ujęcia. Nie ma żadnej refleksji na temat, że totalitaryzm niekoniecznie musi dotyczyć modelu radzieckiego, mniej lub bardziej udolnie przebranego w futurologiczne ciuszki. A jednak z punktu widzenia czytelnika żyjącego już po upadku komunizmu, taka wizja, poza wartością czysto historyczną nie będzie zawierała żadnych innych treści. Po prostu- powieść się zestarzała, i w porównaniu z takimi utworami jak „Kongres Futurologiczny”, gdzie tak naprawdę bardziej skupialiśmy się na mechanizmach działania, niż na narzuconej sytuacji „Limes Inferior” wypada dość blado. Zwłaszcza końcówka, kiedy to mamy ciągnące się w nieskończoność przemyślenie głównego bohatera, gdzie musi być wszystko łopatologicznie, podane na tacy, żeby czasem nie znalazł się jakiś czytelnik który nie zrozumiałby przesłania. Wtedy to można było zrozumieć, dzisiaj… książkę czyta się dobrze, aczkolwiek w obliczu o wiele lepszych utworów na ten temat, nikomu specjalnie bym jej nie polecał. Chyba, że zainteresowanych powieściami „orwellowskimi”. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-458099065525914425?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/458099065525914425/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/05/no109-janusz-zajdel-limes-inferior.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/458099065525914425'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/458099065525914425'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/05/no109-janusz-zajdel-limes-inferior.html' title='no.109- Janusz A. Zajdel- Limes Inferior'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-865355525596442402</id><published>2010-05-08T21:07:00.000+02:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.323+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Zelazny Roger'/><title type='text'>no.108- Roger Zelazny- Amber 1-5</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Z dużą przyjemnością wróciłem po raz kolejny do jednego z naprawdę niewielu cykli literatury fantastycznej, który bardzo sobie cenię, i podoba mi się równie dobrze jak w chwili kiedy czytałem to po raz pierwszy przed laty. Okazją do odświeżenia sobie pierwszej części historii, był wspaniały pomysł wydawnictwa Zysk. Wprawdzie rozumiem, że komuś może nie przypaść do gustu kolorystyka okładki, ale jak dla mnie książka jest po prostu ładna, zgrabna, i przede wszystkim w całkiem rozsądnej cenie. No i zawiera to o czym marzyłem już od dawna, a mianowicie pierwsze pięć tomów całej sagi. Wprawdzie drugiego tomu, który jest planowany, i zawierający resztę historii już nie kupię- co wtedy zrobię z tymi wszystkimi małymi książeczkami z poprzedniego wydania, również Zysku, z wizerunkami Atutów na okładkach? Ale i tak jestem zachwycony tym wydaniem, wreszcie ktoś zrobił to tak jak powinno być zrobione od samego początku (no, powiedzmy, że od drugiego wydania- kiedy w Polsce po raz pierwszy ukazało się wydane w jednym tomie „Dziewięciu Książąt Amberu” i „Karabiny Avalonu” to saga wciąż nie była ukończona).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sama historia Corwina, królewicza miasta Amber, będącego „wyższym poziomem rzeczywistości” które rzuca cienie na całą pozostałą rzeczywistość, kształtując ją zgodnie ze swoimi chęciami i lękami, może nie jest największym arcydziełem w swojej klasie. Do mojego ulubionego Ziemiomorza, czy też do Kronik Thomasa Covenanta wcale bym Amberu nie porównał, ale za to cykl Zelaznego proponuje wiele rzeczy które mogą naprawdę urzec, i przekonać do siebie nomen omen niedowiarka. Przede wszystkim fabuła. Z takich jakie lubimy najbardziej. Pogmatwana akcja, zmieniające się chwilami niemalże jak w kalejdoskopie fronty i sojusze, każdy dialog przynoszący coś nowego, i zmieniający sposób patrzenia na wszystko co się dotychczas wydarzyło. Po prostu czyta się to z ogromnym napięciem, i jeszcze większą ciekawością co będzie dalej, czym autor nas jeszcze zaskoczy, kto ułoży (czy też może kto ukryje) kolejny element wielostopniowej układanki. Drugą rzeczą która Zelaznego udała się w wielkim stopniu to kreacja bohaterów. Praktycznie każda postać z rodziny głównego bohatera (może tylko wyłączając Deirdrę i Llewellę, które właściwie nie miały dla siebie tutaj miejsca) jest przedstawiona niezwykle wyraziście, tak, że konflikt który narastał przez całe lata pomiędzy poszczególnymi postaciami jawi się wielce wiarygodnie, i czytelnik po prostu widzi czemu linię konfliktów przebiegają w danym miejscu- nic nie jest tutaj wstawione ad hoc. No i ten klimat cieni, i wielu odcieni prawdy, wędrujących i tworzących swoje własne światy, nigdy nie wiedząc czy to co czynią jest prawdziwe, czy tylko tworem zwichrowanego umysłu…&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt; Ech… po prostu brakuje mi takich książek. Fantastyki, ale właśnie innej od obowiązujących w niej paradygmatów. A przecież cykl ma już swoje lata, i chyba należy do jakiejś tam klasyki. Tylko proszę mi powiedzieć, gdzie są następcy? &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-865355525596442402?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/865355525596442402/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/05/no108-roger-zelazny-amber-1-5.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/865355525596442402'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/865355525596442402'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/05/no108-roger-zelazny-amber-1-5.html' title='no.108- Roger Zelazny- Amber 1-5'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-5243755906501510254</id><published>2010-04-25T19:18:00.000+02:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.326+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Potocki Jan'/><title type='text'>no.106- Jan Potocki- Rękopis Znaleziony w Saragossie</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;W zasadzie nic nie stałoby na przeszkodzie, żeby rozpatrywać tą książkę, jako jak najbardziej powieść współczesną. Gdyby tak zakryć datę jej publikacji, przypadającą na rok 1805, to spokojnie mogłaby robić za przykład tej… hmm… „nieco innej” literatury. Ale pamięć o tym ile upłynęło od czasów jej powstania, tylko powiększa mój dla niej podziw. Wprawdzie sama czynność lektury w dużej większości odbywała się w warunkach dalekich od optymalnych, jakie zapewniał pociąg relacji Poznań-Łódź, niemniej jednak całość robi wrażenie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako wspaniała biblioteka tych wszystkich opowieści, które stopniowo nakładają się na siebie, przenikają, oplatają, wreszcie biegnąć przez całe wieki i kraje. Portret Hiszpanii u schyłku siedemnastego wieku (ale również i krajów Włoskich, muzułmańskich części Afryki, czy też szukającego swojej tożsamości europeizowanego nowego świata), tamtejszych ludzi i obyczajów, począwszy od najwyższej arystokracji aż po mieszkańców wiejskich, zaniedbanych terenów, jest tak sugestywny, że aż może się przyśnić w swojej pełni drobiazgowości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jako manifest racjonalizmu i wiary w naturalne wyjaśnianie zdarzeń. Chociaż zdaję sobie sprawę, że książka jest na tyle przewrotna, że komuś innemu, czytającemu ją w zupełnie innych okolicznościach, w zupełnie innym czasie ukazałaby zupełnie inną wykładnie. Ale jakoś tak nie potrafię spojrzeć na całą intrygę w inny sposób. Mimo, że new age to wynalazek jak najbardziej naszych czasów, to jednak synkretyzm wierzeń religijnych i magicznych miał się doskonale już od całych wieków, co tutaj jest pięknie dowiedzione, i wspaniale zakończone. W świecie w którym jest tyle wspaniałych zjawisk, tyle cudów, wcale nie trzeba doszukiwać się żadnej metafizycznej wykładni, żeby przezywać wszystko na „wyższym” poziomie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wreszcie jako nieco mniejszy głos na temat ludzkiej motywacji. Przede wszystkim dwie sytuacje. Pierwsza w jakiej nieco zmieszany Alfons von Worden zostaje zapytany o przyczynę swego postępowania, oraz o to na czym opiera się honor i cnota (w zasadzie pomijając rozmowy Rebeki i Velasqueza to najpiękniejszy dialog w całej książce), oraz wreszcie historia starego kupca, który to opowiada swemu biednemu synowi dlaczegóż to pod żadnym pozorem nie wolno mu powziąć jakichkolwiek konszachtów z braćmi Moro. Tak. Zaś wszystkie inne rozważania na temat honoru, i powodowanych nim stosunków międzyludzkich to już byłby wielki temat osobnych rozważań. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt; Naprawdę, książka w której akcja toczy się doprawdy powoli, jednak obejmuje sobą tak wiele, że chłonie się wszystkie kolejne opowieści i podopowieści niczym gąbka. Może rzeczywiście powinienem przeczytać ją już dawno temu, żeby zrobiła teren dla tych wszystkich panów o których wspominałem w poprzedniej notce. Ale trudno, i tak doskonale wpasowała się na swoje miejsce. I chyba nawet można pomyśleć z satysfakcją, że z pewnością nie jest to literatura polska. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-5243755906501510254?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/5243755906501510254/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/04/no106-jan-potocki-rekopis-znaleziony-w.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/5243755906501510254'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/5243755906501510254'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/04/no106-jan-potocki-rekopis-znaleziony-w.html' title='no.106- Jan Potocki- Rękopis Znaleziony w Saragossie'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-5571198681529238668</id><published>2010-04-17T20:37:00.000+02:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.329+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Eco Umberto'/><title type='text'>no.105- Umberto Eco- Imię Róży</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Przeczytałem tą książkę trzeci albo czwarty raz, nie pamiętam już dokładnie. Na pewno to nie jest żadna specjalnie wielka ilość, było przecież sporo innych rzeczy, o których mówię, że czytałem je te przysłowiowe dziesięć tysięcy razy. Z pewnością pierwszy raz był ważny, było to gdzieś w okolicach lata 2006, chociaż bez sięgania do moich archiwów z tamtych czasów nie uda mi się tego dokładnie określić… I kiedy przypomnę sobie wrażenia z przeczytania tamtej książki (chociaż na mój stosunek do autora złożyły się raczej doświadczenie późniejsze… taka kumulacja jak przeczytanie wszystkich tych wydanych w Polsce felietonów politycznych, kulturalnych i literackich, tak jak „Wahadła Foucaulta” i „Baudolino” po prostu nie mogło posiać we mnie spustoszenia), i porównam je z moją recepcją dzisiaj, to ogarnia mnie pewne przerażenie. Nie chodzi tutaj o to, że książka to nagle zyskała czy utraciła coś ze swojego znaczenia. Proces budowania swojego znaczenia tak naprawdę trwał przez te cztery lata (a może nawet i dużej, w końcu wspomnienie, kiedy po raz pierwszy usłyszałem o niej ginie w pomroce dziejów), pomiędzy poszczególnymi lekturami samego dzieła, posłowia jak i innych rzeczy w klimacie, jak chociażby niedawno opisywanej przeze mnie tutaj „Filozofii Przypadku”. Zmartwiło mnie coś zupełnie innego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przy wcześniejszej lekturze, powieść ta dostarczała chociażby ogromnego materiału komicznego. Chociażby komentarze Williama do spraw których ani młody, ani nawet stary Adso z Melku w żaden sposób nie zrozumiał, czy też opis wizjonerskiego snu Adsa, albo nawet komiczne zestawienie obok siebie tych wszystkich nazw grup sekciarskich (jak to byśmy dzisiaj powiedzieli) wędrujących, i grabiących ziemie czternastowiecznej Italii- przy tym wszystkim aż ciężko się powstrzymać od śmiechu. Natomiast teraz, przeczytałem to wszystko z całkowitą powagą w oczach, wyłapując zawartą tam ironię, i analizując ją bez odniesienia się do komponentów behawioralnych. Zwłaszcza gdy ostatnio miałem okazje sam wygłosić kilka dysput dotyczących osób, które w środowisku „fandomowym” zowią się „geekami”, a jaka jest moja ocena tego zjawiska to rzecz wiadoma. Natomiast sytuacja w której sam odkrywam u siebie oznaki takich właśnie ekscesów dotyczących tych najbardziej cenionych dzieł literackich stawia mnie przed ogromnym dysonansem poznawczym.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam wrażenie, że nie mam problemu z zachowaniem wobec pewnych zjawisk, czy też wobec samego siebie dystansu, aczkolwiek niech doświadczenie z tej lektury, będzie apelem o pamięć o zachowywaniu dystansu, i większym odprężeniu i spokoju. Cokolwiek by to znaczyło.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;I kolejna notka pisana przy okazji powieści pana Eco znowu dotyczy tylko i wyłącznie skryby piszącego te słowa, a w żadnym wypadku treści. Można się było tego spodziewać.  &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-5571198681529238668?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/5571198681529238668/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/04/no105-umberto-eco-imie-rozy.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/5571198681529238668'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/5571198681529238668'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/04/no105-umberto-eco-imie-rozy.html' title='no.105- Umberto Eco- Imię Róży'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-103192974622408507</id><published>2010-04-11T21:20:00.001+02:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.332+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rushdie Salman'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><title type='text'>no.104- Salman Rushdie- Grimus</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Można mieć obawy sięgając po czyjąś debiutancką powieść. Że będzie zaledwie wprawką przed największymi osiągnięciami danego autora… Że będzie zawierała dopiero nie wykrystalizowaną mieszaninę tych elementów które zapewnią o wartości dalszej pracy twórczej autora. Że może być taką wprawką, dopiero zapowiadającą kolejne dzieła, tak jak „Imię Róży” czy „Szpital Przemienienia” (chociaż tutaj, jak wiemy z tym pierwszeństwem sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana… )&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Druga przeczytana przeze mnie powieść pana Rushdiego, kilka miesięcy po robiącej duże wrażenie „Czarodziejce z Florencji” prowadzi do kilku tropów. Pierwszy jest dokładnie taki sam jak przy poprzedniej- całe to bogactwo odniesień kulturowych, wywodzących się z indio-angielskiego rodowodu autora, dla europejskiego czytelnika pozostanie nieznane. Ale za to zrobi coś, za co należy się temu człowiekowi ogromna chwała. W swoich powieściach, jak najbardziej współczesnych, wybijających się ponad przeciętność powieści epoki postmodernistycznej pozwala na zajrzenie przez okno do kultury wschodu, czy też kultury pogranicza. Zwłaszcza, że robi to równie subtelnie jak posługuje się tą już europejską częścią kultury i mitologii, od czasów pradawnych, aż po mitologiczne ikony popkultury współczesnej. Od odizolowanych indian ameryki północnej, aż po sny chińskich myślicieli… Przy tym punkcie zaznaczyć muszę, jak bardzo podoba mi się to co zrobił tłumacz. W przypisach tłumaczy wprost- tutaj postać cytuje Szekspira. Tutaj mamy zaś odwołanie do Dantego. Wspaniała rzecz, chociaż jak pewnie możemy się domyśleć, nie sposób wyłapać wszystkich takich odniesień, zresztą ze względu na same różnice angielsko-polskie, utrata semantyczna będzie jeszcze większa, niż dla czytelnika angielskiego. I tylko pomyśleć, że taka mała gabarytowo powieść, która równie dobrze mogłaby leżeć w zakładce z fantastyką, może zawierać tyle odniesień, i wymuszać dotarcie do nich. Panie Rushdie, gratuluję. Zdecydowanie mało komu udaje się coś takiego osiągnąć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po drugie skojarzenia. Nie da się ukryć, że ostatnio mocno siedzę w gaimanowych klimatach, stąd też to przychodzi do mnie jako pierwsze. W zasadzie nie ma żadnych przeszkód, żeby położyć „Grimusa” obok „Amerykańskich Bogów”. Dwie powieści i erudycyjne, i bogate w odniesienia i wykładnie… Gorzej, tylko, że Rushdie od takich powieści zaczynał, a Gaiman wciąż jeszcze nie poszedł dalej. Ale z pewnością będzie tutaj zależność obustronna, pod warunkiem, że dana osoba jest zainteresowana czytaniem treści, a nie etykietek. Drugie skojarzenie. Wielki „realizm magiczny” i jedyna przeczytana przeze mnie książka pana Garcii Marqueza. Przy takim opisie niezwykłego miasteczka jakim było „Ch.” Nie sposób, żeby nie przypomniało mi się Macondo. I tutaj. To co kolumbijczykowi zajęło całą książkę, tak Rushdie uczynił z tego życia miasta zaledwie część swojej o wiele bogatszej w wykładnie, a wręcz w całe konwencje książce. Na okładce widnieje polecający cytat, pióra samej Ursuli Le Guin, a to już sporo mówi. Tamtą książkę czytałem ponad rok temu, potem nie wracałem już do tej twórczości, chociaż od dłuższego czasu mam w planie. Więc pewnie dopiero po „Miłości w Czasach Zarazy” się wypowiem, jak ukształtują się moje sympatie w stosunku do tych pisarzy. Ale póki co, z tych trzech przywołanych tutaj panów to Salman Rushdie oczarował mnie najbardziej. Tak więc „Dzieci Północy” pojawią się zdecydowanie szybciej niż później.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;I mała uwaga nie dotycząca pojawiających się tutaj treści. Szczerze mówiąc nie wiem czy i w jaki sposób będę kontynuował pisanie tutaj tych notek. Mozę coś się jeszcze będzie pojawiać- z rozpędu. Ale każdy rozpęd wygaśnie. Chociaż… kto wie… &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-103192974622408507?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/103192974622408507/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/04/no104-salman-rushdie-grimus.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/103192974622408507'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/103192974622408507'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/04/no104-salman-rushdie-grimus.html' title='no.104- Salman Rushdie- Grimus'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-2079679276980264090</id><published>2010-04-05T13:39:00.003+02:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.335+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Gaiman Neil'/><title type='text'>no.103- Neil Gaiman- Chłopaki Anansiego</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Tekst na temat „Chłopaków Anansiego”, nawet bardziej formalny, i po przejściach z korektą, podobnie jak teksty na temat „Księgi Cmentarnej” i „Odda i Lodowych Olbrzymów” znajdzie się już wkrótce na autoryzowanym polskim blogu Neila Gaimana, dla którego od jakiegoś czasu mam zaszczyt pracować. Serdecznie zapraszam wszystkich do odwiedzin, w dalszym czasie powinno się tam pojawić więcej rzeczy mojego autorstwa: &lt;a href="http://neilgaiman-pl.blogspot.com/"&gt;http://neilgaiman-pl.blogspot.com/&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-2079679276980264090?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/2079679276980264090/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/04/no103-neil-gaiman-chopaki-anansiego.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/2079679276980264090'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/2079679276980264090'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/04/no103-neil-gaiman-chopaki-anansiego.html' title='no.103- Neil Gaiman- Chłopaki Anansiego'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-8902817360533503792</id><published>2010-04-03T22:02:00.000+02:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.339+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Simmons Dan'/><title type='text'>no.102- Dan Simmons- Ilion</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Jeśli po lekturze „Endymiona” można rzeczywiście było mieć wątpliwości, a po „Triumfie Endymiona” dość mieszane uczucia, to lektura „Ilionu” była doświadczeniem o wiele przyjemniejszym niż chwilami nudnawe przedzieranie się przez setki stronic dwóch powyższych utworów. Nie jest to wprawdzie utwór pozbawiony wad, szczególnie w niezwykle dynamicznej końcówce mam wrażenie, że zachowanie i motywacje kierujące poszczególnymi bohaterami są nieco naciągane, to jednak na pewno jest to poziom dwóch pierwszych części „Hyperiona”. A przecież cały czas mamy do czynienia z zaledwie z pierwszą częścią teoretycznie dwu, a wydanej w trzech częściach kolejnej simmonsowskiej sagi. To co dla autora charakterystyczne, z tego o czym zdążyliśmy się już przekonać, co następuje:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Dość spokojne wprowadzenie w akcje, i zajmująca niemalże połowa książki prezentacja wszystkich bohaterów, w trzech prowadzonych równolegle wątkach. Cały świat, i prowadzonej futurystycznymi technikami wojny trojańskiej, i dyskutujących o sonetach Szekspira i o sposobach na znalezienie utraconego czasu morawcach, jak i wreszcie świat zwyczajnych ludzi poddanych zarówno biologicznej jak i kulturowej inwolucji- każda z tych trzech historii jest ciekawa. Mimo, że nie wiem jeszcze jaki będzie ich wszystkich finał, co czeka wszystkie dramatis personae kiedy określi się ich los- tego dowiemy się dopiero kiedy uda się gdzieś zdobyć amberowskie wydanie „Olimpu”, to już teraz podobają mi się dużo bardziej niż historia skrajnie reaktywnego, i bezrefleksyjnego Raula Endymiona.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Tak jak „Hyperionowi” patronował John Keats, i mogliśmy chociażby wysłuchać niezwykle budującej dyskusji jednego z wcieleń poety wraz ze Sztuczną Inteligencją z TechnoCentrum tutaj jest sprawa o wiele bardziej skomplikowana. Sama „Iliada”, a wraz z nią „Odyseja”, „Eneida”, i wszelkie późniejsze opracowania, które służą autorowi za budowanie dziejów odtwarzanej historii wielkiego oblężenia są tak naprawdę najbardziej zewnętrzną powłoką naszego dzieła. Początkowo sądziłem, że najważniejszą wykładnią będzie jednak „W Poszukiwaniu Straconego Czasu”, ale w pewnym momencie te odniesienia do Prousta przestają być ponawiane. Być może wszystko wróci w kolejnym tomie, tak jak przecież John Keats stał się głównym bohaterem dopiero w „Upadku Hyperiona”. Dlatego też najważniejszą inspiracją staje się w pewnym momencie „Burza” Szekspira, służąca za niewyczerpane źródło bohaterów, i przepięknych przemów… Ale doszliśmy do ciekawych czasów, czyż nie? Czasy w których pisze się postmodernistyczne powieści naukowo-fantastyczne, w których postludzie bawiąc się technologią wyekstrapolowaną z mechaniki kwantowej łączą się z szekspirowskimi postaciami i wierszami w naprawdę doborowym tłumaczeniu. Mam nadzieję, że chociażby to będzie służyć jako rekomendacja prozy Simmonsa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- I tak naprawdę jeszcze nie wiemy co tutaj się dzieje, gdzie jest naprawdę Ziemia, gdzie jest Mars, kim są poszczególne postaci… Nic tylko sięgać po kolejne tomy… Ale tutaj autor jak najbardziej potrafi do tego zachęcić…&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;No cóż… Może nie jest to proza na najwyższym poziomie, nawet jeśli chodzi o literaturę tylko naukowo-fantastyczną, raczej to nie jest poziom takiego Franka Herberta, czy Ursuli Le Guin. Raczej powiedziałbym, że miejsce Simmonsa jest wśród pisarzy bardzo dobrych, którzy wiedzą co chcą przekazać, i potrafią przykuć czytelnika na te kilkaset stronic. Na pewno postawiłbym tą twórczość powyżej Isaaca Asimova, a gdzieś niedaleko tych właśnie naukowofantastycznych powieści Jacka Dukaja. Oczywiście jeśli chodzi o autorów czytanych przeze mnie w ostatnim czasie. Bo gdybym miał porównać szerzej… Pisarz którego książki sobie cenie, zrobiły na mnie spore wrażenie, chętnie sięgnę po jego kolejne rzeczy, lecz dostrzegam pewne wady, przez które raczej nie dołączy do moich ulubieńców… No cóż… Neil Gaiman? &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-8902817360533503792?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/8902817360533503792/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/04/no102-dan-simmons-ilion.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/8902817360533503792'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/8902817360533503792'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/04/no102-dan-simmons-ilion.html' title='no.102- Dan Simmons- Ilion'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-1014059191450377554</id><published>2010-03-31T20:06:00.001+02:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.342+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Tokarczuk Olga'/><title type='text'>no.101- Olga Tokarczuk- Dom Dzienny, Dom Nocny</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;I oto kolejna książka sprawiająca problem. Otóż, jak już zdążyłem zapewne wspomnieć wcześniej proza Olgi Tokarczuk trafia mi do gustu. Zarówno język, styl budowania tych wszystkich niesamowitych (i tych całkiem zwyczajnych, które brzmią o wiele bardziej niesamowicie od wszystkich tajemniczości które mogą być przekazane) historii, aż po podejmowaną w poszczególnych książkach, które miałem dotychczas przyjemność czytać, tematykę. Ale czytając „Dom Dzienny, Dom Nocny” mam nieco inny z tym problem. Czyta się to bardzo przyjemnie. Wszyscy ci którzy docenili poprzednie utwory pani Tokarczuk pod tym względem się nie zawiodą- cały czas jest magicznie. Jest dużo opowieści dziejących się Tutaj i Teraz, ale też Zawsze i Wszędzie. Czas i przestrzeń krążą między wojnami i pokojami, które wyganiają jednych ludzi, i na ich miejsce przynoszą drugich, a które tak naprawdę niewiele zmieniają ogólny obraz Kotliny Kłodzkiej, drugoplanowej (chociaż jakże ważnej) bohaterki tych wszystkich opowieści.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natomiast. Gdzieś do połowy książki miałem wrażenie, że to jest właściwie książka o niczym. Dopiero później kiedy te wszystkie opowieści z różnych czasów i miejsc zaczęły się ze sobą łączyć, wrażenie nieco osłabło, ale aż do samego „końca” pozostawała we mnie niezgoda na pewną tutaj konwencje. Bowiem nijak rozpatrując tej książki nie jest to powieść. Powieścią był mimo wszystko „Prawiek”, natomiast „Dom Dzienny…” to jest zbiór porozrzucanych fragmentów, bez początku, bez końca. Nie widzimy jak się zaczynają historie. Czasami oglądamy jak się pewne rzeczy kończą, chociaż jak w przypadku przewijającego się mnicha mającego dość intrygującą obsesje, nie jest to zakończenie dla czytelnika fascynujące. I tutaj czytelnik może mieć żal do autorki, za to, że nie wypełnia swojego zadania jako opowiadaczka pewnych opowieści. Niby pokazuje nam swój świat, na granicy jawy i snu, na granicy fantazji i rzeczywistości, na granicy części męskich i kobiecych, na granicy wojny i pokoju, Polski i zagranicy, starości i młodości. Dalej pokazuje nam cały korowód postaci które zamieszkują ten mniej lub bardziej codzienny świat. Ale nic ponadto.&lt;br /&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Wiem, że jest to książka naprawdę wartościowa, do której z pewnością będę musiał w przyszłości wrócić- zbyt wiele bowiem mogło umknąć mojej uwadze przy pierwszym czytaniu. Być może nie wszystko zdążyło mi się ułożyć w jedną, spójną całość. Być może ktoś pod jednym imieniem, pojawia się w zupełnie innym miejscu i czasie pod zupełnie innym mianem. Być może. Ale póki co wrażenia mam jakie mam. Pozytywne, ale ze sporym zastrzeżeniem, które nie pozwala mi przejść obok. Jak pewnie widać po omawianych tutaj przeze mnie książkach, z chęcią przyjmuje różne nowe formy powieściowe. Ale tym razem nie jestem przekonany. Niemniej jednak do Olgi Tokarczuk z pewnością wrócę. Może teraz wezmę się za „Biegunów”? &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-1014059191450377554?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/1014059191450377554/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/03/no101-olga-tokarczuk-dom-dzienny-dom.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/1014059191450377554'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/1014059191450377554'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/03/no101-olga-tokarczuk-dom-dzienny-dom.html' title='no.101- Olga Tokarczuk- Dom Dzienny, Dom Nocny'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-5881197804987145074</id><published>2010-03-25T20:05:00.001+01:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.345+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lem Stanisław'/><title type='text'>no.100- Stanisław Lem- Filozofia Przypadku</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Skoro sam autor przyznaje się, że nie przeczytał w całości omawianego przez siebie dzieła, a mimo to dość obszernie pisze na ten temat, uważam, że jestem całkowicie usprawiedliwiony, żeby zademonstrować następujący fakt- nie przeczytałem „Filozofii Przypadku” w całości. Ominąłem pewne fragmenty z następujących powodów:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Jakkolwiek działy poświęcone fenomenologicznej, semantycznej i logicznej teorii dzieła trzymały w napięciu, chociaż może nie ze względu na jakąś odkrywczą treść, a raczej ze względu na samą wybraną formę przykładu- omawianie pewnych prawideł z funkcjonowania języka, oraz statusu ontologicznego napisanego tekstu na podstawie przykładów wziętych z biologii ewolucyjnej oraz z fizyki było naprawdę urokliwe, i wątpię, żebym u innych autorów znalazł taki niesamowity konglomerat. To jest coś za co zdecydowanie lubimy, i szanujemy tego autora, mimo, że te trzy obszary jego zainteresowań nie posiadają takiej samej ścisłości metodologicznej. Przypominanie, że dla typowego autora zajmującego się genetyką, albo jeszcze bardziej fizyką, mówienie o języku, i jego prawidłach to jakieś nikomu nie potrzebne gusła, a w drugą stronę sprawa ma się jeszcze gorzej- jest chyba zbyteczne. Natomiast to czego sam nie dałem rady „przeskoczyć”, to rozdział poświęcony teorii cybernetycznej. Bardzo przepraszam, ale tutaj już mikroskopowa analiza białkowa liści i gałęzi przesłoniła swoim widokiem cały las, który w założeniach miał być podziwiany. A to już mnie przerosło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Nie przeczytałem też rozdziałów z omówieniami „Wizji Lokalnej” oraz twórczości Thomasa Manna, również z prostych powodów- „Wizję” wciąż mam przed sobą, zresztą już wkrótce powinienem się za nią zabrać w ramach sukcesywnego uzupełnianie sobie dzieł zebranych pana Stanisława. Dopóki nie będę miał przesytu tą treścią. Natomiast co do Manna- na pewno chciałbym się zabrać za „Czarodziejską Górę”, ale obawiam się, że to nie będzie w najbliższym czasie, co najwyżej mogę dodać magiczne słówko: „wkrótce”. Ale z pewnością wrócę do pominiętych rozdziałów, kiedy już będę mógł na spokojnie sam się odwołać do tego, o czym było tutaj napisane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie będę się w tutaj wgłębiać w całość tekstu (a przynajmniej tej części którą jednak przeczytałem)- o stylu eseistycznym autora było już tutaj sporo, odniosę się więc tylko do tego co dla mnie jest tutaj najważniejsze a mianowicie do omówienia „Imienia Róży”, i pochodnych. A więc:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Rzeczywiście widać wyraźnie, że świadomość piszącego jako autora prozy, i jako czytelnika- autora publicystyki to są dwie różne rzeczy. Jakoś tak trudno uwierzyć, że Lem piszący dość negatywnie tutaj na temat „Jeśli Zimową Nocą Podróżny” (odwołanie przewija się kilka razy przez tekst) to ten sam autor który spłodził tak lubiane przeze mnie Apokryfy. Chyba, że mi ktoś wykaże, że nie ma w tym żadnych sprzeczności, a oba utwory nie mają ze sobą nic wspólnego. Ale jakoś tak mam zupełnie inne zdanie na ten temat.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;-Czytanie takiej interpretacji utworu jednego z ulubionych autorów dokonywanej przez innego jest naprawdę miłym doświadczeniem, łącznie kiedy widzi się takie rzeczy jak „poczucie zawiści”. Przyznam, że bardzo chętnie poczytałbym sobie więcej opracowań, może już niekoniecznie dokonywanych przez takich autorów, ale mniej łopatologicznie, niż jak to wygląda w coraz popularniejszych „opracowaniach szkolnych”. Bardzo chciałbym dostać do ręki opracowanie zawierające np. genezę, interpretacje, spis odwołań, do takich tekstów jak np. „Fikcje” Borgesa, czy też właśnie teksty Calvino.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Jak dla mnie tekst posłowia do „Imienia Róży”, może nie jest aż integralną częścią tekstu, ale przeczytać je trzeba właściwie tak uważnie, jak tekst samej powieści. Dlatego też będę go bronił, zwłaszcza, że wbrew pozorom jest zbliżony do tego co sam Lem pisał na temat antynomii tekstów. Zaś sam proces powstawania, skoro w treści eseju nie był tak rozwinięty, jak proces interpretacji, oraz funkcjonowania w kulturze, nie powinien być tak podkreślany.&lt;br /&gt; Tyle na temat tego obszernego eseju, i wracamy do refleksji na temat rzeczy fabularnych. Oczywiście niezbyt długo&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-5881197804987145074?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/5881197804987145074/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/03/no100-stanisaw-lem-filozofia-przypadku.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/5881197804987145074'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/5881197804987145074'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/03/no100-stanisaw-lem-filozofia-przypadku.html' title='no.100- Stanisław Lem- Filozofia Przypadku'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-4924600895255599321</id><published>2010-03-20T10:43:00.002+01:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.348+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Simmons Dan'/><title type='text'>no.99- Dan Simmons- Triumf Endymiona</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Miana zręcznego i subtelnego predigistatora w żadnym wypadku odmówić Danowi Simmonsowi nie możemy. W ostatniej (?) części cyklu hyperiońskiego znów czaruje słowem, i to nawet na większą skalę niż w poprzednich częściach. Tym razem ogromne wydanie magowskie doszło aż do dziewięciuset dwudziestu stron, co jednak i tak daje dość dużą liczbę rzeczywistego tekstu. Odnoszę wrażenie też, że mamy też tutaj wszystkiego więcej- więcej elementów tej kosmicznej opery (chociaż też niezbyt wiele, i nie przedstawianej nazbyt liniowo, żeby zasugerować że w tym punkcie dzieją się rzeczy najważniejsze), więcej opisów obcych i bardziej podobnych niż nam się wydaje światów, więcej ewolucji życia, więcej techniki, więcej wyjaśnień na temat tego co się tak naprawdę działo przez ostatnie trzy tomy, oraz co się dzieje na oczach wiernego czytelnika książki. I wreszcie więcej mesjanizmu. Oglądamy te wszystkie zgrabnie przeplatane ze sobą wątki, a chwilami można mieć wrażenie, że jest ich zbyt wiele, i z każdego można wyciągnąć o wiele więcej, niż to zrobił autor w końcowych punktach kulminacyjnych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli chodzi o same wątki, to zarzut tutaj mam dokładnie taki samy, jak ten przez który poprzedni tom cykl- „Endymion”, odebrałem o wiele gorzej niż dwa poprzednie. A mianowicie przez takie, a nie inne umiejscowienie narracji, za główną postać robi nam Raul Endymion. I to jest jedna z największych wad książki. Postać w dużej mierze papierowa, nie odznaczająca się specjalnymi cechami osobowości, zwykle do końca reaktywna- po prostu zwykły chłopaczek ze wsi, który może i odebrał jakieś wykształcenie, ale specjalnie mu to nie pomogło, żeby rozumieć to wszystko co się dookoła niego dzieje. Po prostu podąża za fabułą, bo nie może się już z niej wycofać. Właściwie nie mam pojęcia, czemu taka postać została wybrana na ukochanego występującej tutaj pani mesjasz, czemu to on miał być tym obserwatorem. Chyba jedyna wykładnia która mi przychodzi do głowy, to taka, że zarówno wysyłający go w roli „ochroniarza” Martin Silenus, jak i nasze mityczne „lwy, tygrysy i niedźwiedzie” potrzebowały kogoś, kto umie korzystać z pięści i karabinu, ale zbyt szybko nie zorientuje się w tym co się dookoła dzieje. W zasadzie każda z postaci występujących w pozostałych wątkach, poczynając od księdza de Soyi, który został bardzo rozwinięty od poprzedniego tomu, stając się naprawdę wartą uwagi postacią, aż do wszystkich przełożonych hierarchii Watykańskiej, z których każdy ma swoje odrębne, i logiczne cele, i dostaje swoje pięć minut. Ciekawiej się robi w wątku głównym, dopiero wtedy kiedy przechodzimy do rozważań na temat zaprezentowanego tutaj mesjanizmu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Właściwie sama bohaterka spektaklu, Enea, ta która naucza, wiele do gadania nie ma. Wszystko zostało już wcześniej ustalone za nią, a ona doskonale zdaje sobie sprawę z tego co musi zrobić w jak najkrótszym czasie, do czego nie wolno jej dopuścić, oraz to w jaki sposób zginie, tak, żeby jak najlepiej przemówić do katolickiej społeczności, która dostaje jedyną w świecie możliwość do bezpośredniego obserwowania tego wszystkiego co się dzieje. Tak więc biedna dziewczyna jedyne to co musi, to przyswoić sobie wszystkie te zalecenia, ale żeby wziąć sprawy w swoje ręce na to mowy nie ma. Jedyna chwila, w której będzie miała więcej czasu dla siebie to czas w którym zajmie się własnym dzieckiem, na krótki czas przed końcem czasu. A ponieważ jak już wspomniałem, wszystko zostało ustalone już wcześniej, tak więcej sam kult Enei, i reakcje na jej nauki, i to co ze sobą to niesie, zostały wymodelowane statystycznie w ten sposób, że po prostu misja nie mogła się nie udać. I szkoda tutaj, że autor nie pozwolił nam na obejrzenie tego jaka była rzeczywista skala działania nowego kultu, jak wyglądała kontrofensywa sił Paxu, oraz jak się potoczyła wielka wojna domowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale zawsze mamy otwarte zakończenie, prawda? Pozostała dość duża furtka dla autora, żeby powrócić jeszcze raz do wykreowanego wcześniej świata, i stworzyć nawet kolejną dylogię, w której zajmuje się wyjaśnianiem tego co nie zostało wyjaśnione (właśnie reakcja na posłannictwo Enei, ukierunkowania ewolucyjne, a wreszcie na takie rzeczy jak pochodzenie i cel naszej wspaniałej deus ex machiny jaką był Chyżwar, czy wreszcie tego co i gdzie się działa na poziomie Centrum- możliwości autor ma bardzo wiele). Chociaż nie spodziewam się, przynajmniej w najbliższym czasie takiej bezpośredniej kontynuacji- w sytuacji kiedy nakreślony mamy już plan rozwoju społeczności międzynarodowej w zasadzie na kolejne tysiąclecia, oraz jaki model będzie obowiązywał, jedyne co można dodać, to tylko kolejne problemy na drodze do realizacji. Chyba, że pojawi się Kolejna Wielka Narracja, i jeszcze jedna zmiana paradygmatu, o której moglibyśmy poczytać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I wreszcie sam plan rozwojowy. O ileż subtelniejszy, o ileż ładniej wyglądający na obrazku, o ileż budzący mniej sprzeciwu, niż taka chociażby asimovowska Galaxia. Z jednej strony autor sugeruje wolną amerykankę, która ma pozwolić na o wiele szybsze, i o wiele bardziej skuteczne zasiedlanie kolejnych części kosmosu, które nie byłoby możliwe przy dotychczasowej technice, i dotychczasowych nanotechnologicznych lękach, i czynnikach zapewniających społeczności przymusową stagnację. Natomiast z drugiej strony autor podaje dość mocny sposób na to, żeby zapewnić takim kolonizatorom nie możność dewiacji rozmaitych, a nawet jeśli się takowe pojawią, na ich niemalże natychmiastowe wykrycie. Czyż taki niemalże nieograniczony rozwój empatii, pozwalający na niemalże nieograniczony kontakt z innymi nie brzmi wspaniale? Ale jak wszystkie takie etapy, tak i ten na takim poziomie prezentacji teoretycznej pozostanie niefalsyfikowalny. A czy osiągalny? Tego wiedzieć nie będziemy, chyba, że rzeczywiście dostaniemy do ręki kontynuacje.  &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Całość, mimo dużych rozmiarów, a przez co niskiej mobilności, czyta się bardzo przyjemnie, nawet jeśli rzeczywiście są spore fragmenty, w których nie dzieje się nic, ani na płaszczyźnie dalszego ciągu fabuły, ani na poziomie relacji inter i intrapersonalnych. Z pewnością o wiele lepiej niż samego „Endymiona”, jednak dalej wyżej oceniam pierwotną dylogię- chociaż może bardziej jest tak, że najlepszy pozostanie dekmaroński „Hyperion”, natomiast „Upadek” trzyma wysoki poziom siłą rozpędu, oraz dalej pomysłami na realizacje głównych wątków. Dlatego też będę gorąco polecał oryginalną dylogię, zaś drugą z zastrzeżeniem „jeśli bardzo się spodobało, też jest niezła, chociaż już bez takiej przebojowości jak wcześniej”. Z Danem Simmonsem oczywiście się nie rozstajemy, już czeka na mnie za jakiś czas „Ilion”, i może wtedy będę mógł szerzej się wypowiedzieć na temat tego na pewno nieprzeciętnego pisarza. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-4924600895255599321?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/4924600895255599321/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/03/no99-dan-simmons-triumf-endymiona.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/4924600895255599321'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/4924600895255599321'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/03/no99-dan-simmons-triumf-endymiona.html' title='no.99- Dan Simmons- Triumf Endymiona'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-9149607657437399483</id><published>2010-03-14T12:03:00.001+01:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.351+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lem Stanisław'/><title type='text'>no.98- Stanisław Lem- Pokój na Ziemi</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Właściwie najlepiej byłoby potraktować „Pokój na Ziemi” jako integralną część „Dzienników Gwiazdowych”, chociaż formalnie jest odrębną powieścią, i nawet nie trzeba kompletnie znać niczego z poprzednich utworów tego cyklu, żeby od razu zorientować się w przedstawionych w utworach założeniach świata.  Natomiast mimo samej budowy utwory- przede wszystkim podwójnie prowadzonej narracji, aż do podwójnego punktu kulminacyjnego, oraz dość mocnych założeń wyjściowych- skoro mamy powieść naukowo-fantastyczną, to niech warunki wyjściowe będą dokładnie takie- nasz główny bohater, nieustraszony i wspaniały Ijon Tichy zostaje poddany niezmiernie ciekawej, i implikującej przeróżne skutki operacji przecięcia spoidła wielkiego- sama struktura opowieści, mnogość odniesień i dygresji na tematy przeróżne, chociaż dla tych którzy przeczytali już kilka innych książek tego samego autora nie będą żadną niespodzianką, chociaż jak zawsze w takim przypadku modelowanie tej jakby nie było bliższej przyszłości niesie za sobą ogromne zagrożenia, i naprawdę najciężej jest przewidzieć, czy w te dwadzieścia pięć lat po chwili napisania (ile rzeczywiście minęło od pierwszego wydania „Pokoju na Ziemi”) ktokolwiek jeszcze sięgnie po powieść, z innych powodów niż chęć sprawdzenia jaka była w danym momencie świadomość historyczna, czy też dziejowa autorów z poszczególnej epoki. Traktując powieść jako byt odrębny wcale nie powiedziałbym, że jest to najlepsza książka jaką autor napisał, natomiast wraz z resztą „Dzienników Gwiazdowych”, a przede wszystkim „Kongresem Futurologicznym” stanowi naprawdę mocną całość, którą bym zdecydowanie rekomendował do przeczytania.&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt; Pozostaje mi jeszcze z tego samego cyklu przeczytanie „Wizji Lokalnej”, ale to już nastąpi całkiem wkrótce. I chyba mogę już powiedzieć, że jest więcej książek Lema (a już na pewno jeśli chodzi o te utwory stricte fabularne, pomijając te wszystkie pojedyncze opowiadania, od których z pewnością roi się we wszystkich starszych antologiach) które mam za sobą, niż przed sobą. Nie wiem czy to dobrze, czy to źle. Również jest możliwe, że najciekawsze rzeczy już przeczytałem, ewentualnie, że z tego całego materiału który już mam jestem w stanie ekstrapolować to czego mogę się spodziewać z tych pozostałych książkach- i szczerze mówiąc, treść samego „Pokoju na Ziemi” nie była żadną niespodzianką. Chociaż z drugiej strony takiego „Fiaska”, mimo, że można je potraktować jako w pewnym sensie syntezę wszystkich poprzednich rozwiązań fabularnych i światotwórczych Lema z pewnością nie mógłbym przewidzieć. Ale cóż, skoro w przeciągu ostatniego roku tyle tego przeczytałem, miało to na mnie ogromny wpływ, który z pewnością oszacować będę mógł, kiedy skończy się za kilka miesięcy kupowanie nowych wydań kolekcji. Wtedy zostanie już tylko uzupełnianie braków. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-9149607657437399483?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/9149607657437399483/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/03/no98-stanisaw-lem-pokoj-na-ziemi.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/9149607657437399483'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/9149607657437399483'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/03/no98-stanisaw-lem-pokoj-na-ziemi.html' title='no.98- Stanisław Lem- Pokój na Ziemi'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-293815997235906830</id><published>2010-03-08T18:51:00.000+01:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.354+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dukaj Jacek'/><title type='text'>no.97- Jacek Dukaj- Xavras Wyżryn i inne fikcje narodowe</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Zbiór zawierający trzy krótkie opowiadania powstałe na początku upływającej właśnie dekady, oraz wznowienie jednej dłuższej nowelki, która zawarta była w niedostępnym już książkowym debiucie autora sprzed kilkunastu laty (przy czym druga nowelka zamieszczona w opublikowanym przez wydawnictwo Supernowa „Zanim Noc” wciąż nie doczekała się żadnego wznowienia przez obecnego wydawcę Dukaja- WL. Być może stan ten zmieni zapowiadany już od kilku lat nowy tom opowiadań „Król Bólu”, ale wciąż nie ma żadnych potwierdzeń na temat okoliczności jego wydania.) O ile tomik „W Kraju Niewiernych” zawierał wybór tych opowiadań umiarkowanie zróżnicowanych stylistycznie krążących wokoło tematu wiary i metafizyki w ponowoczesnym świecie, o tyle tutaj przyglądamy się naszemu nowemu wspaniałemu światu przełomu tysiącleci z naciskiem na politykę i historiozofię. Tak, na rzeczy które powrócą w „Lodzie”, który coraz bardziej jawi się jako podsumowanie dotychczasowej fazy pisarstwa autora, jako podomykanie określonych wątków, i wyczyszczenie wszelkich archiwów. Stąd też pozostaje otwartym pytanie jak będzie wyglądała dalsza droga. Po „Wrońca” wciąż jeszcze nie sięgnąłem, ale chwila to coraz bardziej się zbliża. Zresztą WL na tyle się popisał z wydaniami tych książek (może pomijając okładki- wprawdzie symbole zaprezentowane na okładkach regularnych powieści wyglądają bardzo zgrabnie, o tyle grafiki zaprezentowane zarówno tutaj jak i na „Extensie” to istne koszmarki- zresztą z chwilą kiedy piszę te słowa już od jakiegoś czasu można zaopatrzyć się we wznowienia obu tych pozycji w twardej oprawie, i „lodowej” gramaturze, przez co problem ten znika), że postawić sobie na półce całą dotychczasową twórczość Dukaja brzmi całkiem zacnie. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt; Patriotyzm, nacjonalizm, ksenofobia, kształtowanie przyszłości, fatalizm, kształtowanie przeszłości- chociaż de facto o takim aspekcie się w żadnym z zebranych tutaj utworów nie wspomina, jednak nie mogę się pozbyć takiego postępowania po lekturze całości, fatalizm, prawdopodobieństwo, technika prowadzenia wojny, technika prowadzenia mediów, technika zarządzania państwem (znajdźcie dziesięć różnic pomiędzy tymi trzema wyrażeniami), wreszcie dowodzenie i udowadnianie fałszywości stereotypów. Chyba najlepszy fragment ze wszystkich tutaj zamieszczonych zawarty w „Przyjacielu Prawdy”. Niezależnie od tego czy mówimy tutaj o antysemityźmie, czy o czymkolwiek innym- na poparcie poglądów które nie mają wiele wspólnego ze światem w którym żyjemy można zebrać praktycznie nieograniczoną liczbę dowodów, która samym swoim rozmiarem uniemożliwi działania falsyfikacjonistyczne. Niestety. I może ze względu na właśnie to opowiadanie, i zawarte tam schematy myślenia- niby rzecz krótka, ale treściwa- oceniam całość wyżej niż „W Kraju Niewiernych” (tam jednak nie było aż tak mocnych dialogów), wyżej niż „Extensę”, „Córkę Łupieżcy”, a nawet „Czarne Oceany”. Chyba, że okaże się, że takie opowiadanie nie będzie poparte podobnymi utworami ze strony autora w przyszłości, ale nic przecież niewiadome. Pewne konwencje się wyczerpują, a to przecież nie one mają być najważniejszą treścią literatury. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-293815997235906830?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/293815997235906830/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/03/no97-jacek-dukaj-xavras-wyzryn-i-inne.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/293815997235906830'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/293815997235906830'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/03/no97-jacek-dukaj-xavras-wyzryn-i-inne.html' title='no.97- Jacek Dukaj- Xavras Wyżryn i inne fikcje narodowe'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-7849171223081254520</id><published>2010-03-06T14:37:00.002+01:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.357+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Clarke Arthur C.'/><title type='text'>no.96- Arthur C. Clarke- Gwiazda</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Arthura Clarke’a znaliśmy dotychczas przede wszystkim jako autora cyklu powieści „Odyseja Kosmiczna”, oraz jako twórca większej liczby utworów naukowo-fantastycznych, a także jako znanego popularyzatora nauki. Postać doprawdy zacna, choć niestety już od dwóch lat nieżyjąca (zresztą za dokładnie dwanaście dni będzie druga rocznica). Wydany ponad dwadzieścia lat temu tomik „Gwiazda” zawiera w sobie kilkanaście opowiadań, będących dość dowolnym zbiorem z jego amerykańskich antologii prezentujących próby jego dorobku od powstałego od połowy lat czterdziestych aż do początku lat sześćdziesiątych- krótko mówiąc sam kwiat owych złotych lat literatury naukowo-fantastycznej, czasów kiedy ludzie nauki i literaci zaczynali pisać, żeby uświadomić ludziom to co oznaczają osiągnięcia ówczesnej, i co mogą się przerodzić. Wielu wspólnych mianowników dla zebranych tutaj utworów nie znajduje, ale ponieważ cała antologia trzyma dość wysoki poziom, wierzę, że rzeczywiście redaktorzy zebrali te utwory które uważali za najwartościowsze. Sam dotychczas nie miałem kontaktu wcześniej z prozą autora, pomijając wspomnianą już „Odyseję Kosmiczną 2001”. Który to utwór też był jednym z powodów dla którego zdecydowałem się sięgnąć po niniejszy zbiorek (co wcale nie było zadaniem trudnym, ani kosztownym, czego niestety nie można powiedzieć o innych książkach wydanych przed dwudziestu laty w raczej niewielkich nakładów, które nawet jeśli pojawiają w drugim obiegu to osiągają niezbyt ciekawe ceny… Ale przyjdzie kolej na poszczególne utwory zarówno Borgesa, jak i Italo Calvino i Salmana Rushdiego)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zresztą ciekawa jest sama historia powstawania „Odysei Kosmicznej”. Otóż wcale nie jest tak, że słynny film wyreżyserowany przez Stanleya Kurbricka, który mieszkańcy Łodzi mogli całkiem niedawno oglądać na plenerowym pokazie z ogromnym ekranem projektora, i orkiestrą filharmonii odgrywającą muzykę z filmu, powstał na podstawie powieści pod tym samym tytułem. Pierwowzorem filmu jest bowiem, zamieszczone jako ostatnie w omawianej tutaj antologii, opowiadanie „Posterunek”. To właśnie na podstawie „Posterunku” powstał film ze wspólnym scenariuszem Kurbricka i Clarke’a, i dopiero wtedy pisarz zdecydował się na stworzenie powieści zawierającej wszystkie wspomniane wątki. Warto więc wrócić do początku, zwłaszcza, że nie wiem czy na naszym rynku to opowiadanie jest dostępne w jakiejkolwiek innej formie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugą rzeczą była niezwykle ciepła i entuzjastyczna recenzja, która znalazła się w „Fantastyce i Futurologii” (tak, pamiętamy wszyscy, że wyłuskanie utworów cieszących się prawdziwą estymą ze strony Lema wcale nie było rzeczą prostą, nawet w tak obszernym eseju) dotycząca dwóch opowiadań- tytułowej „Gwiazdy” jak i „Dziewięciu Miliardów Imion Boga”. To pierwsze, otwierające całą książkę, rzeczywiście robi wielkie wrażenie, chociaż rzeczywiście dotyczy rzadziej poruszanych przez Clarke’a tematów, ale na pewno jest jednym z najmocniejszych punktów całej antologii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zresztą najbardziej podobały mi się te utwory w których autor za mocno nie wykracza poza swój czas i przestrzeń. Wbrew pozorom to właśnie te opowiadania, w których przenosimy się najdalej do przyszłości zestarzały się najbardziej, i najmocniej noszą znamiona lęków i nadziei epoki która je wydała. Najlepiej się czyta rzeczy w rodzaju „Przeoczenia” gdzie kanwą opowieści jest zwyczajny dzień w zwyczajnej fabryce zwyczajnej przemysłowej placówki, gdzie wydarzyć się mogą rzeczy które dosłownie odwracają wszystko to w co zwyczajny człowiek mógł dotychczas wierzyć. Podobają mi się też te utwory humorystyczne dotyczące oczywiście pierwszego kontaktu- klimat niczym z analogicznych opowiadań Kira Bułyczowa, a i subtelność i lekkość stylu dorównująca radzieckiemu autorowi. Za to większy zgrzyt pojawia się tam gdzie temat kontaktu podany jest o wiele bardziej serio. Utrzymany w konwencji horroru „Ognie od Wewnątrz” ani specjalnie nie straszy, ani w żaden sposób nie zaskakuje, a i „Wyprawa Ratunkowa” jawi się tak jakoś nijako.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale za to najbardziej podobało mi się zupełnie inne opowiadanie, a mianowicie „Ściana Ciemności”. Rzecz która kompletnie nie ma nic wspólnego z resztą zbiorku, a jednak robiąca mocne wrażenie, stając się modelowym przykładem literatury naukowo-fantastycznej, która poza prezentacją swojej tezy przewodniej udanie, i bez żadnych problemów tworzy realny świat, i realny pokaz zwykłego, codziennego życia. To jedno opowiadania podoba mi się nawet dużo bardziej od wszystkich utworów przeczytanych przeze mnie pióra Issaka Asimova, który nigdy nie wszedł na tak wysoki poziom literackiej fikcji. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Całość zbioru oceniam jako niezwykle udany, mimo tego, że rzeczywiście ciężko odnaleźć wspólne punkty poszczególnych utworów z nim zawartych. Ale pokazuje to, że osoba nazywana klasykiem takiej właśnie literatury, nie dostała takiego miana bez powodu. Pewnie wrócę jeszcze do twórczości Clarke’a- w końcu będzie trzeba odświeżyć sobie poszczególne części „Odysei”. Na pewno polecam antologię wszystkim którzy z sympatią patrzą na taką literaturę, a zwłaszcza kiedy nie szuka się w fikcji opisów kolejnych oper mydlanej, a także w sytuacji, kiedy można na chwilę odpocząć od toczącej się- jak u Herberta- wielkiej historii. Bo nie tylko w niej tkwi sens i sedno literatury.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-7849171223081254520?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/7849171223081254520/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/03/no96-artur-c-clarke-gwiazda.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/7849171223081254520'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/7849171223081254520'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/03/no96-artur-c-clarke-gwiazda.html' title='no.96- Arthur C. Clarke- Gwiazda'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-5734726326717355344</id><published>2010-03-04T20:03:00.001+01:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.360+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Herbert Frank'/><title type='text'>no.95- Frank Herbert- Mesjasz Diuny</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Zastanawiam się, czy można odbierać poszczególne powieści cyklu jako odrębne byty, i zapoznawać się z nimi bez bardziej ogólnej perspektywy, jaką daje poznanie tych sześciu części które autor za życia zdążył ukończyć (Co do prób kontynuacji czynionych przez następców Herberta, wole się na ten temat nie wypowiadać, chociaż zaintrygowało mnie, że planowane jest wydanie niewykorzystanych w regularnych tomach rozdziałów, na równi z nowymi fabułami stworzonymi przez Briana Herberta i Kevina J. Andersona- takie wydawnictwo nawet byłbym skłonny sobie sprawić, chociaż sfera edytorska tych najnowszych wydań wcale nie napawa mnie entuzjazmem…) O ile w przypadku samej „Diuny” zapewne można się zaznajomić bez sięgania po dalsze tomy (w sytuacji bardziej radykalnej, nawet nie sięgnąć po samą książkę, chociaż mam nadzieję, że zarówno David Lynch jak i John Harrison zachęcili swoich fanów po sięgnięcie do podstawy ich obrazów), natomiast w sytuacji „Mesjasza Diuny”?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Książka zupełnie wyrwana ze swojego kontekstu, nie będąca poprzedzona „Diuną”, ani bez poparcia swoich tez w następujących „Dzieciach Diuny” nie sądzę, żeby przyniosła wiele satysfakcji takiemu czytającemu. Zresztą nawet przy „normalnym” czytaniu widać wyraźnie, że była to ta przejściowa część, mająca wyraźnie rozdzielić od siebie ten świat który już był, ten który mógł urzeczywistnić Muad’Dib gdyby tylko się na to odważył, mając przecież do tego wszelkie środki, oraz mający za sobą już całe lata rządzenia konglomeratem polityczno-ekonomiczno-religijnym, od świata który dopiero nadejdzie, świata który nawet wiele wieków później będzie wyklinany jako czasy Tyrana. Także ze względu na same rozmiary książki, w którą jednak nie wpakowano tego wszystkiego co najbardziej lubię w tym cyklu- długich, rozbudowanych dialogów opartych na konfrontacji pomiędzy silnymi, wykreowanymi osobowościami. Tutaj może jest tego niewiele, bardziej przeważa refleksja samego Paula który zdaje sobie sprawę, że przez całe swoje panowanie jedyne co zrobił, to zapobiegł gorszym rezultatom, które on jako jedyny widział w swojej wizji. Wprawdzie poprowadził swój dżihad na całe tereny dawnego cesarstwa, zorganizował praktycznie od zera niezwykle żarliwy kult religijny, przy czym zabił więcej ludzi niż jakikolwiek władca w dziejach przed nim. Ale cóż mogłoby się stać, gdyby nie zrobił tego co zrobił?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W takim wydaniu Paul Atryda jako władca jawi nam się jako osobnik o rzeczywistej wizji, posiadający ogromną charyzmę, będący prawdziwym mesjaszem jakiego jego poddani i poplecznicy oczekiwali, ale w zamian za to staje się jedynie punktem w którym nadmiar wody musi się przelać- niczym mniej, ani niczym więcej. Od samego początku, aż po wyczekiwany koniec balansuje na ostrzu noża, pomiędzy wszystkimi zewnętrznymi i wewnętrznymi grupami nacisku, które zainteresowane są jedynie zachowaniem dawnego status quo, a tak naprawdę nieistotne jest kto będzie sprawował rzeczywisty urząd- byleby tylko zapewniał polityczną stabilność, byleby tylko nie przeszkadzał w handlu przyprawowym, byleby tylko nie próbował podejmować coraz to większych działań przeciwko zakonowi Bene Gesserit w sprawowaniu rządu dusz nad całymi masami. Sam staje się takim więźniem konieczności, że kiedy w finale dzieje się to co przewidywał dziesiątki tysięcy razy wcześniej, że nie pozwala sobie na chwilę wahania, ani na nic innego.  Tak przygotował się na to co musiało dla niego nadejść, że zabezpieczył się przed możliwością chwili pełnej emocji. Ale to właśnie ten człowiek zmienił oblicze wszystkiego, stając się zarzewiem wszystkich przyszłych konfliktów, a przecież nikt w przyszłości nie będzie pytał o takie bzdurne rzeczy jak motywacje, czy własne komentarze na temat popełnionych czynów. Jeżeli oczywiście ktokolwiek będzie pamiętał o rządach Paula Atrydy, skoro następna epoka obfitowała w wydarzenia dla każdej zainteresowanej strony…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Poza samym władcą, możemy też przestudiować jego upadek, ale tylko w sytuacji kiedy nie będziemy ograniczeni do samej obserwacji tych jego ostatnich tygodni na tronie. Na pytanie kiedy władca upada można odpowiedzieć następująco- kiedy staje się zbyt pewny w korzystaniu ze swoich specyficznych umiejętności, kiedy sądzi, że kontroluje sytuacje w sposób całkowicie pewny, i że nic nie jest w stanie go zaskoczyć. Przy czym taka wykładania będzie kompletnie nietrafna biorąc pod uwagę postać mającą genetyczne predyspozycje do Widzenia, silnie wzmocnione psychoaktywną przyprawą. Wiedząc o tym wszystkim najlepsza odpowiedź jaką możemy dać, to taka, że władca upada dlatego, że tylko jego upadek i wywołana nim zmiana w obowiązującym układzie sił będzie najbezpieczniejszym środkiem, i pociągnie ze sobą jak najmniej ofiar. Co w perspektywie jednego życia na pewno może liczyć się najbardziej, ale jego następca jak zobaczymy później będzie kierował się już zupełnie innymi miarami czasu i przestrzeni. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;No to za jakiś czas trzeba będzie wziąć się za tom trzeci, z którego najmniej już pamiętam. I potem już cyklicznie- od początku do końca, od końca do początku, bez żadnych przeszkód… &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-5734726326717355344?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/5734726326717355344/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/03/no95-frank-herbert-mesjasz-diuny.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/5734726326717355344'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/5734726326717355344'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/03/no95-frank-herbert-mesjasz-diuny.html' title='no.95- Frank Herbert- Mesjasz Diuny'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-8974314579548621074</id><published>2010-02-28T18:33:00.002+01:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.363+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moers Walter'/><title type='text'>no.94- Walter Moers- Kot Alchemika</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;No to mamy pierwszą w tym roku w naszym zestawieniu nowość. Pytanie czy było to nieoczekiwane jest raczej niepotrzebne, chociaż kiedy tylko w samej końcówce ubiegłego roku dowiedziałem się, że wydawnictwo dolnośląskie szykuje na przełom stycznia i lutego wydanie kolejnej baśniowej powieści Waltera Moersa równie dobrze wiedziałem, że bardzo szybko ta książka trafi do mnie. No i po spędzeniu z książką niedzielnego przedpołudnia mogę z całkowitą pewnością powiedzieć, że wrażenie robi dokładnie to samo co stanowiło o wartości (w mniejszym stopniu) „Miasta Śniących Książek” jak i (w większym) „Rumo i Cuda w Ciemnościach”. Tak samo jak może razić wszystko to co raziło w książkach poprzednich. Żadnej rewolucji, ani nawet dostrzegalnych zmian w stosunku do poprzednio czytanych powieści nie doświadczyłem. Po tych trzech lekturach (będąc wciąż przed tak zachwalanymi „13 ½ życiami kapitana niebieskiego misia”, na które jednak w najbliższym czasie się nie zanosi) moim faworytem pozostaje „Rumo”- ze względu na wszechstronną konstrukcję głównych bohaterów, i dużo bardziej skomplikowaną, wielowątkową fabułę niż mogliśmy to doświadczyć w opowieści o alchemiku i jego krocim pomocniku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zresztą nawiązania do „Rumo” narzucają się ewidentnie. W obu książkach mamy podobną sytuację wyjściową- mały, nie znający wcale życia poza swoim najbliższym, i bezpiecznym otoczeniem mówiący, i szczególnie uzdolniony zwierzak-człowiek- tam wojowniczy pies, tutaj obdarzony fenomenalną pamięcią oraz zdolnościami lingwistycznymi kot trafia w sytuację która kosztować go będzie utratę życia jeśli tylko w najbliższym czasie czegoś nie wymyśli. I w ten sposób może się zacząć budowanie naszego baśniowego bildungsroman.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sam pomysł na fabułę, według obszernego posłowia autorstwa tłumaczki (w większości składającego się z tłumaczeń wobec trudności z ogarnięciem odautorskiego słowotwórstwa, i bez którego niemieckojęzyczne zbitki w wielu przypadkach wydadzą się przetłumaczalne) wywodzi się z parafrazy klasycznej, dziewiętnastowiecznej niemieckiej opowieści o diabelskim pakcie zawartym między czarnoksiężnikiem, a wygłodniałym kotem. Pakt dotyczyć ma zwierzęcego tłuszczu, którego zwierzak w obecnej chwili oczywiście nie posiada, ale po zawarciu paktu ma zostać przez swojego nowego właściciela utuczony, tak, żeby po upływie pewnego czasu mógł odebrać swoją nagrodę- właśnie koci tłuszcz. I taki jest też punkt wyjściowy naszej opowieści. Rzecz jasna, oryginalnej opowieści nie znam, stąd nie jestem w stanie powiedzieć na ile została przez Moersa przerobiona i zaadaptowana do wymyślonego świata wspaniałej, ponowoczesnej baśni. Co najwyżej obserwując prawidłowości odnoszące się do budowania i przeprowadzania poszczególnych wątków, mogę stwierdzić, że mamy tutaj zdecydowanie sporo „Moersa w Moersa”. Na dobre i na złe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To co z pewnością urzekło mnie, i w poprzednich powieściach, i w tym przypadku to następujące rzeczy: świat przedstawiony, postaci i przepiękne przekształcenia świata rzeczywistego. Świat, czyli nasza baśniowa Camonia („w żadnym wypadku nie jest to Kamonia!”) bardzo ładnie, i stanowczo radzi sobie z tym problemem, który może być nie do przeskoczenia dla współczesnej literatury starającej się o status baśni, (nie chcę tutaj posługiwać się terminem „literatura dziecięca”, chociaż byłbym wielce rad gdyby powieści pana Moersa rzeczywiście trafiały do młodszych czytelników, mając do tego wszelkie podstawy, łącznie z tymi, które mnie irytują- oczywiście będzie to format wydania, jak i odautorskie rysunki- chociaż w tej książce jest ich zdecydowanie mniej, i nie są już tak bardzo natarczywie oczywiste. Nie ma już wizerunków całej przejawiającej się przez karty powieści galerii postaci, co zdecydowanie ułatwia czytanie.) a mianowicie pogodzeniem tradycyjnie baśniowej galerii magicznych postaci, stworzeń, dziejących się nieoczekiwanie cudów, jak i wymaganego przez konwencje samoregulującego się homeostatu, z wyraźnie współczesnym językiem, sposobem myślenia, i normami kulturowo-społecznymi w które wtłaczani są nasi bohaterowie. Tylko w takim świecie przerażająca czarownica-przeraźnica okazuje się zapalonym ekologiem, wegetarianką i ze względu na doświadczenia życiowe feministką (oj, nie spodoba się taka konstrukcja postaci bojownikom poprawności politycznej), a budzący w całym mieście przerażający respekt alchemik, łowca czarownic- przeraźnik będzie całymi wieczorami w skupieniu poprawiał na tablicy wzory równań chemicznych, i psioczył na wszystkich amatorów, którzy nie doceniają właściwego, naukowego sposobu jego pracy. Wprawdzie żadne z nich nie współpracuje z camońskim odpowiednikiem wielkiego zderzacza hadronów, ale coś przecież w kolejnych powieściach autora będzie musiało się znaleźć… Pod względem postaci moim zdecydowanym bohaterem jest Fiodor F. Fiodor, który po prostu zmusza czytelnika od odczytywania wypowiadanych kwestii na głos, co daje cudowny efekt. Ponadto polecam do przeczytania książkę, każdemu kogo zaintryguje kreacja Dumających Jaj. Doprawdy intrygujące…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natomiast co do wad, do tego wszystkiego co jednak nie pozwala mi się w pełni zachwycić nad taką kreacją świata: Po bardzo sprawnym, i uroczym zawiązaniu akcji, mam wrażenie że kolejne wątki są wprowadzane całkowicie losowo, i niektóre wydarzenia dzieją się tylko dlatego, żeby zamknąć wątek dotyczący danej postaci, albo wyjaśnić (niemalże na siłę) czemu służyło coś wcześniej. Co gorsze- postać bierna, nie angażująca się w wydarzenia dziejące się wokół niej, może być niezwykle interesująca, ale nie w takim przypadku, jak u głównego bohatera. Nasz gadający kot, Echo, to jest niemalże sevresowski wzorzec reaktywności. Niczego nie robi sam z siebie, a jeśli już na coś się decyduje, to niemrawo, i z żadnym skutkiem. Przepięknie opisany przykład wyuczonej bezradności. Cały jego ratunek z beznadziejnej sytuacji odbywa się na zasadzie deux ex machina, i to jeszcze na zasadzie stopniowania. Bez większych logicznych przesłanek pojawiają się kolejne postaci, stworzenia, czy też nawet zjawiska atmosferyczne, które jednakże nie są w stanie osiągnąć swego celu, a jedynie opóźniają na krótką chwilę agonię. W ten sposób czytając końcówkę książki można tylko niecierpliwie wyczekiwać oczywistego zakończenia, które zostanie wprowadzone w bardziej lub mniej pozalogiczny sposób. Samo tłumaczenie konwencją wcale nie jest usprawiedliwieniem. Nie po to przez cały utwór buduje się logiczne konstrukcje, żeby na samym końcu z nich zrezygnować. Nawet magia, i jej pochodne powinny mieć swoje zasady, prawa w jakich działają. Inaczej całe przesłanie robi się mętne, i niczego tak naprawdę nie wyjaśniające.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i wreszcie sam Echo. Taki jaki był na początku- impulsywny, nie myślący o przyszłości, nigdy nie zastanawiający się nad tym co ze sobą zrobić, pomimo wszelkich wypadków, pomimo zastosowanych dość szerokich środków dla ratowania własnej skóry (czy może raczej własnego tłuszczu) pozostaje taki sam jak na początku. Nic się nie zmienia, nic się nie dzieje. Jakim małym, tchórzliwym kotem był na początku, takiego też żegnamy wraz z końcem utworu. Jednak w porównaniu z przechodzącym olbrzymią przemianę Rumo, czy nawet z rozwijającym swoją wiedzę Hildegunstem mamy tutaj do czynienia ze sporym regresem… &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Jakoś tak wychodzi zawsze, że o wadach czy niedociągnięciach danego utworu pisze się tutaj więcej niż o zaletach. Ale skoro zgadzamy się na takie wielkie oszustwo, jakim jest każda literatura, łącznie z wyżynami realizmu i naturalizmu, musimy zgodzić się i przyjąć wszystko co dana konwencja za sobą pociąga. Skoro świadomie sięgamy po pewne utwory, wiedząc, że będą tam określone wartości których szukamy, można dużej zastanowić się nad czym czego brakuje, oraz nad tym jakie powinny być te wartości, których będzie w następnej kolejności poszukiwać. Do prozy Moersa zawsze chętnie wrócę, tak jak chętnie rozejrzę się za każdym innym autorem który zaprezentuje takie właśnie spojrzenie na baśń. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-8974314579548621074?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/8974314579548621074/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/02/no94-walter-moers-kot-alchemika.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/8974314579548621074'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/8974314579548621074'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/02/no94-walter-moers-kot-alchemika.html' title='no.94- Walter Moers- Kot Alchemika'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-993206695622979375</id><published>2010-02-27T17:45:00.001+01:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.366+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kapuściński Ryszard'/><title type='text'>no.93- Ryszard Kapuściński- Lapidaria I-III</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Dla celów niniejszego tekstu pozwolę sobie potraktować daną antologię jako tekst jednolity, chociaż doskonale zdaje sobie sprawę, że zapiski wypełniające poszczególne części „Lapidariów” powstawały na przełomie kilkunastu lat, a dotyczyły całego spektrum zjawisk, miejsc, ludzi, problemów, wydarzeń- właściwie wszystkiego tego co dotyczyło Ryszarda Kapuścińskiego jako podróżnika, dziennikarza, reportera ale także pisarza, poetę, czy wreszcie osobę, która mając bogate doświadczenia z przebywania w tak wielu miejscach, rozmowy z tak wieloma ludźmi, mogła powiedzieć, że po tylu- w zasadzie latach- spędzonych w tych miejscach, które nazywane są kulturowym trzecim światem, zna je tak dobrze, że nie wie o nich konkretnie nic. Właściwie nie ma żadnego klucza który można by zastosować do odbioru, czy wewnętrznego podziału książki, co najwyżej można zaobserwować stopniową ewolucję tematu. To tak jakbyśmy zaczynali podróż od słania pojedynczych kartek z podróży, które zebrane w jednym miejscu ukażą nam wielobarwną pocztówkę odwiedzonych miejsc, poznanych ludzi, przeżytych doświadczeń. Natomiast w raz z kolejnymi podróżami, miejsce pojedynczych kartek zajmują raczej zbiory listów pisanych pod określony punkt widzenia, który nie zatrzymuje się na różnicach geograficznych, czy też świecie nowoczesnym. Skoro świat współczesny staje się coraz bardziej postgeograficzny oraz postmodernistyczny, literatura faktu powinna za nim nadążyć. Tylko, że literatura faktu sama staje się coraz bardziej postgeograficzna i postmodernistyczna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedną z rzeczy która najbardziej mnie uderzyła, były opisy rozróżnienia pomiędzy dwoma antagonistycznymi obszarami- między wschodem, a zachodem, dokonywane jeszcze w latach osiemdziesiątych, kiedy jeszcze mało kto się spodziewał, że już wkrótce linie frontu zaczną przebiegać zupełnie innymi ścieżkami, i dotyczyć zupełnie innych wartości, o których zimnowojenny imperatyw wcale nie chciał przyjmować do wiadomości. Różnica jaka już wtedy była o wiele bardziej niż zauważalna miała polegać na istnym zderzeniu niemalże monolitycznego kulturowo bloku wschodniego, a coraz bardziej wieloetnicznego, i wielorasowego zachodu. To wszystko co działo się tam dwadzieścia lat temu, a co powoli, ale przecież systematycznie przenika do nas (bo przecież „kraj który nie wpuszcza do siebie obywateli trzeciego świata, sam staje się trzecim światem). Natomiast całe napięcie, cała zimnowojenna potrzeba przesunęła się na front, który przecież przebiegał od dawien dawna, wyczekując kolejnych potyczek pod Poitiers. Pozwolę sobie tutaj na zadanie dwóch pytań w takim razie:&lt;br /&gt;- Jeśli obecną osią konfliktową naszego wspaniałego ponowoczesnego świata ma być konflikt pomiędzy cywilizacjami zachodu, rozumianymi dalej jako amerykański model społeczeństwa, a cywilizacjami wschodu, które tym razem będą modelami tradycyjnie islamskimi, to jakie jeszcze głęboko skrywane konflikty wyjdą na wierzch, kiedy właśnie ta konfrontacja zniknie z pierwszych stron gazet wszystkich zainteresowanych stron (nawet jeśli mówienie o „stronicach gazet” już wkrótce stanie się li tylko staromodną przenośnią), to co się na nich pojawi? Czy rzeczywiście omawiany na stronicach książki najwięcej, właśnie trzeci świat?&lt;br /&gt;- Jak bardzo mentalność mieszkańców tego dawnego bloku wschodniego każe im w dalszym ciągu uważać się za tych gorszych i ubogich, czerpiąc z takiej sytuacji wtórne korzyści, podtrzymując tym samym swój status quo, nigdy nie przyjmując możliwości których nigdy wcześniej nie mieli. Czy wolno nam odrzucać pojęcie „wschodu”, czuć się prawdziwymi kulturowymi obywatelami ameryki, a jednocześnie usprawiedliwiać całe swoje postępowanie normami, i obyczajami w których się żyje, i które się wyznaje, a które z kulturową amerykańskością nie mają żadnego związku? Czy chcemy być rzeczywiście drugą ameryką?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Druga sprawa, to przenikające przez cały tekst, przez wszystkie lata i podróże rozprawy na temat literatury. Ciężko mi jest stwierdzić na ile są to rzeczywiście głosy mówiące o zaniku roli literatury- zarówno literatury faktu, jak i literatury pięknej, oraz ich wzajemnego scalaniu, powstawaniu wielkich postmodernistycznych collage’y. Nie jest w stanie na to odpowiedzieć, skoro przecież Kapuściński- przypomnijmy: historyk z wykształcenia, i to tego prawdziwego wykształcenia, a nie rozumianego jako z deczka wyuczonego zawodu)- przywołuje wypowiedzi mówiące o zachodzeniu dokładnie tych samych zjawisk z literatury mającej ponad sto lat funkcjonowania, z czasów kiedy królował modernizm, nie dorobiwszy się jeszcze tego naszego ulubionego przedrostka (ciekawe rzecz- gdyby zrobić analizę statystyczną, biorącą pod uwagę częstotliwość pojawiania się w tych moich „bibliografiołach” poszczególnych słów, i po odrzuceniu tych wszystkich, które pełnią rolę stricte użytkową, jak wysoko to słowo by zawędrowało w ostatecznej tabeli częstości). Wnioski padają następujące- literatura piękna przestaje być literaturą piękną, skoro najwyższy nacisk kładzie się na wyciśnięciu z niej li tylko esencji, co automatycznie sprowadza ją do roli automatycznego sprawozdania zjawisk mniej lub bardziej urojonych. Natomiast reportaż, ta forma, z którą autor czuł się najbliżej związany, przestaje istnieć- ze względu na akceleracje przepływu informacji, prymatu szybkości i mocy przekazywanych danych, a także ze względu na to, że nie ma kto prawdziwych reportaży pisać. Odnoszę wrażenie, że od reportażu, i od jego modelowego autora wymaga się niemalże tyle samo co od modelowego autora realistycznej powieści dziewiętnastowiecznej. Bogactwa przeżyć, stylu, toku narracji, wiedzy o zjawiskach które wykraczają poza stricte dziennikarskie dokonania. Zresztą dlaczego przecież najbardziej pamiętamy reportaże tych autorów którzy byli najpierw literatami ożenionymi z fabułą? Miejsca Ryszarda Kapuścińskiego w tak namalowanym obrazie nie jestem wstanie wskazać. Może spróbowałbym coś takiego dokonać po staranniejszym zapoznaniu się z jego dorobkiem literackim, na który będzie musiał przyjść czas. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt; Cóż więcej… W taki sposób nie tworzy się prozy. W taki sposób nie tworzy się literatury faktu. W taki sposób tworzy się poezję, i w taki sposób może i powinna zostać odebrana. Jako poezja malująca muzyką, odległym światem, odległymi ludźmi, i problemami. Światem, ludźmi i problemami, które czają się tuż za rogiem, czając się z wielkim kijem tylko czekając aż ktoś nieroztropnie wysunie się chociaż na chwilę z własnej skorupki, i zacznie eksplorować najbliższe otoczenie. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-993206695622979375?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/993206695622979375/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/02/no93-ryszard-kapuscinski-lapidaria-i.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/993206695622979375'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/993206695622979375'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/02/no93-ryszard-kapuscinski-lapidaria-i.html' title='no.93- Ryszard Kapuściński- Lapidaria I-III'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-6694537416494394484</id><published>2010-02-21T17:58:00.000+01:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.369+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lem Stanisław'/><title type='text'>no.92- Stanisław Lem- Fiasko</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Zwłaszcza czytane niedługo po opowieściach Italo Calvino, „Fiasko” wywiera potężne wrażenie. Nawet niekoniecznie ponure, czy przygnębiające, co może być bardzo łatwo zasugerowane- ponury to był „Eden”, tamtej książki nie udało się inaczej odczytać, natomiast czy rzeczywiście „Fiasko” jest ponure? Jeżeli tylko wychodzimy z założenia, że to co się dzieje z głównym bohaterem, jego wszystkie zadania, jego „śmierć” i „rezurekcja”, wszelkie wątpliwości, to w jaki sposób usiłuje wpłynąć na nieznany świat, jakby starał się tym zrekompensować niemożność wpływu na samego siebie, to co czyni, i to jaki jest ostateczny rezultat- owszem, może wynieść z tego taką interpretację. Jednakże. Mimo tych wszystkich odwołań do świetlanych idei, do wspaniałego programu SETI, do rozwoju technologicznego, do tych wszystkich ziszczonych możliwości, jakoś tak od początku widać, że wszystkie podejmowane starania są daremne. Każdy począwszy od dyspozytorów stacji po katastrofie transportowej, przez dowództwo misji lecącej po inne światy, aż do bezpośrednich decyzji próbujących dokonań kontaktu- przecież tak naprawdę nikt nie wierzy, że uda im się cokolwiek osiągnąć. Dyspozytorzy doskonale wiedzą, że nie da się już nikogo uratować, że wszelkie nadzieje są pogrzebane. Tak samo dalej każdy doskonale wie, że kontakt z nieznanym nie będzie możliwy, niezależnie od tego co zajdzie w rzeczywistości. Ażeby dokonać kontaktu należałoby się wpierw uwolnić od własnych schematów poznawczych, od wszystkiego „swojego”, które przy wszelkich próbach skonfrontowania z tym innym straci wszelką wartość. A wręcz uniemożliwi jakikolwiek kontakt, kiedy obie strony czynią to po swojemu, zupełnie nie zważając na drugą stronę. Zadanie jest niemożliwe do zrealizowania, wszyscy o tym doskonale wiedzą. A jednak jakoś tak kolejne osoby podejmują ryzyko, podejmują starania niezależnie od tego jak wiele mogłoby to ich kosztować. Mając swoją wiarę, niezależnie od tego czy będzie to fizyka, czy też metafizyka. Każda jest równie dobra, żeby w nią wierzyć, pod warunkiem, że prowadzi do właściwych postaw, i do odpowiednich skutków. Nawet jeśli jest to wiara w rzeczy które się nie spełnią, a przynajmniej nie tu i teraz, to i tak będzie kontynuowana. I tak ci którzy wierzą, pozostaną przy tym aż do końca. I jeśli przy takiej interpretacji to ma być ponura książka, to ja już nie wiem co ma rzeczywiście jakie zabarwienie afektywne. Po prostu nie wiem. Cały świat jest niemożliwością, nasze istnienie jest kpiną z wszelkich praw, nie mamy prawa istnieć, a jednak robimy to tak szybko, że jakoś się udaje. I to jeszcze jak! &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-6694537416494394484?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/6694537416494394484/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/02/no92-stanisaw-lem-fiasko.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/6694537416494394484'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/6694537416494394484'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/02/no92-stanisaw-lem-fiasko.html' title='no.92- Stanisław Lem- Fiasko'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-6738385905940499744</id><published>2010-02-17T16:42:00.001+01:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.372+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Calvino Italo'/><title type='text'>no.91- Italo Calvino- Wszystkie Opowieści Kosmikomiczne</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Spacerując ponownie po tych wszystkich uliczkach, obserwując ten codzienny gwar, roznoszący się ze stałą prędkością niezależnie od pory dnia czy nocy, wreszcie widząc te wszystkie połacie śniegu, który zastygł z pozie niedokonanego wyboru- nie wiedząc czy zakończyć swój żywioł jako strumień czarnej cieczy spływający ulicami, aż do osiągnięcia swego przeznaczenia w odległym czasie i miejscu, czy może pozostać jako roznoszące się wszędzie błoto, które tak uporczywie zalega na skrzyżowaniu Franciszkańskiej i Północnej, kiedy dzielni pasażerowie tramwaju linii sześć, po ciężkiej podróży myślą, że najgorsze już pozostało za nimi. Zawsze też może pozostać w postaci wielkich gór śniegu, które równie dobrze mogły wyrosnąć niepostrzeżenie ostatniego wieczora, podczas tej jednej jedynej chwili, kiedy wszyscy odwrócili wzrok, żeby zająć się swoimi arcyważnymi sprawami mijających chwil. Czai się na tych wszystkich ulicach, czekając aż nadejdzie chwila odwilży. Kiedy niedokonane się dokona, i już nie pozostanie nic więcej do powiedzenia. Nie będzie już nic więcej do zrobienia. Każdy odejdzie w swoją stronę, i już się więcej nie spotkamy. A przynajmniej nie w tej formie, kiedy widzieliśmy się po raz pierwszy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy spaceruję sobie tymi wszystkimi uliczkami, jest to zarówno spacer tu i teraz, ale to przecież tylko najbardziej zewnętrzna forma, tego wszystkiego. I chyba najbardziej istotna. Nadawanie sensu rzeczom których sens dokonał się w akcie samej ich czynności, i nie ma już nic więcej. Ale tak naprawdę spaceruję sobie gdzie indziej i kiedy indziej. Przywołując sobie te wszystkie chwilę, które niosły ze sobą obietnicę. Te wszystkie chwilę, kiedy działo się to czego nie jestem w stanie w żaden sposób zrozumieć, ani myśląc nad tym wszystkim po raz dziesięciotysięczny, nadać temu wszystkiemu jeden jedyny sens. Ale nie potrafiłem tego od samego początku, a ten krótki czas jaki upłynął wcale mi w tym nie pomógł.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co mogę poradzić na to, że gdy teraz powracam na księżyc- za każdym razem inny, za każdym razem inaczej ukształtowany, za każdym razem znaczący zupełnie co innego- chwila w której popłynąłem tam po raz pierwszy, dominuje nad całym pozostałym obrazem. To była właśnie ta potęga chwili, z której nikt nie zdawał sobie sprawy w chwili kiedy słowa zostały wypowiedziane, a opowieść popłynęła swoim torem. Może rzeczywiście powinniśmy oddzielać ten nasz świat opowieści, świat słuchanych i czytanych historii, świat dźwięków, zapachów, tego wszystkiego co w pewnym momencie stało się dla nas ważne, stało się nieodłączną częścią nas, oddzielać od tego drugiego świata. Świata innych ludzi, świata zwyczajnych relacji, w którym to nic nie dzieje się przypadkowo, ale też nic nie dzieje się celowo. Świat który pochłania wszystko inne. Może to byłaby właściwa droga, może tak właśnie powinniśmy byli czynić, żeby ocalić to wszystko co miało swoją wartość, niezależną od tego jaką nadali jej inni ludzie. Ale to też jest rodzaj marnotrawstwa. Dopiero zaczynam zapoznawać się w dorobkiem pisarskim Italo Calvino, to przecież jego druga książka jaką czytam. Ale niezależnie od tego, jak bardzo doceniam jego prozę (chociaż powinienem powiedzieć quazi-prozę, czy też meta-prozę, określenia te, choć równie niedokładne jak to pierwsze mogą oddać więcej z tego co się na kartach dzieje, niż zwykła „proza”), to chyba nie stałaby się tak ważna, gdyby nie wszystko to co się działo dookoła. Te wszystkie rozmowy, które chociaż bardziej dotyczyły okładek, i wszystkich najmniej ważnych elementów, bardziej spotkań, przesyłek, i tych wszystkich mało ważnych rzeczy tak bardzo wgryzły się w samą treść, że w tej chwili już dla mnie nie ma samego Italo Calvino, bez tych okoliczności, bez tych rozmów, i spotkań. Tak samo jak zresztą nie ma wielu innych ludzi. Ale niestety wszystko przebiegało na zbyt wielu frontach, tak więc ocena gdzie jeszcze pojawiły się asocjacje, których już nie będę w stanie usunąć jeszcze wciąż jest przede mną.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale za nic nie oddałbym tego. Dlatego tak bardzo lubię otaczać się przedmiotami, być tym głupim materialistą, ponieważ wszystkie one przypominają mi o przebytych chwilach, przebytych uczuciach, których nikt już nie zabierze, niezależnie od tego co powie (ewentualnie czego nie powie). Same treści znaczą o wiele mniej, od ludzi którzy je poznali, albo ludzi którzy o nich rozprawiali. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Mała książeczka, trzysta stron, niebieska okładka. Była świadkiem krótkiej, acz niezwykłej historii, której nigdy nie zapomnę, i nie pozwolę, żeby została zanegowana. Historii która zaczęła dla mnie wiele znaczyć, i która pozwoliła mi poczuć się zupełnie inaczej. Bardzo inaczej, co nigdy nie będzie zapomniane. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-6738385905940499744?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/6738385905940499744/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/02/no91-italo-calvino-wszystkie-opowiesci.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/6738385905940499744'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/6738385905940499744'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/02/no91-italo-calvino-wszystkie-opowiesci.html' title='no.91- Italo Calvino- Wszystkie Opowieści Kosmikomiczne'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-3856502937044392015</id><published>2010-02-14T22:08:00.001+01:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.376+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Stephenson Neal'/><title type='text'>no.90- Neal Stephenson- Diamentowy Wiek</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Neal Stephenson. O autorze słyszałem bardzo wiele dobrego, głównie ze względu na obszary w których się realizował pisarsko, i to był jeden z tych autorów- tych bardziej znanych, i tych których książki można odnaleźć na księgarskich półkach, naturalnie jeśli wie się w jakich księgarniach należy szukać- do których wypadałoby sięgnąć, chcąc mieć jako takie pojęcie o bardziej współczesnej- omawiana tutaj książka ma już przecież całe piętnaście lat, co jak na literaturę która jednak angażuje się dylematy praktycznego rozwoju technologicznego może bardzo wiele zmienić w jej odbiorze. Na początek zatem poszła najbardziej znana jego powieść (chyba, bowiem znam tylko jedną osobę której to nazwisko cokolwiek mówi, więc co nie jest w żadnym wypadku próbka reprezentacyjna), a przynajmniej ta z tych bardziej dostępnych. Nie mówiąc tutaj o jego najnowszej rzeczy, „Peanatemie” która straszy z półek każdego empiku jeszcze ciekawszymi rozmiarami i cennikiem, od przysłowiowego już chyba tutaj, i obrosłego legendą wydania innego znanego autora… A zatem tym razem najpierw przedstawię tutaj wady powieści, a potem będzie czemu jednak warto po taką literaturę sięgać, chociaż po jego kolejnych książkach spodziewam się już rzeczy bezsprzecznie lepszych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A zatem wady widzę następująco. Po pierwsze sama struktura powieści. Oglądamy tutaj kilka prowadzonych równolegle, zaledwie w kilku momentach (i to niekoniecznie tych najważniejszych) przecinających się opowieści toczonych z punktu widzenia konkretnych osób. I przepraszam bardzo, ale niekoniecznie mi się podoba, kiedy w dość obszernej powieści, zbliżającej się do pięciuset stronic, naprawdę bogatej narracyjnie, z zastosowaniem kilku poziomów prowadzenia całej opowieści mamy do czynienia z krótkimi rozdzialikami, kończącymi się gwałtownie w chwili kiedy czytelnik zdołał już zasmakować się w opowiadanej właśnie historii. Stąd też brakuje czasami tutaj dłuższych dialogów, i czasami można mieć wrażenie, że pewne kwestię, pewne zmiany w postępowaniu określonych postaci, czy też odkrycia wobec piętrzących się trudności są wzięte zupełnie z kapelusza. Wprawdzie duża dowolność w tempie narracji, i chwilami istna żonglerka pomiędzy przyspieszaniem, a opóźnianiem poszczególnych elementów pozwala częściowo to usprawiedliwić, bo skoro niektórzy mieli przecież chwilami nawet całe lata na swoją pracę twórczą, bo prowadzenie małego śledztwa, i poznawanie otaczającego ich świata to bardzo wiele się mogło przecież zmienić. Ale ten poszarpany styl bardzo przeszkadza w odbieraniu książki jako ciągłej. Szkoda też, że Stephenson, skoro już zadał sobie trud w mówieniu o dylematach wychowania nowych pokoleń w środowiskach postnowoczesnych (czy może raczej powinienem powiedzieć post-postnowoczesnych) to czemu w pewnym momencie daje sobie spokój z bardzo starannie rozpoczętym, i potem kontynuowanym ze wszystkimi detalami kreowaniem bildungsroman, i mamy już przeskok do pełnej dorosłości naszej głównej bohaterki, który wcale nie jest zresztą dobrze umotywowany, a i nie wiem czy tak naprawdę potrzebny- czy nie można byłoby przeprowadzić całej finałowej sceny ze starciem dwóch chińskich państw mniej widowiskowo, skoro i tak najważniejsze leży zupełnie gdzie indziej. Trochę też mam zarzuty co do samego języka, który za bardzo skupia się na pokazywaniu założeń świata przedstawionego, na prezentacji świata opartego na nanotechnologii, specjalnych źródłach zasilania, kompilatorach materii, czy wreszcie wynikłego z tego podziału narodowościowego, a za mało skupia się na istocie rzeczy. Z samego funkcjonowania świata można wyciągnąć bardzo wiele wzajemnych sieci powiązań, ale jakoś tak w żaden sposób nie przechodzą one na zachowanie, i paradygmaty którymi kierują się konkretni bohaterowie- bo wcale nie jest tak, że ich pochodzenie, wychowanie się w konkretnej kulturze, w świecie kiedy dyscyplina i wychowanie jest dziedziną do której przykłada się dużo większą wagę, determinuje to wszystko. No i chwilami kuleją też opisy, kuleje opisywanie wydarzeń z szerszego planu- te wszystkie momenty czyta się dużo gorzej. Ale…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po pierwsze cholerę jedną czyta się świetnie. Przez całe pięćset stron autor potrafi tak rozwijać fabułę, tak przykuwać do siebie uwagę, że jednak chce się całość kontynuować, i w końcu dochodzi do tego, że spędzam z książką sporą część całego dnia, a to też niewielu autorom się udaje. Chociaż może dużo lepsza jest ta część „baśniowa” dziejąca się dookoła dorastającej Nell, i jej książki o którą rozpętuje się wielka awantura, niźli zmagania pana inżyniera, który kręci się w kółko, nic nie potrafi ze sobą zrobić, aż kiedy w końcu znajduje to czego szukał, to schodzi z areny dziejów, i tyle. No, ale miałem już nie wspominać o wadach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejna rzecz, to właśnie skupienie się na tym naprawdę ciekawym wątku, a mianowicie w jaki sposób cywilizacje czy też społeczności, które uzurpują sobie prawo do projektowania swojej tożsamości w czasie rzeczywistym, w taki sposób ażeby trzymać cały czas rękę na pulsie w targanym sprzecznościami i losowymi wybuchami i przemianami świecie, ale żeby również zachować swoją tożsamość, nawet jeśli ta tożsamość ma pochodzić wyłącznie z probówki, i określać czemu członkowie jednej grupy są inni od wszystkich pozostałych, ale też czemu wszyscy pozostali mają im zazdrościć, i czemu wszyscy pozostali mieli nieświadomie przenosić ich memy, w jaki sposób one przystępują do wychowywania swoich następców. Poczynając od tych wszystkich lapsusów, nad jakimi głowią się powieściowi mężowie stanu, w rodzaju w jaki sposób mogliby stworzyć warunki, i sprowokować wśród młodego pokolenia bunt, i sprzeniewierzenie się zasadom które ich rodzice sami sobie narzucili, kończąc wreszcie na jednostkowym przykładzie naszej głównej bohaterki. Dziewczyny pochodzącej przecież z marginesu, który wcale się nie różni od tego naszego, która rozumie tylko reaktywność i wyuczoną bezradność, i wszelkie płynące z książki próby zmiany tego napotykają się na gwałtowne opory… Może nawet szkoda, że tylko przez moment przyglądaliśmy się wariancją „tradycyjnej, wiktoriańskiej szkoły z internatem”, żeby obejrzeć w jaki sposób wariancje tego modelu, który do dziś jest tak silnie zakorzeniony w podświadomości mogą dawać naprawdę przeróżne rezultaty. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;Nie da się ukryć, że pomimo wymienionych powyżej wad jestem z książki zadowolony. Zresztą, chyba zdarzyło mi się podkreślić, że czasami lepszą opowieścią jest ta, która wzbudza czasem mieszane uczucia, ta w której nie wszystko jest na swoim miejscu, i pozostawia pewne niejasności, od takiej, gdzie wszystko jest ładnie, poukładane zgodnie ze wszystkimi kanonami. Chociaż też można się zastanowić, czy każdemu taka książka przypadnie do gustu. Wyrafinowany czytelnik może się jednak zniechęcić z powodu pewnych braków, tak samo jak ktoś kto dużo lepiej orientuje się w przeglądzie zagadnień, które oferuje współczesna literatura naukowo-fantastyczna ode mnie może być nieco rozczarowany powieścią. Chociaż myślę, że w tym drugim przypadku z pewnością książka ta jest już od dawna znana. Do Stephensona będzie chciał jeszcze wrócić, tym razem do powieści „Necronomicon” która chronologicznie jawi się jako następna, i jako ta, z której kolejne biorą swój rodowód. Ale chyba nie od razu, warto będzie zrobić też przegląd innych autorów, o których słyszałem również wiele dobrego, jak Peter Watts czy Greg Egan. Ponadto pozwalając sobie na porównanie autora, do polskiego lidera „tejże branży”, mam nadzieje, że „Diamentowy Wiek” mogę przyrównać do „Czarnych Oceanów” (a porównania chwilami narzucają się całkiem wyraźne), to przecież może i czekają na mnie „Inne Pieśni”, „Perfekcyjna Niedoskonałość” czy może nawet i „Lód”. Dopóki jeszcze mam chęć zgłębiania tego typu tematów, i dopóki jeszcze całkowicie nie poszedłem innym torem. Ale do tego potrzebowałbym większej ilości dużo słabszych książek z tej półki niż sam „Diamentowy Wiek”. Poza tym nie każda powieść musi być wybitna. Naprawdę solidne, dające wiele satysfakcji i radości dzieła też są potrzebne, i miło po takie sięgać. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-3856502937044392015?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/3856502937044392015/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/02/no90-neal-stephenson-diamentowy-wiek.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/3856502937044392015'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/3856502937044392015'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/02/no90-neal-stephenson-diamentowy-wiek.html' title='no.90- Neal Stephenson- Diamentowy Wiek'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-1998668336366179918</id><published>2010-02-02T18:57:00.000+01:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.378+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Borges Jorge Luis'/><title type='text'>no.88- Jorge Luis Borges- Fikcje</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Po nitce aż do samego kłębka. Taki był plan, takie było zamierzenie. Odczytujemy pierwszą literę na jednym z końców Figury kryjącą się gdzieś w nieco zużytym już układzie współrzędnych, tam gdzie poświęca się tak wiele czasu i zapału, żeby rzeczy nie przypominały tych, jakimi w samej swej rzeczy są. Drugi kraniec ustanowił się w pewnej wieży kryjącej tajemnice, która powstała tylko po to, żeby się w swym finale spalić, ale też i małym, dusznym pokoiku, gdzie kilku ludzi zajmowało się rzeczami, na które prawdziwy dżentelmen, i człowiek wielkiej klasy powinien się tylko zaśmiać. Trzeci zaś kraniec, trzecią z liter znajdźmy w miejscu przestrzennie tak odległym, że aż rzeczowo tożsamym. Tam gdzie tak usilnie walczy się o sposób porozumienia, nie widząc, że przekreśla się go w ten sposób permanentnie. Wreszcie spójrzmy na ścieżkę, która sama obiecuje niesamowite przystanki podczas jej biegu, czego w żaden sposób nie spełnia, za to dając o wiele więcej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy wreszcie dojdziemy do środka tej figury, kiedy padnie ostatnia litera pozwalająca na odczytanie znaczenia poszukiwanego słowa (mimo, iż nigdy nie poznamy jego brzmienia), można chodzić po wszystkich pokojach bibliotek, świątyń, małych miasteczek czy opuszczonych domostw, odnaleźć to wszystko co powinno tam być, i to wszystko co nas tak cieszyło już wcześniej- a może nawet i bardziej, kiedy okazuje się, że i magia miewa takie poziomy o których nikt nawet wcześniej nie pomyślał… Spacerować można długo, w nieprzeliczalnym, chociaż skończonym czasie, zobaczyć to o czym inni tylko nieśmiało napomykali… Aż wreszcie zdać sobie sprawę, że to co podejrzewaliśmy od jakiegoś czasu jest prawdą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie przeczę, że ultymatywna księga istnieje. Wykluczone jest tylko to co jest niemożliwe. A wszystko inne… Nie ma żadnego powodu, żeby sądzić inaczej. Tylko, że odnalezienie jej w gąszczu wszystkiego, nawet zakładając, że została gdzieś zachowana, a przecież wszechświat jakoś tak nie chce zrezygnować z termodynamiki- jest niewykonalne. Są natomiast ludzie, którzy zabierają się do tego w inny sposób. W księdze A znajdują odwołania do księgi B, w księdze B do C, i ponoć na końcu tego wielkiego ciągu mamy odnaleźć naszego Al.-Mutasima, nasz ostateczny cel istnienia, naszego Boga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Sposób na życie nie gorszy od wielu innych. Zwłaszcza, że z góry zakładamy jego daremność, to, że nigdy nie uda się go osiągnąć. Ale mimo to przyjemny, dający sporo satysfakcji. A czego jeszcze to się dopiero okaże… (*)&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt; (*)- „Ponieważ jestem bardziej rozsądny, bardziej nieporadny, bardziej leniwy”… &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-1998668336366179918?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/1998668336366179918/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/02/no88-jorge-luis-borges-fikcje.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/1998668336366179918'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/1998668336366179918'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/02/no88-jorge-luis-borges-fikcje.html' title='no.88- Jorge Luis Borges- Fikcje'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-7593776558058312375</id><published>2010-01-31T18:15:00.000+01:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.382+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Le Guin Ursula K.'/><title type='text'>no.87- Ursula K. Le Guin- Oko Czapli</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;I jeszcze jedna powieść Ursuli Le Guin… Jeszcze jedna z tych historii który uciekają w swoim przekazie do odległych, nie znanych nam wciąż, i nie chętnie rozumianych światów, tylko po to, ażeby powrócić w sposób o wiele bardziej subtelny, podkreślając to co cesarzowi Akbarowi włożył w usta Salman Rushdie, kiedy padły słowa o przekleństwie, polegającym na tak strasznym podobieństwie całego rodzaju ludzkiego. Niezależnie od tego dokąd ucieknie, od czego będzie chciał uciekać, i jaki ma być ten wymarzony stan docelowy…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mimo tego, że z powieściami tej autorki stykam się już od tak dawna, to jednak bardzo długo mi zajęło zdobycie się na zgłębienie się w jej dostępną w naszym wspaniałym światku bibliografię. Bardzo długo poza samym „Ziemiomorzem”, „Lewą Ręką Ciemności”, i pojedynczymi opowiadaniami- już nawet nie pamiętam z jakiego zbioru, nie sięgałem po nic więcej, ale gdy w końcu trafiłem na takie pozycje jak „Malafrena”, „Jesteśmy Snem”, czy wreszcie na uznawaną przeze mnie za najlepszą z tych wszystkich pozycji z jakimi miałem przyjemność się zetknąć- „Wydziedziczonymi”, nie mogło być inaczej jak dalsze poszukiwania również i mniej dostępnych pozycji. Zresztą pomijając rzeczy które na przełomie wieków wydał Prószyński i S-ka – wydaniach pratchettowskich, oraz te które aktualnie wydaje Książnica, robiąc to w bardzo sympatyczny sposób- zawsze będę wielkim fanem tych kieszonkowych wydań, które tak wiele skrywają w tak małej formie, ale przecież i „Lawinia” wydana „normalnie” też musi być tutaj pochwalona, to o inne pozycje wcale nie tak łatwo. Dużo rzeczy wyszło na początku lat dziewięćdziesiątych, wydane przez maleńkie wydawnictwa, o których czas zniszczył już wszelką pamięć, i mimo, że pani Le Guin nigdy nie tworzyła potężnie wyglądających, wielotomowych książysk, to i te drobiazgi jak to moje- chyba zresztą jedyne w tym kraju- wydanie „Oka Czapli” niezwykle cieszy oko, i nawet aż tak bardzo nie razi wielkimi literami na okładce wypisane „science fiction”. Jak widać można wydawać takie książki ze smakiem, w takim sposób, że na każdej półce prezentują się odpowiednio…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niezależnie od tego w jakim planie umieszczony jest konkretny utwór, niezależnie od tego jaka jest przyjęta konwencja, moc przekazu pozostaje tak samo wielka. Wprawdzie nie określiłbym, że „Oko Czapli” to najlepsza, czy też najciekawsza, albo najlepiej przeprowadzona powieść tej autorki, ale nie jestem też w stanie powiedzieć na ten temat nic złego. Jeśli chodzi o mnie, to czuję się całkowicie przekonany (i w pewnym sensie również kupiony) przez taką literaturę, i dlatego też trochę się przemykam pomiędzy samym sposobem prowadzenia akcji, rodzajem prezentowanych i podkreślanych bohaterów, czy też wreszcie osi konfliktu która jest zwykle przeprowadzana pomiędzy wieloma skonfliktowanymi- niezależnie od tego, czy powodem jest konflikt ideowy, wynikający z urodzenia, czy też ten najbardziej pierwotny będący następstwem prostego dzielenia całego świata na „nas” i „ich”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natomiast co się dzieje, kiedy to „my” i „oni” jest tylko niewielką częścią otaczającego świata? Świata o którym nie wiadomo tak naprawdę nic pewnego, świata który z pozoru przypomina to wszystko co znaliśmy wcześniej, ale wymagający tak wiele poznania, i tak wiele adaptacji, że będzie to zadanie żmudne i wielopokoleniowe. Co wtedy najlepiej uczynić? Najlepiej wtedy wznieść wielkie domy, zamknąć się w nich, nie dopuszczając do siebie niczego ze świata zewnętrznego, i zacząć programować wielkie ceremonie, wielkie obyczaje, i wszystko co tylko kojarzy się z wystawnym, szlacheckim życiem, z czasów kiedy żyło się jeszcze w odległym miejscu, którego faktycznego wyglądu, nikt poza pogardzanymi najstarszymi już nie pamięta. Stać się wielkimi panami, przy czym słowo tak mocno straciło swoje pierwotne znaczenie, że można mu nadać takie które będzie najprostsze, i najbardziej instynktowne. Takie które się spodoba tym, który akurat są w tym momencie zdolni do hałasowania. Ale przecież są jeszcze ci „oni”. Ci źli, ci niedobrzy, straszliwi ludzie, którymi trzeba pogardzać, ażeby byli pogardzani. Gdyż tylko w taki sposób można wygrać z nimi wojnę- na materię. Bo każda próba potyczki na formę, skończy się wciąż w ten sam sposób. Znowu nawiążę do Rushdiego, ale jeden z motywów w „Czarodziejce” który zwrócił moją uwagę, było powiedzenie, że do janczarów- tej budzącej powszechny strach i przerażenie, elitarnej piechoty imperium osmańskiego wcielano tylko i wyłącznie porwanych chłopców z krajów chrześcijańskich. Natomiast nie można było tego zrobić z dziećmi żydów i hindusów, bowiem ich wiara, oraz ich obyczaje były zbyt silne, były zbyt mocno zakorzenione, żeby w jakikolwiek sposób można było je przekształcić… Aż tak bardzo sytuacja w „Oku Czapli” się nie różni od tej przedstawionej w „Wydziedziczonych”- z jednym tylko wyjątkiem. W tamtym utworze oba konkurujące/współegzystujące ze sobą państwa były tworami totalitarnymi. Natomiast tutaj wewnętrzna ewolucja ideologii, i nastrojów które kierują ludźmi jeszcze nie pobiegła aż tak daleko (stąd też można odczytać te dwa utwory jako traktujące tak naprawdę o jednym narodzie, tylko, że oddzielone od siebie bardzo długim czasem, chociaż całkiem możliwe, że robię tym zbyt wielkie nadużycie), wszystko dopiero się formuje, dlatego jeszcze można wyrazić się po jednej ze stron konfliktu, stwierdzić, że mają rację (po czym kazać im zastanowić się bardziej, i poszukać lepszych środków na wypadek zrealizowania najczarniejszych scenariuszy, które jakoś tak dziwnie się składa, że się spełniają).&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Poza wcieleniem w życie tych idei czy to Gandhiego, czy też Martina Luthera Kinga, przyjrzeć się jeszcze trzeba tym postacią które zajmują się wcieleniem ich w życie. Oczywiście pomińmy tych którzy staną na „barykadach z kwiatów” i będą informować o tym co zostało powzięte, i jakie będą konsekwencje jeśli druga strona zdecyduje się na użycie zwykłej przemocy (bo przecież nikt się nie przyzna do używania przemocy symbolicznej, ale ta walka na formę jeszcze przecież w żaden sposób nieświadoma, czyż nie?). Pomińmy tych stojących w pierwszych szeregach, i skupmy się na właściwych bohaterach historii. Na tych najważniejszych. Na osobach które wcale nie chciały odgrywać wielkiej roli w rozpoczynającej się zadymie. Na osobach które może i pozwalały sobie na słuchanie, i używanie wielkich słów, ale za każdym razem pamiętały o cenie jaką trzeba zapłacić za podjęcie pewnych kroków. Za tych którzy w końcu stają się odpowiedzialni za wszystkich, ale tylko dlatego, że nie mogą odmówić- pozwolenie młodym i krewkim na przejęcie odpowiedzialności skończyłoby się jeszcze większą katastrofą. Tacy są o wiele ciekawsi. Tak samo jak nasza główna bohaterka, postać która tak długo żyła w czterech ścianach, że kiedy wreszcie wychodzi z domu, nie mając pojęcia po co, nie mając pojęcia dokąd, nie zastanawiając się nad tym, że prawdopodobnie już nigdy nie będzie mogła wrócić- aż będzie szła tak długo, jak tylko starczy jej siły, będąc wzorem do naśladowania dla wielu innych, chociaż sama nigdy się do tego nie przyzna, a nawet będzie mówić jak wiele wynikało tutaj z jej tchórzostwa. I tylko możemy zadać pytanie- jak wielka była rola tchórzostwa w dziejach? Ile wielkich rzeczy się dzięki temu dokonało? Ale osądzanie atrybucji nigdy nie było najprostsze, ani też tym czym chcielibyśmy się zająć. Dlatego też dobrze pooglądać zwykłe życie przed i po wielkich wydarzeniach…&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-7593776558058312375?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/7593776558058312375/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/01/no87-ursula-k-le-guin-oko-czapli.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/7593776558058312375'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/7593776558058312375'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/01/no87-ursula-k-le-guin-oko-czapli.html' title='no.87- Ursula K. Le Guin- Oko Czapli'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-4568637352371094113</id><published>2010-01-30T17:56:00.000+01:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.385+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rushdie Salman'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><title type='text'>no.86- Salman Rushdie- Czarodziejka z Florencji</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Cóż za ciekawy gość przybył pod mury miasta… Szkoda tylko, że wszyscy znawcy języków i obyczajów dalekich krain opuścili nas w swoich ważnych misjach, i musimy polegać tylko na tym co z całej wiedzy temu poświęconej pozostało u nas. Gość ciekawy, przynoszący ze sobą jakże ciekawe opowieści. Sam gość postać dość tajemnicza, ale przecież wieści niosące o panu Rushdiem dobiegły nas już z bardzo dawna i daleka. Tak więc tylko kwestią czasu było kiedy przybędzie pod bramy miasta ze swoim bajecznymi i niesamowitymi opowieściami, a stać się to miało kiedy miasto pełne śniegu i chłodu, tęskniące za nadchodzącymi czasami jeszcze chętniej przywitało opowieści o magii- tej prawdziwej, ale też i tej czysto semantycznej dziejącej się aż w dalekich Indiach…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie potrafiłbym jednoznacznie odpowiedzieć czemu wybrałem na pierwsze spotkanie z tym pisarzem jego ostatnią powieść- po części będzie to na pewno jej duża dostępność, szeroka promocja publicystyczna, ale także i samo umiejscowienie akcji utworu w dawnych czasach, na granicy pomiędzy niesamowitym, magicznym światem wschodu, a niemożliwym to ogarnięcia, pełnym chaosu i ciągłych zamieszek światem dawnych podzielonych Włoch- ciężko tutaj, żeby na myśl nie przyszły wspomnienia z lektury „Baudolino”, po której to prezentowana tematyka także i przez innych autorów jest w stanie otworzyć wiele z dotychczas zamkniętych drzwi. I może dlatego ta książka wydaje się tak bardzo włoska, tak wyrazista jest właśnie ta sceneria, że może urzec każdego kto miał już doświadczenie z współczesną twórczością właśnie na ten temat traktującą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A skoro mamy takie wielkie porównania, to i oczekiwania były wielkie… I pytanie czy rzeczywiście Rushdie swoją jakże rozbudowaną narracyjnie, ale w końcu nie tak wielką objętościowo (380 stronic zadrukowanych wielką czcionką, ponadto oddzielne karty przeznaczone tylko na tytuły rozdziałów… może to jest i efektowne, książka na półce wygląda ładnie, ale w wydaniu kieszonkowym, z tymi samymi rycinami na okładce nie prezentowałaby się przecież ani trochę gorzej. Chociaż wydawnictwo Rebis ratuje relatywnie niska cena – chociaż mnie to i tak nie dotyczy, skoro przyjemność przeczytania książki zawdzięczam wyłącznie sprawnemu łódzkiemu rynkowi drugiego obiegu. I co najwyżej mogę odpowiadać na zarzuty, że przecież de iure n i e  k u p u j ę książek, przez co cały rynek który ledwo wiąże koniec z końcem tylko bardziej się przyczynia do swego upadku, ale odpowiem na to, tylko jeśli one faktycznie padną. W każdym razie nie jest źle, a książka jest zdecydowanie warta przeczytania, i warto się zabrać za nią w jedynym dostępnym polskim wydaniu, chociaż miłośnikom formatu wydawania Simmonsa i Moersa tak jak się to ostatnio czyni bez wytchnienia stawiam wciąż swoje veto.) spełnił te oczekiwania, czy może jest tylko jednym ze zręcznych predigistratorów, którzy przybywają z towarem wątpliwej jakości, żeby sprzedać go za wszelką cenę, i ratując przy tej okazji własne życie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muszę powiedzieć, że ten renesansowy świat wykreowany tutaj robi wielkie wrażenie. Zestawienie dalekich Indii, ze swoimi barbarzyńskimi zwyczajami, takimi jak utrzymywanie stałej higieny, państwowy mecenat nad literaturą i sztuką abstrakcyjną, nie ograniczający się do przedstawiania aktualnie panującego władcy jako najpotężniejszego z bóstw wojny i płodności, podział życia publicznego, wszystkimi zwyczajami i dylematami otoczenia cesarskiego- kiedy to wszystko zestawiamy z bardzo dobrze znaną nam historią podzielonego przez wieki półwyspu apenińskiego, który ponoć już przekroczył żelazne wrota epoki nowożytnej, ze wszystkimi normalnymi zwyczajami i tradycjami oswojonego od dawna świata chrześcijańskiego… No cóż jak wiemy Niccolo Machiavelli napisał swoją najsłynniejszą książkę tylko i wyłącznie dla pieniędzy, i dla możliwości awansu w państwowym aparacie rządowym, bez żadnych specjalnych większych form ideowego poświęcenia. I też kiedy następuje to zderzenie zimnego, pozwalającego na długie życie ludzkiego pragmatyzmu, z tą nie dającą się nigdy wygnać z ludzkiego umysłu potrzebą urozmaicenia, zapraszania wszystkich rzeczy niesamowitych, sprzecznych z tym wszystkim co się wierzyło dotychczas, i nic nie robiących sobie z tak srogo przestrzeganych norm obyczajowych i religijnych- czy to właśnie na tym polu ma miejsce powstawanie i rozwój kultury? Czy to jest dokładnie ta forma w jakiej człowiek dokonując wszystkich tych aktów społecznych chce oswoić świat czający się w ciemnej uliczce, nie marzący o niczym innym niźli o wbiciu mu sztyletu w plecy? Skoro tak silnie pragniemy magii w naszym życiu, skoro tak silnie chcemy ulegać myśleniu życzeniowemu, żeby wszystko inne co czynimy w naszym życiu, żeby cały dorobek, wszystkie myśli i przekonania stały się nagle bezwartościowe… W chwili kiedy zacznie działać ta czarodziejska siła, a ludzie przestaną zwracać uwagi na te racjonalistyczne cuda, i stricte empiryczną magie która przecież roztacza się na ich oczach każdego dnia, i przez to nie stanowi dla nich już żadnej wartości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Są przecież tacy którzy całe swoje życie chcą spędzić w podróży, wciąż uciekając z miejsca na miejsce nie potrafiąc się nigdzie odnaleźć, szukając wciąż nowych wrażeń, wiedząc o tym, że nie mogą sobie pozwolić na zwątpienie czy też zatrzymanie się chociażby na chwilę, że trzeba wciąż pędzić, inaczej będzie źle. Jak nazywamy takich ludzi?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A przecież ciężko wyobrazić sobie życie bez podróży, nawet jeśli od samego początku, aż do śmiertelnego końca ktoś nie opuści ani na moment miejsca w którym miał to szczęście (czy też nieszczęście, jak kto tam woli) się urodzić. A przecież ta wewnętrzna podróż którą przebyli od samego początku nasza tytułowa czarodziejka, jak i jej ponoć wielki wybraniec nie jest wcale niczym nadzwyczajnym ani niespotykanym. Po prostu niesie za sobą dużo zamieszania, i hałasu, przez co okoliczni widzowie mają okazje do pożerania swojej prażonej kukurydzy, nie musząc ruszyć się dalej, aby poszukać bardziej brutalnych igrzysk. Podróże można toczyć o wiele bardziej wyrafinowane. Naprawdę niewiele potrzeba, aby stać się tą osobą która potrafi być w wielu miejscach na raz, ale taka prawda wcale nie jest łatwa i przyjemna do zaakceptowania, tak jak wszystko co jest sprzeczne z tym, o czym byliśmy przecież „od zawsze” uczeni. Wiara w to, że schematy poznawcze naprawdę mogą ulec zmianie, i że można przełamać wszystkie stare nawyki, oraz chociaż jeden raz spróbować zająć się czymś nowym jest jedną z najcenniejszych wiar. Oczywiście, jeśli bierzemy pod uwagę tylko te pośledniejsze- te o wyższym poziomie abstrakcji…&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt; Zresztą Rushdiemu tutaj wcale nie jest tak daleko od wędrownego predigistratora, chociażby przez to, że nie zajmuje się przesadnie opisową stroną rzeczywistości. Ale wcale nie musi przecież tego robić. To nie w tym polu będziemy przecież szukać tego ponoć nieuchwytnego „ducha epoki”, tylko w zupełnie innych obszarach. Kreowanie klimatu odbywa się na zupełnie innej płaszczyźnie. Przy obserwacji w jaki sposób i w jakich okolicznościach następuje zmiana obyczajowości (oraz jak bardzo w tego typu sprawach obyczajowość pozostaje dokładnie taka sama), jak powstaje myśl, która jest w stanie wywołać zamęt, oraz wreszcie w jaki sposób powstają myśli, które zajmują się zamętu tego likwidowaniem. A to jest dopiero pole do popisu dla zręcznego opowiadacza historii, którego to miana autorowi w żaden sposób odmówić nie mogę. Bardziej niż opowieść o kobiecości i męskości, bardziej niż opowieść o czasach styku zupełnie innych kultur, jest to właśnie opowieść o kształtowaniu się myśli, chociaż w ten sposób nie można przecież reklamować książek. A może to jak zwykle ja zwracam uwagę na te obszary literackiej kreacji które są zupełnie nieistotne dla większości czytających, i uparcie nie chcę czytać między wierszami tego co kryje się między wierszami określonej grupy docelowej pewnej literatury. Ale to już zupełnie inna opowieść, wymagająca zaproszenia do środka miasta zupełnie innych twórców. Wiem, że na pewno moja znajomość z twórczością Salmana Rushdiego zaczęła się w niezwykle ciekawym, subtelnym, ale i robiącym niebanalne wrażenie, tak więc na pewno tak szybko się to nie skończy. Ale to czy następną pozycją wziętą na warsztat będą osławione „Szatańskie Wersety”, czy może „Dzieci Północy” to już zależy od innych czynników. Ale na pewno wrócę do tego szybciej, niż cały czas usiłuje wrócić do Garcii Marqueza, co mi w żaden sposób nie wychodzi. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-4568637352371094113?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/4568637352371094113/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/01/no86-salman-rushdie-czarodziejka-z.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/4568637352371094113'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/4568637352371094113'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/01/no86-salman-rushdie-czarodziejka-z.html' title='no.86- Salman Rushdie- Czarodziejka z Florencji'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-5521638645778823429</id><published>2010-01-22T19:23:00.000+01:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.387+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lem Stanisław'/><title type='text'>no.85- Stanisław Lem- Fantastyka i Futurologia</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Zapoznając się z czyjąś myślą, od różnych stron- od tych wszystkich których poznanie, przeanalizowanie, i przyjęcia pozwala sam autor zawsze będzie czynnością o wiele bardziej angażującą, niż tylko przyglądanie się myślom pod jednym konkretnym kątem. Niezależnie od tego jaka to będzie myśl, jaką wartość ze sobą niosącą, czy też wreszcie niezależnie od wewnętrznej koherencji, i możliwości obrony przed ewentualną krytyką. To co daje mi zapoznawanie się z twórczością pisarską Lema dwutorowo (a właściwie trójtorowo, przy czym ten trzeci aspekt- biograficzny, ujęty zarówno w książkowym wywiadzie z redaktorem Fiałkowskim, czy też „Awanturach na tle powszechnego ciążenia” albo będzie dokładnie zazębiał się z dwoma pierwszymi, albo da się ograniczyć do banalnego powiedzenia, że sytuacja społeczno-historyczna w jakiej dana osoba się znajdowała ściśle warunkowała to czym mogła się w swojej pracy zajmować)- zarówno twórczością fabularną, jak i tymi wszystkimi pismami eseistycznymi (do których nie można „Fantastyki i Futurologii” nie zaliczyć) i popularyzatorskimi, to oglądanie wachlarza tematów którymi pisarz szczególnie się interesował, i postanowił opisać najbardziej wyczerpująco jak tylko zdołał. Ta dwoistość w poznawaniu pewnych treści, powoduje to, że tak jak dość mocno czuje się związany z twórczością zarówno samego Lema, jak i Umberto Eco, który w swoich wydanych w Polsce tekstach odnoszących się do obserwowalnych aktualnie trendów politycznych, społecznych i kulturowych tylko podkreśla to co pisał wcześniej w swoich powieściach. I chociażby dlatego inaczej ma się sprawa, z wielce cenionym przeze mnie Terrym Pratchettem, o którego eseistyce nic mi nie wiadomo (nawet jeśli chodzi o źródła i pisma angielskie, ale nic takiego nie znalazłem)- i czasami też brakuje sformułowania pewnych sądów w pierwszej osobie. Oczywiście nie ma to nic do rzeczy z percepcją dzieła literackiego, które zawsze ma stanowić osobną całość, ale już inaczej ma się z większym bądź mniejszym stopniu znanym odnoszeniu się do ogólnego dorobku autora. Oczywiście bardzo daleko mi do całościowej oceny pracy pisarskiej Lema- na takie coś będę mógł sobie pozwolić z zawsze pewnym przybliżeniem dopiero po dłuższym czasie. Ale nie wydaje mi się, żeby te wszystkie pozycje które wciąż na mnie czekają, miałyby pokazać zupełnie inne globalne trendy, co najwyżej rzucić więcej światła na inne tematy, bądź też zaprezentować kolejne punkty widzenia na omawiane wcześniej sprawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobnie jak to się ma z rzeczami bez żadnego związku funkcjonalnego, w żaden sposób nie jestem przywiązany na tej gałęzi literatury współczesnej zwaną dalej fantastyką naukową, tak jak nie jestem przywiązany do żadnej innej. Mogę cenić sobie poszczególnych autorów, sam klimat niektórych tekstów, czasami używane autorskie środki, ale niewiele więcej. O tym, że jak wszędzie, przerażająca większość takich tekstów jest czasami bardziej niż bezwartościowa wcale nie trzeba nikomu przypominać. Dlatego też, kiedy zdaje sobie sprawę z mojej ogromnej ignorancji w dziedzinie kilkudziesięcioletniego dorobku tej dyscypliny (a jestem przecież w o wiele lepszej sytuacji niż sam autor, kiedy u progu lat siedemdziesiątych pisał swój esej- nigdy wcześniej dostęp do tylu dzieł światowych nie był taki prosty, nigdy wcześniej nie było tak łatwo z dojściem do interesujących nas książek, niezależnie od tego jakie złe strony wykładniczy wzrost szumu informacyjnego z tym związanego za sobą niesie) i jednym z kątów, pod jakim czytam ten esej, jest wyłowienie nieznanych mi wcześniej autorów, rzeczy wartych poznania. To rezultaty są co najmniej dziwne. Cóż innego można powiedzieć, kiedy po tak zatytułowanym dziele, człowiek ma jeszcze większą ochotę zapoznać się z twórczością Borgesa (którego „Fikcję” już na mnie czekają, i obawiam się, że to może być kolejny przyczynek do dłuższej znajomości), przypomina sobie, że miał wreszcie przekonać się cóż to pisywał ten straszny Thomas Mann, nie mówiąc też o powrocie do niejakiego Italo Calvino. Jedyną pozycją stricte naukowofantastyczną omawianą w tekście, która zainteresowała mnie na tyle, że z pewnością będę chciał po nią sięgnąć jest „Kantyczka dla Leibowitza” Waltera Millera (po której zobaczymy jak w tym świetle prezentują się niedawno przerabiane powieści Dana Simmonsa, które przecież ambicji sobie nie odmawiały). A poza tym? Może tylko i wyłącznie z czystej ciekawości, bo wątpię, żeby moja ocena zmieniła się w jakikolwiek sposób, od momentu w którym zapoznałem się z biografią Philipa Dicka, sięgnąć po jego „Ubika”, i zobaczyć jak naprawdę wygląda konstrukcja całego tego świata. Ale poza tym? Jedyną znaną przeze mnie książką z całego multum powieści, nowelek i opowiadań przytaczanych przy rozmaitych aspektach kreacji i interpretacji świata przedstawianego była oczywiście „Lewa Ręka Ciemności” Ursuli Le Guin, która to powieść zresztą jako nieliczna dostaje prawie, że pochwalną quasi-recenzję. A poza tym? Jakoś tak to wszystkie wypowiedziane słowa wcale nie zachęcają mnie do wgłębiania się w twórczość tych wszystkich ludzi, których zowie się czasem klasykami gatunku. O Isaacu Asimovie pisałem już wcześniej, że tylko na podstawie czytanego przeze mnie cyklu fundacyjnego, uważam go za autora piszącego strasznie nierównie, który nie zawsze potrafił dopasować formy dzieła do pomysłu go prowadzącego, ani do linii fabularnej. I cały czas nie wiem czy chciałbym przeszukiwać jego antologie w poszukiwaniu perełek na miarę tekstów z pierwszej części „Fundacji”, chociaż zdaję sobie sprawę, że z pewnością bym takie znalazł. Jednak to nie na krótszych formach mi obecnie zależy. Wręcz przeciwnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Obawiam się, że im dłużej będę zapoznawał się z większą liczbą tekstów science-fiction- chociaż dobierając teksty moim dziwacznym sposobem nie grozi mi to tak szybko, niż gdybym miał się zdać na podążanie za rekomendacjami tzw. znawców tematu (których chyba na szczęście nie mam w swoich otoczeniu)- tym bardziej będę miał negatywny stosunek na ten temat, i tym cieplej będę odnosił się do takich twórców, którzy nie mając z tak ściśle określoną formą w zasadzie nic wspólnego, ale którym zdarza się pisywać na te wszystkie tematy, które miały być z założeniu pożywieniem literatury naukowofantastycznej, i chyba wcale nie muszę tutaj nadmieniać których to autorów mam tutaj na myśli. Poza tym podejście mocno sceptyczne, w którym zdanie o ogóle literatury z tego sortu będzie o tyle ciekawsze, że wtedy sięgając po dłuższym namyślę po autorów którzy jednak mają coś ciekawego do powiedzenia, takich którzy wbrew pozorom potrafią pisać, i będą gotowi do udowodnienia tego w rozmaitych konwencjach może przynieść tylko większą satysfakcje, niż oczekiwanie od każdego piszącego, którego nazwisko tylko zdołało wybić się ponad szum informacyjny spełnienia stawianych aktualnie wymagań. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt; Nie ma to jak podsumować potężne dziewięć setek zapisanych stronic takim krótkim tekstem, ale skoro można napisać dłuższy tekst odnoszący się do mogącego stać się niezależną całością rozdziału z książki, to każda selekcja byłaby niewystarczająca. A przecież to nie jest miejsce na rozmowy dotyczące wiary, światopoglądów, czy jakichkolwiek ocen, które bywa że często i gorliwie padają. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-5521638645778823429?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/5521638645778823429/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/01/no85-stanisaw-lem-fantastyka-i.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/5521638645778823429'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/5521638645778823429'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/01/no85-stanisaw-lem-fantastyka-i.html' title='no.85- Stanisław Lem- Fantastyka i Futurologia'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-1748717986263853743</id><published>2010-01-05T22:49:00.000+01:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.390+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dukaj Jacek'/><title type='text'>no.84- Jacek Dukaj- Extensa</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Chwilami miewam wrażenie, że gdybym zajął się tutaj zupełnie inną stroną związaną z tematyką tych moich blubrów, a mianowicie sposobami zdobywania omawianych tutaj pozycji, które to zdobywanie wymaga czasami wielu heroicznych zmagań, szczególnie w przypadkach kiedy to trzeba zaprząc do działania zarówno pocztę polską, nasze wspaniałe łódzkie MPK, a do tego jeszcze potyczki z warunkami pogodowymi… Ach, można by wiele dreszczowców na ten temat napisać. Ale to może jak już będę przy Borgsie, tam opowieści o zdobywaniu „Fikcji”, powinny się ładnie uzupełnić z samą treścią tychże opowiadań.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bo historia „Extensy” jest raczej mało obfitująca w przerażające wydarzenia. Chociaż… Kiedy podszedłem do kasy, zdecydowany zapłacić kartą, to przez dłuższą chwilę System się zastanawiał, i można było przeżyć chwilę grozy. Ale na szczęście to zdarzyło się w Łodzi, a nie w Poznaniu, więc wszystko zakończyło się pomyślnie… i tak oto jest przeczytana „Extensa”. Cieniutka, malutka książeczka, z grafiką pana Bagińskiego na okładce (wiem, że wszyscy się jego pracami zachwycają, ale mi osobiście takie rzeczy do gustu nie trafiają, bardzo mi przykro), do wzięcia, przeczytania w krótkiej chwili… Ale na szczęście Jacek Dukaj nie należy do takich autorów, którzy piszą książki krótkie, łatwe, miłe i przyjemne po których lekturze nic nie zostaje. Wręcz przeciwnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przede wszystkim urzekająca sceneria. Zawsze podobały mi się różnego rodzaju sagi rodzinne, osadzone w nietypowym (oczywiście dla mnie żyjącego w ściśle określonym miejscu i czasie, pewnie czytelnik amerykański, żyjący w centrum kraju mógłby powiedzieć, że to przecież jest tradycyjny i konserwatywny sposób w jaki żyli jego rodzice i dziadkowie, niemniej jednak dla nas zawsze to będzie miał posmak jakiejś egzotyki, jak zawsze przy kontaktach z inną kulturą) miejscu, i niekoniecznie typowej scenerii. Oczywiście pierwsza myśl odsyła nas do „Stu Lat Samotności”, ale to przecież nie musi być jedyny przykład takiej kreacji świata przedstawionego. Ale zawsze patrzyłem z sympatią na takie zjawisko jak sagi rodzinne, i myślę, że nawet chętnie przeczytałbym jakąś potężną książkę, błyskotliwie napisaną na ten temat, chociaż obawiam się, że nie znalazłbym tam zbyt wielu rzeczy których dzisiaj poszukuje. Ale myślę, że poszukać warto, a nuż znajdzie się coś doprawdy intrygującego, co najmniej jak właśnie książka Garcii Marqueza. Wprawdzie Dukaj pokazuje nam świadomie społeczność postnowoczesną, która ten swój tradycyjny model życia wybrała z określonych powodów, chociaż doskonale znała wszystko co można było osiągnąć, i przy tym osiągnięto w erze wysokiej techniki… Owszem, najbardziej można narzekać, że wybrana forma- książka ma zaledwie 160 stron, przy takiej ilości nawet ciężko ją nazwać zwyczajną powieścią, a co dopiero oczekiwać po niej dokładniejszych opisów nawet zwyczajnego życia, które toczą przecież ci całkiem zwyczajni, i ci nadnaturalnie niezwyczajni mieszkańcy kraju, a sam pomysł na fabułę mógłby kryć w sobie wiele takich elementów. Ale niestety, nie tym razem. Tym razem dostaliśmy do rąk taką nowelkę, a jeśli ktoś będzie chciał więcej na ten temat, to przecież może zacząć czytać „Lód”, tam nie będzie mógł narzekać na brak rozwinięcia intrygujących wątków, albo wziąć się za „Perfekcyjną Niedoskonałość”- jednak kompletną powieść, mimo tego, że stanowi tylko pierwszą cześć nieistniejącej jeszcze całości.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przy „Perfekcyjnej Niedoskonałości” mieliśmy bardzo podobny problem. W tej chwili nie bardzo się orientuje w relacjach czasowych i treściowych pomiędzy tymi dwoma utworami, niby „Extensa” została opublikowana wcześniej, ale za to „Niedoskonałość” była tekstem napisanym sporo wcześniej, a tylko efektywnie przerobionym do współczesnych potrzeb i możliwości autora. Wracamy w tym momencie do pytania co tak naprawdę czyni nas ludźmi, gdzie przebiega granica między zwykłym człowiekiem, a tym już „tworem postludzkim” jeśli wolno mi się posłużyć takim właśnie terminem. W końcu czyż to nie jest tak, że nie istnieje coś takiego jak stan naturalny, z którego nasz gatunek wyewoluował, a mamy do czynienia tylko i wyłącznie z aktualnym przystosowaniem się do obecnych warunków. Ponadto już dzisiaj korzystamy z mnóstwo „substytutów” ludzkiego ciała- począwszy od tak niewinnych plomb w zębach, przez aparaty wzrokowe i słuchowe, wreszcie przechodząc przez rozruszniki serca i protezy całych kończyn. Czy osoby których poważne części ciała zostały tak zastąpione nie są już tymi budzącymi grozę cyborgami, o których nakręcono tyle filmów akcji, i które miały siać panikę? A jeśli nie są, jeśli są dalej tymi samymi „zwykłymi ludźmi” to w takim razie gdzie ustalić tą granicę? Co można zmienić, jakie elementy mogą być jeszcze wymienione, żebyśmy już mieli do czynienia doprawdy z Sztuczną Inteligencją, a nie z tworem biologicznym zrodzonym dzięki połączeniu się dwóch macierzystych komórek rozrodczych? Osobiście nie jestem sobie w stanie wyobrazić takiego rozgraniczenia. Jasnym jest, że po tej „drugiej stronie” już nie będzie stał człowiek, co jest zresztą bardzo dokładnie w utworze pokazane, natomiast to czego nie ma w „Extensie” to pokazanie tej całej palety stanów pośrednich, w których w żaden sposób nie możemy powiedzieć co i jak… Ale to znowu jest powtórzenie tego samego problemu jak z dzieckiem podczas ciąży. Połączone dwie komórki macierzyste mimo wszystko człowiekiem nie są, ale już po dziewięciu miesiącach życia tym człowiekiem się stają, i w żaden sposób nie da się wykreślić żadnej granicy pomiędzy jednym stanem a drugim. A skoro nie możemy nawet odpowiedzieć sobie na pytanie kim tak naprawdę jesteśmy, to czy ma sens upieranie się przy zachowaniu dotychczasowego stanu?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak pamiętamy, w „Perfekcyjnej Niedoskonałości” Adam Zamoyski i jego ukochana byli dopiero u progu wielkich przemian, i pięcia się po krzywej progresu. Natomiast w „Extensie” nasz protagonista po prostu w pewnym momencie przechodzi na tą drugą stronę, kiedy już nie ma żadnych innych możliwości do utrzymania swojej niezgody. Przypomina mi się też sytuacja z ostatniego tomu „Fundacji” Asimova, kiedy tam też zostaje w końcu podjęta decyzja, o przekształceniu tego całego ichniego świata, ichniej fundacyjnej federacji w Galaxię, a przecież to będzie równoważny problem do tego u Dukaja. Przecież rozpoczynając rozwój, wchodząc na ścieżkę nauki, techniki i doskonalenia tego co już jest, przecież nie można zejść z niej w pewnym momencie, nie można się cofnąć… Czy jednak można? Ten punkt widzenia, który prezentuje tutaj Dukaj, i który prezentował Asimov pokazuje nam właśnie nieuchronność tych przemian, fakt, że to wszystko co możemy stracić, jest naprawdę niewielką, i zupełnie nieznaczną ceną za to wszystko co w zamian zyskamy. Bo jakież to są olbrzymie możliwości, czyż nie? Prawda, że pięknie brzmi? No brzmi, ale mi tak jak się nie podobało u Asimova, tak samo nie podoba mi się u Dukaja. Oczywiście nie mam pojęcia jakie były osobiste zdania obu autorów na ten temat, bo przecież z tekstów tego nie da się nijak wyekstrahować. Ale mogę tylko powiedzieć, że mnie samego- mnie, tego wstrętnego indywidualistę, przeraża sama myśl o czymś takim jak galaxia, czy stanie się kimś właśnie z tej „drugiej strony”. Może rzeczywiście są to zupełnie irracjonalne objawy, które nijak się nie mają do postulowanego przecież racjonalnego modelu poznawania świata, ale no cóż… Wprawdzie za racjonalistę mogę się uznać, ale z pewnością nie za skrajnego. A już nie za takiego, który z tego racjonalizmu czyni swoją prywatną religię, zaprzęgając do tego analogie wszystkich instytucji łącznie z inkwizycją.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Porównując książkę z inną nowelką, czy też jak to się czasami mówi „mikropowieścią”, chociaż dla mnie ten termin brzmi okropnie, i też go za bardzo nie rozumiem, oddzielnie wydaną przez WL, a mianowicie „Córką Łupieżcy”, to jednak muszę powiedzieć, że „Extensa” jest sporo lepsza. Co wcale nie znaczy, że „Córka…” była zła, również mi się utwór podobał. Ale najważniejsze jest to, że autor dość dobrze radzi sobie i z długimi formami, i z krótkimi- oczywiście ta „krótkość” będzie dość względna, ale myślę, że za to proporcjonalna. W takim razie został mi jeszcze do przeczytania najwcześniejszy zbiór opowiadań o doprawdy słodkim tytule „Xavras Wyżryn i inne fikcję narodowe”, oraz ta najnowsza powieść, za którą dostał nominację do Paszportu Polityki, czyli „Wroniec”. Obie pewnie doczekają się swojej kolejki tutaj, i myślę, że nawet niedługo, a zapewne w tym półroczu. Chociaż naprawdę czas już dla mnie na zabranie się za innych autorów którzy mogą pisać książki o podobnej tematyce, w podobny sposób. A już na pewno czas się zabrać za współczesną literaturę fantastyczno-naukową, i na pierwszy ogień, chciałbym, żeby poszedł „Diamentowy Wiek” Neala Stephensona, ale jak to będzie powiedzieć w stanie nie jestem. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-1748717986263853743?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/1748717986263853743/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/01/no84-jacek-dukaj-extensa.html#comment-form' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/1748717986263853743'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/1748717986263853743'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/01/no84-jacek-dukaj-extensa.html' title='no.84- Jacek Dukaj- Extensa'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-1168593150020741524</id><published>2010-01-01T21:30:00.000+01:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.393+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Pratchett Terry'/><title type='text'>no.83- Terry Pratchett- Świat Finansjery</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Zawsze odczuwałem coś szczególnego, z niczym nie porównywalnego uczucia kiedy zabierałem się do czytania jednej z kolejnych nowych powieści pana Pratchetta. Przy okazji wielu wcześniejszych tomów, było tam coś nieuchwytnego, ten smaczek, gdy sięgało się po raz pierwszy po kolejną historię wykreowaną przez autora… I jednocześnie odczuwało się żal, że każda kolejna lektura tej samej książki, już nigdy nie przyniesie ze sobą tej specyficznej nutki ciekawości, która towarzyszyła pierwszemu czytaniu, i że trzeba poczekać kolejne miesiące, aż Piotr Cholewa upora się z tłumaczeniem kolejnej części- zresztą robiąc to w takim tempie, że jeszcze niedługo, i będziemy na równi z anglojęzycznymi czytelnikami z aktualnościami… Tylko, że no cóż. Wraz z tą olbrzymią zmianą która się tak niepostrzeżenie, i stopniowo podkradła w tych wszystkich opowieściach, także i to uczucie uniknęło… A w jego miejsce pojawiło się coś zupełnie innego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Myślę, że jeśli ktoś jest na bieżąco z poszczególnymi częściami tej rozpychającej się na półce opowieści wcale nie będzie niczym zaskoczony. Całkiem możliwe, że wielu czytelników pozostało przy Pratchettcie tylko i wyłącznie z rozpędu, wciąż ciekawi co się wydarzy następnym razem, co się stanie z ich ulubionymi bohaterami, ale nie przejawiającymi specjalnego entuzjazmu wobec tonu w jakim to wszystko jest teraz napisane. Jeszcze więcej pewnie dawno się już pożegnało z serią nie mogąc tego wszystkiego znieść. Ale wyobraźmy sobie inną sytuację- jakby zareagował ktoś, kto niezależnie od przyczyn pożegnał się z serią gdzieś na wysokości „Wyprawy Czarownic” czy „Ruchomych Obrazków”. Sam bym na miejscu takiej osoby zrobił ogromne oczy, i z wrażenia nie wiem czy bym potrafił wrócić do samego czytania. Sama struktura, konstrukcja fabuły, a nawet występujące postaci tak bardzo się pozmieniały, że kiedy przypominam sobie jak czytałem te wszystkie powieści kiedyś, a w jaki sposób to odbieram teraz, to wcale nie jest mi tak łatwo znaleźć zbyt wiele punktów wspólnych.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy już zabrałem się do czytania „Świata Finansjery”, (po tym jak wreszcie udało mi się ją odzyskać- tutaj stanowczo muszę wszystkich przestrzec- kiedy wracacie z księgarni, albo tak jak ja w tym konkretnym przypadku z antykwariatu do ludzi, za nic nie chwalcie się, że macie nową powieść Pratchetta. Zniknie pożyczona szybciej niż wam się wydaje. A zwłaszcza jak jesteście zmiękczeni czytaniem w tym czasie czegoś zupełnie innego. Po prostu- nie róbcie tego w domu.) przeczytałem oczywiście całość za jednym zamachem- w tym aspekcie akurat nic się nie zmieniło. Ale to co mogę powiedzieć po lekturze, to fakt, że po przeczytaniu mam w głowię zupełny zamęt. Zupełnie nie jestem w stanie jednoznacznie się na jej temat wypowiedzieć. Na pewno przez znacznie bardziej złożoną, skomplikowaną i wielotorową fabułę- w takim stopniu nie było tego nigdy wcześniej. Nie jestem w stanie nawet powiedzieć, który z prezentowanych tutaj wątków, a nawet która z postaci jest tą najważniejszą, co tutaj jest tym rdzeniem opowieści, dookoła którego wszystko pozostałe się układa, jak to się przecież działo w większości poprzednich opowieści. Tak samo jak nie jestem w stanie stwierdzić, czy samo, jakże rozbudowane przecież zaskoczenie, przy którym finał „Potwornego Regimentu” (chociaż tam dochodził jeszcze element, na ile to wszystko co było powiedziane, i to wszystko co się tam stało było rzeczywiście prawdą, a nie ile to było pomieszanie blefów, szantażowania, i zwykłej gry na sentymentach, ale w to się będę zagłębiał jak wrócę do tamtej pozycji) jawi się jako klasyczne i proste rozstrzygnięcie problemu, jeszcze jest „huraganem pod kontrolą”, czy też może autor trochę przesadza wprowadzając coraz to nowe wydarzenia całkowicie zmieniające obraz rzeczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak samo problem może sprawić odpowiedzenie na pytanie o czym jest ta książka. Zaczyna się niczym przeniesiona z raportów „Polityki” próba zastanowienia się nad wolnorynkową gospodarką, nad naszymi wspaniałymi kapitalistycznymi rynkami finansowymi, oraz powiedzeniu czemu działają w taki sposób w jaki działają, ale już po chwili zaczyna gnać w coraz to dalsze rejony. Poczynając od tych czysto jednostkowych. O człowieku, którego zżera obsesja całkowitej identyfikacji z wielbionym przez siebie obiektem, człowieku który dla realizacji swoich urojonych marzeń, jest w stanie posunąć się do wszystkiego, co doprowadza do jednego z najmocniejszych epilogów w całej serii. O człowieku, o skrajnej potrzebie ciągłej stymulacji, starającym się oszukiwać, i spróbować uszczknąć kawałek tego ogromnego tortu dla siebie, ale w ten sposób tylko staje się pionkiem w grze, której poziom ledwo jest w stanie sobie wyobrazić, i wszystko to co robi, jest reakcjom na wszystko na co go pchają ci znajdujący się wyżej. A w szerszej perspektywie o tym jak to władza polityczna jest niczym bez gospodarczych potęg, nad którymi niby sprawuje piecze, ale tak naprawdę dygocze przed każdym gwałtowniejszym załamaniem na rynku. Opowieść o cyniźmie, i zupełnym znieczuleniu społeczności, oraz o tym jak niewiele potrzeba, żeby dały się zmanipulować ludziom o złotym języku, wielkim kapeluszu, i kolorowym wdzianku- i niezależnie od tego czy jest starożytna, teokratyczna zbiorowość plemienna, czy też zlaicyzowany zglobalizowany świat, w którym wartości stają się tylko ubocznymi zmiennymi niezależnymi. Mamy też przegląd potrzeb powrotu do duchowości w dowolnym wydaniu, najlepiej maksymalnie mistycznym, o gonitwie za maksymalną emancypacją, niezależnie od tego do jakich skutków może doprowadzić, oraz jak będzie wtedy wyglądać świat- naprawdę wyodrębnienie z tego wszystkiego esencji jest dla mnie o wiele za trudne. Pratchett już od dawna przestał się przyglądać poszczególnym aspektom świata w którym żyjemy, przestał nam pokazywać konkretny system wierzeń, przekonań, sposobów życia, a zaczął odbijać świat w jakim żyjemy niemalże w całości. Ten nasz świat konfrontacji pędzącej nowoczesności, domagającej się wciąż nowych ofiar, składanych z niegdysiejszego życia, wyszydzającej wszystkich tych którzy wciąż pozostają w poprzednich epokach, a tej tradycji, mentalnego konserwatyzmu, który bardzo ładnie dopasowuje się do naszej małej akceleracji, i razem tworzy z nią wybuchową mieszankę. Od której czasami ktoś mógłby chcieć przez chwilę odpocząć, i sięgnąć może po jakąś książkę, w której bohaterowie przezywają problemy zupełnie oderwane od tych które obserwujemy dookoła siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na co jeszcze szczególnie zwróciłem uwagę. Naprawdę ciężko tutaj wskazać głównego bohatera- bo chociaż Moist von Lipwig, człowiek którego rządowe instrukcje i prawnicze przekręty zmusiły do zarządzania najważniejszą instytucją bankową w państwie zupełnie bez żadnego wcześniejszego przygotowania jest oczywiście na świeczniku, i swoją role musi odgrywać od początku do końca, to jednak moją większą uwagę zwrócił tutaj sam Havelock Vetinari. Człowiek, który swoimi umiejętnościami, wiedzą o tym jak funkcjonują ludzkie zbiorowiska, oraz jak można na nie wpływać w celu utrzymywania równowagi, bez której wszystko by się zawaliło- przez te wszystkie cechy pozostaje Rządem. Ostatnio nawet narzekałem, że autor zupełnie nie rozwija tej postaci, pozostawiając ją taką jaką ją stworzył na samym początku, w tych całkiem już zamierzchłych czasach. Kiedy u wszystkich dookoła następowały ogromne zmiany, będące odbiciem wszystkich procesów zewnętrznych i wewnętrznych, tak jakoś nasz Patrycjusz pozostawał taki jaki był. Aż wreszcie coś tutaj się zmieniło. Dopiero w tej książce, mimo, że przecież był bohaterem wszystkich poprzednich afer to dostaje tak naprawdę swoje pięć minut. I mam wrażenie, że chwilami staje się bardziej ludzki, częściej przemawia do ludzi ze swojego otoczenia, mówiąc im o tym co sam myśli, o tym do czego może doprowadzić zwyczajna głupota, i nieliczenie się z konsekwencjami- czy ktokolwiek przypomina sobie, żeby ten człowiek robił coś takiego kiedykolwiek wcześniej? Ja w każdym razie nie. I ciekawe, czy właśnie ten wątek będzie jeszcze dalej rozwijany, czy ujrzymy jeszcze inne oblicze tej postaci ze stali, jaka była ta ogromna cena którą zapłacił za wieloletnie utrzymywanie się u władzy, i zapewnianiu swemu dominium błogosławionej stabilności, oraz to wszystko o czym nigdy nie mogło być mowy wcześniej. Sam bardzo bym chciał przeczytać właśnie coś takiego. Niby w „Łupsie” narzekałem na chwilami zbyt duże przywiązanie autora do własnych bohaterów, do tego, że możemy być niemalże pewni, że w ogólnej perspektywie wszystkie najważniejsze postaci wyjdą z pożogi dziejowej, może i bardzo silnie podniszczeni psychicznie, ale i gotowi zmierzyć się z tym co im wyobraźnia pisarza podsunie następnym razem, ale tutaj też mogę się zastanowić- czy to nie jest może sugestia osłabnięcia, początku końca zarówno tej postaci, jak i całego świata którego istnienia Vetinari przecież był od zawsze. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt; Zdaje sobie sprawę, że powoli zbliżamy się już do końca przygody z chorującym na Alzheimera Wielkim Pisarzem, i wciąż się zastanawiam, czy skoro pisał ostatnio coraz to lepsze dzieła, czy zdecyduje się na ostateczne zakończenie tych wszystkich wątków, skoro już nawet budowa książki nie jest taka swobodna i otwarta tak jak kiedyś, czy też może koniec pozostanie otwarty, bo czy tak naprawdę rzeczy bywają doprowadzone do końca? &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-1168593150020741524?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/1168593150020741524/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/01/no83-terry-pratchett-swiat-finansjery.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/1168593150020741524'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/1168593150020741524'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2010/01/no83-terry-pratchett-swiat-finansjery.html' title='no.83- Terry Pratchett- Świat Finansjery'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-2524543728682341920</id><published>2009-12-29T17:41:00.001+01:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.397+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Fiałkowski Tomasz'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lem Stanisław'/><title type='text'>no.82- Świat na Krawędzi: ze Stanisławem Lemem rozmawia Tomasz Fiałkowski</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Przede wszystkim chciałbym jeszcze raz podziękować za możliwość przeczytania tej książki. Pewnie bym wcześniej czy później i tak do niej dotarł, skoro zapoznawanie się z tym dorobkiem dzieje się na tak globalną skale, i to jeszcze w takim tempie, jak chyba nigdy wcześniej w niczyim przypadku, ale i tak zrobiłaś mi tym prezentem ogromną przyjemność. Mam tylko nadzieję, że to co sam sprawiłem Ci w rewanżu dostarczy chociaż części tak pozytywnej stymulacji, jaką sam miałem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tego typu pozycje wydane zostały całe dwie. Pierwszy książkowy wydań, opracował i opublikował Witold Bereś, ale że działo się to jeszcze podczas mrocznych, i niewesołych lat osiemdziesiątych, to dopiero wznowiona pozycja, wydana już w nowym tysiącleciu mogła zawrzeć w sobie całość rozmów pomiędzy tymi dwoma panami, a także nowe treści które pojawiły się przez te dwadzieścia lat… Do pozycji pana Beresia nie miałem jeszcze przyjemności dotrzeć, nigdy też jej w życiu na oczy nie widziałem, ale tak to już jest z dziełami z tej półki. Która księgarnia w dzisiejszych czasach chciałaby przechowywać na swoich półkach niemalże antyczne pozycje sprzed dziesięciu lat? I to jeszcze poświęcone tak niemodnemu i kompletnie nieczytanemu autorowi jaki dziś jest Stanisław Lem. Ale spokojnie, nie ma się co spieszyć, mam nadzieję kiedyś się móc pochwalić stojącymi na półce prawdziwie zebranymi dziełami tego pana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Natomiast na przełomie tysiącleci pojawiła się druga taka pozycja. Autorem (chociaż powinienem powiedzieć bardziej- redaktorem, ale o tym za chwilę) tego cyklu rozmów był związany ze środowiskiem „Tygodnika Powszechnego” (tak, tego szatanistycznego źródła plugawych, antypolskich i haniebnych treści, i jeszcze zatrudniających wśród swoich publicystów takiego strasznego ateistę i technokratę jak Lem) krytyk i publicysta Tomasz Fiałkowski. W taki oto sposób powstał zbiór piętnastu rozmów na dwustu siedemdziesięciu stronach, poświęconych dość rozmaitym tematom. Zaczynamy od wspomnień z najpierw międzywojennego, a później okupacyjnego Lwowa, później przyglądamy się początku zawodowej kariery literackiej autora u schyłku lat czterdziestych, a następnie wkraczamy chyba w najbardziej znany, i opisywany w wielu jego zarówno powieściach jak i książkach popularyzatorskich czy publicystycznych, świat nauki, technologii, szans i zagrożeń płynących z tego w jaki sposób to wszystko się będzie rozwijać. Czym jest, i czym się stanie biotechnologia, oraz dlaczego pewne sprawy mają o wiele większą hierarchię od innych… No cóż, chciałoby się powiedzieć „gorąco polecane”, ale czyż to nie jest rzecz oczywista? Są tam takie rzeczy, o których pisarz z taką otwartością i szczerością nie napisał w żadnym swoim samodzielnym dziele, więc, jeśli wydaje wam się, że dotychczas wiedzieliście wszystko…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Absolutnie nie znam się na dziennikarstwie, a mój jedyny kontakt z tą specjalnością, wyglądał tak, że nawet dostałem się na studia dzienne poświęcone dziennikarstwu na naszym łódzkim Uniwersytecie, ale to było dokładnie tyle- nigdy ich nie rozpocząłem, a ewentualne rozmyślania na temat zrobienia tego szybko znajdowały silną wewnętrzną opozycję, więc mogę powiedzieć, że udało mi się uchronić przed takim straszliwym losem. W każdym razie moglibyśmy wyróżnić dwa rodzaje wywiadów. Pierwszy to taki, w którym obie strony- zarówno pytający jak i odpowiadający są równorzędnymi partnerami, i cały przebieg polega na nieustannym dialogu obu stron, bo najważniejsze jest uzyskanie odpowiedzi na postawione na samym początku pytania, i granica pomiędzy stronami chwilami się całkowicie zaciera. Natomiast w drugim rodzaju pytający sprowadza swoją rolę jedynie do dyktafonu rejestrującego wypowiedzi swojego szacownego dyskutanta. Zaledwie nakreśla zakres poruszanych tematów, po czym wszystko zależy od tego o czym sobie zażyczy mówić szacowny odpowiadający. No cóż… Ta książka zdecydowania należy do drugiej kategorii, i czasami aż nie mogłem się pozbyć wrażenie, że równie dobrze mogłaby się nazywać „Ze Stanisławem Lemem rozmawia Stanisław Lem” i nie zauważylibyśmy żadnej różnicy  Nie umiem powiedzieć na ile to jest wada samej konstrukcji. Książkę czyta się wspaniale, tylko, że widać bardzo wyraźnie, że to sam Lem wybierał najistotniejsze tematy- szczególnie te dotyczące biotechnologii, nauki czy literatury, i mówił o tym co uważa, a redaktor Fiałkowski usilnie starał się za jego wywodami nadążyć… No, ale jak widać to inaczej być nie mogło.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwszą rzeczą, o której chciałbym wspomnieć, która szczególnie zwróciła moją uwagę, jest pokazany tutaj obraz utraconych Kresów, i tej przedwojennej polski… Oczywiście jeśli ktoś będzie szukał tutaj takich tez, i takich ocen jakie przedstawiał nam Czesław Miłosz, to niczego takiego tutaj nie znajdzie. Sam autor wspomina, że był przecież dziesięć lat od Miłosza młodszy, i z wielu spraw które dookoła niego się działy kompletnie nie zdawał sobie sprawy, skoro w chwili wybuchu wojny był wciąż nastolatkiem, i dowiedział się o tym wszystkim dużo później. Ale mimo wszystko, te wszystkie wspomnienia ludzi którzy utracili swoje małe ojczyzny, mają ogromną sugestywność (jedno z takich trudnych słów, którego pamiętanie nie jest wcale prostą sprawą), i nawet jeśli nic nie wiąże mnie, ani mojej rodziny (a przynajmniej nic o czym bym wiedział) z tamtymi okolicami, i wszystkim co się wówczas tam działo (i jakoś nigdy nie miałem specjalnej ochoty, żeby odwiedzić sam Lwów, chociaż na pewno byłoby to całkiem ciekawe doświadczenie), to jednak czytając o tamtych czasach, tamtych miejscach odzywa się we mnie jakaś delikatna, niewielka nutka… Nawet jeśli są to częściej dystopie, niż sentymentalne obrazki pokryte lukrem. Chociaż do pewnych wspomnień świata dziecięcego będę musiał na pewno wrócić, i nie chodzi mi tu wcale o „Wysoki Zamek”, który zresztą też znajduje się na liście braków, którą mam nadzieje regularnie uzupełnić. A i zebranej kolekcji dzieł samego Miłosza się nie doczekam, więc czas już zabrać się za te wydania które są po prostu dostępne, i nie będą straszyć na półce (chyba, że kogoś straszy już sama obecność tego pana, ale to już zupełna inna historia).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sferę okołotechnologiczną już nie chce się tutaj wgłębiać, zresztą pewnie będzie jeszcze i niejedna okazja do tego, przejdźmy więc zatem do jeszcze innego wcielenia Lema- do Lema czytelnika. Na pewno ciekawie było dowiedzieć się co autor sądzi o twórczości Olgi Tokarczuk, czy też o tym kto dzisiaj bierze się za pisanie książek, oraz jakie tematy są wybierane, i w takich chwilach mógłby chyba wziąć się za napisanie kontynuacji książki Barańczaka, z pewnością nie wyszłoby mu to gorzej. No, ale chyba dobrze, że jedni pisali o książkach których nikt nie napisał, a inni wzięli na swój warsztat książki, których nikt nie powinien napisać… Za to proszę mi powiedzieć, czy ktokolwiek by dzisiaj powiedział, że pierwsze utwory poetyckie autora zostały odrzucone, i skrytykowane w całości przez niejakiego Juliana Przybosia, za to, że były pisane pod Leśmiana? Jakimi to ciekawymi drogami idą życiorysy ludzkie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zdaję sobie też sprawę, że książka też dotyczyła spraw, o których nie było mowy we wcześniejszym wywiadzie przeprowadzonym przez Witolda Beresia, więc zapewne oba będą się pięknie uzupełniać, ale o tym się przekonamy, jak uda się książkę zdobyć. A zostało wciąż jeszcze sporo z najważniejszych utworów do nadrobienia…&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-2524543728682341920?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/2524543728682341920/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2009/12/no82-swiat-na-krawedzi-ze-stanisawem.html#comment-form' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/2524543728682341920'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/2524543728682341920'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2009/12/no82-swiat-na-krawedzi-ze-stanisawem.html' title='no.82- Świat na Krawędzi: ze Stanisławem Lemem rozmawia Tomasz Fiałkowski'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-8239324999863131371</id><published>2009-12-26T21:56:00.003+01:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.400+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Martel Yann'/><title type='text'>no.81- Yann Martel- Życie Pi</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;W notce poświęconej ostatniej powieści Olgi Tokarczuk, wspominałem o sytuacji w której można by usiąść do czytania danej pozycji, nie mając zielonego pojęcia, kim jest autor, w jaki sposób pisze, o czym, jak konstruuje swoją fabułę- w zasadzie nie wiedząc o tym co będzie się czytać kompletnie nic. No i bardzo szybko udało się do takiej sytuacji doprowadzić. Wprawdzie z okładki straszy olbrzymi napis, jakoby powieść pana Martela była zdobywcą Wielkiej Nagordy Bookera (o której nigdy w życiu nie słyszałem, ale jakie to przecież ma znaczenie), i była ponadto Wielkim Międzynarodowym Bestsellerem. Wszystkie te elementy doskonale się uzupełniają, sprawiając, że z pewnością będzie to książka o której istnieniu nigdy bym się nie dowiedział, gdyby nie została mi wręczona w ramach przedświątecznej wymiany lektur i doświadczeń (miejmy nadzieję, że udanej- w drugą stronę poszedł „Czarnoksiężnik z Archipelagu”, czyli więc kontrargumentacja mocno, jakkolwiek innopłaszczyznowa). Chociaż chyba nazwa mi się gdzieś tam obiła, ale na pewno nie była to na tyle silna chmura memów, żeby wyszło z tego cokolwiek więcej…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A skoro i powieść zupełnie inna od tego wszystkiego co w ostatnim czasie mocno zdominowało moją skromną kolejkę czekającą cierpliwie na swój czas leżakując na półce, to i sposób przedstawienie również będzie nieco inny od tego, którym zwykłem się posługiwać. A zatem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Aby przekonująco przedstawić pierwszy motyw, który naprawdę mi się spodobał, muszę przedstawić co się działo w pierwszej części książki, na tych pierwszych stu kartkach (które wbrew temu co sugerowała Magda wcale nie były niczym „fragment opisujący czyszczenie zbroi”- gdyby tak było musiałaby zajść naprawdę spora odmiana w sposobie prowadzenia narracji, a wbrew pozorom nic takiego nie dzieje się aż do samego finału, o którym to dopiero możemy powiedzieć, że jest tym odautorskim popisem, w którym to przez cały rozdział nie używa się literki „e”). Głównym bohaterem jest młody chłopak, wychowujący się w niebiednej, ale i niebogatej indyjskiej rodzinie w burzliwych czasach połowy lat siedemdziesiątych. To co go wyróżnia z wielu jemu podobnych, jest fakt posiadania ojca będącego dyrektorem miejscowego ogrodu zoologicznego, przez co chłopak od małego zaznajamia się z bogactwem i sekretami życia zwierzęcego wielu krain… Wstęp całkiem ciekawy, ale w tej części utworu rozwinięcie idzie w zupełnie inną stronę. Otóż chłopak beztrosko poznaje swoją część kraju, poznaje ludzi, i zaczyna odczuwać dojmującą potrzeba prowadzenie ściśle uregulowanego, i żarliwego życia religijnego, czemu z pewnością sprzyja przyjaźń młodego Pi, z wieloma duchownymi którzy zmieszali się w wielonarodowym i wielokulturowym indyjskim tyglu. I w tym momencie nasz bohater postanawia, że zostanie Hinduistą. Postanawia, że zostanie Chrześcijaninem. Oraz, że zostanie Muzułmaninem. Oczywiście, wszystkimi na raz. Przez jakiś czas nikt nie zwraca na to wszystko uwagi, ale po pewnym czasie, wszystko się wydaje, i następuje naprawdę przepiękna scena- i to z pewnością jest coś dla którego warto przeczytać tą książkę, nawet jeżeli wszystko inne się komuś nie spodoba- w której spotyka się trzech duchownych wskazanych tutaj religii z chłopakiem i jego rodzicami, próbując wskazać mu niestosowność swojego głupiego zachowania, i przekonać, że jeśli chce wyznawać jakąś religię, to musi sobie wybrać jedną. Na co oczywiście biedny Pi, odpowiada „ale dlaczego?”. Jak się pewnie można domyślać, nikt nie jest w stanie dać mu zadowalającej odpowiedzi, żadnej która miałaby mieć jakikolwiek sens, a jedyną reakcją jest narastający stos absurdów, oraz jak się można jeszcze szybciej domyślić- stos wzajemnych wyzwisk, którymi przedstawiciele religii, uczących każdego, aby miłował swoich bliźnich, raczą swoich „kolegów po fachu”… Naprawdę, ja byłem zachwycony. Polecam do refleksji każdemu, komu tego typu problemy nie są obojętne, czy też tym którzy Mają Rację.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugi motyw, dotyczący zupełnie innych sfer, a mianowicie pomysłu, i próby przedstawienia dość intrygującej hipotezy. Piszę tutaj próby, bowiem nie padam na kolana przed stylem pisarskim pana Martela, taki mocno przezroczysty i mało soczysty mi się wydał, a i jak na powieść która miała mieć to co wygłodzone tygrysy bengalskie lubią najbardziej, czyli zwielokrotnioną narrację, to nie widać tych wszystkich sztucznych różnic w stylu, które tak pięknie powiedziały nam, że nigdy tak naprawdę nie będziemy wiedzieć, która z opisanych w końcówce wersji wydarzeń była prawdziwa, co tak naprawdę się zdarzyła, i gdzie się zaczyna, i gdzie się kończy granica między jedną, a kolejną opowieścią, no ale całkiem możliwe, że to tylko ja jestem wyczulony na takie właśnie dania, a przecież spora część międzynarodowej kuchni zawdzięcza swoje sukcesy konsekwentnemu, i skutecznemu używaniu zupełnie innych składników. Ale wracając do meritum.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W pewnym momencie rodzice chłopaka stwierdzają, że biznes zoologiczny coś kiepskawo funkcjonuje, i czas się zwijać. Następny przystanek- Kanada. Tak więc rusza wielki tankowiec, na którym ponadto towarzyszą rodzinie te zwierzęta, których nie udało się wcześniej odsprzedać innym azjatyckim i europejskim ogrodom, i będą szukać nowego życia na kontynencie amerykańskim. Ażeby nie było tak pięknie, to na pełnym oceanie dokonuje się katastrofa, i przeżyć udaje się zaledwie jednej szalupie ratunkowej. Na którą udaje się dotrzeć biednemu Pi. A także tygrysowi bengalskiemu, hienie cętkowanej, samicy orangutana, oraz zebrze. Taka ekipa będzie musiała przetrwać nadchodzący czas, w oczekiwaniu na ratunek…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale w pewnym momencie, kiedy to już liczba mieszkańców szalupy zostaje zredukowana do dwójki (jak myślicie, której?), fale porywają szalupę na niewielką wyspę, a w zasadzie skupisko zrośniętych ze sobą alg i niewielkich drzew, będących ponadto domem kolonii malutkich, spokojnych zwierzątek- surykatek, które dzięki odsalającej pracy algmają do dyspozycji prawdziwe źródła słodkiej wody. Istny raj na ziemi dla zagubionych wędrowców, nieprawdaż? Dopóki kiedy wyjdą na jaw, kolejne intrygujące fakty, i zrobi się naprawdę gorąco…&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;No cóż, na pewno jest to powieść godna uwagi, i zainteresowania, i z pewnością ktoś, kto może być bardziej zainteresowany, taką typowo „angielską” (mimo, że autor niewiele ma wspólnego z narodowością brytyjską) powieścią spędzi z nią bardzo miło czas. A także i ktoś, kto tak jak ja, sięgnie po nią, przez wybór kogoś innego nie będzie całością zawiedziony. Co najwyżej może przeszkadzać, że jest to trochę za bardzo przystępna powieść. Nie za mało, ale i nie za dużo Metafizyki, opowieści o istnieniu Boga. Nie za dużo, ale też i nie za mało, opowieści o koegzystencji człowieka z innymi mieszkańcami naszej planety, oraz o tym wszystkim co ich łączy i dzieli. Nie za dużo, ale też i nie za mało opowieści o samotności, byciu na granicy sił, i poza zasięgiem wszystkiego. Opowieść o okrucieństwie, i o tym jak bardzo warunki są zmienić każdego, niezależnie od tego jaką i jak silnie wyznawał wcześniej wiarę- ale też podane w sposób mocno przystępny. To wszystko sprawi, że powieść się spodoba, ale może powodować pewien niedosyt, kiedy chcemy się przyjrzeć jednemu z tych elementów nieco bliżej… &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-8239324999863131371?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/8239324999863131371/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2009/12/no81-yann-martel-zycie-pi.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/8239324999863131371'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/8239324999863131371'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2009/12/no81-yann-martel-zycie-pi.html' title='no.81- Yann Martel- Życie Pi'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-2769706651306015681</id><published>2009-12-23T20:47:00.001+01:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.403+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Herbert Frank'/><title type='text'>no.80- Frank Herbert- Diuna</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Odświeżające. I to bardzo. I co gorsza bardzo zwiększające ochotę, żebym jeszcze raz wrócił, i przeczytał cały cykl, od Mesjasza, aż do Kapitularza, który przecież był czytany zaledwie kilka miesięcy temu… Nawet jak sobie pomyślę, że przecież pierwszy tom cyklu, to zaledwie niewielka wprawka w tym co nam Frank Herbert wykreował w swoim cyklu w częściach kolejnych. Ale ten styl, ten sposób prowadzenia narracji, to specyficzne dobór słownictwa, wreszcie sama konstrukcja dialogów, jeden z najmocniejszych punktów na których opiera się cała fabuła- to wszystko jest niezmienne, jedna z tych rzeczy dla których przynajmniej dla mnie te książki były, i pozostaną najważniejszymi w swojej klasie…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ciężko mi naprawdę stwierdzić, kiedy po raz pierwszy usiadłem na tym pierwszym tomem Diuny. W każdym razie na pewno było to daaaaaawno temu, a z taką samą pewnością jestem w stanie stwierdzić, że była to pierwsza książka z tej całej literatury, zwanej przez niektórych fantastyczno-naukową. Wszystkie inne rzeczy, które wielką siłą przywiązały mnie do tego rodzaju formułowania przemyśleń, i do takiej specyfiki przedstawiania naszych nowych wspaniałych światów, takie jak „Lewa Ręka Ciemności”, „Fundacja” czy „Robot”, nie wspominając już o tych wszystkich dziełach, które albo odkryłem, albo wreszcie zabrałem się, żeby przeczytać je naprawdę, gdybym chciał zacytować Calvina, dopiero w ostatnim czasie… W ostatnim czasie który uczynił taką ogromną karuzelę, ale to wszystko było, to wszystko jeszcze niemrawo, ale jaśniało tamtego dnia, w którym pierwszy raz przyniosłem sobie ze swojej biblioteki (ech… nawet nie potrafię sobie przypomnieć kiedy ja tam ostatni raz byłem… W czasach kiedy się z bibliotek korzystało, a nie tak jak dzisiaj wysyłało po interesujące woluminy Zaufanych Ludzi, aż ciężko było pomyśleć, że nadejdą takie czasy, że będę bardzo niechętnie rozważał wszelką możliwość wypożyczenia dowolnej książki, zdając się tylko na księgozbiory dobrych znajomych, czy też na przepływ drugoobiegowy, przez co mogę być bardzo do tyłu w kwestii różnych interesujących tytułów, ale trudno… Nawet gdybym miał korzystać tylko z dwóch naszych najwspanialszych łódzkich antykwariatów- mowa tu oczywiście o Komiksie i Silvarerum to i tak ciężko by było mówić o niedostatku nowych stymulacji, wręcz przeciwnie) wydanie podzielone na dwa tomy, z charakterystycznym jastrzębiem szybującym nad pustynią… Może i było ono brzydkie, ale chyba jednak lepiej bym zrobił, gdybym nie połaszczył się na wielkie wydanie „Diuny” i „Mesjasza” w jednym tomie, w wielkiej szarej obwolucie, i miałbym chociażby komplet z phantom pressu- wydawnictwa któremu podziw i oddanie już nie raz na tych łamach wyrażałem. Nie musiałbym wtedy na siłę starać się nie zauważać tych wszystkich destylozonów ani piaskali… Ale niestety od tamtego feralnego zakupu staram się przekonywać, że książka ma przecież wartość ogromną, i że te kilka mocno niezręcznych przekładów można pominąć, w zaczytywaniu się całością… W końcu nie jest aż tak źle jak przy Sławetnym Tłumaczeniu innej książki…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wtedy było dla mnie oczywiste, że „Diuna” jest taką książką, którą po prostu TRZEBA przeczytać. Skąd się wzięło to przekonanie, powiedzieć w stanie nie jestem, ale chyba żadnego decydującego czynnika w tym wszystkim nie było… W każdym razie skoro była to książka, która trafiła do tego domu, który wprawdzie tradycje fantastyczne miał dość spore, to jednak jakoś tak ta gałąź z literkami sci-fic nie trafiała do nas tłumnie, więc powieść pana Herberta coś musiała mieć w sobie, że trafiła także i tutaj…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A teraz, po upływie tych wszystkich lat, kiedy po raz kolejny wracam do miejsca w którym to się wszystko zaczęło. Do Paula Atrydy, do człowieka który oglądał jak cały jego świat runął w gruzach, do człowieka który potrafił ujrzeć co może nieść ze sobą przyszłość, i tak ją pokierować, żeby nie dopuścić do tego co najgorsze. A ile to zamieszania narobiło, to już mogliśmy obserwować we wszystkim tym co się działo dalej. Jak zawsze ciężko jest pisać o pojedynczym epizodzie, kiedy ma się- lepiej czy gorzej, ale przecież pamiętany cały przekrój przez wszystkie wydarzenia, zwłaszcza kiedy mieliśmy sporo z konstrukcji szkatułkowej, kiedy każde kolejne wydarzenie zmieniało wszystko, a jednocześnie coraz bardziej objaśniało sens tego wszystkiego co się zdarzyło później. Bo tak naprawdę co można wyczytać z samej części pierwszej? Oczywiście można wynieść sporo spostrzeżeń, ze sfer w których przenika się wielka polityka, ekonomia, czy nawet tworzenie i wykorzystanie nowych religii, ale w porównaniu z całością, tutaj te wszystkie sfery (może z wyjątkiem samej wielkiej polityki, przez co można przeczytać pierwszą „Diunę” jako właśnie powieść mniej lub bardziej przygodową, odnoszącą się do kulis wielkiej władzy… chociaż odradzałbym czytanie właśnie tej części, gdyby to miała być ta jedyna, o wiele lepiej nadaje się do tego „Bóg Imperator”- tylko, że wtedy bez sensu jest się potem cofać w czasie, jeżeli komuś jednak przypadnie do gustu pisarski styl Herberta) są ledwie zasygnalizowane… Może to być też opowieść, z cyklu „I had a dream”, o wielkim marzeniu doktora Kynesa, który poświęcił swoje życie po to, żeby zmienić morderczo pustynny świat, w prawdziwy raj na ziemi, w którym nie będzie trzeba stosować takich ostatecznych środków ostrożności, do jakich po prostu muszą się poczuwać jego rdzenni mieszkańcy… Ale ponieważ całą planeta dopiero stoi na przed swoją szansą, również i ten wątek ekologiczny dopiero się rozwinie tak, żeby wszyscy zobaczyli do czego może taka przemiana doprowadzić. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt; Z pewnością szybciej niż to planowałem, odświeżę sobie kolejne tomy, i to właśnie „Mesjasz” będzie pierwszą „przypomnianą” książką za którą wezmę się już w nadchodzącym nowym roku… Bo tymczasem trzeba nadrobić zaległości, które już się nagromadziły przez ten czas, póki tylko jest okazja. Póki mogę sobie na takie ekstrawagancje pozwolić. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-2769706651306015681?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/2769706651306015681/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2009/12/no80-frank-herbert-diuna.html#comment-form' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/2769706651306015681'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/2769706651306015681'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2009/12/no80-frank-herbert-diuna.html' title='no.80- Frank Herbert- Diuna'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-4892703948106133105</id><published>2009-12-20T20:30:00.002+01:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.406+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Tokarczuk Olga'/><title type='text'>no.79- Olga Tokarczuk- Prowadź Swój Pług Przez Kości Umarłych</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Ogólnie rzecz biorąc moje doświadczenie z bycia na pierwszym w moim życiu Spotkaniu Literackim było doświadczeniem nieco dziwnym. Nigdy wcześniej nie uczestniczyłem w czymś takim, zresztą przecież moja znajomość i orientacja w tym co się dzieje w wielce szacownym światku literackim da się określić słowem „żadna”, więc nawet chcąc, bym nie śledził co się tam ciekawego dzieje. Ale kiedy pewnego pięknego dnia, naszej wspaniałej ciepłej jesieni, kiedy spojrzenie zza okno nie napawało mej jaźni paniczną trwogą na samą myśl o przedzieraniu się przez tą zimową głuszę, czytam w gazecie, że jeszcze tego samego dnia odbędzie się w mym wspaniałym mieście spotkanie z Olgą Tokarczuk, która właśnie wyruszyła w trasę koncertową, promującą swoje najnowsze dzieło „Prowadź swój pług przez kości umarłych”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Twórczość tej pani uważam za swoje prywatne tegoroczne odkrycie w kategorii „literatura”. Wprawdzie trochę opornie mi idzie zapoznawanie się z jej dorobkiem, mimo iż bardzo mi się podobał zarówno „Prawiek i inne Czasy” jak i „Anna Inn w Grobowcach Świata”, o czym zresztą można tutaj przeczytać. Stąd też decyzja o wybraniu się na owo spotkanie była natychmiastowa, nawet jeśli miałem opuścić inne „spotkanie” na tematy interesujące mnie już całkowicie zawodowo, Tak więc zapakowałem obie posiadane wówczas pozycje autorstwa pisarki, i podążyłem na Krzemieniecką na miejsce. Na miejscu dałem się jeszcze skusić na prywatny sklepik (bo w końcu w sytuacji kiedy daje się darmowe koncerty, to na czymś trzeba zarabiać, prawda?) i jedyną dostępną w nim pozycję, którą w przeciągu miesiąca wreszcie udało mi się przeczytać. (Myślę, że taki system w którym rzecz kupiona w afekcie idzie na półkę, i odczekuje swoją kolej, krócej bądź też dłużej ma swoje plusy, na pewno jest to dobry sposób, żeby się zdążyć zdystansować do tych wszystkich atrakcyjnych bodźców, i na spokojnie móc wyrobić sobie zdanie na jej temat… Zwłaszcza, że omawiane tutaj pozycje należą raczej do takich, nad którymi warto przez jakiś czas pomyśleć)- chociaż gdyby nie to, to pewnie na tym miejscu byłaby pewnie notka zajmująca się „Domem Dziennym, Domem Nocnym” który według mej wymyślonej kolejności miał być kolejny, i pewnie względnie niedługo doczeka się również i swojej kolejki… I w taki oto sposób uczestniczyłem w spotkaniu z Olgą Tokarczuk, prowadzonym zresztą przez inną również, dość znaną osobistość- Kingę Dunin.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cały czas się zastanawiam, jak wielki wpływ miało to spotkanie, skupione głównie wokół przedstawienia, zarówno samej bohaterki utworu- Janiny Duszejko, jak i wszystkich słów i problemów-kluczy opiera się cała fabuła, dlaczego to jest, i dlaczego powieść ta nie jest kryminałem wpłynęła na to w jaki sposób odebrałem całość, kiedy się dzisiaj do niej ostatecznie zabrałem. Chyba zdecydowanie wolę sytuacje w której mam już pewne wyrobione zdanie na temat autora, ale jego kolejne poznawane przeze mnie dzieło w zasadzie nie poprzedzają żadne informacje (oczywiście wiem, że nigdy nie będzie takiej sytuacji, w której nie będę „nic” wiedział na temat czytanej przeze mnie pozycji, można tutaj winić wszystkie czynności reklamowe, zarówno czynione przez wydawców, jak i czytelników, sam opis na ostatniej stronie okładki, czy wreszcie własną ciekawość, która niekiedy zmusza do maleńkiego rzucenia okiem na to z czym w tym przypadku mamy do czynienia. Ale prawidłowość zawsze jest następująca- im mniej wiemy tym lepiej. Zarówno uprzedzenia jak i oczekiwania tylko i wyłącznie przeszkadzają, skoro mimo wszystko to czytelnik powinien ustosunkować się do pewnych faktów, treści i opinii, a nie kazać wszystkiemu innemu tańczyć wokół siebie). A tutaj i mieliśmy okazje posłuchać fragmentu powieści w interpretacji autorki (ciekawe doświadczenie, nie powiem), posłuchać czym są dla autorki poszczególne motywy, i wartości, kim jest sama z przekonań. I co tutaj w takiej sytuacji zrobić? Czy odnieść się bezpośrednio do samego tekstu, pomijając całą dyskusje, którą przecież mogę potraktować jako dotyczącą tylko i wyłącznie tła opowieści, czy też może wręcz przeciwnie- zabrać głos w dyskusji, w której wówczas nie mogłem, a chyba nawet nie chciałem brać udziału? No cóż… Na pewno nie jest to miejsce, w którym miałbym prezentować co sobie myślę na temat Olgi Tokarczuk, i jej poglądów, bo jakoś tak dziwnie się składa, że wcale nie pokrywają się z tym co myślę o jej książkach. Może to jest ten argument, dla którego powinienem się odnieść raczej do książki, a nie jej odbioru, i wszystkiego co myślą na ten temat panie które tłumnie uczestniczyły w tamtym spotkaniu…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naprawdę nie chciałbym powiedzieć, że „podoba mi się” główna bohaterka, ale z pewnością jest to postać robiąca ogromne wrażenie. Taka zdeterminowana, pewna siebie, święcie wierząca w swoje rytuały, w swoje horoskopy, i konstrukcje astrologiczne (aż chciałbym powiedzieć, że również wierząca w sens i powodzenie działania TRES, ale to jednak nie jest ten typ który zrzesza się do celebrowania swego stylu życia. Pani Duszejko jest zdecydowanie osobą, która samotnie podbiłaby świat, i stworzyła tyranię, która trwałaby tylko do jej śmierci), która jednocześnie nie dostrzega, że ludzie wokół niej również święcie i poważnie wierzą w swoje wartości- gdy tylko nie jest to sprzeczne z tym co sama robi, jak chociażby przekładanie twórczości Williama Blake’a, poetyckiego i metafizycznego patrona całości utworu (chociaż jest to raczej ten rodzaj patronatu, jaki sprawował John Keats nad sagą Dana Simmonsa), czy też sprawdzenie jak bardzo na południe są w stanie rozmnażać się skupiska zgniotka szkarłatnego. Bo w sytuacji kiedy inni robią to co wierzą, niezależnie od tego jak bardzo jest to nieprzemyślanie i absurdalne (a czym innym jest dokonywany przez bohaterkę podział zwierząt na pożyteczne, i szkodliwe, z którego rezygnuje dopiero po wysłuchaniu argumentów ścisłych racjonalistów- sic! I dopiero wtedy dokoptowuje to do swojego prywatnego systemu wierzeń.) to wyrusza na swoją wojenną ścieżkę…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mnie szczególnie urzekła scena przesłuchania bohaterki na komisariacie, jest tak niesamowita, że aż rozkłada na łopatki czytającego. Ma zdecydowanie coś w sobie z najlepszych pratchettowskich potyczek słownych. Ale oczywiście nigdy w życiu bym kogoś takiego nie poparł. Od wszystkich osób które Mają Rację, i Są Przekonane O Słuszności Swych Sądów należy uciekać jak najdalej, chociaż jak się okazuje nie zawsze ignorowanie jest najlepszym sposobem. W końcu właśnie od wspomnianego tutaj Pratchetta dowiedzieliśmy się ile jest w stanie zrobić drobna, niepozorna staruszka, oraz tego, że gospodarka światowa w dużej części opiera się właśnie na małych, zgarbionych, marudzących starszych paniach niosących ze sobą siaty wielokrotnie przewyższające ich własną wagę. Starszych pań nigdy nie wolno lekceważyć, ale myślę, że wie o tym każdy kto ma doświadczenia z komunikacją miejską. Ale nie chcę tutaj pisać paszkwilu… A może po prostu pani Duszejko jest taką właśnie postacią którą każdy podziwia, która reprezentuje wszystko to czego nie udało się samemu dokonać, i w chwili słabości, wtedy kiedy nikt nie widzi, ani nie słyszy, wylegując się pod kocykiem przy kominku pomyśleć sobie, że gdyby tylko miało się odwagę, byłoby się dokładnie taką samą osobą. Ale to jak wszystkie projekcje naszych różniastych części osobowości, w tych wszystkich psychodynamicznych sposobach wyjaśniania świata… &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt; No i jak to zwykle bywa, w samej powieści osoba bohaterki wyrasta ponad ten cały ekologiczny kontekst… Mnie to o tyle rusza, jako o osobie która wprost brzydzi się bronią, i nie byłaby w stanie nawet wziąć niczego palnego do ręki, i jest w stanie poza oczywiście kontekstem samoobrony, tylko taki rodzaj strzelania, który stał się udziałem młodego Tomasza w „Dolinie Issy”, jako rodzaj buntu przeciw zastanemu porządkowi. Ale bardzo łatwo dostrzec, że ten bunt mógł być tylko ledwie grożeniem palcem, niczym więcej. Zresztą te wszystkie pytania, będą nam dalej towarzyszyć, skoro czas teraz powrócić po raz kolejny- nie jestem nawet w stanie stwierdzić który- do powieści o wymowie ponoć ekologicznej… A przecież i ekologia życia codziennego jakoś tak ostatnio mnie nie odpuszcza, nawet na monografii z psychiatrii społecznej. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-4892703948106133105?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/4892703948106133105/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2009/12/no79-olga-tokarczuk-prowadz-swoj-pug.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/4892703948106133105'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/4892703948106133105'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2009/12/no79-olga-tokarczuk-prowadz-swoj-pug.html' title='no.79- Olga Tokarczuk- Prowadź Swój Pług Przez Kości Umarłych'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-7251963222609601173</id><published>2009-12-19T21:03:00.002+01:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.409+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lem Stanisław'/><title type='text'>no.78- Stanisław Lem- Opowieści o Pilocie Pirxie</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Z książką tą mam problem. Wiem, ktoś może powiedzieć, że przecież w ostatnim czasie zdążyłem się dość mocno przywiązać zarówno do tego autora, jak i poruszanych w takich utworach tematów. Ale mimo to mam problem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czytając książkę na poziomie drobnej cząstki całej, jakże bogatej dyskografii naszego szacownego autora, musiałbym powiedzieć, że jest to mocno nierówny tomik opowiadań, które ponadto nie składają się na bardziej przemyślaną całość, chociaż poszczególne fragmenty są mniej lub bardziej dobre- a tylko sama końcówka, „Rozprawa” i „Ananke” to już rzeczy o wiele wyższej próby, mocno wyróżniające się na tle całości. Ale patrząc na to w ten sposób globalnie, to sposobów do zachwytu nie ma, chyba na podobnej zasadzie na jakiej nie zachwycił mnie „Eden” do którego zajrzałem, jako do jednej z kolejnych książek, kompletnie lekceważąc sobie chronologię powstawania tych wszystkich dzieł, a jedynie kierując się ich dostępnością. Rzeczy najbardziej wartościowe, to wszystko co najpiękniejsze pojawiło się już gdzie indziej, i w sposób o wiele bardziej dopracowany, z większym pietyzmem- i przede wszystkim będąc opracowanym w sposób o wiele bardziej kontekstowy, albo w formie pełnej, i zamkniętej powieści, albo ściśle powiązanym ze sobą cyklem opowiadań, jakimi były przecież „Dzienniki Gwiazdowe” i „Cyberiada”. Bo przecież konwencja polegająca na takiej konstrukcji fabularnej utworu, w której sytuacja wyjściowa, sam bohater, czy też bohaterowie, aż wreszcie ten nasz cały „metafizyczny kryminał”, w którym czy to u Lema, czy też u Italo Calvino następuje zmierzenie się racjonalnie myślącego bohatera, ze zdarzeniami które w żaden sposób nie chcą dopasować się do jego ścisłych, i świętych konstruktów poznawczych, do świata który niewiele sobie robi z moralności, zwyczajów, odruchów czy też nawyków tego „zwyczajnego, poczciwego człowieka” (na które to zresztą określenie wyraźnie się wzdryga książkowy Pirx, ale przecież od samego początku, aż do końca pozostaje tym zwyczajnym, całkowicie Ludzkim bohaterem, w którym nie ma ani nic bohaterskiego, ani nic wynoszącego go ponad przeciętność- co jest zresztą jednym z istotniejszych motywów pojawiających się w kolejnych opowiadaniach), a który zadaje pytania z którymi coś trzeba zrobić, nawet jeśli ma to się ograniczyć to ich zagłuszenia- jak w „Terminusie”. To wszystko już przerabialiśmy. Ponadto sama forma, w której migoczą nam postaci Poego czy Stefana Grabińskiego (Lem pisało nim w „Moim Poglądzie na Literaturze”, jako o postaci której proza mocno wpłynęła na niego, mimo, że podstawy postrzegania świata są naprawdę odległe od siebie. Sam nie miałem okazji sięgnąć do jego twórczości, zresztą dowiedziałem się o jego istnieniu właśnie w „Moim Poglądzie”, zresztą kto dzisiaj słyszał o tej przedwojennej lwowskiej gwieździe nazywanej właśnie „polskim Poe”. A nie wiem czy bym nawet chciał sięgnąć, bo i sam Poe to niekoniecznie moje kilmaty). Ale jeszcze w tym miejscu, idąc za ciągiem myślowym Poe -&gt; Lovecraft, przypomina mi się, że tamten przecież napisał opowiadanie umiejscowione w scenerii zimnego, niepoznawalnego kosmosu- mowa oczywiście o „Zapomnianym Mieście”. I jak wielką zbieżność nastrojów i wymowy mamy, porównując je z pisarstwem Lema. Chociaż myślę, że gdybym miał nazwać tego drugiego właśnie „polskim Lovecraftem” to by się podniosły co najwyżej pomruki niedowierzania, i uśmieszki na ustach. Ale oby wynikały tylko z tego, że mam w swoim otoczeniu miłośników opowiadań amerykanina (co mnie wielce cieszy), a jakoś tak do Lema mało kto sięgnie (co już bardziej mnie martwi, ale o tym istnym casusie Żeromskiego odpowiednie miejsce jest zupełnie gdzie indziej). Ale tyle co mogę powiedzieć o moich zarzutach, wysnuwanych z takiego właśnie- poznawczego poziomu, kogoś kto w ostatnim czasie, kto wie czy nie zbyt dużo czasu poświęcił na zagłębianie się w pisarstwo jednego człowieka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale z drugiej strony, w pewnym momencie czuję, że odbieram te wszystkie treści dużo głębiej, i w pewnym sensie „wyżej”. O ile może trzy pierwsze teksty, zresztą napisane dużo wcześniej niż inne, kiedy jeszcze nie mieliśmy możliwości na odbieranie tego, jak typowo-nietypowego bildungsroman, nie wywołują we mnie żadnych specjalnych emocji, o tyle już kolejne- najpierw „Terminus” a potem „Odruch Warunkowy” zmuszają do dłuższego zatrzymania się nad przedstawionego w nich problemu, tego właśnie zderzenia dwóch całkowicie sobie obcych światów. Chociaż jak już wspomniałem wcześniej, największe wrażenie zrobiły na mnie dwa opowiadania i to na ich przykładzie chciałbym tutaj swoją reakcje wytłumaczyć. Myślę, że ta różnica jakości między nimi, a resztą zbiorku jest spowodowana tylko jedną rzecz- w „Przesłuchaniu” i „Ananke” mamy już do czynienia z zupełnie innym Pirxem niż wcześniej. To już nie jest młody chłopak, dopiero poznający swój fach, i z tęsknotą spoglądającym w niebo, mającym pełną wiarę w to, że człowiek jest w stanie dojść do wszystkiego. że akurat rzeczywiście bildungsroman, nie jest w tym przypadku udane, bowiem nie obserwujemy tych wszystkich stanów pośrednich, ale przez to kontrast między kadetem a komandorem Pirxem jest tak uderzający. To już jest doświadczony komandor Pirx, coraz bardziej rozumiejący upływ czasu, zdający sobie sprawę zarówno w własnych ograniczeń, jak i tego, że pewne sprawy są po prostu nie do przeskoczenia. Tak samo jak z tego, że są rzeczy ważne, i ważniejsze, i z tego które wartości składające się na takie zbyt często przywoływane słowo „człowieczeństwo”. Kiedy słyszę, jak ktoś posługuje się terminem „ludzki” w znaczeniu „wyrozumiały, ciepły, wybaczający” to odzywa się we mnie wewnętrzny sprzeciw. Taki ktoś będzie tylko i wyłącznie ludzki, jeśli dodamy do tego- „omylny, słaby, mimo mylącej go często intuicji, wciąż się na nią zdający, mający swoje wady i irytujące innych zwyczaje” i wiele innych, nawet tych o jeszcze większej wadze- dopiero wtedy definicja będzie pełna. Stare powiedzenie, że jesteśmy tylko i aż ludzcy, będzie nabierać coraz to nowszych zdarzeń, im dalej ta ludzkość będzie sięgać. Nic nie jest, i nic nie będzie dla niej własnym zagrożeniem. Wszystko to z czego nie zdajemy sobie sprawy, bo jeszcze przecież od dawien dawna spacyfikowanym w formie społecznej, wyjdzie na wierzch w tych wszystkich sytuacjach w których nie ma tego naszego cieplutkiego otoczenia, nie można się otulić ciepłym kocykiem wszechogarniającego szumu informacyjnego, ani wziąć do ręki, aby powoli wypić ciepłego kubka wieści ze świata, i z najbliższego otoczenia. Niezależnie od tego czy to będzie wielka wyprawa wysokogórska, czy odkrywanie kolejnych białych plam na mapie, niezależnie od tego czego to jest mapa, i jak wielka jest to przenośnia. W takich przypadkach zdawanie się na maszyny, na komputery, na tego nieomylnego i wszechobecnego, ale niemalże przeniesionego w nasze warunki Golema zawsze będzie ogromnym zagrożeniem. Wiara w nieomylność i niezawodność maszyn dosłownie zabija. I to nie tylko dlatego, że tylko człowiek jest w stanie podjąć w ułamku sekundy, totalnie szaloną, irracjonalną decyzję, która jest w stanie ocalić wszystko i wszystkich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zwłaszcza, że odczytuje te wszystkie opowiadania w sposób niezwykle mi bliski. Niech no tylko wyskoczy mi jakiś zarzut, coś w rodzaju: „wielkie mi science-fiction, wielka mi futurologia- niby taki wielki pisarz, a przecież jak czytam o oprawionych w skórę książkach na stacjach kosmicznych, o tych wszystkich archaizmach, o rzeczach które dla nas są oczywistością, to nie mogę się przestać śmiać z tego retro stylu”. Każda taka opinia będzie niczym więcej jak zupełnym niezrozumieniem literatury. Może i się mylę, może to jest tylko i wyłącznie moja osobista opinia, ale ta cała proza z fantastyczno-naukowym szyldem jest tak cenna, bo wcale nie opowiada o przyszłości, tylko o teraźniejszości. Niezależnie od tego czy umiejscowimy tą naszą teraźniejszość w latach 60tych, czy w pierwszych dekadach naszego Wieku Nietoperza. Świat może i się zmienia, ale problemy są wciąż te same, a tylko się rozwijają, do coraz większych rozmiarów, których skutki… Ale o tym to już było i w „Cyberiadzie” i „Dziennikach Gwiazdowych”. W każdym razie gdyby kogoś drażnił ten satyryczny ton zawarty, czy to „Tragedii Pralniczej” czy „Kongresie Futurologicznym”, mogą się spokojnie wziąć za opisywany tutaj tekst. Poziom i powaga „uderzenia” jest dokładnie taka sama, a dobór środków… Chociaż, co za głupoty próbuje tutaj opisać. Ktoś komu konwencja tamtych utworów nie pozwoliła oczytać treści, tym bardziej nie pozwoli tego zrobić tutaj. Zastanawiam się tylko, czy to będą te osoby, akceptujące porze Witkacego czy Gombrowicza- a jeśli tak- proszę państwa, jakim cudem? &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;No i wychodząc poza te wszystkie rozmyślania, nie mogę nie wspomnieć o tym, że książkę tę przywiozłem tamtego pięknego dnia, z warszawskiego Trafficu- rzecz którą koniecznie muszę tutaj wspomnieć. Gdyż właśnie przez kontekst rzeczy nabierają swojej wartości, i zyskują piękno. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-7251963222609601173?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/7251963222609601173/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2009/12/no78-stanisaw-lem-opowiesci-o-pilocie.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/7251963222609601173'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/7251963222609601173'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2009/12/no78-stanisaw-lem-opowiesci-o-pilocie.html' title='no.78- Stanisław Lem- Opowieści o Pilocie Pirxie'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-1241854187442406436</id><published>2009-12-10T21:03:00.003+01:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.412+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Asimov Isaac'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><title type='text'>no.76- Isaac Asimov- Fundacja i Imperium, Druga Fundacja</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Pewnie narażę się rozmaitym fanom całej twórczości pisarskiej Isaaca Asimova, pisząc, że po tej niewielkiej części którą przeczytałem, jakoś tak z mieszanymi uczuciami mam ochotę do zabierania się za dalsze poznawanie tych jego dzieł, które zostały u nas wydane. Zresztą też nie bardzo się orientuje, jak to jest z dostępnością tych wszystkich książek w księgarniach. Oczywiście, wszystkie tomy Fundacji straszą z półek empików wielkimi, obwoluciałymi grzbietami, i aż się boję spojrzeć na ich cenę. Ale pozostałe dzieła, z pojedynczymi wyjątkami, jakoś tak nie chcą się rzucać w oczy podczas przeglądania działów, w których można taką literaturę dostać… Trzeba by się zdać na drugi obieg… Gdybym tylko miał kogoś dobrze poinformowanego w całej twórczości Asimova, gdybym wiedział za co się zabrać, a czego raczej unikać, gdyż mimo, że napisane z wielkim smakiem, pozostawiłoby we mnie tak duży sprzeciw, jaki zrobiły „Agent Fundacji” i „Fundacja i Ziemia”. Ale jest też ten problem, że inne książki zrobiły na mnie ogromne wrażenie, w chwili kiedy przeczytałem je po raz pierwszy przed laty, i dalej takowe robią- teraz, kiedy do nich wracam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pomijając tymczasem pierwszą część cyklu, która z pewnością zasługuje na swoją własną notkę, i być może kiedyś jej się doczeka, chciałbym skupić się na omawianych tutaj części drugiej i trzeciej, co jednak wcale nie jest takie proste. Cykle mają to do siebie, że stanowią całość. Mimo, że w tym przypadku poszczególne części różnią się od siebie w dość znacznym stopniu, zarówno przez dość długie odstępy czasowe w jakich powstawały, a także nie sposób nie zauważyć tej postępującej ewolucji stylu pisarza… Ale gdyby tak wydać „Fundację i Imperium” oraz „Drugą Fundację” w jednym tomie to niewiele byśmy stracili. W formacie udostępnionym mi przez Bartka mamy do czynienia z dwoma cieniutkimi książeczkami, dodatkowo w formacie kieszonkowym (którego już dawno zostałem wielkim fanem), które czyta się na raz. I w tym przypadku już trudno mi powiedzieć tak jednoznacznie, jak w przypadku pierwszej „Fundacji”, że jest to zbiór opowiadań połączonych ze sobą pewną ideą naczelną. Owszem, można to odczytać jako zbiór czterech poszczególnych części, po dwie w każdej, tylko, że wszystkie są o wiele bardziej scalone, mają zdecydowanie jednoznaczny klimat, i mimo, że bohaterowie się zmieniają, a rzecz dzieje się na przestrzeni niemalże stu lat, to jednak duch jest cały czas ten sam…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Historia Fundacji, i planu Hariego Seldona mimo, że można odnieść błędne wrażenie, ze względu na cały ten kult wiedzy technologicznej, i dążenie do jej gloryfikacji panujący wśród mieszkańców samej Fundacji, nie jest w żaden sposób historią rozwoju, ani też pokazaniem według jakich prawideł ta sfera miałaby się rozwijać. Gdyby tak miało być, i gdyby czasami pojawił się ktoś szukający tego typu rewelacji, niech zostawi te książki sprzed ponad pół wieku, i poszuka sensacji gdzie indziej. Historia, czy może lepiej by tutaj rzecz, próba opowiedzenia historii dotyczy dużo ważniejszych spraw- społeczeństwa i społeczeństw. Gdyby miała paść odpowiedź na pytanie, czy można przewidywać przyszłość człowieka, najprostszą odpowiedzią byłoby „nie”. No bo jak to… Przecież przypadki, tysiące możliwych wyborów, pojedyncze ułamki sekundy zmieniające wszystko- nie to niemożliwe. Szczegół nigdy nie będzie przewidywalny. Ale o ogóle, mając dane obserwacyjne, mając całą swoją wiedzę, będziemy chyba mogli mniej lub bardziej dokładnie spróbować przewidzieć co dana osoba w określonej sytuacji będzie mogła zrobić. Oczywiście, pomijając wszelkie warunki skrajne, itd. Jeżeli większe możliwości, i większą dokładność uzyskamy przechodząc od szczegółu do ogółu, to dlaczego się zatrzymywać na tym etapie? Skoro można przejść dalej. Co zrobi jeden człowiek nijak nie wiemy. Ale co zrobi dziesięciu ludzi już łatwiej przewidzieć. Co zrobi stu jeszcze łatwiej. Pod warunkiem oczywiście, że nie będziemy się zajmować rzeczami mało istotnymi. A im większa populacja, im większy przedział czasu, jaki przypadnie na te nasze hipotetyczne badania podłużne, tym większa pewność wyników. A zatem- mając do dyspozycji miliony milionów milionów ludzi żyjących na milionach światów zamieszkałych przez ludzi, i biorąc pod uwagę tysiące lat, to ściśle zmatematyzowane formuły, opracowywane przez największych naukowców będą w stanie osiągnąć swój cel, uniknięcia grożącej katastrofy, i próby skonstruowanie lepszej przyszłości… Czy jest to logiczne, i w pewnych chwilach przekonywujące rozumowanie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale zawsze może się pojawić jakiś Muł, i wszystkie staranne obliczenia, całą kilkusetletnią zabawę, całkowicie za przeproszeniem spieprzyć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na tych właśnie przykładach Asimov, a mogę tutaj i sam przytaknąć pokazuje, że cały taki determinizm będzie do niczego. Skoro pojedynczy ludzie, nawet pojedyncze niewielkie społeczności nie będą w żaden sposób mogły znaleźć się w planie, to czyż Plan nie nadaje się tylko i wyłącznie do wyrzucenia? Skoro tak naprawdę okazuje się, że gdyby zostawić sprawy własnemu losowi, nawet gdyby nie stałoby się coś naprawdę nieobliczalnego- całkowita zmiana wyglądu ludzkiej cywilizacji, jakieś objawienie, czy to natury technologicznej, czy może religijnej, albo coś czego nawet nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić- to wszystko nadawałoby się do niczego. Jeśli chodzi o człowieka, o wszystko to co robi, jakikolwiek determinizm nie ma z nim szansy. Czyż to nie jest piękne? Oczywiście- natura ludzka się nie zmienia. Wszystkie popędy które kierowały ludźmi, będą nimi kierowały dalej, stąd rozmaie ekstrapolowanie jednak będzie miało sens. Inercja jest czasem tak potężną siłą, że kryzysy, zagrożenia mogą zostać zażegnane, zanim cokolwiek osiągną, przez to, że nie mają odpowiedniej siły, przez to, że jest zbyt wielka masa społecznej bezwładności, i zanim do czegoś tak naprawdę dojdzie, to iskra wywołująca pożar już dawno przestanie istnieć. A pójdźmy jeszcze dalej- co z tego, że iskra naprawdę się roznieci. Co z tego, że będziemy mieli jedną, czy też inną rewolucje, albo wielką wojnę. Stosunków międzyludzkich to nie zmieni. Schematów myślowych też nie. Nawet jeśli zaprowadzony zostanie wielki terror, to przecież nigdy nie będzie wieczny. Upływ lat wszystko zatamuje, i nikt nie będzie potem pamiętał o wielkich i potężnych władcach, którzy swego czasu zmieniali się, niczym w kalejdoskopie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zarzutem najcięższym jaki się może pojawić, wobec tego, jest to, że w takim razie człowiek nie znaczy nic. Pewne rzeczy wprawdzie muszą być zrobione, ale skoro nie zrobi tego pan X, to jest jeszcze do dyspozycji Y, i Z… Może i tak. Tylko weźmy pod uwagę jedną z fundacyjnych sytuacji. Według wszelkich praw politycznych, gospodarczych, ekonomicznych, psychologicznych, i wszystkich innych jakie nam mogą kiedykolwiek przyjść do głowy, konkretna strona sporo po prostu NIE MOŻE przegrać danej wojny. Więc w sumie niezależnie od tego kto będzie dowodzić, czy będzie tam prawdziwy geniusz, czy też może jakiś dureń, tak naprawdę rezultat będzie dokładnie taki sam. Wielka gala z okazji zwycięstwa, gazety i telewizja dostają prawdziwy żer na najbliższy czas, i wszyscy są jak najbardziej zadowoleni. A co z tego, że gdyby na odpowiedzialnym stanowisku nie byłoby osoby, która się do tego jak najbardziej nadawała, to zginęłoby trzy razy więcej ludzi. Że sytuacja ciężka trwałaby o wiele dłużej, i okazała się de facto rujnująca dla całej gospodarki i ludności. Że po tym wszystkim wynik kolejnej potyczki, kolejnej walki zbrojnej byłby już jednoznaczny. Co z tego? &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-1241854187442406436?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/1241854187442406436/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2009/12/no76-isaac-asimov-fundacja-i-imperium.html#comment-form' title='Komentarze (13)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/1241854187442406436'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/1241854187442406436'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2009/12/no76-isaac-asimov-fundacja-i-imperium.html' title='no.76- Isaac Asimov- Fundacja i Imperium, Druga Fundacja'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>13</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-7429931670453338447</id><published>2009-11-30T19:09:00.001+01:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.415+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Calvino Italo'/><title type='text'>no.75- Italo Calvino- Jeśli Zimową Nocą Podróżny</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Wcale nie takim łatwym zadaniem było znalezienie tej książki. O wiele trudniejszym niż dowiedzenie się o jej istnieniu. Naprawdę w żaden sposób nie potrafię wskazać która wskazówka, który drogowskaz był pierwszym, dzięki któremu dowiedziałem się o jej istnieniu. I o istnieniu samego autora. Dużo łatwiej mi przyjdzie zrekonstruowanie drogi, która mnie nakierowała do niej. I co gorsza, jak się może okazać w całkiem nieodległym czasie (chociaż liczonym raczej na lata niż na miesiące) czasie, na tej jednej się nie skończy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli chodzi o tego straszliwego stwora, do którego i wysiłku całych tuzinów nieustraszonych, straceńczych herosów nie staje, zwanego dalej literaturą powojenną (a gdy widzę średnio dla mnie zrozumiałe etykietki mówiące „literatura współczesna” nijak zrozumieć tego w stanie nie jestem, skoro wszelkie granice oraz kryteria są dużo bardziej niż niejasne) nie znam kompletnie. Chociaż jestem zdania, że ignorancja czy też niewiedza są jedną z ostatnich rzeczy którymi człek roztropny i chcący lepiej funkcjonować w społeczności powinien się chwalić, o tyle samo przyznanie się- bez żadnego wartościowania- poświadczenie, że czegoś się nie wiem, chyba ma pewną wartość, skoro wszelkie jednostki Zawsze i Wszędzie Nieomylne budzą większą niechęć. A jeden z ideałów do którego można dążyć to chęć zaznajomienia się z jak największym obszarem interesującej nas (ale też i możliwej do przyswojenia) wiedzy, poprzez zarówno poznawanie tych obszarów, w których kompetencje pozwalają na wygłoszenie wiążących sądów, jak i tych które pozostają wciąż nieznane. Z różnych przyczyn. Do kompletnej nieznajomości literatury powstałej w przeciągu ostatnich kilkudziesięciu lat przyznać się też muszę, jako do motywacji do dość obfitej produkcji tychże moich małych blubrów, którą to staram się nadrobić pewną pustkę, która z samą chwilą pojawienia się (przeklęci niech będą ci, którzy tylko nawet spojrzą na tego straszliwego potwora mającego na sumieniu całe rzesze) rośnie coraz szybciej, wciąż domagając się nowych posiłków. Jeśli instrumentem poznania tego co jest w stanie zaoferować nam dzisiaj kultura, we wszystkich swoich przejawach, jest instytucja szkoły, to nie powiem, żeby w tej kwestii robiła to dobrze (inną sprawą jest, czy przy dotychczasowej formie naprawdę nie było najmniejszym złem, danie swemu absolwentowi skuteczny przekrój przez wszystkie epoki, pokazanie powtarzających się toposów, i wszystkich podskórnie wszczepionych narodowych, okołonarodowych i ogólnoludzkich sentymentów. Tak wyposażony uczeń, ma metodologiczne podstawy do zmierzenia się z twórczością ostatnich lat i dekad, chociaż zmuszony jest poruszać się w nich na ślepo, jeśli nie poszczęści mu się, i nie trafi na inne autorytety pokazujące mu co jest warte). Raczej trudno byłoby nie wysnuć refleksji, że cała ta literatura kończy się na Gombrowiczu i Witkacym, a gdzieś tam bardzo daleko, tworzył swoje anty-cudowne opowieści Camus. Nie wiem, jeśli ktoś wyniósł ze swojej edukacji dużo więcej, to naprawdę zazdroszczę. Chyba też, że wyniósł dużo więcej zarówno z zajęć z literatury języka ojczystego na poziomie podstawowym jak i średnim, ale bez późniejszego wzmacniania i utrwalania, z takiej wiedzy nie zostanie więcej niż pojedyncze urywki, które wprawdzie uaktywniają się kiedy prowadzi do nich skojarzenie, ale dają dotkliwe poczucie pustki, kiedy chciałoby się skonfrontować posiadaną wcześniej wiedzę z bieżącym zapotrzebowaniem. Tyle jeśli chodzi o szkołę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chociaż wszyscy tak naprawdę wiemy, że szkoła jest jednym z ostatnich czynników które będą kształtować tego typu upodobania. One muszą się po prostu narodzić gdzie indziej, na zupełnie innej płaszczyźnie, a można tylko przyklasnąć, jeśli w szkole taki nasz delikwent znajdzie podatny grunt dla rozwoju swoich gustów, zarówno jeśli chodzi o nauczycieli, czy też bibliotekarzy, ale też i chyba najważniejszy w tym punkcie- grupy rówieśnicze (rozumiane szerzej niźli tylko bezpośrednich rocznikowych, podwórkowych czy ogólnoszkolnych kolegów, to także mogą być osoby z rodziny, bądź też zaprzyjaźnione funkcjonujące na tych samych zasadach niezależnie od ewentualnych różnic wieku- różne kuzynostwa, i inne tego typu, może nawet czasem przyszywane, relacje rodzinne). To tutaj następuje najpotężniejsze wzmacnianie, którego trwałość może potem przetrwać bardzo długo… Piszę tutaj te wszystkie aspekty wychowawcze, po czym przypominam sobie z pewną zgrozą, że w moim przypadku, w czasie w którym miały się kształtować wszelkie upodabniania (i te które tylko ewoluowały w miarę bezboleśnie, jak i te po których nie został już najmniejszy ślad, a próby opowiadania o nich osobom, które nie pamiętają tamtych jakże burzliwych lat wywołać są w stanie tylko ogólną wesołość, bez cienia wiary w prawdziwość przywoływanych wspomnień) w zasadzie nie miałem żadnego pozytywnego wzmacniania ze strony tego najbliższego towarzystwa. W pewnym momencie stało się wręcz odwrotnie, jako, że miałem ogromną przyjemność trafienia do towarzystwa, w którym znajomość pewnych postaci, sposobów spędzania czasu czy też podejścia do różnych konwencji była czymś całkowicie naturalnym. Gdyby nie te kontakty kompletnie nie potrafiłbym sobie wyobrazić swojego życia dzisiaj, ale to nie ten temat. Miało być o drodze do Italo Calvino.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Droga była długa, porywista, przez pewien dłuższy czas kręciła się w kółko nie niosąc za sobą żadnych odświeżających treści, a jedynie wałkując wciąż te same tematy. Ale w końcu trzeba było się przebić przez pewne przyzwyczajenia i skojarzenia, i zaczęły się pojawiać nowe nazwiska. Umberto Eco. Postać, która po przeczytaniu przeze mnie „Baudolino” piastuje stanowisko „ulubiony osobisty pisarz”, a która zmieniła bardzo dużo w postrzeganiu pewnych spraw, przez szerszą perspektywę. Ale także wskazała na wiele rozwiązań formalnych, o których zresztą pisałem w poprzedniej notce, przy okazji „Rumo” Moersa. Stanisław Lem. Może gdyby nie ta cała kolekcja Gazety Wyborczej, w ramach której uzupełniania w zasadzie od roku jestem w trakcie, nie nastąpiłoby to tak szybko, i na pewno nie przegryzłbym się z takim skutkiem, przez tak liczne popisy stylu, całkowitych wolt i rewolt formalnych i treściowych, chociaż całościowe przesłanie tak naprawdę zawsze wiązało się z tymi samymi wartościami. Będąc pod przemożnym wpływem tych dwóch panów, doprawdy musiałem iść dalej w tym kierunku. Wspomnieć jeszcze muszę o Marku Huberatcie, którego „Gniazdo Światów” było naprawdę mocną próbą literatury całkowicie angażującej czytelników, no i też panów którzy poruszanymi zagadnieniami nieco zmienili sposób patrzenia na wiele z tych spraw- Jacku Dukaju i Terrym Pratchecie. W takim towarzystwie musiał się zmienić fakt, że nie miałem zielonego pojęcia kim byli tacy twórcy jak Gabriel Garcia Marquez, oraz pewien dość znany w naszej kulturze nurt powieściowy który sobą reprezentował, czy Jorge Luis Borges- w którego przypadku polowanie trwa. I w tym momencie na liście pojawił się właśnie Italo Calvino, i jego najbardziej znana powieść, dołączając do tego jakże zacnego grona. Jako, że powieść jest w stacjonarnych księgarniach niemożliwa do dostania, to po kilkumiesięcznym próbach poszukiwań na allegro, dopiero wtedy udało mi się dopaść jeden egzemplarz, dość drogo, ale jednak. Co prawda ciężko mi się przestać śmiać, kiedy przypominam sobie umiejscowienie książki w dziale z literaturą erotyczną, ale to wszystko przez to nieszczęsną okładkę, którą graficy PIW z pewnością odstraszyli wielu potencjalnych czytelników od sięgnięcia po powieść… Ale jako, że trzeba być twardym, a nie perseweratywnym, oto jestem. Oto jestem po skończeniu „Jeśli Zimową Nocą Podróżny”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Staram się unikać tego typu porównań, ale w tym punkcie ciężko mi znaleźć w tej chwili lepsze. Otóż puszczając sobie dzisiaj płytę zespołu The Police, i słuchając piosenki „Message in a Bottle” można tylko powiedzieć: całkiem fajne, ładnie kiedyś grali, ale nic w tym specjalnego. Nie robi wrażenia. A piosenka, tak zresztą jak cała twórczość zespołu na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych zrobiła ogromne wrażenie w świecie muzyki pop. Najwyraźniej to widać, kiedy się słucha muzyki z tamtych czasów- jak wielu było wówczas bardziej lub mniej znanych naśladowców. Jak wielu twórczość Stinga i jego kolegów miała wpływ, na tamtą i wszystkie następujące sceny pop. A dzisiaj komuś kto zna wszystkich lepszych bądź gorszych naśladowców żadnego olśnienia nie będzie miał. I rzeczywiście. Te wszystkie eksperymenty formalne po trzydziestu latach od napisania książki nie będą żadnym zaskoczeniem dla kogoś kto świadomie będzie tropił takie pozycje. Ale.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Można powiedzieć, że każda książka, każda opowieść jest kryminałem. Stanowi sobą pewną zagadkę. W najpowszechniejszym wypadku będzie to zagadka odnosząca się do zrekonstruowania pewnego konkretnego stanu początkowego, do którego bohaterowie (czasem też razem z autorem) przez cały czas trwania utworu dążą. Ale też można do tego dołożyć każdy kolejny poziom. Zagadkę wykraczającą poza konkretne zdarzenie, które miało miejsce w określonej czasoprzestrzeni. Zagadkę która wykracza poza poziom fabuły, koncentrując się na zupełnie innych sferach naszego poznania. Wtedy dalej będzie stosowali wszelkie pomysły z „typowych” powieści kryminalnych, podobne też będzie nasze postępowanie, ale cała zabawa może dziać się na o dużo większej liczbie poziomów jednocześnie. Zwłaszcza, gdy wszystkie nasze poziomy splatają się w jeden, i mimo tego, że teoretycznie dotyczą zupełnie nie stykających się sfer, to jednak pozwalają na zastosowanie metody szkatułkowej- szeregowego przechodzenia między nimi wszystkimi, w tempie od dostojnego kroku, aż do szaleńczego biegu, ale nigdy nie gubiąc z sobą założonej wcześniej dyscypliny. Pod tym względem powieść Calvino rzeczywiście jest rozplanowana, i przeprowadzona przez wszystkie swoje punkty z taką gracją, na jaką może sobie pozwolić autor, który kontroluje wszelkie niuanse swojego dzieła… Chociaż to też nie musi być prawda. To może być tylko krok do kolejnej szkatułki, w której ukryty będzie klucz do przekazania tego w jaki sposób przypadek, bądź świadoma czy nieświadoma inspiracja są w stanie zupełnie zmienić oblicze powstającej opowieści. A ponieważ tak naprawdę czytamy tylko to co jest napisane, w następującym sensie- nie mamy wglądu w proces tworzenia. Nigdy (nawet jeśli sam autor zdradzi nam pewne sztuczki, to i tak nie musi to nam dać żadnej wiedzy) nie wiemy gdzie były przyczyny, a gdzie skutki. Jak zmieniały się koncepcje. Gdzie wszystko było zaplanowane od początku aż do końca, a co chwyciło piórem, maszyną czy też klawiaturą twórcy, i przejęło nad nim kontrolę podczas tworzenia. Pewności nigdy żadnej nie będzie. Ale za to można oglądać ze wszystkich stron tą naszą matrioszkę szkatułek, i ocenić jak została skonstruowana.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mówiąc już o całej brawurowej podróży przez style i konwencje. Przez państwa i narody. Przez konwencje. Przez wszystkie toposy dotyczące tych wszystkich postaci, od czytelnika i czytelniczki do wszystkich pozostałych kombinacji, które można sprawdzić, nawet nie sięgając do baśni tysiąca i jednej nocy. No cóż. Nie uważam, że to była jakaś naprawdę genialna i wynosząca świadomość na wyższy poziom książka. Nie. Po takie udałbym się raczej gdzie indziej. Ale jeśli chodzi o to co sobą obiecywała, zrobiła naprawdę wiele, żeby spełnić. To była jedna z takich pozycji, które czyta się z ogromną przyjemnością, zarówno na poziomie poznawczym, intelektualnym, jak i tym afektywnym. Dzieje się naprawdę sporo, we wszystkich tych punktach, i nie można narzekać. Oczywiście tylko pod warunkiem, że jesteśmy gotowi na to, żeby pozwolić się otoczyć przez taką opowieść, która atakuje także z takich kierunków, jakimi zwykła „literatura” nie jest w żaden sposób zainteresowana. Ale no cóż. Komuś, kto z wielką przyjemnością czytał „Apokryfy”, „Kongres Futurologiczny” niech pójdzie jeszcze dalej, i zobaczy jak książki o takiej lotności tworzono gdzie indziej. I ile jeszcze takich prawdziwych pereł z których istnienia nie zdajemy sobie nawet sprawy czeka na nas gdzieś tam w oddali…&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt; A na koniec proszę mi jeszcze powiedzieć czy czytelna jest ta moja twórczość wieczorowa, czy może tutaj zdecydowanie przekroczyłem granice samo pobłażania, i nie powinienem już dalej iść w takim kierunku… &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-7429931670453338447?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/7429931670453338447/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2009/11/no75-italo-calvino-jesli-zimowa-noca.html#comment-form' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/7429931670453338447'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/7429931670453338447'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2009/11/no75-italo-calvino-jesli-zimowa-noca.html' title='no.75- Italo Calvino- Jeśli Zimową Nocą Podróżny'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-8182039364280810593</id><published>2009-11-28T19:12:00.002+01:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.418+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Moers Walter'/><title type='text'>no.74- Walter Moers- Rumo i Cuda w Ciemnościach</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;O ile „Miasto Śniących Książek” było całkiem uroczą, doprawdy interesującą współczesną baśnią, o czym wspominałem w tekście na ten temat, o tyle „Rumo” jest już powieścią na o wiele wyższym poziomie. Może nie tyle pod względem stosowanego języka, czy plastyczności opisów, ale pod względem konstrukcji fabuły, no i wszystkich, nagromadzonych w naprawdę dużej liczbie pomysłów. To robi wrażenie, ale po kolei.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podobno, w całym cyklu powieściowym pana Moersa istnieje pewna chronologia, i poszczególne fakty wynikają z drugich, ale nawet pomijając fakt, że nie mam pojęcia ile tak naprawdę tych powieści zostało napisanych, ani też jakie są plany światotwórcze pod względem Camonii- w naszym pięknym kraju wydane zostały dwie, których chronologia pozostaje sprawą wielce zagadkową, i niejasną, nawet wśród umysłów wprawionych w rozmaitych hermetycznych sprawach… Ale z tego co widzę, kolejność czytania będzie tutaj sprawą całkowicie dowolną, nie zdziwiłbym się nawet, gdyby obie książki, do których miałem przyjemność trafić tworzone były równolegle- taki sam uśmiech towarzyszyć by mógł odnajdywaniu w „Mieście” nawiązań do „Rumo” (mimo, że teoretycznie czas akcji tej drugiej jest o wiele późniejszy, ale przecież jak wiemy lepszym pisarzom takie bzdury jak pozwalanie kierowania się przez konwencje, miast ściśle wytyczać co można w jej ramach dokonać, a czego należałoby się wystrzegać, nie powinny się zdarzać.), co w tych odniesieniach do „Miasta” które przewijały się tutaj… Ale no cóż. Gdybym miał polecić komuś do przeczytania, to myślę, że powinien wybrać zdecydowanie „Rumo”, które o wiele bardziej wykracza poza wszystkie schematy (chociaż nie zapominajmy, że pozostaje baśnią, stąd od pewnych rzeczy ratunku nie ma. Zbyt wiele postmodernizmu, to i fani Joyce’a nie przetrawią. No i kłaniamy się wszystkim tradycjom bildungsroman, ale jak tutaj protestować przeciwko wałkowaniu tych wszystkich schematów w tak uroczej formie?), jest dużo bardziej złożona, i chyba ma więcej do powiedzenia niż samo „Miasto”. Chociaż nie wiem, czy czytanie w odwrotnej kolejności, niż sam to zrobiłem nie odbije się rykiem rozczarowania. Ale chyba i tak mówię tutaj o skrajnie anonimowym autorze, i wątpię, żebym jeszcze miał okazje się stykać z jego czytelnikami tutaj, chociaż po księgarniach czasami te tomiska znaleźć można.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie mogę się pozbyć kilku dość krytycznych uwag pod adresem autora, ale mimo wszystko jestem zadowolony z przeczytanej książki (chociaż niestety nie miałem tej przyjemności, żeby przeczytać ją na raz- wtedy może miałbym lepsze porównanie wszystkich jej rozdziałów), a nawet skłonny jestem ją polecić, co się zbyt często nie zdarza. W zasadzie język jest tutaj stosowany dość nieporadnie, nie odczułem żadnego zróżnicowania, czy to emocjonalnego, czy też poznawczego pomiędzy bardziej a mniej dynamicznymi fragmentami akcji- wszystko jest tutaj pisane na jedno kopyto. Ale. Wrażenie robi za to bardzo bogaty dobór słownictwa, co z uwagi na niezwykle bogatą galerię postaci różnych i różniastych, na ich status, i miejsce pochodzenia- żonglerka jest niesamowita, jak chociażby wtedy, kiedy bawimy w ogrodzie szermierczym, albo wchodzimy w tajemnicze meandry alchemiczne, dość tajemnej, nowoczesnej ściśle zmechanizowanej, i traktującej o wyrafinowanej wiedzy anatomicznej chirurgii. A zwłaszcza w sytuacji, kiedy każda (sic!) występująca w powieści postać ma okazje na prezentacje swojej historii, i poznajemy nieco wyprowadzone poza akcją wtręty biograficzne, które dają nam szalenie zindywidualizowaną galerię postaci (Że niby co tam ten Włoch pisał w posłowiu do swojej pierwszej próby beletrystycznej o baobabach? Nie, no, oczywiście, że tak się nie powinno robić, że to jest dość prymitywny zabieg, tylko męczący ewentualnego czytelnika… Tylko, że jakoś tak w tej konwencji, i dokładnie takiej formie jakoś tak… pasuje)- to nie ma już żadnego miejsca na szarą masę, plejadę całych stron pozbawionych charakteru, i wyróżniających się ponad przeciętność.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;O ile w „Mieście Śniących Książek” robiła wrażenie pomysłowość, co do kreowania naprawdę przemyślanych, i chwilami zrzucających z krzesła motywów, o tyle tam ograniczało się to do pojedynczych opisów, postaci, przedmiotów, czy nawet scen. Tutaj ta cała pomysłowość rozwija się aż do samej góry- od samego zaprezentowania nam tego całego bildungsroman, przez wszystkie interakcje między postaciami, aż do rozdziału który omiotał mnie całkowicie- nad opisem stopniowego popadania w szaleństwo w odciętej od zwykłego świata, w otoczeniu, hmm… dość specyficznych osób unosił się, tak ściśle dopasowany do naszych czasów duch Lovecrafta- że aż ciężko sobie wyobrazić piękniejsze nawiązanie do tak cenionej przeze mnie Wyobraźni. Chociaż muszę powiedzieć, że w drugiej części powieści, kiedy już akcja wraz za naszym Orfeuszem schodzi głębiej mam wrażenie, że nie wszystko już jest tak dokładnie rozplanowane, że w wydarzenia wkrada się chaotyczność, na którą z początku nie było ani trochę miejsca. No i w pewnym momencie mamy zbyt wielkie nagromadzenie bohaterów na małej przestrzeni, przez co pewne wątki są dość dramatycznie urwane, i nie ma miejsca dla chociażby niesamowicie budujących klimat dialogów Szmejka z doktorem Kolofrylem. No, ale nie można mieć wszystkiego, skoro w pewnym momencie nawet znika sam główny bohater, żeby spełnić swe ściśle egoistyczne cele, które ganiały go po całym świecie…&lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt;No i cały czas mówię zdecydowane raczej nie takim ilustracjom. Rozumiem, że to jest kunszt autora, ale mimo wszystko, kiedy omawiamy wytwory niezwykle płodnej wyobraźni, to chyba jednak wolałbym, żeby pozostały dla mnie obrazami stworzonymi ze słów, niż oddanymi przez proste, komiksowe grafiki. Pewne sceny powinny pozwolić czytelnikowi na uruchomienie własnej wyobraźni, a nie tylko kazać jej podążać za tak wskazanymi wizerunkami bohaterów. Może się wydam tutaj takim radykałem, ale nie miałbym nic przeciwko gdyby wszelki aspekt graficzny, przypominał ten z powieści Pratchetta (pomijając oczywiście okładki starszych części, do których jestem nawet bardziej niż sceptyczny), gdzie jest pokazane jak bardzo słowo może stać się obrazem, bez potrzeby korzystania z tej typowej ikonografii. Ale wiem, mówiłem o tym już nieraz, i się powtarzam. Ale panu Moersowi taka uwaga się jeszcze raz należy. Skoro napisał tak dobrą książkę, to może się postarać, żeby tworzył jeszcze lepsze rzeczy. Chociaż nie wiem czy tutaj się nie miną moje oczekiwania, z założeniami i konwencji i serii. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-8182039364280810593?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/8182039364280810593/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2009/11/no74-walter-moers-rumo-i-cuda-w.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/8182039364280810593'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/8182039364280810593'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2009/11/no74-walter-moers-rumo-i-cuda-w.html' title='no.74- Walter Moers- Rumo i Cuda w Ciemnościach'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-2863494993443705260</id><published>2009-11-21T12:47:00.005+01:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.421+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Dawkins Richard'/><title type='text'>no.73- Richard Dawkins- Bóg Urojony</title><content type='html'>&lt;strong&gt;&lt;/strong&gt;&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ja (12:12)&lt;/strong&gt;Skończyłem już Dawkinsa. Tylko, że skoro obiecałem, że nie będę marudził, więc nie wiem czy chcesz usłyszeć przemyślenia&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wojtek (12:13)&lt;/strong&gt;mów, mów : )&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ja (12:13)&lt;/strong&gt;więc tak:&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ja (12:14)&lt;/strong&gt;1. niepotrzebnie Dawkins się zniża do rozprawiania się z tą cała podwórkową teologią, i z tymi wszystkimi fundamentalistami- z takimi w ogóle się nie gada, bo podejmowanie naukowego dyskursu tylko przydaje im prawdziwości&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ja (12:15)&lt;/strong&gt;2. nie mogę pozbyć się wrażenia, że główne motto książki to "Bóg nie istnieje, ale tylko dla ściśle określonej wartości Boga"- w zasadzie on niby mówi, że chce negować KAŻDĄ religie, ale de facto jest tam tylko o współczesnych monoteizmach&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wojtek (12:15)&lt;/strong&gt;Masz racje, choć właśnie oni najbardziej irytują Dawkinsa jak się zdaję&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wojtek (12:16)&lt;/strong&gt;widać nie zadaje sobie trudu z negacją jakiś niszowych lub nieaktualnych religii&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ja (12:18)&lt;/strong&gt;bardziej szkoda, że nie zadaje sobie trudu z negacją bardziej hipotetycznych konstruktów boskich, opartych na innych założeniach niż chrześcijańskie- chociażby koncerpcja Boga którego jedynym atrybutem jest Istnienie- jest tam wprawdzie to wspomniane, ale jest to tylko wyśmiane, że "taki Bóg to pipa, a nie Bóg"- a trochę szkoda, że jednak sprowadza się to, że religia = współczesne monoteizmy&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wojtek (12:21)&lt;/strong&gt;Może nie uznaje takiego "boga filozofów" za istotę w która można "wierzyć", a więc z jego punktu widzenia musi być mało szkodliwy&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ja (12:22)&lt;/strong&gt;czyli dla niego filozof to nie człowiek ; )&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wojtek (12:23)&lt;/strong&gt;możliwe : ]&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ja (12:28)&lt;/strong&gt;poza tym nie mogę zapomnieć, że polskie badania nad modlitwą wstawienniczą, przeprowadzone przez profesor Heszen, dały zupełnie inne wyniki niż te przytaczane w książce&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wojtek (12:29)&lt;/strong&gt;tzn?&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ja (12:29)&lt;/strong&gt;Profesor Heszen wyszła istotnie statystyczna poprawa stanu zdrowia u tych pacjentów, którzy podlegali anonimowej modlitwie&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wojtek (12:30)&lt;/strong&gt;jakoś ciężko mi w to uwierzyć ; /&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ja (12:31)&lt;/strong&gt;nie mam u siebie artykułu z tymi wynikami, ale mogę go wypożyczyć jakoś z instytutu&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ja (12:33)&lt;/strong&gt;nasza prowadząca ćwiczenia ze zdrowia, opowiadała jak była na konferencji z profesor Heszen opowiadała, że jak zapytano ją jak może wyjaśnic te wyniki, ta stwierdziła, że tego nie można w żaden sposób wyjaśnić&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wojtek (12:35)&lt;/strong&gt;wyjaśnić można - mało prawdopodobne zdarzenie, ale mógł zadziałać zwykły przypadek, choć w to akurat wątpie. Myślę, że to wynika z jakiś błędów w samym badaniu (no cóż, cięzko mi nie pozostać sceptykiem przy tak dziwnych wynikach)&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ja (12:37)&lt;/strong&gt;bardziej już racjonalnie było to związane z takimi czynnikami jak udział pacjentów w badaniu, czy też efekt placebo&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wojtek (12:38)&lt;/strong&gt;myślałem, że skoro modlitwy były "anonimowe" to sami pacjencie nie wiedzieli, że ktoś się za nich modli&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wojtek (12:38)&lt;/strong&gt;jeżeli tak było to nie ma o czym mówić&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ja (12:40)&lt;/strong&gt;zresztą religijność jest mocną pozycją na liście czynników osobowościowych które chronią przed zachorowaniami na choroby nowotworowe, i jako czynnik przeciwstresowy&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wojtek (12:41)&lt;/strong&gt;tak, coś o tym słyszałem&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Ja (12:43)&lt;/strong&gt;a powiedz mi- czy czytałeś jakiś kontrargument co do Dawkinsa, w którym autor naukowo by uzasadniał, że Dawkins nie istnieje? ; )&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wojtek (12:43)&lt;/strong&gt;Nie : )&lt;br /&gt;&lt;strong&gt;Wojtek (12:44)&lt;/strong&gt;udowodnienie tego nie wydaje mi się jakoś szczególnie trudne ; ]&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-2863494993443705260?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/2863494993443705260/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2009/11/no73-richard-dawkins-bog-urojony.html#comment-form' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/2863494993443705260'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/2863494993443705260'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2009/11/no73-richard-dawkins-bog-urojony.html' title='no.73- Richard Dawkins- Bóg Urojony'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-4014447359115839727</id><published>2009-11-16T19:45:00.003+01:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.424+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Barańczak Stanisław'/><title type='text'>no.72- Stanisław Barańczak- Książki Najgorsze</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Czy istnieje potrzeba krytykowania? Czy rzeczywiście warto być w swoim postępowaniu osobistością krytyczną, która powinna mieć w sobie więcej zrozumienia? Mimo wszystko, po wysłuchiwaniu tych wszelakich argumentów, bardziej lub mnie rzekomych, mam wrażenie, że jednak jakoś tak warto. Chociaż nie zawsze i nie wszędzie. W sytuacjach w których co następuje:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Istnieją takie sytuacje, w których jakakolwiek replika byłaby czynem wielce głupim, a jeszcze bardziej szkodliwym. Istnieją wypowiadane głupoty tak ewidentne, że nie ma wątpliwości co do wartości jakie ze sobą niosą. Istnieją treści tak bezsensowne, które po prostu nie mogłyby nikomu wydać się prawdziwe, i związane z rzeczywistością. Ale no cóż, wygląda na to, że to wszystko zupełnie nie jest w stanie przeszkodzić osobom głoszącym swoje szczytne hasła, jak i tym którzy chętnie je chłoną. Nigdy słowa, nigdy kapitał semantyczny nie był w stanie przeszkodzić tych po których stronie była racja. Ale o takich była mowa wielokrotnie, i przykładów nie trzeba szukać zbyt daleko. Ale jest jeszcze jedna grupa przykładów, która też może być radośnie obsadzona przez tych wszystkich poszkodowanych przez Barańczaka. Tutaj nie możemy mówić, o żadnej wiary w głoszone przez siebie zasady, sposoby postępowania, proponowana etyka, estetyka, ontologia czy też metodologia jest niewiele warta, a i wewnętrznie sprzeczna, z czego podmiot ją propagujący zdaje sobie sprawę doskonale. Gorzej w tym, że taki podmiot jest postacią wielce inteligentną, i bardzo dobrze wie, co chce osiągnąć. A równie dobrze zna metody oddziaływań na swój target, który nie ma z nim praktycznie nic wspólnego. Tylko, że ten „twórca” potrzebuje dla siebie „ciemnego ludu”, któremu będzie mógł wcisnąć wszystko, co tylko sobie zażyczy. Dobierając odpowiednio słowa, gesty, symbole- nikt przecież nie zauważy, że rozpoczyna się korowód ciągłych sprzeczności Po to się przecież sączy albo uspokajające komunikaty, albo też wręcz przeciwnie- żeby wywołać automatyczne reakcje, nie dopuścić do przemyślenia nad kolejnymi produktami tej myśli. Zdecydowanie w takich przypadkach żadna próba merytorycznej rozmowy może przynieść opłakane skutki. Przez używanie swego stanowiska, prestiżu nobilitujemy naszego oponenta na poziom wyżej, podnosimy wszystko to, co prezentuje ze sobą, na wysokość uczonej, merytorycznej debaty- jaką przecież być nie może. Nie można mieć złudzeń, że argumentacja będzie skutecznym orężem w miejscu gdzie dla żadnej argumentacji miejsca nie ma. Dlatego też, kiedy pojawia się taka próba, w swoich wczesnych stadiach, kiedy dopiero majaczy nam na horyzoncie- wtedy należy to konsekwentnie ignorować, i wysyłać wszystkich oszołomów tam gdzie ich miejsce. Nie pierwsi, to i nie ostatni. A co zaś zrobić, kiedy takowi już się zdołali wgryźć głębiej, i kiedy zaczynają już swoim oddziaływaniem zmieniać naszą rzeczywistość? No właśnie, jak wtedy powinna wyglądać reakcja?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale mimo wszystko, mam wrażenie, że wymienione powyżej sposoby oddziaływań, wcale nie należą do przeważającej większości, i po ich wykluczeniu pozostaje nam ogromny zakres zjawisk, wśród których krytyka bywa nie tylko przydatna co i potrzebna. Ktoś mógłby odpowiedzieć, replikując argument o podnoszeniu naszego adwersarza do właściwego nam poziomu. Nie zawsze musi tak być. Takie podniesienie odbędzie się wówczas, gdy będzie zawierać w sobie cały poważny autorytet. Kiedy rzeczywiście traktujemy, i pozwalamy na traktowanie oponenta jak osoby, z którą możemy być na tym samym poziomie. Wróciwszy ostatnio do „Innych Pieśni” Dukaja, łatwo mi będzie przytoczyć przykłady ze świata materii i formy, w których aristokrata jest tym który narzuca każdemu swoją formę, zaś niewolnik jest tym, który dla wygody, dla niechęci zawsze będzie przyjmować narzuconą formę przez innych. Dopiero kiedy spotkają się dwie postaci z najwyższych ogniw tego sofistesowego łańcucha- dwóch kratistosów, wtedy nie ma mowy o żadnych porozumieniu, niezależnie od intencji obydwu stron musi dojść do wojny, po zakończeniu której zawsze słabszy przyjmie formę silniejszego. Zatem kiedy zaczniemy traktować kogoś jak aristokratę, kiedy będzie mógł sam przyjąć narzuconą tak formę, chociażby poczętą z kłamstwa- forma to popchnie to samostanowienia się w zupełnie nowej postaci. Ale sposoby na polemikę, bez angażowania całego swego arsenału, na szczęście istnieją. Najbardziej zgrabnym, i najchętniej wybieranym przez czytelników, którzy nawet po trzydziestu latach od czasu powstania takowych tekstów będą gotowi wydać swoje pieniądze na zapoznanie się z takową argumentacją- jest oczywiście wyśmianie. Oczywiście należy pamiętać o zasadach zdrowego wyśmiewania, oddzieleniu tego od wyszydzenia, oraz przekonującej argumentacji na temat przesłanek, jakimi się kierował autor przy doborze takiego, a nie innego narzędzia tortur.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wracając do postawionego we wstępie pytania. Sam na szczęście nie muszę stawiać się przed podobnymi dylematami, nie jestem, ani też (miejmy nadzieję) nigdy nie będzie dana mi rola krytyka wytworów kultury, więc mogę sobie pozwolić tylko na sięganie do takich dzieł, o których wiem, że są wartościowe, albo takich które zostały mi polecone przez zaufane osoby (wprawdzie nie zawsze, i nie każdemu udaje się wstrzelić w mój gust, jednak przeczytanie nawet kiepskiego dzieła, i poświęcenie mu czasu- nawet jeśli towarzyszyć ma temu szczera rozmowa na ten temat, chyba jest lepszym rozwiązaniem, od wymigania się od tego obowiązku, i rozpoczęcie poszukiwań miejsc do ukrycia przed furią pożyczającego), i mogę tylko stwierdzić z pewnością- że nawet błahe dziełko może stać się źródłem wartościowych przeżyć, może stanowić początek czegoś większego. A czasami nawet zbiór recenzji takich dzieł może dać o wiele więcej satysfakcji niźli wszystkie te dzieła razem wzięte. &lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/3254354067074594608-4014447359115839727?l=tomekjmm.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tomekjmm.blogspot.com/feeds/4014447359115839727/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2009/11/no72-stanisaw-baranczak-ksiazki.html#comment-form' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/4014447359115839727'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/3254354067074594608/posts/default/4014447359115839727'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tomekjmm.blogspot.com/2009/11/no72-stanisaw-baranczak-ksiazki.html' title='no.72- Stanisław Barańczak- Książki Najgorsze'/><author><name>Tomek</name><uri>http://www.blogger.com/profile/00000232237295259445</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='22' height='32' src='http://2.bp.blogspot.com/_b6DvdfGnSwY/Sr9GNPRYXUI/AAAAAAAACDc/HlkgZS7n6z8/S220/Thorgal.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-3254354067074594608.post-1978276720004804004</id><published>2009-11-08T16:21:00.005+01:00</published><updated>2011-11-02T20:55:10.427+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Lem Tomasz'/><title type='text'>no.71- Tomasz Lem- Awantury na tle powszechnego ciążenia</title><content type='html'>&lt;div align="justify"&gt;Bardzo łatwo wyrobić sobie dialektyczny sposób działania, w którym konkretne treści, czy też przemyślenia są formułowane pod kątem przyszłej krytyki, w dokładnie taki sposób, aby tylko spolaryzować antagonistyczne punkty widzenia. W taki sam sposób można sobie wyobrazić konkretny tekst pod kątem możliwych interpretacji, możliwego odbioru, czy też oczekiwań wobec niego (czyli coś, czego sam unikam z zachowaniem największej ostrożności). Najlepszą oczywiście sytuacją będzie kompleksowe rozminięcie się z wyraźnymi i uświadomionymi oczekiwaniami, a jednocześnie zadowolenie swojego odbiorcy przez zaprezentowanie swoich treści w taki sposób, aby doznał jednoczesnego niepokoju, zadowolenia, ale też, żeby skłonić go do dalszych poszukiwań, uświadamiając, że wraz z przesuwaniem się granic własnej wiedzy, tylko rośnie liczba problemów, i w przyroście geometrycznym pojawiają się dziesiątki tysięcy problemów. Oczywiście nie zdając sobie sprawy z ich istnienia żyje się o wiele wygodniej, można pijać najdroższe wino w najmodniejszych barach Warszawy i Paryża, i rozpaczać z powodu samotności dzieci wieku informacji. Ale zdając sobie sprawę z tego wszystkiego- to już jest po prostu przechlapane, i nie zmiłuj. Nawet ten głupi strukturalizm zaczyna człowieka ganiać od metodologii do kulturoznastwa…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A wracając jeszcze do tematu blubrów. Bardzo łatwo jest uogólnić stare, poczciwe kantowskie „postępuj w taki sposób, w jaki chciałbyś, żeby inni obchodzili się z Tobą.” Na rozmaite przejawy ludzkiej działalności, a w tym przypadku na pisanie. Wprawdzie nie miałem okazji, żeby uczestniczyć w żadnym kursie osławionego creative writing (do czego też nigdy mnie w żaden sposób nie ciągnęło, skoro mam coraz silniejsze wyuczone odruchy dotyczące oddalania się na jak największą odległość od wszystkiego związanego z jakimkolwiek pisaniem, i liczę, że uda mi się uniknąć wszelkich płynących z tego efektów ubocznych), ani też nie przeglądałem dostępnych materiałów na ten temat, to jednak nie zdziwiłbym się wcale, gdybym zobaczył w nich wypisaną świętym pismem pośród przykazań proroków różnorakich sentencję „Pisz to co chciałbyś przeczytać”. I gdybym miał się tego właśnie trzymać, nie powstał by tutaj żaden z tych wszystkich produktów książkotematycznych. Gdybym miał do tego podejść jako czytelnik, to ocena byłaby jednoznaczna. Teksty króciutkie, zupełnie prześlizgujące się po podejmowanych tematach, biorące je bez żadnej widocznej hierarchii ważności. Więcej obiecujące, niż rzeczywiście cokolwiek dające. Nie przedstawiające z sobą żadnego planu, nie stanowiące zamkniętej całości, a jedynie zbiór luźno powiązanych ze sobą akapitów. Jakże tu można być zadowolonym z takiej właśnie twórczości?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dlatego aż tak uderza pisany przez Tomasza Lem wstęp, w którym z góry przeprasza za przyjętą przez niego formę swoich wydanych drukiem wspomnień, tłumacząc się przywiązaniem do wieloletniej postawy jako tłumacz tekstów, który pracuje ściśle określonymi narzędziami, a po inne sięga tylko z akcie ogromnej desperacji, albo w chwili kiedy nie może się powstrzymać przez aktami zupełnie innego typu. Stąd też stosuje zwięzłą formę, przypominając niczym mantrę słowa domagające się przede wszystkim konkretów. I zapewne tutaj rodzi się kolejny dysonans między własnymi wymaganiami jako czytelnik, a tym co się czyni chwytając za kolejną maszynę piszącą… Sam wprawdzie nie podpiszę się pod tym zdaniem, że wziąłem sobie do serca przekazywanie jedynie konkretów, ale reszta wstępu… Tak się właśnie kupuje sympatię pewnego czytelnika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ktoś, kto oczekuje spisanej świeżym okiem biografii ojca autora, spójnej faktografii podającej zupełnie nowe fakty i interpretacje- a przynajmniej takie które nie znalazły swojego miejsca w tych nielicznych pozycjach autobiograficznych popełnionych przez Lema seniora, albo w nieco liczniejszych wywiadach, także tych wydanych książkowo (do których samemu jeszcze nie udało mi się dotrzeć, ale w końcu przyjdzie czas również i na nie) – taki czytelnik odłoży książkę rozczarowany. Zapewne równie rozczarowany będzie taki czytelnik, będący zadeklarowanym wielbicielem dzieł literackich, czy też esejów społeczno-filozoficznych, i poszukiwać będzie przesłanek do ich powstania, jakichś szczegółów w biografii, które by jednoznacznie wyjaśniły rolę przypadku, czy też ponoć zimnego racjonalistycznego podejścia do empirii (zresztą jakby nie było to powiedziane już wiele razy…) To nie jest żadna biografia. To nie jest żaden hołd złożony wielkiemu człowiekowi, jakiemuś nieludzkiemu geniuszowi, który cierpiał przez zstąpienie z nieba na ziemię, żeby raczyć te małe robaczki swoją Wiekopomną Twórczością. I bardzo dobrze, bo w takim przypadku nie dałoby się czegoś takiego w ogóle przeczytać. Zwłaszcza kiedy jest się tak alergicznie nastawionym do wszelkich laudacji. Może i dobrze, że autorem okazał się ktoś, kto o wszystkim wie z pierwszej ręki, i nie musi rekonstruować obrazu świata i człowieka, aby pasował do przedstawionej na ostatniej stronie okładki (tuż nad logami sponsorów) Wielkiej Tezy. &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;&lt;br /&gt; &lt;/div&gt;&lt;div align="justify"&gt;Nie ma tu też próby pokazania tego, jaki Stanisław Lem był naprawdę. Mimo, że z tych wszystkich opisów codziennych czynności, podejmowanych wysiłków podczas zmieniających się z upływającymi latami wyłania się obraz podejścia do świata, stosunku do innych ludzi, czy też pokazania tego co stanowiło okazywalne wartości, to na szczęście nie próbuje się tutaj na ich podstawie rekonstruować myśli, pragnień, wewnętrznych sprzeczności, czy dążeń których nikt inny poza samym podmiotem wcale nie musiał znać. Zresztą pozostanie to „moim życiem z ojcem”, a nie „biografią ojca”, stąd też tak niewiele miejsca poświęconego temu co się działa na świecie pomiędzy Lwowem a Krakowem przed tym co autor pamięta. Ale również niewiele miejsca poświęconego samej pracy Lema seniora- chociaż o to można było mieć pretensje. O to, jak kilku czy kilkunastoletni Tomasz Lem niewiele spamiętał, czy też spisał z próbnych wersji najsłynniejszych dzieł, czy tych maszynopisów które nigdy potem nie ujrzały światła dziennego. O to, jak wyglądał warsztat pracy pisarza, w jaki sposób konstruował swoje cudowne opowieści. Albo może o to, jak wyglądały spotkania, i długie rozmowy z Janem Józefem Szczepańskim, Janem Jakubem Lipskim, Władysławem Bartoszewskim, czy Czesławem Miłoszem, które to postaci są wprawdzie wspominane, ale nie wytrwale opisywane. O to, że nie ma tutaj nic na temat rozmów rodzinnych na tematy religijne, polityczne czy światopoglądowe, poza bezpośrednimi reakcjami na edukację autora. Ale sądzę, że nawet jeśli nikt inny nie mógłby głębiej wniknąć w te hermetyczne sfery Lema seniora, jak jego syn, to chyba dobrze się stało, że tego tutaj nie ma. Niech przez poglądy pisarza przemawia jego twórczość, a od materiału czysto wspomnieniowego oczekujmy anegdot, zwykłego życia, codzienne zmagania się z tak niegościnnymi warunkami, w jakich w owych czasach trzeba było tworzyć. Może to przynieść o wiele więcej satysfakcji i radości z obcowania z takim rzeczami. A rzeczową biografię, niech napisze jakiś
